Paweł Kołodziejek

Paweł Kołodziejek Kontaktinformationen, Karte und Wegbeschreibungen, Kontaktformulare, Öffnungszeiten, Dienstleistungen, Bewertungen, Fotos, Videos und Ankündigungen von Paweł Kołodziejek, Schladming.

115km oraz 3500m przewyższenia, brzmi całkiem zacnie. Takie liczby odnosiły się do wyścigu Black Forest Ultra Bikemarato...
28/07/2026

115km oraz 3500m przewyższenia, brzmi całkiem zacnie. Takie liczby odnosiły się do wyścigu Black Forest Ultra Bikemaraton, która była V rundą pucharu świata UCI Hero Maraton World Cup.

O tym wyścigu słyszałem, że jest najszybszym i najłatwiejszym od strony technicznej z całej serii sześciu wyścigów rozgrywanych w ramach pucharu.
Trochę z ciekawości chciałem się przekonać czy rzeczywiście tak jest.
Wyścig rozegrany 26 lipca ze startem i metą w miejscowości Kirchzarten w niemieckim Szwarcwaldzie. Na wyścig zapisałem się w kategorii UCI Masters, więc start był z samego rana o 7:30 z pierwszego sektora razem z UCI Elite (Mastersi byli ustawieni na końcu sektora). No cóż takie ustawienie wróżyło tylko jedno. Od samego początku będzie mocne tempo. Z sektorem pojechałem może pierwsze 2km, które były płaskim wyjazdem z miasta, jak tylko zaczął się pierwszy 10km podjazd to wszystko się rozciągnęło, a ja zostałem ze swoją kategorią Masters. Pierwszy podjazd idzie całkiem mocno, chociaż ja mam jakieś takie nie swoje samopoczucie. Niby jest ok, ale jakoś tak nie do końca. Trochę się zdziwiłem, gdy nie podjechałem jeszcze do końca podjazdu, a doszła mnie czołówka kobiet Elite. Ja nie jechałem jakoś słabo, no ale dziewczyny musiały jechać piekielnie mocno, startowały 10 min za nami. Nie ma co, jadę dalej swoje. Kolejny podjazd ja nadal czuje się nieswojo, jest jakiś 30km, a mi w głowie rodzą się jakieś czarne myśli, „co ja tu robię”, „jak ja to ukończę” (widać, że takie myśli zdarzają się najlepszym 😜 ). Mijają wymęczone kolejne kilometry. Na szczęście powoli zaczyna poprawiać mi się samopoczucie…

Jak już wspomniałem na początku o zasłyszanym charakterze trasy, to w sumie się to potwierdza. Dominują szerokie szutry, czasami są przejazdy po asfalcie, no i cały czas góra – dół. Gdzieś te 3500m przewyższenia musi się nazbierać. Jednak, żeby nie było że tak łatwo, to w sumie ja się cieszę, że wybrałem fulla, a nie hartaila. Drogi zjazdowe często nie są gładkim szutrami, tylko drogami z kamieniami. Trochę na sztywniaku by trzęsło. Nawet czasami zdarzają się jakieś single, gdzie mi o wiele lepiej zjeżdża się na fullu.

O ile pierwsza cześć trasy była dla mnie męczarnią, to druga połowa, po jakiś 3h jazdy, zaczęła być już fajna. Czuje się dobrze, na podjazdach zaczynam wyprzedzać ludzi, zjazdy idą dobrze. Wisienką na torcie dobrego samopoczucia był stromy podjazd na 75km, gdzie było mnóstwo kibiców, grała muzyka, doping niósł człowieka pod górę. A właśnie. Zaskoczeniem dla mnie była duża liczba kibicujących osób na trasie. Jak na Cape Epic. Od wspomnianej 3 godziny jedzie się dobrze. Jadę pokonując kolejne kilometry, wyprzedzając kolejnych zawodników i wypatruje tabliczki z napisem 100km. Wypatrywałem stówki bo ostatnie 15km trasy to co do zasady był zjazd do mety z kilkoma krótkimi podjazdami. Zobaczywszy tą tabliczkę, dostałem skrzydeł. Jadę jak natchniony zjazdy idą dobrze, na krótkich podjazdach jadę zaskakująco mocno i szybko, tak jakbym nie był już w trasie 6h. Na tych ostatnich km udało się dogonić i dość łatwo uciec konkurentowi z kategorii Masters.

Po 6h i 15min docieram na metę. Przed startem trochę się łudziłem, że uda się przyjechać poniżej 6h, no ale nie wyszło. Gorsze samopoczucie z pierwszej części zaważyło na wyniku. Dojeżdżam na 12 pozycji w Mastersach. Czy to dobra lokata? Wiadomo chciało by się wyżej, jednak przy dekoracji mojej kategorii uzmysłowiłem sobie z kim ja się ścigam. Kategoria Masters to są zawodnicy +30 lat. Ja się ścigam z trzydziestolatkami. To jest jednak duża przepaść wydolnościowa. Nie ma tu podziału na kategorie wiekowe. Wyścig wygrał 34 latek. No ale dobra takie są zasady, wiedziałem gdzie startuje, nie ma co narzekać.

Na koniec jeszcze kilka słów o organizacji. Niby wszystko ok, ale jednak jakiś niesmak pozostał. Co jest na duży plus. Oznaczenie trasy, rewelacja. Samych strzałek na trasie nie było za dużo, ale niemalże każde skrzyżowanie było otaśmowane. A przypominam, trasa miała 115km na jednej pętli. Dużo też było osób organizatora na samej trasie. Zabezpieczenie medyczne też bardzo dobre. Co podjazd to stała karetka, do tego na trasie kursował quad ratowniczy. Bufety eleganckie. Od 40km były co 10km, szok. Miasteczko zawodów, wszystkiego mnóstwo. Po wyścigu dostęp do prysznica.
A co pozostawiło niesmak. Zaczniemy od odbioru pakietów. Niby w regulaminie wyścigu było, że odbiór jest od 8 rano do 18. Po pakiety przyszliśmy o 12:15 i trochę się zdziwiliśmy, jak nam pani w biurze oznajmiła, że się spóźniliśmy. Teraz odbiór będzie możliwy od 17 do 18. Po odebraniu pakietu okazało się, że pakietem było kilka ulotek i numery startowe. Trochę słabo jak na wpisowe 150 EUR. Na Capoliviery dawali fajne koszulki kolarskie, w Dolomitach był fajny ręcznik chłodzący i trochę suplementów sportowych. Po przyjechaniu na metę nie było medalu za ukończenie. Wiem może to pi****ła, ale fajnie by uzupełniło kolekcję medali z poprzednich edycji pucharu. Po przyjechaniu na metę próżno też było szukać pasta party. Owszem było dużo stanowisk z jedzeniem, ale wszystko płatne. Raczej na wyścig nie zabiera się ze sobą gotówki, a dostaliśmy talony na pasta party. Potem się dowiedzieliśmy, że Pasta party owszem będzie, ale o 17:00. Ehh na metę wjechałem o 13:30, dobrze by było coś na ząb szybko wrzucić.

Reasumując mam mieszane uczucia co do wyścigu. Organizacyjnie ok, z drobnymi mankamentami. Trasa w sumie spoko, ale jak ktoś szuka technicznych zjazdów, to nie tutaj. Na pewno z perspektywy Warszawy, to dojazd 1200km jest sporą przeszkodą. Do tego Kirchzarten nie jest typową miejscowością turystyczną, więc zaplecze noclegowe skromne. Mieszkaliśmy do drugiej stronie pasma górskiego, więc dojazd na start zajmował nam ponad pół godziny. Ceny noclegów nie były też tanie, takie Szwajcarskie. Jak ktoś jest ciekaw wyścigu to śmiało, ale myślę, że ciekawsze propozycje znajdą się w Polsce. A jak już ktoś koniecznie chce coś za granicą, to zdecydowanie zamiast Black Forest, to polecam Capoliviery Legend na Elbie czy Hero w Dolomitach. Ja raczej nie spodziewam się że drugi raz pojawię się na Black Forest. Chociaż, życie lubi zaskakiwać.

Za wspólny wyjazd podziękowania dla Anna Magoń, która jako jedyna kobieta w kategorii UCI Masters pokonała dystans i dzięki temu objęła prowadzenie w cyklu UCI Hero Maraton World Cup w Masters Women.

Jeżdżę z:
Evanlite
226ers Poland
Maciej Jeziorski - jezior.bike
Kolarstwo od kuchni

Oficjalnie taka okazja jest możliwa raz w roku. Raz na rok, Karkonowski Park Narodowy otwiera wrota i daje możliwość wje...
24/07/2026

Oficjalnie taka okazja jest możliwa raz w roku. Raz na rok, Karkonowski Park Narodowy otwiera wrota i daje możliwość wjechania rowerem na Szrenicę.

W minioną niedziele po raz już kolejny brałem udział w wyścigu o nazwie Rowerem na Szrenicę.

Sama trasa składa się z dwóch podjazdów. Na rozgrzewkę jedzie się szutrami na Wysoki Most. Potem zjazd do dolnej stacji kolejki linowej w Szkalrskiej Porębie, przejazd pod wodospad Kamieńczyk i docelowy wjazd na Szrenicę.

Z dużą sympatią wspominam mój udział kilka lat temu w imprezach organizowanych przez Rowerowe Karkonosze, więc w tym roku postanowiłem, że jeszcze raz zmierzę się z tym niebanalnym podjazdem.

Ponieważ moja forma nadal rośnie :-P po kontuzji, więc totalnie nie wiedziałem, jak mi pójdzie. Mimo tego, że nie wiedziałem jak to będzie to co mi tam, stanąłem w pierwszym rzędzie na starcie. Wystartowaliśmy o 8:00 ze Szklarskiej Poręby. Po przejechaniu pierwszych kilkuset metrów, jadę na pierwszych pozycjach i czuje jakąś lekkość pedałowania. Początek jest dość płaski, a ja wychodzę na prowadzenie i tak jadę z przodu. Oczywiście mam w tyle głowy, że po tych 3-4km zaczyna się podjazd na Wysoki Most, więc nie ma co przesadzać z watami na płaskim. Jadę solidnie, ale nie na maksimum.

Tak jak się spodziewałem, jakieś 200m przed początkiem podjazdu inni przyśpieszyli. Wyprzedziło mnie kilku zawodników. Jednak dość szybko przebiłem się do przodu i dojechałem do dwójki zawodników, którzy odłączyli się od czołowej grupy. Podczas pokonywania ciut stromszego fragmentu podjazdu, zostało nas dwóch. Tak razem pokonaliśmy dalszą część podjazdu. Potem był szybki zjazd i wjazd na drogę która prowadziła lekko pod górę do wyciągu narciarskiego. To nadal jedziemy we dwóch. Po dojeździe do wyciągu stała się sytuacja, która trochę mnie zaskoczyła. Byłem przekonany, że trasa będzie nadal jechać drogą pod górę, ale tak nie było. Trasa skręciła w dół wzdłuż wyciągu, żeby na dole przejść w kawałek stromego podjazdu. To, totalnie wybiło mnie z rytmu i wtedy straciłem bezpośredni kontakt z pierwszym zawodnikiem. Odjechał mi na jakieś 60 sekund. Akurat w miejscu gdzie zaczął się główny podjazd na Szrenicę. Podjazd, nie należy do tych łatwych. Po pierwsze jest stromo, momentami bardzo stromo, do tego dochodzi fakt jazdy po nierównej kostce granitowej, która jest ułożona na połowie podjazdu. Jazdy nie ułatwił też fakt, że zaczął padać deszcze i kostka zrobiła się śliga. Trzeba było wykazać się siłą, ale również też umiejętnościami, aby z jednej strony jechać po tej kostce, ale z drugiej strony unikać uślizgu tylnego koła. Takie uślizg mógł doprowadzić do utraty równowagi.

Jadę ten piekielny podjazd i powiem szczerze trochę niedowierzam wskazaniom liczniki, co zerkam, to widzę okolice 340W. Myślę sobie jest nieźle, dawno nie widziałem takich liczb na podjeździe. Odległość do pierwszego zawodnika zaczyna się zmniejszać. Powoli, bo powoli, ale się zmniejsza. Może uda mi się go dogonić. No cóż finalnie na myśleniu się tylko skończyło. Mimo moich starań, kolega miał tyle sił, że nie dał się dogonić. Finalnie przyjeżdżam 21 sekund za nim. 2 Open i 2 w kategorii M4.

Na górze w nagrodę czeka dobre ciasto plus fatalna pogoda. Całe szczęście organizator zapewnia dowóz na górę depozytu, w którym spakowałem ciepłą potówkę i ciepłą bluzę do przebrania. Do tego jest schronisko w którym w cieple można poczekać na zjazd z góry.

Podziękowania dla Krzysiek Rybicki za udany rowerowy weekend oraz gratulacje za 5 miejsce Open.

Jeżdżę z:
Evanlite
226ers Poland
Maciej Jeziorski - jezior.bike
Kolarstwo od kuchni

Alpen Tour wyścig, na który pojechałem dwa razy, pierwszy i ostatni raz. No ale po kolei.Poszukując wyścigów, które jesz...
11/07/2026

Alpen Tour wyścig, na który pojechałem dwa razy, pierwszy i ostatni raz. No ale po kolei.

Poszukując wyścigów, które jeszcze nie jechałem uwagę przykuł czerwcowy wyścig w Austriackich Alpach. Smaku dodawał fakt, że na wyścig chętnych była spora zawodników z Polski. Skrzyknęliśmy się razem i w promocyjnej cenie udało się zapisać na wyścig oraz zarezerwować wspólny nocleg w ciekawych apartamentach.

Na sam wyścig zapisałem się jako para razem z Marcin Kudlak. Nie ma co ukrywać, ale zapisując się jako para mieliśmy w planach powalczyć o podium w kategorii Duo Masters.

Do austriackiego Schladming przyjechaliśmy kilka dni wcześniej. Pierwsze wrażenie było pozytywne, fajne góry, do tego na pierwszy plan wybijał się bikepark. Jako pierwszą przejażkę pojechaliśmy na trasę ostatniego etapu, nadchodzącego wyscigu, którym był 11km uphill. Nie powiem uphill zrobił wrażenie, szczególnie ostatnie 3km, które obfitowały w bardzo strome podjazdy. Pierwsze nie teges to zjazd bike parkiem. Może na rowery enduro był on ok, My na naszych „delikatnych” rowerach XC doznaliśmy rozczarowania. Mocno zniszczona nawierzchni z dziurami i tarką totalnie zabierała przyjemność z jazdy. Ale dobra bikepark to tylko krótki element trasy. Zobaczymy co będzie dalej.

W czwartek 18 czerwca stajemy na starcie pierwszego etapu. 60km i 2160m przewyższenia brzmi dobrze. Początek po asfalcie, który przechodzi w drogę szutrową. No dobra to początek wiec trasa taka musi być, co by się stawka ułożyła. Kolejne kilometry a sceneria się nie zmienia, asfalt na zmianę z szerokimi szutrami, no ale co chodzi? Będzie coś technicznego? W sumie to na tych 60km był jeden płaski singiel o długości około 500m. Najbardziej techniczną rzeczą, był zjazd do mety wspomnianym wcześniej bikeparkiem. No nie tego się spodziewałem po maratonie w Alpach. Na osłodę okazuje się że w naszej kategorii zajmujemy 3 miejsce więc jesteśmy dekorowani. Drugiego dnia, to samo. Asfalty i szutry. Tutaj chociaż pojawia się jeden czy dwa bardziej techniczne zjazdy. Rodzi się pytanie, jaki jest sens wspinać się przez 1,5h na górę, aby w 5 minut zjechać z tej góry szerokimi szutrami. O trzecim dniu, chyba nie muszę pisać jaki był. Jedyne co można odnotować, to fakt, że na końcówce przedostatniego zjazdu, za późno zacząłem hamować, za szybko wjechałem w kopny żwir i się wywaliłem. Obtarte kolano i łokieć. Na szczęście tylko rana powierzchowna, więc na rower i do mety.

Czwarty dzień to czasówka, 11km do góry. Po 3 dniach z Marcinem zajmowaliśmy drugie miejsce w klasyfikacji generalnej w kategorii Duo Masters. Pierwsze miejsce było poza zasięgiem, do tego mieliśmy w miarę bezpieczną przewagę nad trzecią parą. Wiec plan był prosty, aby kontrolować 3 parę, aby nam nie odjechali. Plan udało się realizować skutecznie. Para zajmujące 3 miejsce była cały czas w zasięgu widzenia. Do mety docieramy więc utrzymując 2 miejsce w genegalce w kategorii.

No cóż jak ktoś się zastanawia czy jechać Alpen Tour czy Bike Adventure, to zdecydowanie polecam to drugie. Ja na Alpen Tour byłem pierwszy i ostatni raz.

Jeżdżę z:
Evanlite
226ers Poland
Maciej Jeziorski - jezior.bike
Kolarstwo od kuchni

To było tak. Jakoś w maju Warzala Łukasz zadał mi pytanie, czy nie chciałbym z nim pojechać na Andorra Epic. Ja na to - ...
08/07/2026

To było tak. Jakoś w maju Warzala Łukasz zadał mi pytanie, czy nie chciałbym z nim pojechać na Andorra Epic. Ja na to - Czemu nie? Łukasz dał jednak jeden warunek. Pojedziemy, jak się znajdzie ktoś, kto taniej odstąpi pakiet startowy. No i się taka osoba znalazła 🤪

W czwartek 25 czerwca dokonaliśmy rejestracji na zawody. W piątek ogarnęliśmy bilet na samolot, bilet na autokar z Barcelony do Andory oraz ubezpieczenie.
W Andorze byliśmy we wtorek 30 czerwca na wieczór. Tak, to była ekspresowa akcja. W środę odbiór pakietów, spokojna przejażdżka po okolicy, co by w czwartek o 9:00 rano stanąć na linii startu.

Cztery dni ścigania w Pirenejach. Ten kto był to wie, że nie jest to szkółka niedziela. Z liczb niby krótko, bo 49km, 61km, 52km i ostatniego dni 45km. Przewyższenia też nie przerażają. Jednak w wypadku Andorra Epic większość startujących szybko przekonuje się, że liczby swoje, a rzeczywistość swoje. Podjazdy jak podjazdy, jak to w górach bywa. Jednak jazda powyżej 2000 m.n.p.m wpływa na wydolność i kręcenie mniejszych watów. Andora słynie natomiast ze zjazdów. Nie jest tak, że puszczasz hamulce i jedziesz w dół. Zjazdy jak na maraton są mocno techniczne. Cały czas trzeba być skupionym, trzeba też mocno pracować ciałem, aby utrzymać się na rowerze., Zmęczenie po każdym etapie narasta.

Z Łukaszem jechałem pierwszy raz w parze. Obserwowałem go na AlpenToru więc mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać. Od samego początku pilnowałem, abyśmy jechali równo. Tempem żwawym, ale nie za mocnym. Tutaj musze pochwalić Łukasza, że cierpliwie słuchał moich uwag, typu jedź wolniej, nie szarp, jedziemy spokojnie. Ta strategia sprawdziła się dobrze, bo na ostatnim etapie mieliśmy jeszcze na tyle sił, aby całe 45km przejechać w dobrym tempie. Zyskując dwa oczka w klasyfikacji generalnej. Kończymy na 18 miejscy w kategorii Masters, na 49 par, które ukończyły zawody.

Totalnie spontaniczny wyścig. Zabawa dobra. Łukasz po ostatni etapie, kilka razy powtarzał, że nie doceniał tej etapówki. Mocne słowa, jak na człowieka, który mieszka w górach i tam jeździ na rowerze. Organizacja jak zwykle Top do czego Epic Series już zdążyło mnie przyzwyczaić. Trochę humor popsuł fakt, że nasze rowery nie wróciły z nami z Barcelony. Jak to piszę, to jeszcze roweru nie ma.

Jechaliśmy jako drużyna Ski&Bike House Stronie Śląskie/Czarna Góra & Evanlite

📷 Sportograf

Jeżdżę z:
Evanlite
226ers Poland
Maciej Jeziorski - jezior.bike
Kolarstwo od kuchni

31/05/2026

LegiaMTBmaraton w miejscowości Porządzie.
Przyjemne 3 okrążenia po 13km. Trochę płaskiego, trochę singli i trochę pagorków. Tak więc trasa fajna. Do tego całkiem fajna stawka.

Kończę 10 open i 4 w M4. Co raz mniejsze straty do czołówki 😉

Start totalnie spontaniczny, wpisany w blok treningowy, więc jechane na dość dużym zmęczeniu.

Dla mnie wyścig udany.

Evanlite
226ers Poland
Maciej Jeziorski - jezior.bike
Kolarstwo od kuchni
Carolina Toyota Professional Wesoła

24/05/2026

Mouflon Tracks 2026.
Trzy dni dobrego ścigania.

Forma nie zachwyca, ale ja tam jestem zadowolony z wyścigu.

Jeżdżę z:
Evanlite
226ers Poland
Maciej Jeziorski - jezior.bike
Kolarstwo od kuchni
Carolina Toyota Professional Wesoła

Cape Epic 2026 jest co wspominać.Jeżdżę z:Evanlite 226ers Poland Maciej Jeziorski - jezior.bike Kolarstwo od kuchni Caro...
03/04/2026

Cape Epic 2026 jest co wspominać.

Jeżdżę z:
Evanlite
226ers Poland
Maciej Jeziorski - jezior.bike
Kolarstwo od kuchni
Carolina Toyota Professional Wesoła
Carolina Toyota Wola / Włochy / Wesoła

22/03/2026

Coś co wydawało się niemożliwe jednak stało się rzeczywistością. Po wypadku cel był jasny, chcę wystartować w Cape Epic i go ukończyć.
Niewiele osób wie ile w to trzeba było włożyć pracy.
Dziękuje:
Anna Kołodziejek za Twoja miłość i wiarę we mnie
Maciej Jeziorski - jezior.bike za przemyślane prowadzenie treningowe
Kolarstwo od kuchni za pilnowanie abym był dobrze odżywiony
Klaudia Czabok za mądry proces rehabilitacji
Marcin Kudlak ze ogromne Twoje wsparcie i dużą dawkę wyrozumialosci i pomocy na wyscigu

Cape Epic zaliczony!

21/02/2026

Czas jakieś 6h45m 😅
Ale w tym wyścigu celem było ukończenie i przypomnienie sobie do czego sluży rower MTB.

Jeżdżę z:
Evanlite
226ers Poland
Maciej Jeziorski - jezior.bike
Kolarstwo od kuchni
Carolina Toyota Wola / Włochy / Wesoła
Carolina Toyota Professional Wesoła

20/02/2026

Piereszy strat na MTB od dłuższego czasu.
Na spokojnie, bez zbednego ryzyka będę jechał swoje.

Jeżdżę z:
Evanlite
226ers Poland
Maciej Jeziorski - jezior.bike
Kolarstwo od kuchni
Carolina Toyota Professional Wesoła
Carolina Toyota Wola / Włochy / Wesoła

Adresse

Schladming

Website

Benachrichtigungen

Erfahren Sie als Erste/r von Neuigkeiten und Aktionen: Wir schicken Ihnen eine E-Mail, wenn Paweł Kołodziejek etwas veröffentlicht. Ihre E-Mail-Adresse wird für keinen anderen Zweck verwendet, und Sie können sich jederzeit abmelden.

Verknüpfungen

Teilen