24/06/2026
🍀 Żądamy zaprzestania dyskryminacji innych medycyn świata oraz naszej Polskiej 🍀
Żądamy równego szacunku, niedyskryminowania tradycji zdrowienia i jasnego oddzielenia oszustwa od legalnych praktyk ludowych, zielarskich, dobrostanowych i komplementarnych.
W tym kraju pod hasłem równości i tolerancji próbuje się wprowadzić małżeństwa homoseksualne - ale równości medycyn świata już nie 🌈 Czy rząd uważa, że wszystkie medycyny są równe ale niektóre są równiejsze?
Tak, to można bardzo celnie ująć parafrazą: „wszystkie tradycje zdrowienia są szanowane, ale jedna ma państwowy status nadrzędny”.
W praktyce państwo nie traktuje wszystkich „medycyn” jednakowo, bo medycyna akademicka/konwencjonalna/zachodnia (bo nawet nie nasza Polska) ma monopol instytucjonalny: prawo wykonywania zawodu, recepty, szpitale, refundację, diagnostykę, procedury, odpowiedzialność zawodową. Inne tradycje - ziołolecznictwo, słowiańska medycyna ludowa, medycyna chińska, ajurweda, praca z ciałem, praktyki duchowe - mogą istnieć, ale zwykle na marginesie: jako usługi, tradycje, profilaktyka, dobrostan, wsparcie, kultura, a nie jako równorzędne „leczenie” w sensie państwowym. Nie podoba nam się to.
I tu jest napięcie.
Z jednej strony rząd może mówić: chronimy pacjentów przed oszustwami, fałszywą nadzieją i sytuacją, w której ktoś odciąga chorego od potrzebnej diagnostyki lub terapii. Ministerstwo Zdrowia pisało przy projekcie „Lex Szarlatan”, że chodzi o pseudomedycynę, dezinformację i osoby podszywające się pod specjalistów; jednocześnie zaznaczało, że projekt nie ma ograniczać takich aktywności jak zielarstwo, joga czy masaż, tylko uderzać w bezpodstawne przypisywanie niesprawdzonym metodom działania leczniczego albo nakłanianie do rezygnacji z diagnostyki i terapii konwencjonalnych. Szczególnie niepokojące jest to, że podczas sejmowej Komisji Zdrowia 9 czerwca padały zapewnienia, że projekt nie ma uderzać w zielarstwo ani legalne praktyki edukacyjne, tradycyjne czy dobrostanowe. Zapowiadano potrzebę doprecyzowania przepisów i rozdzielenia realnych nadużyć od legalnie prowadzonej działalności.
Tymczasem podczas prac podkomisji 17 czerwca - według relacji uczestników - temat wyraźnego zabezpieczenia zielarstwa i legalnych praktyk nie został podjęty, a zapowiadanej poprawki nie ma i nikt o niej nawet nie wspomniał.
Z drugiej strony, język typu „pseudomedycyna”, „szarlataneria”, „walka z dezinformacją” może bardzo łatwo stać się pałką na wszystko, co nie mieści się w dominującym modelu akademickim. Wtedy nie rozróżnia się oszusta sprzedającego cudowne wyleczenie raka od zielarki, masażysty, praktyka oddechu, tradycyjnej babki czy osoby korzystającej z polskiej medycyny ludowej. I to właśnie może budzić poczucie: „jedna medycyna jest równiejsza”.
Najuczciwsze rozróżnienie brzmi tak:
Równość ludzi - tak.
Równość tradycji kulturowych - tak.
Równość każdej metody jako terapii medycznej - nie zawsze.
Prawo do szacunku i dialogu - zawsze.
Prawo do oszukiwania chorego - nigdy.
WHO idzie raczej w stronę integracji, ale ostrożnej: uznaje rosnącą rolę medycyny tradycyjnej, komplementarnej i integracyjnej, a jednocześnie mówi o potrzebie bezpieczeństwa, regulacji i wzmacniania dowodów. Czyli nie: „wszystko wrzucić do kosza”, ale też nie: „wszystko działa tak samo”.
Można by to powiedzieć politycznie i mocno:
Problem nie polega na tym, że państwo chce chronić pacjentów przed oszustami. Problem zaczyna się wtedy, gdy ochrona pacjenta zamienia się w monopol jednej wizji zdrowia i pogardę wobec tradycji ludowych, słowiańskich, naturalnych, duchowych czy komplementarnych. Medycyna akademicka ma swoje miejsce, ale nie powinna udawać, że jest jedyną możliwą formą rozumienia zdrowia człowieka.
Nie wszystko musi być refundowaną procedurą, żeby zasługiwało na szacunek. Nie wszystko musi być akademickie, żeby było częścią kultury zdrowia. I nie wszystko, co tradycyjne, wolno automatycznie nazywać szarlatanerią.
Medycyna akademicka/konwencjonalna/zachodnia (bo nawet nie nasza Polska) nie jest pępkiem świata ❌
Medycyna akademicka nie jest „polską medycyną” w sensie kulturowym, tylko polską instytucjonalną odmianą zachodniej biomedycyny. Obok niej istnieje polska medycyna ludowa i słowiańska oraz wiele tradycji zdrowienia z innych kultur. Żadna instytucja nie powinna uważać się za właściciela całej prawdy o zdrowiu człowieka. Potrzebne są dialog, szacunek, wolność wyboru i odpowiedzialność za bezpieczeństwo.
Najlepsze określenie na medycynę w Polsce to raczej medycyna konwencjonalna, biomedycyna, medycyna głównego nurtu albo medycyna akademicka.
‼️ Nie jest ona właściwie „polska”, TYLKO TO DOMINUJĄCY DZIŚ MODEL MEDYCYNY ZACHODNIEJ/INSTYTUCJONALNEJ
Sedno jest takie: medycyna akademicka nie jest „polska” z natury, tylko jest globalnym zachodnim systemem wiedzy, który Polska przyjęła, rozwinęła i uregulowała u siebie. Polscy lekarze mogą być świetni, polskie uczelnie mogą prowadzić badania, polskie szpitale mogą mieć własne doświadczenia - ale sam model nie wyrasta głównie z polskiej/słowiańskiej tradycji. To podobnie jak prawo rzymskie albo nowoczesny system uniwersytecki: funkcjonuje w Polsce, ale nie jest etnicznie „polski” w źródle.
Natomiast polska medycyna ludowa naprawdę jest polska/słowiańska/kulturowo lokalna, bo wyrastała z życia wsi, rodziny, ziemi, pór roku, roślin, wierzeń i praktyk przekazywanych pokoleniowo. Źródła etnograficzne opisują medycynę ludową jako obszar, w którym obok siebie występowały obserwacje praktyczne, ziołolecznictwo, doświadczenie oraz elementy tradycyjnego, symbolicznego obrazu świata