Landszafter

Landszafter

Udostępnij

Szukam tras, które mają widokowy sens
- nie tylko dystans. Jeżdżę po to, żeby zobaczyć więcej. Grzbiety. Szutry. Przestrzeń. Rajdy Przygodowe | mtb | gravel 🚴‍♂️✨

Jeśli czujesz, że trasa to coś więcej niż liczby,
to jesteś u siebie. BikeAway to po prostu pasja rowerowej eksploracji.

Photos from Landszafter's post 23/05/2026

Polski Spisz i nieustanne widoki na Tatry
- czyli niedzielny gravelowy Krakowski BikeBus

👉 No i dzieje się.

W najbliższą niedzielę rusza pierwszy Krakowski BikeBus 🚐🔥🚴‍♂️

Ekipa już zebrana
i jedziemy na Polski Spisz.

I szczerze?
To jest jedna z tych tras,
które kompletnie zmieniają sposób patrzenia na przestrzeń.

65 kilometrów.
Około 1300 metrów przewyższenia.
I przez większość dnia jazda po otwartych grzbietach,
łąkach i przestrzeniach,
które w Polsce są dziś absolutnym rarytasem.

Krajobrazowo czystość niemal nierealna.
Jakby ktoś połączył Beskid Niski,
Suwalszczyznę
i grzbietowe łąki Małych Pienin w jedną opowieść.

A na wyciągnięcie nad tym wszystkim Tatry.

Najpierw daleko.
Potem coraz bliżej.
Rosnące z każdym kilometrem.
Z każdym grzbietem.
Z każdym kolejnym odsłonięciem przestrzeni.

Ta trasa płynie.
Naprawdę.

Nie jedzie się jej „na sportowo”.
Tylko podróżuje przez krajobraz.
Bo tylko wtedy ma to sens.

Po drodze trzy piękne widokowe grzbiety.
I jedno wspaniałe wzgórze z widokiem na Lubań.

A finał?
Najpierw bajkowy zjazd przez łąki do Sromowiec.
A potem przejazd przez Przełom Dunajca.

A najlepsze?
To, że jedzie się stale do przodu.
Bo to nie jest pętla.

Startujemy w zupełnie innym miejscu niż kończymy.
Dlatego właśnie powstał BikeBus.

Żeby odblokować trasy,
których normalnie nie da się zrobić bez całej logistycznej układanki.

Wyjazd z Krakowa o 7:30.
Powrót wieczorem.
A pomiędzy po prostu cały dzień pięknej jazdy.

I mega się cieszę,
bo po raz pierwszy udało się zebrać ekipę i ten projekt naprawdę rusza 🙂

Mamy jeszcze dużo miejsca na przyczepie rowerowej
i ostatnie miejsce w busie.
Więc jakby to... po prostu piszcie na WhatsApp na: 606 309 694

Ale jeśli nagle okazałoby się,
że chętnych jest więcej -
po prostu organizujemy większego busa 🙂

Jeśli czujesz, że to jest dokładnie ten typ jazdy,
którego szukasz,
po prostu napisz.

Bo od tej niedzieli,
zaczną dziać się rzeczy naprawdę przepiękne.

Zdjęcia: Renata Sobiesiak

Photos from Landszafter's post 16/05/2026

Gravel Wieczorową Porą - czyli purpurowy zachód nad Wisłą i najpiękniejszy wiadukt Krakowa 🌄✨🚴‍♂️

Totalnie lubię te jazdy, które niczego wielkiego nie zapowiadają.

„Może wyskoczymy po pracy na chwilę?”
„Zróbmy jakieś 2–3 godziny.”
„Bez spiny.”

A potem wracasz do domu i masz poczucie,
jakbyś był gdzieś całkiem daleko od miasta
i przeżył kawał fajnej przestrzeni.

Wczoraj o 18:30 zdecydowała się pojechać ze mną tylko Ewa.
I szczerze?

To był jeden z tych wieczorów,
które pokazują jak niewiele potrzeba,
żeby wydarzyło się coś absolutnie baśniowego.

37 kilometrów.
I trasa, w której wszystko zagrało do ostatniej nuty.

Start przy nowohuckim zalewie.
Dalej dziki dukt przy Dłubni i jazda wałem z dalekim widokiem na okolicę.
I dosłownie po kilkunastu wszystko to,
co w gravelu lubię najbardziej.

Szutrówki.
Gruntowe dukty.
Łąki.
Cisza.
Wieczorne dźwięki.
Akweny po dawnych wyrobiskach.
Wszechobecne głosy trzcinowych ptaków.
Aleje starych wierzb ciągnące się wzdłuż duktów.
Singlowe ścieżki wśród łąk.
I przestrzeń Wisły oddychająca zachodem słońca.

Masa decyzji na pełnym spontanie,
które okazały się strzałem sam środek tarczy.

I ta cisza.
Unoszona zapachem wilgoci.

To jest wręcz niewiarygodne,
jak blisko miasta można znaleźć taką ilość spokoju.

A potem przyszedł moment totalny.
Wiadukt kolejowy nad Wisłą w rejonie Przylasku Rusieckiego.

Genialna konstrukcja.
Surowa.
Industrialna.
A jednocześnie kompletnie poetycka w wieczornym świetle.

Wyłoniła się wśród traw
i wyglądała pośród nich absolutnie monumentalnie.
Stal wobec miękkości traw.

Potem szybki wypych na wał i już jechaliśmy nim na lewy,
na tym odcinku północny brzeg.

Kiedy zaczynaliśmy jazdę,
słońce już wisiało nisko nad horyzontem.
Ale jeszcze dawało mocne pomarańczowe światło.

Ale chwilę później,
gdy zjechaliśmy już na dół,
cała konstrukcja mostu zaczęła świecić
głęboką purpurą dnia, który odchodził.

I wtedy zrobiło się naprawdę magicznie.

Cień lasu rzucany na wody wyrobiska w Branicach
tworzył odbicie głębokie, niemal czarne.

A ponad nim ciemna ściana
z wybarwionym tłem przechodzącym od purpury po fiolet.

Przypomniałem sobie,
jak w podstawówce telepaliśmy się w to miejsce
zaraz po lekcjach,
aby w nastające lato uciec od gorąca miasta.

Wychodziliśmy ze szkoły o 13.30,
potem czym się dało na Pleszów.
I dalej na koniec Branic.

Nogi same niosły.
Konary zwalonych drzew robiły za trampoliny.
I droga ze szkoły do domu trwała po 6 godzin.

Minęło od tamtej pory tyle lat,
A te wyrobiska wciąż są takie same.

Poza Przylaskiem, gdzie weszły zmiany.
Fajne. Choć to nie mój klimat, to jednak w dobrym stylu.

Ale w pozostałych miejscach stare dobre chaszcze,
małe piaszczyste plaże
i groble między wyrobiskami przez sam środek wód
niczym te w Tenochtitlan za Montezumy.

I po raz kolejny miałem poczucie,
że czasem wystarczą trzy godziny po pracy,
żeby znaleźć właściwą proporcję spraw.

Od Branic też było ciekawie.

Stara droga z Branic przez łąki do Ruszczy
ciągnie się długie setki metrów.

I nagle pośród niczego - kapliczka św Floriana.
Dziś otynkowana, a kiedyś ceglana.
Stara, bo widoczna już na mapach z roku 1899.

Stałą tu zatem zanim za jej plecami
wyrósł kombinacki industrial.

Lubię takie obiekty i ich zagadkowość.
I tą myśl szukającą człowieka, który pośród bezmiaru pól
postanowił wystawić ją tutaj.

Co z tym stało.
Jaka myśl? Jakie uczucie?

Jest w polskiej ludowej wrażliwości coś,
co nie przestaje mnie napełniać czułością.

Tak jak dziś gdy jechaliśmy w wieczornym dnia wyciszeniu,
dało się słyszeć śpiew nabożeństw majowych.

Mogę tego nie rozumieć.
Mogę nie być "tam-w-tym" obecny.
Ale nie przestaje mnie to wzruszać.

Że w majowy wieczór,
na rozstajach dróg,
Stare kobiety i dzieci
trwają przed tymi milczącymi figurami postaci,
niosąc swoje nadzieje i wdzięczności.

P.S.
Jeśli jesteś z Nowej Huty
i chciałabyś / chciałbyś czasem pojeździć wieczorem
- po prostu napisz do mnie.

Dodam Cię do Społeczności Landszaftera na Whatsapp.

A jeśli lubisz dłuższe jazdy, to też Cię zapraszam.
Do projektu Krakowski BikeBus.

Dopiero zaczynamy. Cieżko wystartować.
Ale czuję, że jak się już uda, to poleci.
I wydarzy się masa rzeczy magicznych.

Chcemy w każdy weekend robić najpiękniejsze trasy niepętlowe.
Dlatego musi być bus z przyczepą.

Wyjeżdżać skoro świt.
Potem w wielogodzinnej jeździe cieszyć się trasą.
Potem wspólnymi opowieściami na jej końcu.
I wreszcie wieczorem dotrzeć do Krakowa z poczuciem,
że wydarzyło się coś wyjątkowego.

W niedzielę 24.05 jedziemy na Polski Spisz.
Będą jazdy pięknymi trawiastymi grzbietami
i niekończące się widoki na Tatry.

A wszystko zanurzone w czystej scenerii z traw.

Miało być w niedzielę 17.05 - ale pogoda jaka jest, każdy widzi.
Więc celujemy w kolejny weekend.
I tam wydarzą się rzeczy w najczystszej formie baśniowe.

Jak coś, zawsze możesz napisać na Whatsapp,
dołączyć do tworzonej społeczności
i dowiedzieć się więcej.

Tak więc jak coś - może się widzimy!

Photos from Landszafter's post 13/05/2026

Gravelowa trasa przez Małopolskę, która mnie oszołomiła widokami! Złoto! 🚴‍♂️✨

Dawno nie miałem tego w głowie po rowerowym dniu.
Że wracam do domu i przez chwilę siedzę w ciszy.
Bo głowa dalej jedzie.

Niedzielna trasa z Libiąża do Zabierzowa była dokładnie czymś takim.

75 kilometrów.
Nieco ponad 1200 metrów przewyższenia.
I jedna z najbardziej kompletnych tras,
jakie pamiętam w promieniu 80 kilometrów od Krakowa.

Taka, gdzie wszystko nieustannie się zmienia.
Krajobraz. Światło. Charakter drogi. Tempo. I przestrzeń.

A zaczęło się od czegoś absolutnie surrealistycznego.

Kamieniołom Żelatowa.

Czynny.
Ogromny.
I kompletnie nierzeczywisty.

Najpierw oglądaliśmy go z krawędzi urwiska.
A potem, z punktu który obrałem jako widokowy,
z rowerami na ramieniu zeszliśmy „kozią ścieżką” do środka.

I nagle to przestała być Małopolska.

Pył. Skała. Cisza.
Kolory ziemi jak gdzieś w Górach Dynarskich.
W dolinie rzeki Kiri, między Lbrike i Prekal.

Jakbyśmy na chwilę teleportowali się do Albanii.
Do dzikich, pachnących pyłem i niebywale surowych scenerii.

Gigantyczny, surrealistyczny krajobraz.

Przestrzeń tak duża,
że stojąc na jej krawędzi bardziej miało się wrażenie,
jakbyśmy zaglądali do jakiegoś górskiego masywu,
a nie do dziury w ziemi w rejonie,
gdzie 350 m n.p.m. oznacza „wysoko”.

Były ptaki.
Krzyczące mewy krążące nad wodą zalanego wyrobiska.

Przeraźliwy krzyk.
I studnia otoczenia, która tylko potęgowała to wrażenie.

Był zapach wilgoci.
Było niebywałe lustro szmaragdowej wody,
pod której powierzchnią roztaczał się prawdziwy podwodny świat.

Stara droga tworząca łuk.
Pokryta 50 cm wody.
Wyglądała kosmicznie.
Niebywale.
Totalnie magicznie.

I to dziwne uczucie, że morze jest bardzo daleko…
a jednak wszystko wokół pachnie przestrzenią czegoś nadmorskiego.

Absolutny surrealizm.

A potem trasa zaczęła dokładać kolejne rozdziały.

Wspinaczka na Żelatową.
Przez las przypominający
najpiękniejsze fragmenty Lasu Wolskiego.

Monumentalne buki, których korony zabierają całe światło.
Przez co wnętrze lasu jest totalnie otwarte.
Widzisz na 200–250 metrów.
I tylko potężne bukowe pnie wypełniają przestrzeń.
Nic poza tym.

Wspinaczka pięknym singlem,
trawersującym cały masyw.

A potem jazda grzbietem w kierunku Pogorzyc.
Stawy kaskadowe.
I jazda 1,5 km dnem niewielkiej doliny,
z finałem w korycie potoku.

Magia.

Stare przysiółki.
Chałupy, które pamiętają zupełnie inną Polskę.

A później kolejne grzbiety.

Alwernia.
Bernardyni.
Widoki na Rudno.
I niezrównane tego dnia w swoim zasięgu
widoki ze wzgórz w rejonie Rybnej.

A wszystko owite niekończącą się nicią
szutrowych i gruntowych dróg.
Które wyglądają,
jakby ktoś zaprojektował je specjalnie pod gravela.

Stare sady.
Dzikie jabłonie.
Otwarte przestrzenie.
I światło późnego popołudnia wpadające między wzgórza.

A na sam koniec
najpierw trzy doliny:

Mnikowska (sforsowana od wschodu przeprawą,
bo nie wiedzieć czemu nie ma już w niej mostka),
Półrzeczki
i Brzoskwini.

A na finale Garb Tenczyński.

I widok przez bezkres żółci
uformowanej przez kwitnący rzepak.

Ten typ finału,
po którym człowiek już wie,
że ten dzień zostanie z nim na długo.

I jeszcze pizza w Zabierzowie.

Bo czasem idealne dni kończą się właśnie tak prosto 🚴‍♂️🍕✨

Ania, Łukasz - wielkie dzięki za ten genialny dzień!

PS.
Jeśli cieszyłoby Cię regularne pokonywanie takich tras,
dołącz do projektu Krakowski BikeBus.

Chcielibyśmy co tydzień realizować właśnie takie projekty - trasy niepętlowe, wykorzystujące logistykę busową, aby móc tworzyć najpiękniejsze rowerowe przejazdy w Małopolsce.

Już w niedzielę 17.05 - Polski Spisz i podróż przez cztery grzbiety.
Genialne szutry i niesamowite widoki na Tatry.

Jeśli czujesz temat - po prostu napisz na Whatsapp:
606 309 694

Dopiszemy Cię do grupy Krakowskiego BikeBusa.

Widzimy się? 🙂

Photos from Landszafter's post 10/05/2026

Kolejne piękne scenerie z dzisiejszej trasy.
Gdzieś między Alwernią a Rybną.

Jest totalnie Landszaftowo.
Magia.

10/05/2026

Takie dzisiejsze widoczki na naszej gravelowej trasie z Libiąża do Zabierzowa.

Jesli zrobi się wszystko co w planie wyjdzie 79 km i około 1300 m przewyższeń. I ogrom niezeyklosci po drodze.

Przejazd przez ten kamieniołom to był widokowy total. Dawno w Polsce nic nie zrobiło na mnie wrażenia jak właśnie to. Stojąc na tym urwisku przestrzeń robiła wrażenie jakby się było w jakimś górskim pasmie.

Absolutna niesamowitość.

06/05/2026

Krakowski BikeBus i Gravelowa Sobota 9.05 (z opcją mtb - dla chętnych) - Przez Góry Lewockie do Lewoczy 🚴‍♀️🚴✨🔥🌄

Są takie miejsca, które przez lata… były poza zasięgiem.

Nie dlatego, że były daleko.
Tylko dlatego, że nie wolno było tam wejść.

👉 Góry Lewockie.

Przez dekady zamknięte.
Teren wojskowy.
Bez turystyki. Bez ruchu. Bez śladów.

I może właśnie dlatego…
do dziś zostało tam coś, czego coraz trudniej szukać w górach.

Pustka.

Nie taka „instagramowa”.
Tylko prawdziwa.
Gdzie przez kilometry jedziesz i masz wrażenie,
że jesteś tu pierwszy.

I teraz można przez to przejechać.

Zaczynamy wysoko -
na Przełęczy Magurskiej.

Pierwsze kilometry to coś, co ustawia cały dzień:
długi, otwarty zjazd w stronę Spisza.
Przestrzeń się otwiera.
Świat się rozciąga.

A potem wchodzimy w coś zupełnie innego.

Góry, które nie są „ostre”.
Nie próbują Cię zmęczyć dla zasady.

To bardziej falujący płaskowyż,
pocięty dolinami, z grzbietami, które prowadzą długo i spokojnie.

Ale co najważniejsze -
co jakiś czas się odsłaniają.

I wtedy widzisz wszystko.

Tatry.

Nie jako tło.
Jako zamknięcie horyzontu.

Obecne.
Ciężkie.
Nieruchome.

I Ty gdzieś pośrodku tego wszystkiego.

A potem - finał.

Lewocza.

Miasto, które kiedyś było jednym z najważniejszych punktów handlowych tej części Europy.

Dziś spokojne.
Zachowane w całości.
Z murami, które wciąż zamykają starówkę.

Trochę jak Kraków…
tylko bez tłumu.

Trochę jak Sandomierz…
tylko bardziej surowy.

Idealne miejsce, żeby po całym dniu
po prostu usiąść
i pozwolić temu wszystkiemu opaść.

👉 I teraz konkret

Trasa zrobiona tak, żeby każdy mógł wejść w ten klimat:

✔️ GRAVEL - więcej płynności, ok. 40% asfaltu
✔️ MTB - więcej grzbietów, więcej surowości

📍 Start: Przełęcz Magurska (~950 m)
🏁 Meta: Lewocza

🚴 Gravel: ~65 km / ~1200 m
🚴 MTB: ~65 km / ~1500 m

🕐 Plan dnia

6:00 — wyjazd z Krakowa
~8:30 — start
~15:00–16:00 — Lewocza

czas na jedzenie / włóczenie się
~21:00 — powrót

To nie jest „kolejna trasa”.

To jest przejazd przez miejsce,
które przez lata było poza mapą.

I może właśnie dlatego…
ciągle jeszcze czuć tam coś,
co gdzie indziej już zniknęło.

Czyli: długi dzień, ale absolutnie coś niespotykanego.

📩 Szczegóły i zapisy: Whatsapp — 606 309 694

PS. Poczytajcie sobie o Lewoczy.
Zobaczcie coś na temat Pawła z Lewoczy (taki ichniejszy Wit Stwosz) i wnętrze kościoła św. Jakuba – z najwyższym na świecie drewnianym ołtarzem gotyckim (18,62 m!)

05/05/2026

Gravel sobie uciął drzemkę i odwrócił się plecami do Tatr.
Oj nieładnie.

Takie rozkosze nieustannie na polskim Spiszu.

No i nie da się ukryć, że pięknie tam.
I nie dziwne, że jak zobaczył tyle tej trawy, to sobie uciął drzemkę.

Też bym tak zrobił na jego miejscu ;)

Photos from Landszafter's post 03/05/2026

Wczorajszy gravelowy polski Spisz.
I jej wysokość zieloność.
Dzień niekończących się zachwytów.

01/05/2026

Polski Spisz w jednym ujęciu.

Są takie miejsca, których się nie „zalicza”.
W które się wjeżdża… i po prostu znika na długie godziny.

Jutro jadę właśnie w takie miejsce.

Polski Spisz.
65 kilometrów.
Ponad 1600 metrów w górę.
I coś, czego nie da się przeliczyć na cyfry:

A po drodze będzie
pięć grzbietów.
pięć linii poprowadzonych dokładnie naprzeciw Tatr.

Kilometr po kilometrze — w ruchu
Z nieustannym widokiem na Tatry.

A gdzieś pośród tych wszystkich scenerii ona,
Kapliczka Matki Bożej Śnieżnej.
Stojąca tyłem do Tatr.

Jakby nie ona na nie,
Ale one na nią
spoglądały.

Sceneria niesamowita. Nierzeczywista.

I to zdjęcie wykonane przez Jana Ulickiego
- wręcz niemożliwe do wyobrażenia.

Że chciałoby się powiedzieć,
Że to nie istnieje. Że to nieprawda.

To jest jedno z tych ujęć, gdzie zaczynasz rozumieć, czym jest ekspozycja krajobrazu.

Tatry nie są tłem.
Są obecnością.

Są z Tobą przez całą jazdę.
Patrzą. Rosną. Zmieniają się z każdym zakrętem.

A Ty jedziesz grzbietem, który wygląda jakby ktoś narysował go specjalnie pod rower.

I najlepsze?

To wszystko jest przejezdne.
Bez kombinowania. Bez noszenia. I to gravelem.
Bo w takiej wersji jadę.

Szuter. Drogi polne. Linie, które płyną.

Gravel w swoim najbardziej pierwotnym wydaniu.

Jutro jadę tam sam.

Bez gadania. Bez rozpraszaczy.
Chcę wejść w ten krajobraz na pełnej koncentracji.

Zobaczyć co on we mnie robi.
Poczuć każdy odcinek.
Sprawdzić, gdzie naprawdę zaczyna się magia.

A za dwa tygodnie...
Możemy zrobić to razem.
W sobotę 16.05 w formule mtb.
A w niedzielę 17.05 w formule gravel.

Ale już w wydaniu, który zmienia wszystko:

Trasa A → B

Bez powrotu.
Bez kompromisów.
Bez odcinania najlepszych fragmentów „bo trzeba wrócić do auta”.

Zaczniemy czymś totalnym.
Wysoko — na grzbiecie Lubania w przysiółku Studionki.
Zjazdem, który sam w sobie jest historią.
A potem…

Wjedziemy w Spisz i rozegramy go tak, jak powinien być rozegrany.

Do samego końca.
Do Sromowiec.
Przez wszystko, co w tym rejonie najlepsze.

Podróż przez cztery grzbiety.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak to wygląda naprawdę -
zajrzyj tu w weekend.

A jeśli czujesz, że to jest dokładnie to, czego szukasz…

to za dwa tygodnie w ramach BikeBusa
zrobimy z tego coś, czego się nie zapomina.

🚐🔥🚴‍♂️

Jeśli chciałbyś być na bieżąco,
dopisz się do grupy Landszaftera na Whatsapp:

606 309 694

I bądźmy w kontakcie 🤜🤛

27/04/2026

Są miejsca, które możesz poczuć i ze zdjęcia, i z mapy.
I takie, które powiedzą Ci prawdę o sobie dopiero wtedy,
kiedy przez nie przejeżdżasz.

Te trzy są wyłącznie tymi drugimi.

Sęk w tym, że nie da się ich spiąć ot tak.
Ponieważ zaczynają się w jednym miejscu,
a kończą gdzieś zupełnie indziej.

I właśnie dlatego tak bardzo chcemy je zrobić.

Maj.
9, 16, 23.

Trzy dni.
Trzy soboty.
Trzy podejścia.
Trzy różne przestrzenie.

I trzy niewiarygodne doświadczenia mtb.

Ciekawi?
To spróbujcie zgadnąć.

Więcej — wkrótce.

Będzie bikebusowy ogień 🚐🔥🚴‍♂️

Jak ciekawi Cię temat, zachęcamy do zapisu do grupy Landszaftera na Whatsapp:

606 309 694

Tam będą zawsze aktualne wiadomości.

🎉 Sezon rowerowy startuje w kwietniu – i to jak! 🚲

Jedziemy na 10-dniową wyprawę do Ligurii i Cinque Terre – tam, gdzie góry spotykają się z morzem, a miasteczka "spływają" kaskadą mi domów prosto do wody. 🌊

✨ Co Was czeka?

🌄 Dwa dni jazdy w liguryjskich górach z widokiem na morze

🏘️ Klimatyczne miasteczka i wąskie uliczki Cinque Terre

🚴‍♂️ Trasy 55-65 km dziennie – idealne na eksplorację i relaks

🌞 Dużo słońca, dużo morza, dużo radości

Ten wyjazd to perfekcyjny start sezonu – czy masz e-bike'a, czy klasyka 🚵‍♀️. Liczy się przygoda i widoki, które zostaną w głowie na długo.

👉 Dołącz do nas i przeżyj Ligurię na rowerze!

Zainteresowany? Zadzwoń do nas:

601 798 399

bo miejscówki znikają szybciej niż włoskie espresso! ☕

#RowerowaPrzygoda #CinqueTerreBikeTrip #LigurianRide #BikepackingLovers #EbikeAdventure #CyclingItaly #WłoskaPrzygoda #GravelLovers #RoweryzWidokiem #BikeAndSea #WiosennyWyjazd #MorzeiGóry #CyclingLife #TravelByBike #CyclingDreams #RoweryWłochy #ExploreByBike #RoweroweWłochy #WeekendNaRowerze #WiosnaNaRowerze #BikeExplore #rowerowewakacje #CyclingSeasonStart #GravelItalia #RoweroweWakacje 27/12/2024

Czołem!

Rok 2024 jeszcze się z nami nie pożegnał, a my już planujemy wiosnę 😁 I w ramach współpracy z eBikeTeam z Bielska-Białej zaprojektowaliśmy wyjazd mtb do Ligurii. W samo serce najpiękniejszego liguryjskiego wybrzeża.

Jeśli temat by Was interesował i chcielibyście wiedzieć coś więcej o trasach, to możecie pisać do nas. Bo my je projektowaliśmy 😊😊

A jeśli chcielibyście się zapisać, to koniecznie piszcie lub dzwońcie do Andrzeja z eBikeTeam. Najlepiej szybko, bo miejsca znikają szybciej niż włoskie espresso 😁☕

Numer działa też na Whatsapp: 601 798 399

Tymczasem! 😊

https://www.facebook.com/share/r/153py1RnTi/

🎉 Sezon rowerowy startuje w kwietniu – i to jak! 🚲 Jedziemy na 10-dniową wyprawę do Ligurii i Cinque Terre – tam, gdzie góry spotykają się z morzem, a miasteczka "spływają" kaskadą mi domów prosto do wody. 🌊 ✨ Co Was czeka? 🌄 Dwa dni jazdy w liguryjskich górach z widokiem na morze 🏘️ Klimatyczne miasteczka i wąskie uliczki Cinque Terre 🚴‍♂️ Trasy 55-65 km dziennie – idealne na eksplorację i relaks 🌞 Dużo słońca, dużo morza, dużo radości Ten wyjazd to perfekcyjny start sezonu – czy masz e-bike'a, czy klasyka 🚵‍♀️. Liczy się przygoda i widoki, które zostaną w głowie na długo. 👉 Dołącz do nas i przeżyj Ligurię na rowerze! Zainteresowany? Zadzwoń do nas: 601 798 399 bo miejscówki znikają szybciej niż włoskie espresso! ☕ #RowerowaPrzygoda #CinqueTerreBikeTrip #LigurianRide #BikepackingLovers #EbikeAdventure #CyclingItaly #WłoskaPrzygoda #GravelLovers #RoweryzWidokiem #BikeAndSea #WiosennyWyjazd #MorzeiGóry #CyclingLife #TravelByBike #CyclingDreams #RoweryWłochy #ExploreByBike #RoweroweWłochy #WeekendNaRowerze #WiosnaNaRowerze #BikeExplore #rowerowewakacje #CyclingSeasonStart #GravelItalia #RoweroweWakacje

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Kraków?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Telefon

Strona Internetowa

Adres

Kraków