27/07/2026
Bardzo dobry i ważny tekst, który niestety zrozumie i doceni tylko garstka osób. A może się mylę? Chciałbym się mylić…
Robert Rient 🙏🏻🙏🏻🙏🏻
Jak rozpoznać prawdziwy szamanizm?*
Gdy jakieś dziesięć lat temu poszukiwałem profesjonalnego wsparcia i uczciwego przewodnika po świecie duchowym, nie potrafiłem zaufać nikomu w Polsce. Oferty szamańskich kręgów, warsztatów, ceremonii, kursów i konsultacji do mnie nie przemawiały. Miałem poczucie, że już sam opis takiego doświadczenia trąci neoszamańską ściemą. Język nadęty afirmacjami. To nie znaczy, że nie było i nie ma w Polsce uczciwych osób praktykujących szamanizm – są, zawsze były.
Przybywa szamańskich festiwali, kręgów i wydarzeń. Pod szyldem szamanizmu coraz więcej osób oferuje wsparcie, podróż, rytuał, uzdrowienie – niekiedy błyskawiczne. Zdecydowana większość tych ofert nie ma nic wspólnego z szamanizmem. I pewnie dlatego tak bardzo zachwycił mnie pierwszy rozdział książki Davida Abrama. Kilka razy zareagowałem chichotem i oczy otworzyły mi się szeroko, jak zazwyczaj, gdy ktoś precyzyjnie nazywa odczuwaną przeze mnie, lecz wciąż nienazwaną prawdę.
„W zaklęciu zmysłów” – tytuł mnie zniechęcił, pierwsza myśl była taka, że to kolejna książka pełna duchowo pustych fraz. Ale przecież nazwisko Abram składa obietnicę ambitnej treści łączącej naukę z rzetelną refleksją duchową. W trakcie lektury prawie dałem się nabrać, że to esej filozoficzny, mistyczne wspomnienia albo kolejny podręcznik o kryzysie ekologicznym. Tymczasem ta książka jest śledztwem! Abram wędruje niejako na smyczy słów i alfabetów, by dotrzeć do chwili, w której owa smycz została nałożona. Smyczą jest zniewolenie człowieka w świecie słów, oddzielające nas od natury. Abram niczym detektyw gromadzi dowody, hipotezy, poszlaki, a w końcu odpowiedzi na pytanie: dlaczego lekceważymy rodzącą Ziemię, dlaczego niszczymy własny dom?
Zanim jednak rozwinę ten wątek, żeby namówić do lektury, ale i ostrzec przed nią, wrócę do szamanizmu i neoszamańskich ściem w polskiej przestrzeni.
Neoszamańska antropologia
Oferty szamańskich warsztatów, kręgów i innych spotkań często są odpowiedzią na trafnie postawioną diagnozę dotyczącą kryzysu ekologicznego, czyli utraty połączenia z naturą. Połączenia ze sobą, własnym ciałem, czyli częścią tej samej natury. Jednak diagnoza ta zazwyczaj nie wynika z duchowej praktyki osoby prowadzącej wydarzenie pod szyldem szamanizmu, lecz jest zapożyczona i odtwarzana, podobnie jak słowa i rekwizyty, nierzadko wykradzione szamankom i szamanom.
Zachodnim badaczom szamanizmu umykała i wciąż „umyka centralna rola, jaką dla szamana odgrywają jego relacje z innymi gatunkami i z ziemią” (wszystkie cytaty pochodzą z książki Abrama). Antropolodzy zazwyczaj skupiają się na przebiegu ceremonii i relacji szamana z odwiedzającymi go w potrzebie ludźmi, jego społecznością, plemieniem, narodem. Rejestrują w swoich badaniach stroje, zachowanie szamana, opowieści o jego duchowych podróżach i spotkanych istotach.
Interesują ich niezrozumiałe dla nich gesty, nadprzyrodzone wydarzenia, duchy. Zazwyczaj pozostają nieświadomi możliwości spotkania osoby praktykującej szamanizm w swoim bezpośrednim sąsiedztwie, czyli na przykład w Polsce. Bywają przekonani, że szamanizm przynależy wyłącznie do społeczności odległych – zarówno geograficznie, jak i kulturowo.
Badacze tacy utożsamiają praktykę szamanizmu z otrzymaniem nauk w ludzkiej społeczności, od ludzkich nauczycieli. Ignorują „lojalność szamana względem natury pozaludzkiej”. Najczęściej nie towarzyszą szamanowi w jego codziennym życiu i przygotowaniach do służby, której większa część wydarza się w pozaludzkim, czy, jak pisze Abram, więcej niż ludzkim świecie natury. Dni i godziny spędzone przez szamana przy drzewie, kamieniu, na łące, stepie lub przy rzece – gdy nie pada żadne słowo – nie są dla takiego badacza materiałem na atrakcyjną opowieść.
I tak „ekologiczny wymiar szamańskiego rzemiosła” zazwyczaj jest pomijany nie tylko przez antropologów i innych zachodnich badaczy, ale również neoszamańskich praktyków. Ci ostatni, zainteresowani magicznymi, nadprzyrodzonymi i generalnie cudownymi zjawiskami, oferują ściemę w imię szamańskiego doświadczenia z użyciem zapożyczonych, szamańskich narzędzi. Skupiają się na podróży poza ciało i widzialny świat, na aurze, duchach, niedualności, tajemnicy, afirmacji, odlocie.
Zachodni badacz i neoszaman wierzy, że „świat przyrody jest zasadniczo deterministyczny i mechaniczny, a w takim razie wszystko, co uchodzi za tajemnicze, potężne i niepojęte dla człowieka musi należeć do jakiejś innej, pozafizycznej rzeczywistości gdzieś ponad przyrodą, czyli jest nadprzyrodzone”. To przeoczenie jest odtwarzane od czasów chrześcijańskich misjonarzy, których Abram nazywa pierwszymi „interpretatorami sposobów życia ludów rdzennych”. Dla nich tylko człowiek miał duszę, a zwierzęta, rzeki czy rośliny były w najlepszym razie tłem dla człowieka, zazwyczaj zaś – jego poddanymi. Inaczej niż dla szamana, który podczas spotkania z mieszkańcami świata dzikiej natury zdobywa nie tylko moc do swojej pracy, ale również odpowiedzi i umiejętności.
Można zrozumieć chrześcijańskich misjonarzy przesiąkniętych przykazaniem, by czynić sobie Ziemię poddaną, jednak dziwi współczesna antropologia powielająca „etnocentryczne uprzedzenia owych pierwszych interpretatorów. […] Wielce tajemnicze moce i byty, z którymi szaman nawiązuje kontakt, to w sumie te same siły – te same rośliny, zwierzęta, lasy czy wiatry – które dla znających pismo, „cywilizowanych” Europejczyków są zaledwie scenerią”.
Porozumienie międzygatunkowe
Zbudowanie relacji z dębem rosnącym na polskiej ziemi dla osoby praktykującej szamanizm jest cenniejsze od podróży na pseudoszamański warsztat w egzotyczne miejsce, gdzie istotą pozostaje czas spędzony z osobą prowadzącą i innymi uczestnikami – niezależnie od tego, czy siedzą w kręgu, tańczą, czy wspólnie płaczą. To może być cenne doświadczenie osobistego rozwoju, ale nie jest szamańskie tylko dlatego, że ktoś je tak nazywa.
Im dłużej uczę praktyki szamanizmu (co zazwyczaj oznacza wskazywanie dróg do własnych, bezpośrednich nauczycieli w świecie ducha), tym więcej trafia do mnie psychoterapeutów i psychoterapeutek. To często osoby głęboko osadzone w swojej pracy, z której nie zamierzają rezygnować. Przychodzą do prowadzonych przeze mnie grup, bo chcą poznać narzędzia praktyki szamanizmu na własny użytek, w ramach swojej drogi duchowej albo po to, by zrozumieć rozległe światy pacjentów. A czasami dlatego, że spotkało ich coś, czego nie potrafią opisać słownikiem psychologii, nauki, racjonalności. Szamanizm nie jest zamiast psychoterapii, a psychoterapia nie jest zamiast rozwoju duchowego. Te ścieżki się wspierają – jeśli pozostają dla siebie jawne.
Część osób, które ukończyły prowadzone przeze mnie kursy, warsztaty czy Szkołę Szamanizmu, nazywają swoją praktykę szamańską, skupiając się w niej przede wszystkim albo wyłącznie na człowieku. Śpiew ptaka, szlak saren, stara lipa, płynąca rzeka stają się wtedy dodatkiem do praktyki szamanizmu, a nie centralnymi postaciami. Praktyka szamanizmu umożliwia bowiem osobie, która przychodzi w potrzebie, rozpoznanie ścieżki poza szlakiem religii i wyznawców. I zbudowanie autentycznej relacji z naturą, na przykład wspomnianym wyżej dębem. Z rozpoznaniem, że relacja taka nie jest odwiedzaniem ukochanego drzewa, by je podziwiać i kierować doń zwierzenia, ale właśnie relacją, w której istotną częścią jest słuchanie, uczenie się, rozpoznanie ducha drzewa. Gdyż „najbardziej uczonym i najpotężniejszym szamanem będzie ten, który nabywał umiejętności w pierwszej kolejności od ziemi – od konkretnego zwierzęcia lub rośliny, od rzeki lub od burzy, przez długi czas przebywając poza obrębem społeczności ludzkiej”.
Źródło stresu
Neoszamanizm kładzie nacisk na rozwój osobisty, poprawę nastroju albo wręcz leczenie czy też uzdrawianie człowieka. I tak wiele osób zniechęconych do religii lub konwencjonalnej terapii szuka swojej duchowej ścieżki na neoszamańskich wydarzeniach, reklamowanych jako szamańskie. By takie prowadzić, wystarczy zdobyć wiedzę u ludzkich nauczycieli, przyswoić szamańskie narzędzia, sprowadzić je do roli rekwizytów i dostosować do ogólnorozwojowego, duchowego lub quasi-psychologicznego szkolenia. Nie trzeba również przejść inicjacji, niezbędnej do pracy szamańskiej, czyli lat spędzonych w świecie dzikiej natury, w odosobnieniu, na budowaniu relacji z więcej niż ludzkim światem. „Imitowanie metod leczenia rdzennych szamanów bez posiadania właściwej im wiedzy o szerszej wspólnocie życia nie może wskórać nic poza tym, że zmieni jedne symptomy na inne albo przesunie ognisko choroby w inne miejsce w obrębie ludzkiej zbiorowości. Albowiem źródło stresu, który ją wywołał, tkwi w relacji między tą zbiorowością a otaczającym ją światem przyrody”.
Znamienne jest również, że wielu duchowych liderów, nie tylko neoszamanów, milczy na temat dzisiejszych wyzwań, takich jak kryzys klimatyczny, uchodźcy, wojna w Ukrainie czy ludobójstwo w Gazie. Skupiają się na wezwaniu do podnoszenia wibracji i energii, na afirmowaniu, pozytywnym myśleniu, pustej wierze w możliwość odmiany losu samą tylko siłą myśli i mocą wyższej świadomości, tak jakby świadomość miała piętra. Zazwyczaj nie dostrzegając własnego uprzywilejowania wobec tych, którzy musieli uciekać przed bombami, głodem lub przemocą. I bez rozpoznania, że oferują ucieczkę od relacji z Ziemią, milcząc na temat jej kondycji i kondycji jej licznych dzieci – ludzkich i pozaludzkich.
Sposobem odróżnienia oferty szamańskiej od neoszamańskiej jest miejsce, które podczas wydarzenia zajmuje natura. Czy jest wyłącznie tłem, piękną scenografią dla zgromadzonych ludzi, by było im przyjemnie? Czy też stanowi przedmiot głębokiej refleksji i konkretnego działania, zmierzającego ku jej uszanowaniu, ochronie lub – co zasadne w naszych czasach – ratowaniu? Ten impuls działania dla natury jest odpowiedzią na główny cel praktyki szamanizmu, którym jest nawiązanie porozumienia międzygatunkowego. Dlatego osoba praktykująca szamanizm ma przynieść mądrość, rady, podpowiedzi, ale i konkretne wsparcie wynikające nie tyle z własnych doświadczeń w świecie ludzkich relacji, przepracowanych traum, odbytych szkoleń, ile od istot spotkanych w pozaludzkim świecie, z którymi zbudowała relację. A relacji z pozaludzkim światem nie buduje się na najbardziej nawet profesjonalnie prowadzonym przez ludzi kręgu czy warsztacie.
* To fragment wprowadzenia do książki "W zaklęciu zmysłów. Percepcja i język w świecie więcej niż ludzkim" Davida Abrama, do której napisałem wprowadzenie na zaproszenie wydawnictwa Ścieżki Mocy. CAŁY TEKST WPROWADZENIA od teraz jest dostępny na mojej stronie w zakładce wpisy, pod tytułem „jak rozpoznać prawdziwy szamanizm”. LINK W KOMENTARZU. Tam również namiary na książkę Abrama, która bardzo polecam (premiera już we wrześniu)!
22/07/2026
16/05/2026
13/05/2026
07/05/2026
16/04/2026