Squash and fun

Squash and fun

Udostępnij

1 lipca 2021 r. zaczęłam trenować tenis dla więźniów, dla niepoznaki znany jako squash.

Najpierw przepadłam w nim bez reszty, a teraz doszłam do wniosku, że ten najdoskonalszy sport świata zasługuje na to, by o nim pisać jak najwięcej. ;)

25/10/2021

Rano, zaraz po moim powrocie z ligowego meczu o 07:00, zadzwonił do mnie diabeł. Najpierw próbował udawać, że dzwoni bez powodu, to o zdrowie pytał, to o weekend, ale już po chwili zdradził się ze swoją szatańską propozycją - godną najlepszych faustowskich kolegów.

Kiedy usłyszałam, z czym diabeł dzwoni, od razu opadły mnie wątpliwości jak wrony. Co ludzie powiedzą, jak się dowiedzą? Rodzina, znajomi? Jest poniedziałek, jutro muszę iść do pracy (bądź co bądź niezwykle wymagającej...), a tymczasem diabeł ciągnie mnie na brzeg zdrowego rozsądku i każe zrobić krok naprzód. Cały czas sącząc do ucha słodkie zapewnienia, że przecież to długo nie potrwa, a będzie bardzo, bardzo przyjemne i nawet nie zmęczymy się tak, żeby jutro nie wstać bez problemu. Diabeł doskonale słyszał, że się łamię (zwłaszcza pod wpływem myśli, że nie wiadomo, kiedy znowu się zobaczymy)... aż wreszcie mój zdrowy rozsądek i odpowiedzialność trzasnęły jak zapałka. Bez najmniejszego słowa sprzeciwu zgodziłam się na wszystko, co proponował.

Kiedy diabeł w końcu się rozłączył, by wrócić do siana chaosu gdzie indziej, poszłam do łazienki, stanęłam naprzeciwko lustra i patrząc sobie głęboko w oczy, zaczęłam się zastanawiać, dokąd zmierza moje życie, skoro dałam namówić się na trening squasha o 23:30, żeby poćwiczyć volley dropy...? :D :D

24/10/2021

Dzisiaj odbyła się następna kolejka "Babskiego grania z HEAD'em" w Krakowie. Julia-organizatorka ponownie przeszła samą sobie, ponieważ ściągnęła do "Rodzinnego Centrum Sportu" jeszcze więcej uczestniczek, w związku z czym udało się wykroić 3 grupy, które rozegrały łącznie 45 meczy w niecałe 3 godziny! I jeżeli komuś wydaje się, że to było 45 razy lekkiego, rekreacyjnego pykania rakietką, to niech raz przyjdzie i zobaczy te walkirie walczące z zacietrzewieniem o każdy najmniejszy punkt, jakby po przegranym secie miał spalić się świat. ;)

Dla mnie osobiście ta kolejka była wyjątkowa. Nie dlatego, że udało mi się ugrać na korcie cokolwiek poza setem honorowym, ale dlatego, że na rozgrywkach pojawiła się zawodniczka, która przeczytała mój niedawny post na "Squash Polska"... i pod jego wpływem zdecydowała się dołączyć do naszej babskiej rywalizacji.

K. gra absolutnie ZNAKOMICIE, z wielkim wyczuciem i fantazją, a jednocześnie do tej pory nie mogła się przemóc, aby startować w jakichkolwiek turniejach - no bo przecież nie gra na tyle dobrze, aby gdzieś wystąpić i się nie wygłupić. Dlatego nie macie pojęcia, jak bardzo się ucieszyłam, że moja luźna pisanina realnie dodała komuś odwagi i sprawiła, że wiele kilometrów ode mnie ktoś podjął ważną decyzję dotyczącą squasha :)

Poniżej wrzucam tekst, który wywołał tyle zamieszania - może komuś jeszcze się przyda!



"Z kobiecym squashem istnieje ten problem, że dziewczyny zazwyczaj mają bardzo wiele kompleksów i obaw.
"Nie potrafię grać jak faceci"
"Wszyscy mnie wyśmieją, jak zobaczą, w jaki sposób gram"
"Nie zapiszę się do żadnej ligi, pomimo że trenuję kilka miesięcy/lat, bo ciągle nie umiem grać tak, jakbym chciała"
"Uwielbiam to, ale się boję!"
(Wczoraj osobiście poznałam znakomitą graczkę, która po każdej epicko zagranej przez siebie piłce przepraszała mnie za to, co zrobiła)
Niech pierwsza rzuci klawiaturą ta, której podobna myśl nigdy nie mignęła w głowie podczas swojej przygody ze squashem 😉 😉
Od dłuższego czas ja i ekipa innych dziewczyn pracujemy nad tym, aby to zmienić oraz zachęcić kobiety do bardziej zaangażowanego grania w squasha. Poznałyśmy się na początku września i większość z nas to poziom "ultrapoczątkująca" - cieszymy się jak dzieci, gdy wyjdzie nam cokolwiek, a przeciwniczka przeżyje bez wybitego zęba lub uszkodzonego oka 😉
Systematycznie spotykamy się na rekreacyjnych sparingach w klubie w Katowicach. Tydzień temu udało się utworzyć nową grupę 60 w lidze , która jest pierwszą w historii grupą totalnie zdominowaną przez kobiety. Biorąc pod uwagę, że praktycznie wszyscy zaczynają, nikt nikogo nie wyśmiewa, a z gry na punkty naprawdę jest większy fan niż z grania rekreacyjnego 😃
Jeżeli zatem:
1) jesteś kobietą, która chce pograć w squasha, ale się wstydzi lub nie ma z kim;
2) znasz kobietę, która chce pograć w squasha, ale się wstydzi lub nie ma z kim
szukaj nas na Facebooku w grupie Sparingi w Squashoku (Katowice) albo uderzaj bezpośrednio do ligi w Squashoku 🙂
Naprawdę warto!"

17/10/2021

Niedziela, 05:45 rano. Otworzyłam oczy i wyśliznęłam się z łóżka bezszelestnie jak wąż w jarzynach, aby nie obudzić mojego Zdrowego Rozsądku. Bo gdyby mój Zdrowy Rozsądek się obudził, to bezwzględnie stwierdziłby, że zrywanie się bladym świtem w dzień wolny od pracy tylko po to, aby pograć w squasha z innymi babami w Krakowie, 100 km od domu, to jest pomysł całkowicie poroniony (tym bardziej biorąc pod uwagę 6 zł za litr benzyny i niezbyt ekonomiczny samochód).

Zdążyłam się wymknąć wcześniej. Nie niepokojona przez własny rozum pojechałam na 2 kolejkę imprezy squashowej "Babskie granie z HEAD'em", które organizuje nieustraszona Julia Ogo - animatorka i wodzirejka krakowskiego środowiska squashowego, zdolna sprzedać lód Eskimosowi (skoro już przekonała tabun kobiet, że stawianie się co 2 tygodnie o 09:00 w niedzielę w "Rodzinnym Centrum Sportu" na małe szpilanko, to doskonały sposób na spędzenie weekendu...).

Idea "Babskiego grania" jest prosta jak drut: ekipa miłośniczek squasha, podzielona na grupy A i B, spotyka się co drugą niedzielę na kortach przez 7 kolejek, aby rozerwać się na korcie - czasem w całkiem dosłownym znaczeniu, biorąc pod uwagę, jakie wykroki robią niektóre dziewczyny ;) 2 najmocniejsze z grupy przechodzą wyższej, 2 najsłabsze spadają niżej. A po wszystkich kolejkach szampan, medale, konfetti i skierowanie do fizjoterapeuty.

Na początku października miałam mnóstwo obaw, czy się pchać na takie wydarzenie. Grając niewiele ponad 3 miesiące, nabyłam umiejętności, które pozwalałyby mi w sam raz sprzątać kort i prowadzić listę obecności, ale niekoniecznie rywalizować z bardziej doświadczonymi zawodniczkami. Na szczęście, chłopcy trenerzy zaprezentowali 100% męskiego myślenia o squashu i na tę imprezę mnie wypchnęli. "Nabędziesz doświadczenia! Poznasz ludzi! Jak przegrasz, to będziesz silniejsza! MOŻESZ POGRAĆ. I ch... z tym, że nie umiesz!" :D :D

Oczywiście, życie to nie amerykańska komedia, gdzie bohaterka w finałowej scenie wygrywa ze wszystkimi, choć nikt na nią wcześniej złamanego dolara nie stawiał. Osobiście na rywalizację w "Babskim graniu" przyjęłam strategię "This is Sparta!" albo w bardziej swojskiej wersji "Prosto do nieba czwórkami szli, żołnierze Westerplatte".

Z godnością przegrywam zatem wszystko, co jest to przegrania, albowiem te niewinne matki, żony i kochanki z Krakowa, co jedną ręką niańczą dziecię, a drugą piszą raporty w pracy, naparzają w squasha całkiem brawurowo.
- Słuchajcie - mówi dzisiaj S. - Ja ostatnio puszczałam z synem kaczki na wodzie. I tak pomyślałam: przecież to jest ten sam ruch ramieniem, co rakietą na forehandzie! Więc ćwiczyliśmy z moim synem przy kaczkach!

Każda z zawodniczek ma na koncie co najmniej kilka lat doświadczenia w grze, ale jednocześnie żadna z nich nie daje odczuć swojej wyższości słabszej rywalce (choć wynik w setach musi się zgadzać, naturalnie). Pewnie wynika to stąd, że one są tak zwyczajnie i po ludzku fajne. Jest śmiech, jest zabawa, jest i 259 przegranych małych punktów, co czyni mnie liderką chociaż w jednej kategorii ;)

Czy warto poświęcać te 200 km co 2 tygodnie, aby pograć w squasha przez 2,5 godziny...?

TAK, JAK NAJBARDZIEJ.

P.S. "Babskie granie" trwa do 2 stycznia. Jeżeli któraś z Czytelniczek ma ochotę dołączyć na niektóre lub wszystkie pozostałe kolejki, to jak najbardziej jest to możliwe. Można uderzać do Julki bezpośrednio albo zgłosić akces w grupie Babskie granie z Head'em.

16/10/2021

Moja przygoda ze squashem zaczęła się podobnie jak życie wielu ludzi - od totalnego przypadku. Rok temu pojechałyśmy z przyjaciółką na weekend w Beskid Niski i żeby nie tracić popołudnia wyłącznie na picie wina, jedzenie pizzy i gapienie się na jezioro przy śpiewie ptaków, zaproponowałam, abyśmy zobaczyły, co to jest ten cały squash, na który mój brat jeździ z kolegami.

Tym sposobem trafiłyśmy na kort w Gorlicach, gdzie pierwszy raz w życiu zobaczyłam, jak taki przybytek wygląda i czego w ogóle używa się do grania.

Żadna z nas nie miała najmniejszej styczności z tym sportem wcześniej (a tym bardziej z jego zasadami), w związku z czym zaprezentowałyśmy interpretację gry w squasha godną Edyty Górniak na mundialu w Korei. Co nie zmienia faktu, że bawiłyśmy się wyśmienicie i nawet nie wiadomo, kiedy ta godzina minęła. A mnie zachwyciła sama koncepcja tego sportu.

Rok później, w lipcu tego roku, trafiłam na regularne treningi squasha... I to był początek nowej, brawurowej przygody, o której mam nadzieję pisać Wam przez najbliższe miesiące :)

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Katowice?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Strona Internetowa

Adres

Katowice
40-174