06/10/2026
2/2 Riva del Garda. I Sirmione :)
Jeden dzień na rowerach nam w zupełności wystarczył. Ale kolejny też nie był leniwy.
Chiessa di Santa Barbara. Każdy, kto chodzi uliczkami Riva, widzi ten mały kościółek na zboczu stromej góry. Kusił nas on od samego początku, więc postanowiliśmy go odwiedzić.
Szlak do niego na szczęście nie był stromy. Ścieżka prowadziła zygzakiem, głównie wśród drzew, skalistym szlakiem. Słońce paliło przez połowę drogi, później schowało się po drugie stronie góry.
Tuż przed kościółkiem minęliśmy małą, gorską restaurację. Przy wielkich stołach, na zewnątrz, siedziało tam mnóstwo osób przy posiłkach i dzbankach wina. Poszliśmy dalej.
Do celu dotarliśmy po około półtorej godzinie. Po drodze widzieliśmy już piękne widoki, ale tutaj, na 625 m n.p.m., widok był najlepszy. Usiedliśmy sobie z nogami spuszczonymi nad stromym zboczem, otworzyliśmy zakupione wcześniej włoskie smakołyki I długo siedzieliśmy zajadając je i podziwiając widok na całą Riva del Garda, okoliczne miejscowości i góry.
W końcu trzeba było wstać, co dla niektórych okazało się wyzwaniem 😆 Mięśnie pamiętały poprzedni dzień na rowerze.
Schodząc w dół znowu przechodziliśmy przez tą jadłodajnię. I spotkała nas miła niespodzianka. Zaproponowano nam darmowy posiłek. Był to pyszny makaron z sosem pomidorowym. Byliśmy już najedzeni, ale takich rzeczy się nie odmawia 🙂
W końcu ruszyliśmy dalej. W pewnym miejscu szlak odbijał w lewo, do innego kościółka. Skręciliśmy w jego stronę.
Okazało się, że była to już ruina. Obok natomist znajdowały się nowsze budynki, które miały może 50 lat. Były opuszczone, ale bardzo kusiło nas sprawdzenie, co jest w srodku. Okazało się, że był tu kiedyś jakiś pensjonat. Wewnątrz znaleźliśmy księgę gości chyba, stare listy, niedopite butelki... Było to dla nas dużo ciekawsze niż kościółek obok.
W końcu wróciliśmy do Riva.
W ostatni dzień zwiedziliśmy lokalne muzeum. Było większe, niż wydawało się z zewnątrz. Wśród licznych wystaw szczególnie zainteresowały mnie zdjęcia z czasów wojny oraz wystawa plakatów zachęcających do wizyty nad jeziorem Garda z lat przed i powojennych.
Ostatnim punktem naszego długiego weekendu nad Gardą była miejscowość Sirmione na południu jeziora. To urokliwe miasteczko znajduje się na cyplu, na którego końcu położona jest skalista plaża Jamaica Beach. I tutaj w końcu popływaliśmy w jeziorze Garda 🙂
Nie zobaczyliśmy wszystkiego, co chcieliśmy zobaczyć i nie byliśmy wszędzie, gdzie chcieliśmy być. Jeszcze tu wrócimy, żeby przepłynąć się na rowerze wodnym do ukrytej jaskini, przejechać rowerami Gardę dookoła, wejść do groty z wodospadem, wypić limoncello w Limone, wjechać kolejką na Monte Baldo i zrobić którąś z licznych w okolicy via ferrata. Ale to będzie wyjazd chyba na dwa tygodnie 🙃
Zaobserwujcie ten profil po więcej relacji z podróży i okazję do wspólnych, polskich wyjazdów w świat 🙂
Byliście już nad Jeziorem Garda? A może planujcie wyjazd w te rejony? Dajcie znać w komentarzach :)
Łukasz Mańkowski