17/02/2022
Bez bohatera nie ma historii
Od ponad roku chodzi mi po głowie tekst o bohaterach. Chyba dojrzał i czas go przenieść na papier.
Jedną z cech, być może najważniejszą, homo sapiens jest wyobraźnia, czyli zdolność do przywoływania i tworzenia w myślach wyobrażeń. Wyobraźnia jest napędem, motorem naszych działań. Każdy motor musi być zasilany, a paliwem naszej wyobraźni są historie i bohaterowie, zwłaszcza tacy, z którymi się utożsamiamy. Krzysztof Noworyta, człowiek, który stoi za takimi produkcjami jak „Legendy Polskie” Allegro czy „Niezwyciężeni” – film wyprodukowany dla Instytutu Pamięci Narodowej (niezaznajomionych z tymi dziełami odsyłam do youtuba), mówi, że kluczem jest wprowadzenie danego pomysłu do kultury masowej i jego stałe podtrzymywanie. Tak stało się z Wiedźminem, najpierw za sprawą znakomitej książkowej Sagi Andrzeja Sapkowskiego, potem ta obecność została jeszcze podbita przez gry komputerowe CD Projekt, a jest podtrzymywana przez Netflixowy serial.
Taki schemat pojawia się również w sporcie. Koszykarskimi bohaterami byli i są Michael Jordan, Shaq czy LeBron James, piłkarskimi Messi, Ronaldinho czy Francesco Totti. W rugby mieliśmy Jonah Lomu, Jonniego Wilkinsona czy Briana O’Driscolla. Każdy z nich zapisał się w kulturze masowej i stale tę pamięć stara się podtrzymywać (sam zawodnik albo jego otoczenie). Przywołam tu świetny dokument „Last Dance” o ostatnim sezonie Jordana w Chicago Bulls. Polskie rugby z uwagi na dość małą popularność lub zorientowanie wewnętrzne w ogóle nie skorzystało na popularności jakichkolwiek rugbowych bohaterów z zagranicy, tak jak choćby skorzystała koszykówka za sprawą Jordana (czy koszykówka w pełni wykorzystała ten potencjał, to już temat na inny tekst).
Czy dziś również potrzebujemy bohaterów? Oczywiście, że tak, tym bardziej w polskim rugby. Różnego kalibru, mniejszych i większych, właściwie każdego kto posiada taki potencjał, zbiór cech. Zastanawiałem się czy potrzebujemy również bohaterów negatywnych, takich jak Artur Szpilka albo Marcin Najman, ale chyba nie tędy droga. Ci bohaterowie potrzebni są polskiemu rugby jak tlen, bez nich nie urośniemy, ani finansowo, ani pod względem popularności. To bohater jest rdzeniem całej historii, która z kolei niezbędna jest aby wejść do kultury masowej. Potem z kolei trzeba tę historię podtrzymywać. Rok 2021 i początek roku 2022 są dość udane dla polskiego rugby, a za takie uważam występy reprezentacyjne zarówno u Pań jak i u Panów. Panie wystąpiły w najważniejszym cyklu siódemek, Panowie odnieśli trzy bardzo ważne wygrane w swojej dywizji. Takie historie muszą rodzić bohaterów. Nie mogą a muszą! Tym bardziej, że jest tam również potencjał osobowy.
Może w Polsce po prostu nie potrafimy robić ze sportowców bohaterów? Gwiazd? Może polski sportowiec musi wyjechać do ligi zagranicznej, najczęściej na Zachód Europy, aby zostać docenionym w kraju? Pamiętam doskonale historię Roberta Lewandowskiego, który wyjeżdżał z Lecha Poznań do Borussii Dortmund. Dopiero tam stał się gwiazdą. Jest jeszcze jedna droga, zostanie celebrytą, który znany jest z tego, że jest celebrytą, ale chyba Taniec z gwiazdami nie jest już tak popularny.
Obecnie w rugby raczej nie szykuje nam się spektakularny transfer za granicę, a nawet odkrycie polskiej gwiazdy już grającej zagranicą, więc powinniśmy skupić się na tym co już mamy. A mamy naprawdę sporo potencjału. Póki co niewykorzystanego. Kilka dni temu wpadł w moje ręce raport firmy Pentagon Research (a raczej jego część) z badania potencjału marketingowego wszystkich dyscyplin sportowych w Polsce. Wśród 20 dyscyplin sportowych (niektóre wrzucano do większych grup jak sztuki walki, igrzyska olimpijskie czy lekkoatletyka) uszeregowanych według wartości mediowej (luty-październik 2021) nie ma rugby. Na 20 miejscu znalazł się futsal wyceniony na 7.128.009,00 zł. Inne drużyny zespołowe: hokej ok. 16 mln, piłka nożna kobiet 17,4 mln piłka ręczna kobiet 36,5 mln, piłka ręczna mężczyzn 91,6 mln, koszykówka mężczyzn 130,8 mln (zaokrąglone kwoty w złotówkach). Te dane dużo mówią, ale jeszcze ciekawszy jest komentarz Adama Pawlukiewicza, project managera z Pentagon Research, który ukazał się na stronie hokej.net (link w komentarzach). Na pytanie dlaczego hokej wyprzedził zaledwie jeździectwo i futsal ekspert wskazuje: „To jest bardzo ciekawe zagadnienie, jedna z najbardziej interesujących dyscyplin drużynowych na świecie, a mimo to cieszy się małym zainteresowaniem w Polsce”. Jest to związane z małym zainteresowaniem mediów, słabą infrastrukturą, małą liczbą lodowisk i klubów oraz słabym poziomem reprezentacji. Dalej zauważa, że „hokej to świetna dyscyplina dla dzieci ucząca je pokory, dbania o zdrowie i terminowości, a także podejmowania logicznych decyzji oraz bardzo szerokiego rozwoju fizycznego”. Podkreślił też, znaczenie szkolenia młodzieży, jako gwaranta rozwoju dyscypliny w przyszłości. Jeszcze lepiej jest przy pytaniu o słabą wartość marketingową hokeja. Pawlukiewicz odpowiada: „Największą bolączką jest to, że hokeiści w naszym kraju nie mają statusu gwiazd. Brakuje osoby występującej w najlepszej lidze na świecie. Takim kimś dla koszykówki był jeszcze do niedawna Marcin Gortat. Nie ma też hokejowych osobowości w mediach społecznościowych, które dzieliłyby się tam swoim życiem i wzbudzały zainteresowanie” i dalej „Poza tym jest to dyscyplina droga w utrzymaniu, o wysokiej urazowości oraz z małą liczbą graczy i dostępnych obiektów. Brakuje też regularnych transmisji w telewizjach, bo o tym, że były lub są transmisje w TVP Sport czy Polsacie Sport praktycznie nikt nie wie. Na hokej w telewizji trudno się natknąć”.
Brzmi znajomo? Sprawdziłem jak faktycznie wygląda sytuacja w mediach społecznościowych. Nie znalazłem żadnego polskiego hokeisty, który prowadziłby oficjalne konto na Facebooku czy Instagramie. Znalazłem Mariusza Czerkawskiego, FB: 8,4 tys., Instagram 6,8 tys. Dla porównania, konto Piotra Zeszutka na FB 3,5 tys., a Instagram 5,0 tys. Zdecydowanie lepiej wygląda sytuacja profili traktujących o tematyce hokejowej. Hokej.net śledzi ponad 40,0 tys. Użytkowników Facebooka, a związek ponad 25,0 tys. Z drugiej strony RugbyPolska.pl czy Czas na rugby mają 12,0 tys. śledzących, a strona związkowa 5,5 tys.
Wszyscy zatroskani o losy rugby w Polsce powinni zrozumieć, że gwiazda sportu, to nie element niepasujący do rugbowego etosu. Liderów mamy, w każdej drużynie jest co najmniej jedna postać, którą można wykreować na gwiazdę. Lokalną, regionalną, polską, nieważne, bo każda jest potrzebna, każda przyciąga, każda może być wzorem do naśladowania (role model). Poznaniacy wołają „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, potrzebujemy bohaterów bo bez nich nie ma historii.
Kuba Sieradzki
PS. Zdjęcie jednego z moich ulubionych bohaterów rugbowych - Aluna Wyna Jonesa podczas ceremonii zakończenia studiów prawniczych na Uniwersytecie w Swansea, pochodzi ze strony tego Uniwersytetu.