Atak na młyn

Atak na młyn

Udostępnij

Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Atak na młyn, Rzeszów.

05/09/2024

Kiedyś to było...
Poprosiłem Kamila o zdjęcia do promocji wywiadu. Wysłał mi kilka, a wszystkie pokazują, że z Tomkiem znają się jak łyse konie.

Rozmowa z trenerami Reprezentacji Polski w rugby w poniedziałek 9 września o godzinie 21.00.
Ustawiacie przypomnienia w kalendarzach 📅

Zdjęcie PromoRUGBY wykonane przy okazji projektu Skazani na rugby

03/09/2024

Pytaliście w listach kiedy kolejny odcinek ❓
🔔W poniedziałek 9. września 2024 r. o godz. 21.00 porozmawiam z Trenerami Reprezentacji Polski 🇵🇱 w rugby union: Tomkiem Stępniem i Kamilem Bobrykiem
Atmosfera, wyzwania, plany, ambicje, szacunek, możliwości, między innymi o tym będziemy rozmawiać 🔈🔉🔊
Nie może zabraknąć również pytań od Was 💪🏼 zachęcam do ich zadawania pod postami na tym profilu, jak i w trakcie rozmowy z Trenerami
Do zobaczenia ❗

03/04/2024

Czy Czarna Owca polisz rugby kocha rugby?

29/03/2024

Piekło zamarzło, Lasek Kabacki wycięty w pień. Gościem Ataku na młyn we wtorek 2. kwietnia 2024 r ., o godzinie 21.00, będzie naczelny krytyk polisz rógby - Jarosław Nowicki

Czy jest sens rozmawiać z kimś kto kto miota słowem jak protestujący rolnicy gnojowicą?

Rozmowa będzie live, zapraszam do zadawania pytań pod tym postem jak i podczas samej dyskusji.

Na zdjęciu poniżej Jan Nowicki, podobnie jak poprzednio kot Grizzly, dla atencji.

25/03/2024

Minął rok zupełnej ciszy w Ataku...
Czy jest sens wracać do rozmów z ekspertami i trenerami po kolejkach ligowych i turniejach?

Grizzly dla atencji

19/02/2023

Słodko gorzki

Męska Reprezentacja Polski wygrała z Belgią 21-15. Ciężko być obiektywnym obserwatorem kiedy grają biało-czerwoni. Przed meczem obstawiałem porażkę po walce: 30 nasi, 35 rywale. Jestem niezwykle zadowolony, że dostałem prztyczka w nos i mam wrażenie, że nie jestem jedyny. Sam mecz to jednak dreszczowiec w stylu mistrza Hitchcocka.

Wygraliśmy ten mecz mentalem. Piotrek Zeszutek potwierdził to w pomeczowym wywiadzie z Kajetanen Cyganikiem, dodając realizację planu gry. Sorry Piotrek, ale moim zdaniem jednak nastawienie psychiczne, determinacja czy agresja sportowa były tu decydujące. Już Ci wyjaśniam dlaczego tak uważam.

Belgowie do tego meczu przystąpili jak pracownicy produkcji na ostatniej zmianie w piątek przed świętami. Podbić kartę, zrobić swoje, odbić kartę i do domu. Przeszło mi to pierwszy raz przez głowę kiedy śpiewali hymn i wracało wielokrotnie w trakcie meczu. Nie wiem dlaczego tak było, ale kontrast z naszymi husarzami był wyraźny. Podczas gdy nasi młynarze krzesali iskry, wiążąc się do stałych fragmentów, rywale byli pasywni. Nie wiem czy efektem tej pasywności Belgów była ich słaba gra, czy odwrotnie, słaba gra powodowała, że byli wycofani, ale na pewno była między tymi stanami korelacja.

W przerwie meczu pierwszy raz pomyślałem, że trzeba to wykorzystać i dobić rywala, a potem przyszedł niepokój czy drużyna jest na to gotowa. Łatwo napisać, bardzo ciężko zrobić. Grasz na poziomie championship z Belgią, chcesz wziąć rewanż, czujesz presję, czujesz że rywal gra dziś źle i uświadamiasz sobie że masz postawić TYLKO kropkę nad i. Motywujesz się, motywują cię koledzy. Ciśnienie rośnie, ale mecz układa się po naszej myśli. Nie udaje się dobić rywala, choć nie jest on w stanie ukąsić. W młynie są bezradni, w grze otwartej nie przechodzą ani środkiem, ani bokiem, ani ciężkimi, ani zwinnymi. Trochę ratowali się autami... po czym popełniali błąd. My skutecznie w obronie, ale w ataku jakby w ostatniej chwili ktoś wsadzał pręt w szprychy. Nie mogliśmy dobić. Pomyślałem sobie wtedy, że poza wszelkimi błędami, które w tym meczu popełnili nasi gracze, ten błąd - nieskuteczność w całkowitym zniechęceniu Belgów do gry - może okazać się kluczowy. Wiesz Piotrek jak to jest, bo sam byłeś w takiej sytuacji. Gra się nie klei, ale jeśli rywal konsekwentnie nie będzie wybijał wam gry z głowy, to wystarczy kilka udanych zagrań, jedno przedarcie się przez linie obrony i mamy odzyskaną wiarę i efekt domina. Dołożysz do tego kilka innych czynników jak choćby to że zawodnicy są zmęczeni i z bezpiecznych dwóch przyłożeń i karnego robi się posiadanie Belgów przy stracie mniejszej niż podwyższone przyłożenie.

Wygraliśmy i to jest najważniejsze. Kilku zawodników zagrało znakomite zawody, w tym po profesorsku poprowadzona gra przez Dawida Plichtę, który wyróżniał się na boisku nie tylko opalenizną przywiezioną z Indochin, ale przede wszystkim przeglądem gry, regulacją tempa, znakomitymi kopami. Do tego poziomu niestety nie dojechała większość pozostałych zawodników ataku, choć na plus ich gra obronna. Błędy techniczne w 22 rywali, a szczególnie te w 5 będą się śniły Chrisowi Hittowi po nocach. Myślę jednak, że kiedy kurz opadnie i minie zwycięska euforia, przyjdzie czas na refleksję, że w meczu z Niemcami trzeba zagrać po prostu skuteczniej. Nie lepiej, bo progres widoczny jest z każdym meczem, ale skuteczniej.

Było widać, że zawodnikom Hitta o coś na boisku chodzi, że mają plan. Moim zdaniem przeważyły jednak względu psychologiczne, którymi zjedliśmy Belgów. Zjedliśmy pomimo wielu błędów, niedokładności czy niefrasobliwość (a może braku sił) w ostatnich fragmentach sobotniego starcia.

Wierzę w tych chłopaków, mają pieroński mental, power do gry. Dokładając do tego skuteczność będą groźni dla kolejnych rywali. Jeśli jej zabraknie, ostatnie 5 minut meczu będzie przypominało ucieczkę z Bodega Bay po szaleńczym ataku ptaków w klasyku Alfreda Hitchcocka.

PS. Zdjęcie, jak zwykle nieprzypadkowe, oczywiście autorstwa Wojciecha Szymańskiego, pochodzi z profilu Polski Związek Rugby a na nim kreatorzy gry, z mvp spotkania pośrodku.

06/02/2023

Orient Express

Zakręcili nami jak tornado pickupem w Teksasie, my tańczyliśmy walca, oni foxtrota, różnica szybkości jak w starciu Kojota Wilusia ze Strusiem Pędziwiatrem. Tak było i nie można temu zaprzeczyć. Mimo, że Rumuni chyba powoli pikują w hierarchii światowego rugby, to jednak jest to team doświadczony, klasowy, posiadający szeroką paletę umiejętności "zarówno w defensywie jak i ofensywie".

Tempo. To słowo jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Szybkość z jaką Rumuni konstruowali kolejne fazy gry, z jaką się organizowali, jak myśleli była dla naszych zawodników szokiem. W głowie Chrisa Hitta widać pomysł na grę Reprezentacji i trzymajmy kciuki żeby poradził sobie z tempem gry jakie prezentują drużyny na poziomie Championship.

Na większość akcji w ataku drużyny Dębów nie mieliśmy żadnej odpowiedzi. Skrzydło, środek, młyn, wszędzie wychodziło. Wyczyny Paula Popoaii to najlepsza wizytówka. Nawet Vaha musiał na chwilę usiąść na murawie żeby przemyśleć rozwiązania ofensywne gospodarzy. Kiedy piłka była w naszym posiadaniu często odbijaliśmy się od obrony Rumunów jak od ściany (w odwrotnej sytuacji ciężko było wychwycić pozytywną szarżę, a nawet po kontakcie zawodnik rumuński dodawał dodatkowe metry).

To co cieszy to postawa zawodników i sztabu. Mimo przewagi rywala nie czułem zażenowania (jak w przypadku reprezentacji Polski w piłce nożnej) tylko ciągłą solidarność z przedstawicielami mojego narodu. Ponadto Zawodnicy (zgadza się, przez wielkie "Z") pokazali, że chcą nowych wyzwań i podejmują je z godnością, popierają ciężką pracą.

Warto było obejrzeć ten mecz. Myślę, że zawodnicy mogą być z niego dumni bo stanęli naprzeciw "Goliata" i nie pękli. Było w nim kilka dobrych fragmentów (akcję zakończoną przyłożeniem Petera Hudsona można oglądać bez końca), które w najbliższym meczu musimy zamienić na dłuższe fazy. Będzie ciężko bo rywal wcale nie gorszy, a mobilność zawodników Portugalii to jeden z ich atutów.

Zapraszam do szybkiej zabawy w ocenę dyspozycji zawodników w meczu z Rumunią. Swoje oceny można oddać za pośrednictwem linku. Wyniki wrzucę końcem tygodnia.
https://forms.gle/bNUn6gECh4FF5Qju5

Zdjęcie pochodzi z Polski Związek Rugby i jest autorstwa Wojciecha Szymańskiego.

PS 1 Mimo mizerii w obronie ta akcja Roberta Wójtowicza (z udziałem przykładającego Hudsona i odgrywającego Buczka) powinna hulać przez cały tydzień w rugbowych socjalach, na razie można ją zobaczyć tu https://twitter.com/rugby_europe/status/1621851060334731269?s=20&t=oZ65I4t90tFlFbr-rWGNVg

PS 2 Może troszkę ustawię głosy, wybaczcie, ale co za dyspozycja Grześka Buczka w tym meczu. Czapki z głów!

PS 3 Zapraszam do porównania mojego tekstu z podsumowaniem meczu autorstwa Grześka Bednarczyka na W szponach rugby

06/11/2022

Sensacje

[EDIT] Mem oparty o screenshot z fanpagea Piotr Zeszutek

Nie mam usprawiedliwienia na swoją długą nieobecność. Zasłanianie się brakiem czasu jest niepoważne, więc nie zamierzam tego robić. Nie obiecam też kontynuacji czy sumienności, aby nie zwodzić obserwujących Atak na młyn, ale raz na jakiś czas coś napiszę czy nagram. Do rzeczy.

Co najmniej 5 osób wysłało mi Tweeta o rzekomej awanturze naszych kadrowiczów w Amsterdamie. Mowa o Reprezentacji Polski w Rugby mężczyzn. Dziennikarz, którego nazwisko przeczytałem pierwszy raz (tak, w tym momencie rozpoczynam świadome dyskredytowanie) wrzucił na Twitter informację, że zawodników nie wpuszczono na pokład samolotu. Powodem oczywiście miał być alkohol.

Nie znam dobrze chłopaków z kadry, przyglądam się z boku. Nie trzeba jednak być specjalnie bystrym żeby dostrzec cel jaki im przyświeca. Nie po to dosiadasz się do stolika Championship (najwyższa dywizja w europejskim rugby reprezentacyjnym, można powiedzieć - pierwszy koszyk) żeby robić burdy po pijaku na lotnisku. Burdę w hotelu po wygranej bym zrozumiał, ale na lotnisku? Nawet w samolocie bym zrozumiał, choć lot do Gdańska trwa niespełna 2 godziny, więc ledwo siądziesz, raz przejdzie stewardesa z napojami i trzeba klaskać pilotowi za udane lądowanie. Komizmu sprawie nadaje fakt, że jednym z kadrowiczów jest właściciel sklepu z fantazyjnymi alkoholami.
Błyskawicznie spłynęło dementi z PZR i od samych zawodników. Mam nadzieję, że zostaną również uruchomione odpowiednie narzędzia prawne bo ów dziennikarz do momentu pisania tego postu, przeprosin ze sprostowaniem nie wystosował.

Jak wspomniałem wyżej, nie znam tego dziennikarza. Pewnie dlatego, że nie śledzę polskiej piłki, kolarstwa torowego czy sportów motorowych, którymi Sławomir Kwiatkowski się zajmuje. I również, jak Szanowny Czytelnik Ataku na młyn, zadałem sobie pytanie "dlaczego pasjonat piłki, F1 i jeżdżenia rowerem po owalu tweetuje o rugby?". Popularność tego sportu w Polsce, póki co, nie zmusza dziennikarzy do pisania o nim. Nie wiem, choć się domyślam (btw cóż za fantastyczne wykorzystanie stereotypu: Polak-pijak, brakło złodzieja), a Was zostawiam z tekstem, który przyszedł mi do głowy kilka chwil po tym nieszczęsnym wpisie na Twitterze.

"Ci co nie znają się wcale
Najwięcej mówią o tym zawsze
O całej tej muzyce
O tym że siedzę na ławce
Robią z Mc's narkomanów
Bo ktoś lubi palić trawkę
Sam już nie wiem co widzę
Gdy na Was patrzę debile
Krytykujesz mą muzykę
Choć słyszałeś ją przez chwile
Nie rozumiesz co mówię
Bo metafory są zawiłe
Popatrz
Mówisz o Nas margines
Sam jesteś id**ta
Każdy zdrowy chłopak
Pisze o tym co na co dzień widzi
Flota bieda martwi żywi
Zakłamani i prawdziwi
Ty nas za to nie nawiedzisz
Że mówimy prawdę całą
O tym że każdy dzisiaj hajsu ma za mało
Może za to że niektórzy z nas się uczą i pracują
Są naprawdę normalni
Jednak jakoś nie pasują
Bzdury
Nie rób sensacji z hip-hopowej kultury
Nie jesteś pierwszy który patrzy z góry i widzi chmury
Niestety
Patrząc pod nogi
Całe życie jest ślepe
A może nie ty dajesz
Pomysły na takie programy
Zobacz Rower Błażeja
Pytali jak się witamy
Takie barany jak Ty
Mają najwięcej do gadania
My robimy swoje
Ty chociaż nie rób zamieszania

Ty robisz sensacje a ja rap w miasto puszczam
Bo w tym jest dusza rap rap w miasto puszczam
Ty robisz sensacje a ja rap w miasto puszczam
Bo w tym jest dusza rap rap w miasto puszczam"

/Fenomen utwór "Sensacje"/

03/07/2022

Polska gurom!

POLKI MISTRZYNIAMI EUROPY 🏉👏

🇵🇱🇵🇹🇮🇹🏴󠁧󠁢󠁷󠁬󠁳󠁿🏴󠁧󠁢󠁳󠁣󠁴󠁿🇬🇪🇫🇷🇨🇿🇧🇪🇱🇹🇮🇪🇪🇸🇩🇪🇷🇴

⬜️🟥 I Akademia Rugby I Ekstraliga Rugby

Ministerstwo Sportu i Turystyki I PGNiG Grupa Kapitałowa I Lasy Państwowe I PZU I Gera Sportswear I Nagiry

09/04/2022

Gratulacje dla trenera Chrisa Hitta oraz wszystkich zawodników za historyczny sukces💪🌪️🏉

Panowie, czapki z głów 🥳🥳🥳

17/02/2022

Bez bohatera nie ma historii

Od ponad roku chodzi mi po głowie tekst o bohaterach. Chyba dojrzał i czas go przenieść na papier.

Jedną z cech, być może najważniejszą, homo sapiens jest wyobraźnia, czyli zdolność do przywoływania i tworzenia w myślach wyobrażeń. Wyobraźnia jest napędem, motorem naszych działań. Każdy motor musi być zasilany, a paliwem naszej wyobraźni są historie i bohaterowie, zwłaszcza tacy, z którymi się utożsamiamy. Krzysztof Noworyta, człowiek, który stoi za takimi produkcjami jak „Legendy Polskie” Allegro czy „Niezwyciężeni” – film wyprodukowany dla Instytutu Pamięci Narodowej (niezaznajomionych z tymi dziełami odsyłam do youtuba), mówi, że kluczem jest wprowadzenie danego pomysłu do kultury masowej i jego stałe podtrzymywanie. Tak stało się z Wiedźminem, najpierw za sprawą znakomitej książkowej Sagi Andrzeja Sapkowskiego, potem ta obecność została jeszcze podbita przez gry komputerowe CD Projekt, a jest podtrzymywana przez Netflixowy serial.

Taki schemat pojawia się również w sporcie. Koszykarskimi bohaterami byli i są Michael Jordan, Shaq czy LeBron James, piłkarskimi Messi, Ronaldinho czy Francesco Totti. W rugby mieliśmy Jonah Lomu, Jonniego Wilkinsona czy Briana O’Driscolla. Każdy z nich zapisał się w kulturze masowej i stale tę pamięć stara się podtrzymywać (sam zawodnik albo jego otoczenie). Przywołam tu świetny dokument „Last Dance” o ostatnim sezonie Jordana w Chicago Bulls. Polskie rugby z uwagi na dość małą popularność lub zorientowanie wewnętrzne w ogóle nie skorzystało na popularności jakichkolwiek rugbowych bohaterów z zagranicy, tak jak choćby skorzystała koszykówka za sprawą Jordana (czy koszykówka w pełni wykorzystała ten potencjał, to już temat na inny tekst).

Czy dziś również potrzebujemy bohaterów? Oczywiście, że tak, tym bardziej w polskim rugby. Różnego kalibru, mniejszych i większych, właściwie każdego kto posiada taki potencjał, zbiór cech. Zastanawiałem się czy potrzebujemy również bohaterów negatywnych, takich jak Artur Szpilka albo Marcin Najman, ale chyba nie tędy droga. Ci bohaterowie potrzebni są polskiemu rugby jak tlen, bez nich nie urośniemy, ani finansowo, ani pod względem popularności. To bohater jest rdzeniem całej historii, która z kolei niezbędna jest aby wejść do kultury masowej. Potem z kolei trzeba tę historię podtrzymywać. Rok 2021 i początek roku 2022 są dość udane dla polskiego rugby, a za takie uważam występy reprezentacyjne zarówno u Pań jak i u Panów. Panie wystąpiły w najważniejszym cyklu siódemek, Panowie odnieśli trzy bardzo ważne wygrane w swojej dywizji. Takie historie muszą rodzić bohaterów. Nie mogą a muszą! Tym bardziej, że jest tam również potencjał osobowy.

Może w Polsce po prostu nie potrafimy robić ze sportowców bohaterów? Gwiazd? Może polski sportowiec musi wyjechać do ligi zagranicznej, najczęściej na Zachód Europy, aby zostać docenionym w kraju? Pamiętam doskonale historię Roberta Lewandowskiego, który wyjeżdżał z Lecha Poznań do Borussii Dortmund. Dopiero tam stał się gwiazdą. Jest jeszcze jedna droga, zostanie celebrytą, który znany jest z tego, że jest celebrytą, ale chyba Taniec z gwiazdami nie jest już tak popularny.

Obecnie w rugby raczej nie szykuje nam się spektakularny transfer za granicę, a nawet odkrycie polskiej gwiazdy już grającej zagranicą, więc powinniśmy skupić się na tym co już mamy. A mamy naprawdę sporo potencjału. Póki co niewykorzystanego. Kilka dni temu wpadł w moje ręce raport firmy Pentagon Research (a raczej jego część) z badania potencjału marketingowego wszystkich dyscyplin sportowych w Polsce. Wśród 20 dyscyplin sportowych (niektóre wrzucano do większych grup jak sztuki walki, igrzyska olimpijskie czy lekkoatletyka) uszeregowanych według wartości mediowej (luty-październik 2021) nie ma rugby. Na 20 miejscu znalazł się futsal wyceniony na 7.128.009,00 zł. Inne drużyny zespołowe: hokej ok. 16 mln, piłka nożna kobiet 17,4 mln piłka ręczna kobiet 36,5 mln, piłka ręczna mężczyzn 91,6 mln, koszykówka mężczyzn 130,8 mln (zaokrąglone kwoty w złotówkach). Te dane dużo mówią, ale jeszcze ciekawszy jest komentarz Adama Pawlukiewicza, project managera z Pentagon Research, który ukazał się na stronie hokej.net (link w komentarzach). Na pytanie dlaczego hokej wyprzedził zaledwie jeździectwo i futsal ekspert wskazuje: „To jest bardzo ciekawe zagadnienie, jedna z najbardziej interesujących dyscyplin drużynowych na świecie, a mimo to cieszy się małym zainteresowaniem w Polsce”. Jest to związane z małym zainteresowaniem mediów, słabą infrastrukturą, małą liczbą lodowisk i klubów oraz słabym poziomem reprezentacji. Dalej zauważa, że „hokej to świetna dyscyplina dla dzieci ucząca je pokory, dbania o zdrowie i terminowości, a także podejmowania logicznych decyzji oraz bardzo szerokiego rozwoju fizycznego”. Podkreślił też, znaczenie szkolenia młodzieży, jako gwaranta rozwoju dyscypliny w przyszłości. Jeszcze lepiej jest przy pytaniu o słabą wartość marketingową hokeja. Pawlukiewicz odpowiada: „Największą bolączką jest to, że hokeiści w naszym kraju nie mają statusu gwiazd. Brakuje osoby występującej w najlepszej lidze na świecie. Takim kimś dla koszykówki był jeszcze do niedawna Marcin Gortat. Nie ma też hokejowych osobowości w mediach społecznościowych, które dzieliłyby się tam swoim życiem i wzbudzały zainteresowanie” i dalej „Poza tym jest to dyscyplina droga w utrzymaniu, o wysokiej urazowości oraz z małą liczbą graczy i dostępnych obiektów. Brakuje też regularnych transmisji w telewizjach, bo o tym, że były lub są transmisje w TVP Sport czy Polsacie Sport praktycznie nikt nie wie. Na hokej w telewizji trudno się natknąć”.

Brzmi znajomo? Sprawdziłem jak faktycznie wygląda sytuacja w mediach społecznościowych. Nie znalazłem żadnego polskiego hokeisty, który prowadziłby oficjalne konto na Facebooku czy Instagramie. Znalazłem Mariusza Czerkawskiego, FB: 8,4 tys., Instagram 6,8 tys. Dla porównania, konto Piotra Zeszutka na FB 3,5 tys., a Instagram 5,0 tys. Zdecydowanie lepiej wygląda sytuacja profili traktujących o tematyce hokejowej. Hokej.net śledzi ponad 40,0 tys. Użytkowników Facebooka, a związek ponad 25,0 tys. Z drugiej strony RugbyPolska.pl czy Czas na rugby mają 12,0 tys. śledzących, a strona związkowa 5,5 tys.

Wszyscy zatroskani o losy rugby w Polsce powinni zrozumieć, że gwiazda sportu, to nie element niepasujący do rugbowego etosu. Liderów mamy, w każdej drużynie jest co najmniej jedna postać, którą można wykreować na gwiazdę. Lokalną, regionalną, polską, nieważne, bo każda jest potrzebna, każda przyciąga, każda może być wzorem do naśladowania (role model). Poznaniacy wołają „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, potrzebujemy bohaterów bo bez nich nie ma historii.

Kuba Sieradzki

PS. Zdjęcie jednego z moich ulubionych bohaterów rugbowych - Aluna Wyna Jonesa podczas ceremonii zakończenia studiów prawniczych na Uniwersytecie w Swansea, pochodzi ze strony tego Uniwersytetu.

09/02/2022

Wolność, równość, braterstwo

Pierwszy weekend z międzynarodowym rugby (mowa oczywiście o męskich XV) za nami. Emocji nie brakowało, a chwilowo (na 7 tygodni) oczy angielskich czy francuskich kibiców przeniosły się z lig krajowych na rozgrywki Pucharu Sześciu Narodów. Swoją drogą, czy funkcjonowanie Premiership Rugby, Top 14 czy United Rugby Championship w trybie awaryjnym, bez najlepszych graczy powołanych do reprezentacji ma sens? Skoro grają to pewnie ma, choćby w ogrywaniu zmienników, ale o tym być może następnym razem. Grali w ramach Six Nations, ale ruszyły również rozgrywki Rugby Europe Championship 2022.

Dostaliśmy 6 bardzo interesujących meczów, z których wyniki zaledwie dwóch można było przewidzieć. Hiszpanie pewnie pokonali Holendrów 43-0, a Francuzi ograli Włochów 37-10, długimi chwilami grając bardzo nonszalancko, bo wynik o 20 pkt wyższy dla gospodarzy nikogo by nie zdziwił. Pozostałe 4 mecze to uczta na jaką czekaliśmy. Wygrana po bardzo zaciętym meczu Rumunów z Rosjanami 34-25 (kto zna historię starć tych dwóch ekip, ten wie, że są one niezwykle zacięte). Znakomita dyspozycja Irlandii przeciwko Walii i wynik 29-7, a gdyby nie rozluźnienie w ostatnich minutach, które poskutkowało przechwytem, byłoby do ZERA. Forma zarówno całego zespołu Irlandii, jak i jej liderów (co za występ Jonathana Sextona, którego wielu, a na pewno autor tego tekstu, odsyłali już na sportową emeryturę) jest wybitna. Zamiast stabilnej, ale siermiężnie grającej drużyny, zobaczyliśmy zespół grający szybko, finezyjnie, i przyjemnie dla oka, odwrotnie niż do tej pory. Andy Farrell zadowolony, Wayne Pivac nieukontentowany. A w sobotni, wczesny wieczór wspólnie z Mariuszem Liedlem, pierwszy raz na platformie Viaplay (to nie reklama) mogliśmy zobaczyć popis skuteczności w wykonaniu Szkotów, którzy pokonując Anglików 20-17, czwarty raz w ostatnich pięciu latach będą mogli Puchar Kalkuty stawiać na swoim cokole. Największy przegrany tego meczu? Chyba Eddie Jones, po którym w Anglii już jedzie dziennikarski walec, głównie za zdjęcie z boiska Marcusa Smitha. Z kolei to co wydarzyło się w Tbilisi w niedzielne popołudnie jest moim zdaniem wydarzeniem weekendu. Gruzja zremisowała z Portugalią 25-25. U siebie. Z Portugalią.

Dla osób spragnionych szczegółowych opisów wyżej wymienionych spotkań, odsyłam do znakomitego bloga Grzegorza Bednarczyka W szponach rugby. Ja chciałbym zastanowić się nad innym problemem: wolnością, równością i braterstwem w rugby. Brzmi górnolotnie i może chwytliwie, ale wcale nie chodzi tu ani o donośne hasła, ani o to, że gdy zostały one wymyślone, były zwykłą propagandą, mającą usprawiedliwić śmierć tych, którzy nie byli za rewolucją (zresztą pełny zwrot brzmi Liberté, égalité, fraternité, ou la mort). Trzecia dekada XXI wieku otworzyła się bardzo poważnymi dyskusjami w temacie popularyzacji rugby na świecie. Już w 2020 roku obserwowaliśmy zamieszanie na szczycie World Rugby, kiedy to o fotel szefa tej organizacji rywalizowali Bill Beaumont, reprezentujący konserwatywny sposób myślenia o rugby oraz Agustín Pichot, argentyński współpracownik Beaumonta, który wyszedł z cienia swojego szefa i zdawało się, że był twarzą zmian. Finalnie zachowano status quo i na nowego prezesa światowej federacji został wybrany stary prezes. Presja zmian jednak wcale nie ustała. Dyskutuje się powszechnie o otwarciu drogi do Pucharu Sześciu Narodów przez system eliminacji i awansu. Tu problemem są pieniądze, bo najsłabsze w tym gronie Włochy, to jednak wielki i bogaty rynek, a dodatkowo nie ma argumentu sportowego, ponieważ anonsowana do zastąpienia Italii Gruzja, w meczach pierwszych reprezentacji nie wygrała w bezpośrednim starciu żadnego z dwóch meczów. Inna sprawa, że oba mecze dzieli 15 lat różnicy, a ostatni był rozegrany we Florencji w listopadzie 2018 roku. Ruszyło natomiast w rozgrywkach organizowanych przez Rugby Europe. Doczekaliśmy się rozszerzenia dywizji pierwszej, czyli Championship z 6 do 8 zespołów. Jakie to ma znaczenie? Niebagatelne. Otóż dwie kolejne nacje, być może i nasza reprezentacja, otrzymają szansę rywalizowania z drużynami regularnie występującymi w Pucharze Świata. I to nie od święta, a przez cały cykl rozgrywek. Dla podniesienia poziomu sportowego, ale i popularyzacji dyscypliny w kolejnych krajach ma to ogromne znaczenie. Właściwie jest to jedna z nielicznych szans na grę z największymi dla całej ósemki, nikt z wielkich graczy nie będzie chciał rozgrywać meczów z drużynami z tzw. tier 3, a z poziomu drugiego, który jest tylko poniżej Six Nations, już chętniej.

Mam takie wrażenie, że w rugby często próbujemy wymyślić koło na nowo. Tęgie głowy zastanawiają się nad popularyzacją, nad powszechnością i nie oszukujmy się nad rentownością rugby na świecie i w poszczególnych krajach. Czy można szukać tu doświadczeń z dyscyplin bardziej popularnych, dochodowych i rozpowszechnionych jak piłka nożna czy koszykówka? Moim zdaniem tak. Skoro w piłce kopanej (tej częściej niż w rugby) Brazylia może mierzyć się z Kostaryką a Anglia z Panamą to dlaczego All Blacks nie mogliby zmierzyć się z Polską? Śmiejąc się pod wąsem odpowie ktoś, że setka pękła by szybciej niż „biegał” ją kiedyś Grzegorz Lato, że deklasacja, kompromitacja, nie wracajcie do domu… To teraz wjeżdża cały na biało ekspert od marketingu i zaczyna liczyć: liczba osób na stadionie, przychód z dnia meczowego, sprzedane gadżety, liczba ludzi przed telewizorami, liczba nowych kandydatów na treningach itd. Oczywiście taki mecz z wielu względów, przede wszystkim finansowych, byłby ciężki do zorganizowania, ale to szczyt. Ideał, do którego warto dążyć. I nie mówię tu o staraniach lokalnych związków, dla których może to być operacja nierealna. Mówię tu raczej o możliwościach World Rugby. Bo skoro FIFA się opłaca robić eliminacje i mistrzostwa świata, na które awans jest otwarty, skoro opłaca się wybrać Katar na gospodarza tej imprezy to, dlaczego w rugby zastanawiamy się ciągle jak to zrobić. Drogę już wymyślono, wszystkie błędy popełniono (właśnie ten Katar), czy nie warto skopiować, podpatrzeć dobre wzorce? Czy stałe duszenie się najlepszych rugbowych nacji we własnym sosie jest promocją dyscypliny? Czy może większą byłaby dostępność gry z nimi? Może chociaż w imię tych rugbowych CORE VALUES?

Dużo pytań, mało odpowiedzi, a ja chętnie zobaczyłbym All Blacks na Stadionie Narodowym. Nawet w 5 „garniturze” zawodników, ale z haką na środku boiska. Tymczasem niedługo mecz z Czechami i bardzo ważne mecze Polskiej kadry mężczyzn w marcu z Belgią i w kwietniu z Litwą. Stawka piekielnie wysoka, zobaczyć Gruzję, Rumunię czy Rosję na stadionie w Polsce. Allez la Pologne!

Kuba Sieradzki

PS. Zdjęcie autorstwa Levana Verdzeuliego, pochodzi ze znakomitego artykułu z The Irish Times autorstwa Roberta Kitsona pt. "Is it time for a Seven Nations army to smash the glass ceiling?"

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Rzeszów?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Zespół Kulinarny

Strój

Adres

Rzeszów
35-000 TO 35–900