Ava - Do przodu i w górę

Ava - Do przodu i w górę

Udostępnij

Kim jestem? Kobieta, matka, ultraska, zakochana w bieganiu do przodu, w górę i w dół, wspinaniu i jeszcze paru innych aktywnościach :)

Photos from Ava - Do przodu i w górę's post 26/09/2024

[Leczymy tendinopatię przyczepu Achillesa i zapalenie rozcięgna podeszwowego elektrolizą]

❗️Uwaga❗️ Materiał zawiera treści, które mogą zostać uznane za drastyczne przez osoby wrażliwe 😁

Dziś obiecane fotki z elektrolizy przezskórnej w Achillmed Sport Fizjoterapia🤩 czyli noga z tzw. octopusem

Gdyby padło pytanie - po co to? odpowiedź fizjoterapeuty brzmi:

"Zastosowanie EPTE natychmiast wywołuje zmiany biochemiczne w komórkach. Dzięki temu komórki zostają pobudzone do procesów gojenia i wytworzenia nowego kolagenu"

Po 48 h od tego czas na ćwiczenia ekscentryczne na achillesa/rozcięgno, które przedstawię w następnym wpisie 😀

19/09/2024

[Leczymy tendinopatię przyczepu Achillesa i zapalenie rozcięgna podeszwowego elektrolizą]

No dobra, kto z Was miał wbite trzy igły na raz w okolicę pięty i wpuszczony przez nie prąd?
A może ktoś miał 3 igły wbijane w podeszwę stopy – tym razem jedną po drugiej i również był miziany poprzez te igły amperami?

Po paroletniej walce z bólem piętowego przyczepu Achillesa wczoraj wkroczyłam na ścieżkę jego naprawy (a przy okazji mojej nowszej kontuzji czyli zapalenia rozcięgna w drugiej nodze). Z tego powodu właśnie doświadczyłam takich elektrycznych rozkoszy czyli Elektrolizy Przezskórnej (EPTE) pod kontrolą USG*.

Najpierw pewien uznany ortopeda zaproponował mi w ramach terapii achillesa zastrzyk w piętę z soli fizjologicznej. Ok, czemu nie, tylko dowiedziałam się że skasuje za to tysiączka. Tak, tysionc-pe-el-enów za zastrzyk z soli. WTF! 😱Wyczułam tu jakiś podstęp i udałam się do kompetentnej fizjoterapeutki, żeby jednak leczyć się inaczej. Chlebem i solą to co najwyżej mogę przywitać zdrowego achillesa. Zdecydowałam się więc na polecane mi już zabiegi EPTE.
Zapraszam do śledzenia mojej terapii. Może ktoś z podobnym problemem skorzysta z tych doświadczeń.

Konkrety wyglądają na razie tak:
1) Sam zabieg nie był przyjemny, ale dla mnie bez tragedii. Wkłucie to krótki ból, a potem troszkę piekło 😁rozpierało i szczypało. Ale da się to wytrzymać, nawet sobie rozmawiałyśmy w trakcie. Aplikacja prądu trwa 1,5 minuty.

2) Zabiegi EPTE będę miała 3 – po jednym na tydzień. W tym czasie ZAKAZ biegania i skakania !!! 😭Ale można spacerować, nawet w dzień zabiegu.

3) Zakończę cykl na początku października, ale nie oznacza to że np. już wtedy mogę sobie polecieć jakieś ultra. Do biegania mam wracać stopniowo i powoli.

4) W międzyczasie będę robić ćwiczenia ekscentryczno-koncentryczne z obciążeniem przepisane mi przez fizjoterapeutkę.

5) Są też plusy - będę mogła: pływać, jeździć na rowerze, na ergometrze wioślarskim, robić przysiady/martwe ciągi i inne podobne ćwiczenia, oczywiście katować górę (plecy, ramiona, biceps, triceps) i brzuch. Tak więc jak widać, wcale mnie to nie uziemia, szczególnie, że ostatnio objawiła mi się nowa zajawka (Hyrox), do której takie właśnie ćwiczenia są mi bardzo potrzebne.
Kontrola przewidziana jest po 6 tygodniach od pierwszego wkłucia i wtedy na usg wyjdzie, czy tkanka się w jakimś stopniu zregenerowała.

Zabiegi będę robić w warszawskiej klinice https://www.facebook.com/AchillmedSport u Dominiki Wrzosek, którą polecił mi Adam Michoński - jedyny w Polsce instruktor i szkoleniowiec z zakresu Przezskórnej Elektrolizy.
A zatem stay tuned, za tydzień wpadnę tu z zdjęciem moich pięt z igiełkami podczas zabiegu.

*“EPTE - Technika polegająca na zastosowaniu przezskórnym prądu galwanicznego, przy pomocy igły, pod kontrolą USG, w celu stymulacji wewnątrztkankowej i leczenia przewlekłych tendinopatii.”

17/09/2024

Błąd ludzki, social mediowiec z pustką w miejscu mózgu, targety przed empatią - różnie można to tłumaczyć.

W każdym razie to co opublikował wczoraj polski team inov-8 All Terrain Running na Fejsbuku zadziwiło i wku... wiło wielu. Po licznych komentarzach firma po prostu usunęła posta bez słowa przepraszam. Oj tam, jest powódź czyli bardzo mokro i dużo błota, a jak dużo błota to pomyślcie o naszych butkach. Kupcie je! Ohyda!

Hienov-8 nie zamieciecie tego pod dywan - smród i niesmak pozostaną!

Photos from Ava - Do przodu i w górę's post 10/09/2024


Czasem biegaczka ganiająca głównie po piachach, korzeniach i kamieniach zapragnie zawodów na pięknym, równiutkim asfalcie - takim żeby się po nim płynęło. I taki był właśnie asfalt na Półmaraton Praski. 🤩

To już mój 4-ty Praski - zaliczyłam ten debiutancki (jeszcze dzienny) w 2014, który był sponsorowany przez BMW. Z racji wtopy organizacyjnej i braku wody dla wolniejszych biegaczy został spontanicznie potem nazwany Półmaratonem BMW czyli Bardzo Mało Wody.

Potem był drugi (bardzo dużo wody było 💦💦🫗🫗 😁), potem trzeci w 2017 - już wieczorny, na którym wykręciłam fest życiówkę 1:38 🥳no i teraz z minimalnego treningu szybkości przystąpiłam do czwartego.

Biegło mi się naprawdę super i równo. Nawet nie przeszkadzała mi temperatura (w dzień było 30 st., a wieczorem niewiele chłodniej). Może to dlatego, że na 2 dni przed połówką wsuwałam na potęgę tabletki Hydrosalt z elektrolitami, więc na starcie byłam pełna sodu, potasu i magnezu.

Plan życzeniowy był na 1:46, ale udało się 1:45:07 (no szkoda tych 7 sekund ale co zrobić 🤷‍♀️). Myslę że nawodnienie, elektrolity, ale też sporo treningów nóg na siłowni zrobiło swoje. Jedyny lekki kryzysik miałam na 17-tym. Udało się jednak z niego wygrzebać. Oczywiście końcówka była toporna, walczyłam o utrzymanie tempa sapiąc i dysząc jak lokomotywa, ale poszło. A widok oświetlonego Stadionu Narodowego, oprawa mety (wystrzelające w niebo ognie, bańki mydlane, super doping kibiców) dodały mocy na ostatnich metrach.
Ogólnie polecam Połówkę Praską - naprawdę super bieg! 👌

zdjęcia: FotoMaraton.pl

Photos from Ava - Do przodu i w górę's post 11/08/2024

Trochę mnie tu nie było, ale żyję, biegam coś tam. Plan Grossglocknera Ultra Trail w Austrii niestety nie wypalił, m.in. ze wzgledow zdrowotnych, ale zamieniłam go na bieg w okolicach Bielsko-Białej w super babskim towarzystwie😁 popieraj swoje!
No i udalo się , dotarłam do mety 60-tki, więc zgodnie z tym co widać na fotce, nie muszę jednak masować stóp bacy😁
Bieg Zbója 60 km/+3200 m to super impreza biegowa w Beskidzie Śląskim, mega pogoda (no ciut za ciepło chwilami ale bez tragedii), grube podejścia i zbiegi (Stołów, Szyndzielnia🤪) doskonałe oznakowanie trasy, wypas na punktach odżywczych. Ogólnie polecam na maksa!
A ja 10-te miejsce w open K, ale jestem zadowolona bo dałam z siebie ile mogłam, bez ściemy i opierniczania się na trasie.

29/06/2024

W obecnych okolicznościach przyrody ☀️☀️☀️☀️☀️☀️🌡🔥 pozostają chyba 2 wyjścia: a) chomikować na bieżni w klubie (no, thanks jeśli o mnie chodzi) 🤮, b) pracować w pocie czoła nad aklimatyzacją cieplną.

Ja dziś popracowałam przy 33C i garmin twierdzi że mam efekty + 10% od poprzedniego biegu. I tylko te spojrzenia w sklepie, gdy stoisz po wodę z twarzą jak burak i pot kapie z ciebie na ladę 😁

Ps. Zimo wróć!🙏

Photos from Ava - Do przodu i w górę's post 26/06/2024



Kopa Cwila Trail Challenge !!!💪🤩
Wczoraj na warszawskim Ursynowie parę osób zafundowało sobie niezłe "górskie bieganie"😁 Sprawczynią zamieszania była Dominika Stelmach - versatile runner i klub , a partnerem firma ON https://www.facebook.com/on

Idea była prosta - trasa o długości 700 m przebiegała góra-dół dwukrotnie przez Kopę Cwila czyli jeden ze "szczytów" Korony Warszawy i zawodnicy mieli równo godzinę żeby natrzaskać jak najwięcej kółek.

Pierwszy raz trafiłam tam tydzień wcześniej i podczas treningu z Dominiką zrobiłam kółek 6, ale co zawody to zawody - wczoraj wykręciłam w pocie czoła kółek 13 robiąc ponad 400 m w górę na dystansie 9,5 km. No Falenica niech się schowa przy takim przewyższeniu :D

Lekko nie było, co obrazuje zrzut z garmina z moimi strefami tętna ale wiadomo - ciężka praca popłaca.
Przyszła kupa ludzi, wszystko było super zorganizowane, a syte nagrody były rozdawane w losowaniu, czyli każdy miał szanse, nie tylko chude wyżyłowane harpagany 😂

Ogólnie polecam Kopę i treningi z Dominiką - chwilowo wakacyjnie ulegają zawieszeniu ale chyba we wrześniu będzie można się znów złoić grupowo z widokiem na ursynowską "wielką płytę"

Photos from Ava - Do przodu i w górę's post 12/04/2024



15 TYGODNI DO GGUT czyli zostałam Beskidzką Salamandrą

Dziś w ramach podsumowania przygotowań mała relacja ze startu testowego.
Chociaż plan tego nie przewidywał, wzięłam udział w Salamandra Ultra Trail 50, a raczej 60 km 😁. Podobno trasa została zmieniona w tym roku znacząco. Nie wiem czy na lepsze – mi się podobała. W każdym razie dystans był w sumie idealny – po lutowej połówce na Turbaczu chciałam sprawdzić się na dłuższej wyrypce z większym przewyższeniem. I zobaczyć co dają moje treningi, które niby nie przeszły rewolucji, ale trochę się jednak zmieniły bo przecież doszły ćwiczenia wytrzymałości mięśniowej z żelastwem 💪(sesyjki typu 160 jump lunges z hantlami (auć!) +160 wejść na skrzynię w seriach), siłownia, krótkie mocne sprinty pod górę, długie aktywne crossy w pagórkowatym lesie i regularnie robione treningi core/mobility.

Jechałam do Ustronia dobrej myśli – czułam że jest moc w nogach. Nie robiłam sztywnych założeń czasowych ale tempo około 8:15 min/km to był pewien wyznacznik. Jak się jednak okazało zbyt optymistyczny, bo Beskid Śląski to jednak konkretne, długie piony, strome zbiegi po kamieniach. Tempo wliczając postoje wyszło mi 8:37 min/km.
Start był o dziwnej porze jak na bieg 60 km czyli o 4 rano, ale co człowiek będzie się tak wylegiwać w wyrku. Lepiej pobiegać po ciemku, prawda? Poza tym nocne zbiegi w lesie to też super trening. Od początku szło fajnie, ruszyliśmy drogą wzdłuż szlaku GSB i czułam się 100x lepiej niż w lutym na Turbaczu. Być może robotę zrobiła dieta, bo po styczniowym very low carb, wróciłam do węglowodanów widząc, że na tłuszczach to ja sobie mogę co najwyżej zbierać grzyby w lesie, ale jeśli mam biegać w górach, to masło i oliwa kiepsko u mnie działają.
Biegłam więc radośnie, nafaszerowana dzień wcześniej węglami 🍪🥨i wyjątkowo rozsądnie dużo piłam (z reguły odruchowo wchodzę w tryb wielbłąda, czyli myślę że mam garb i to mi wystarczy, aż nagle się okazuje że z odwodnienia tracę siły i pozamiatane).

Wyprzedziłam jedną dziewczynę, ale nie miałam pojęcia ile zawodniczek jest przede mną i za mną. Dowiedziałam się jednak w połowie trasy, że lecę na 3cie miejsce. Jak się można domyślać, wtedy to dopiero tyłek się spiął. Start testowy startem testowym, ale głowa już podjęła zadanie – trzymasz pozycję do końca. Pomógł mi w tym inny zawodnik, który na punkcie żywieniowym stwierdził że oooo, dogoniłam go i że to chyba dzięki temu że jego kumple fajnie mnie „podholowali”. What? Że niby wiozłam się na czyichś plecach. Byłam parówą? W locie złapałam pomarańcze, colę, wodę i dałam w długą z punktu zostawiając kolegów „holowników”. Napierać! Forza!💥

Napierałam więc, chociaż w pewnym momencie za plecami pojawił mi się jeden zawodnik, ale wtedy zrobiłam to, co z reguły robię w drugiej części trasy, czyli włączyłam power playlistę. Nie wiem jak u Was, ale to co robi ze mną muzyka podczas biegu, to jest jakiś kosmos. Tempo od razu rośnie, zmęczenie spada, poziom radości pikuje na skali – to takie moje EPO. Tak było też tym razem. Łyknęłam podejście na Kiczory, potem Stożek, Soszów. Jedynym problemem były w sumie zbiegi - nie wiem dlaczego, ale stopy mi się przesuwały do przodu w butach masakrując palce. Każdy stromy zbieg bolał jak cholera i w efekcie zbiegałam z podkurczonymi palcami modląc się o podejście.

Na koniec organizatorzy zafundowali nam konkretną wyrypkę, gdy na 51-szym zaczęło się niekończące się podejście wzdłuż wyciągu o nazwie Stok. Oczywista nie było to jak podejście pod Czantorię direttisimą pod wyciągiem, ale siły wysysało. Końcówka za to pokrywała się z końcówką Piekła i przed metą prawie odruchowo skręciłam w lewo, żeby zaatakować rzeczoną direttisimę. Na szczęście tym razem do mety był zbieg a nie podejście, więc nie mieliśmy okazji penetrować na finiszu najgłębszych pokładów mocy, które zostają (albo i nie) na tą ostatnią pielgrzymkę na Czantorię w listopadzie.
Na metę wpadłam z taką radością i tempem jakbym przybiegła z porannej przebieżki koło domu a nie po 8,5 h napierania po górach. Miejsce trzecie w open K (tak, tak, wreszcie nie w kategorii wiekowej :D utrzymałam). Koledzy holownicy mnie nie dogonili.
Wnioski? No wygląda na to, że kierunek przygotowań jest dobry – różnicę zrobiły chyba te ćwiczenia, a pewnie wszystko po trochu. W sumie zakwasy miałam minimalne po biegu i już wróciłam do normalnych treningów, bo za miesiąc z kawałkiem kolejny test – tym razem stówka w górach, ale bez ścigania, bo to legendarny Kierat na orientację. Mój drugi. Tym razem będzie testowana wytrzymałość jeśli chodzi o czas na nogach, a nie tempo.

Self-Confidence: An Interview with Jasmin Paris About Her 2024 Barkley Marathons Finish 28/03/2024

Barkleys 2024 i wyczyn Jasmin Paris ciągle jeszcze w mojej głowie :)
Tym razem na zakończenie doskonały, inspirujący, wzruszający wywiad z nią - polecam!!!!

[...]
"I was just amazed because I would never have believed at that moment that I could go deeper than I was already going. I actually just got faster, and the gate was getting closer and I was just thinking to myself, get there. You either pass out or you’re going to get to the gate."

Całość tutaj:

Self-Confidence: An Interview with Jasmin Paris About Her 2024 Barkley Marathons Finish An in-depth interview with Jasmin Paris after her finish of the 2024 Barkley Marathons where she became the event's first ever women's finisher.

23/03/2024

Ile kobiet widząc to zdjęcie, będzie miało ciary i pomyśli - "Mega, pełen podziw, ja też tak chcę"?
Pewnie niewiele 😂 ale w gronie biegaczek górskich, które znam (I których nie znam) napewno sporo. Ja w każdym razie tak pomyślałam🤩
Oto Jasmine Paris - kobieta legenda 💪 która nie dała się zjeść bestii czyli Barkleys Ultra.

I jeszcze ten komentarz do zdjęcia totalnie w punkt 💯 "It only takes everything"😀

Photos from Ava - Do przodu i w górę's post 17/03/2024

19 tygodni do Grossglockner ULTRA TRAIL 🤩
Dawno się nic nie pisało – sorki, się trenowało. Do alpejskiej przygody z widokiem na Grossglockner coraz bliżej, chociaż po drodze parę mniejszych przygód jeszcze czeka, raczej o priorytecie B. Np. za 3 tygodnie pobiegnę Salamandrę Ultra Trail 50, która wg tracka ma 58 km 😊 Co ciekawe, chociaż robią ją organizatorzy Piekła Czantorii w Ustroniu, wcale na Czantorię nie wbiegamy. Będzie za to Malinowska Skała bliżej Szczyrku (liczę na widoki!) i szczyty okolic Wisły (Stożek, Cieńków). Mam nadzieję że ogólnie fajna wyrypka w pionie i poziomie się szykuje.

Od ostatniego wpisu tutaj przeleciałam 215 km w przeróżnych konfiguracjach terenowych i tempowych. Mniej więcej realizuję plan własny wspomagany planem pod górskie ultra ("Big Vert Ultramarathon") ze strony Uphill Athlete, który jak nazwa wskazuje przeznaczona jest dla tych co Do przodu i POD GÓRĘ. Czyli dla mnie 😍

Staram się jednak, żeby nudy nie było, więc oprócz własnych przelotów solo, była też super grupowa wycieczka ze znajomymi w Góry Swiętokrzyskie trasą z Nowej Słupii na Szczytniak i z powrotem. To najbliższe prawdziwe góry dla flatlanderów z Mazowsza (29 km i +1200 m w pionie). Z ciekawszych treningów zrobiłam też ryjące beret 10 pętli na crossowej falistej trasie WBG w Wesołej (kto był ten wie), które w równym stopniu co nogi trenowały mi psychę. Oprócz dreptania po ściółce staram się cisnąć szybkość i wentylować płuca na asfalcie - to fajnie odmula.

Wracając do planu z Uphill Athlete, ciekawy był też test na wysiłek anaerobowy, który okazał się chwilowo porażką w moim wykonaniu (czytaj: nie dałam rady 🥵). Zakładał bieg na bieżni elektrycznej, a w nim 15 min rozgrzewki, a potem 30 min biegu na maksa pod górę na nachyleniu 15%. Wymiękłam po 5 minutach biegu 😁i musiałam zredukować pion do 12%, a tempo biegu do bardzo mocnego marszu przez 25 minut. A tętno i tak wyszło ponad progowe. No Bart Przedwojewski to ze mnie nie jest. Ale przynajmniej wiem w jakim punkcie jestem i jak progresować.

Nowością dla mnie są zakładane na początku tego planu hill sprints (potem zamieniają się właśnie na dłuższe biegi pod górę). Są to biegi full gaz pod stromą górkę trwające 10 sek - 30 sek ale z mega długim odpoczynkiem np. w marszu. Pozwala to na zregenerowanie mięśni na tyle, by na każdy sprint ruszyć z równą mocą i dać mięśniom maksymalny bodziec budujący siłę. Spróbowałam i … dobre to. Siła i udko rośnie! 🦵

Plan Uphill Athlete zakłada 6 biegań w tygodniu (!). Am not krejzi, uznałam, że zostanę przy 4. Przecież K20 nie jestem więc swoją porcję regeneracji muszę odbyć. Poza tym gdzieś musi zmieścić się trening siłowy z żelastwem (hip thrusty/deadlifty/bułgary), na który ten plan kładzie spory nacisk oraz ćwiczenia core, mobilność, stretching i ogólnorozwojówka, na które ja kładę spory nacisk. Trzeba robić prehab, żeby nie trzeba było potem robić rehab.

Ogólnie staram się dbać o równowagę między odpoczynkiem a treningiem, bo wiadomo fizjologii i PESEL-ka nie oszukasz (ech, dziś kolejny roczek mi stuka), ale trzeba pilnować, żeby nie przegiąć. Pocieszające jest, że pułap tlenowy pani Ewy nie spada, a nawet całkiem nieźle się trzyma na poziomie 51.

W uznaniu wytrwałości czytelników którzy dotarli do końca wpisu, podzielę się tu z Wami linkiem do wspaniałego podcastu z Uphill Athlete właśnie o treningu siłowym biegaczy górskich (po angielsku). Masa wartościowej wiedzy, przykłady ćwiczeń, naprawdę warto posłuchać
https://shorturl.at/adhB2

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Bielsko-Biała?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Adres

Bielsko-Biała
43-300 TO 43-382