Lakshayoga Dariusz Parzonko

Lakshayoga Dariusz Parzonko

แชร์

Zajmuję się tradycyjnymi praktykami buddyzmu i szamanizmu Nepalu i Tajlandii. Moja praktyka duchowa trwa ponad 20 lat.

Pielgrzymuję do świętych miejsc Azji, ucząc się od miejscowych nauczycieli rytuałów, medytacji i życia w klasztorach.

25/05/2026

Thorani. Bogini Ziemi obecna wszędzie

Podczas wędrówek przez Tajlandię i Laos regularnie spotykałem przedstawienia bogini Phra Mae Thorani. Nie tylko w świątyniach i miejscach kultu, ale też w całkowicie zwyczajnej codzienności. Jej wizerunki pojawiały się przy ulicznych stoiskach, warsztatach, restauracjach, na muralach i niewielkich kapliczkach ukrytych gdzieś między kablami, neonami i betonem miast.

I chyba właśnie to zawsze robiło na mnie największe wrażenie. Thorani nie funkcjonuje tam wyłącznie jako odległa postać religijna. Jest obecna w życiu codziennym.

Najczęściej przedstawiana jest w charakterystycznej pozie wyciskania wody z włosów. To odniesienie do jednej z najważniejszych scen buddyjskiej tradycji Azji Południowo-Wschodniej. Gdy Siddhartha Gautama medytował pod drzewem Bodhi i był bliski osiągnięcia przebudzenia, demon Mara próbował odciągnąć go od medytacji. Symbolicznie można odczytywać Marę nie tylko jako demona, ale też jako chaos umysłu, lęk, rozproszenie czy wewnętrzne napięcia, które odrywają człowieka od uważności.

Wtedy Budda dotknął ziemi, przywołując ją na świadka swojej drogi. I właśnie wtedy pojawiła się Thorani, milcząca, ale nie pasywna.
Woda wyciśnięta z jej włosów miała symbolizować zasługi nagromadzone przez wiele wcieleń. Potężny nurt porwał Marę, a medytacja mogła trwać dalej.

To piękna symbolika, bo Thorani nie zwycięża agresją. Jej siłą jest ugruntowanie, cierpliwość i obecność. Sama ziemia odpowiada na chaos.
Dlatego Torani często kojarzona jest nie tylko z ziemią i obfitością, ale też z uważnością oraz wewnętrzną równowagą. I być może właśnie dlatego jej wizerunki tak naturalnie funkcjonują poza świątyniami. Nie wyglądają tam jak coś "oderwanego" od rzeczywistości. Raczej jak przypomnienie, że duchowość może być obecna pośród zwykłego życia.

Podczas warsztatów poświęconych Thorani i żywiołom opowiem więcej zarówno o symbolice samej bogini, jak i o znaczeniu żywiołów w buddyzmie oraz wierzeniach Azji Południowo-Wschodniej. Będzie trochę historii, trochę podróży i trochę refleksji nad tym, jak odnaleźć ugruntowanie w świecie pełnym chaosu.

Na zdjęciu wizerunek Thorani, Wientian, Laos, fotografia własna

Link do wydarzenia: https://facebook.com/events/s/szamanska-podroz-przez-zywio%C5%82y/2193958028047438/

22/05/2026

Na przestrzeni ostatnich tygodni mogliśmy obserwować kolejne internetowe dyskusje dotyczące korzystania z AI przez twórców, między innymi w kontekście takich osób, jak Olga Tokarczuk. Sam temat jest jednak znacznie szerszy niż jedna osoba czy jedno środowisko. Coraz częściej można zauważyć, że zarzut "to zrobiło AI" zaczyna pełnić funkcję nowej formy obrażania twórcy.

Kiedyś pisano po prostu, że ktoś nie ma talentu, jest słaby, głupi, albo tworzy bezwartościowe rzeczy. Dzisiaj coraz częściej pojawia się komentarz w stylu: "to wygenerowało AI w pięć sekund". I jest to o tyle ciekawe, że taki zarzut nie uderza wyłącznie w samo dzieło, ale również w proces jego powstawania. To już nie tylko próba stwierdzenia, że coś jest słabe. To często próba odebrania twórcy prawa do wysiłku, autorstwa czy nawet samego miana twórcy.

Szczególnie dobrze widać to w przypadku grafików. Znam osoby, które tworzą bardzo pracochłonne prace tradycyjnymi metodami, poświęcając na nie ogromną ilość czasu i energii. Mimo tego potrafią usłyszeć komentarze, że "to pewnie AI". Dochodzimy tutaj do dosyć absurdalnej sytuacji, w której samo oskarżenie o używanie AI staje się automatycznym sposobem deprecjonowania czyjejś pracy, niezależnie od tego, ile realnego wysiłku zostało w nią włożone.

Warto też zauważyć, że nawet w przypadku korzystania z modeli językowych czy generatorów obrazów nadal potrzebny jest człowiek. Bez ludzkiego pomysłu, intencji, wyboru kierunku czy późniejszej selekcji efektów samo narzędzie nie stworzy niczego szczególnie wartościowego. AI może przyspieszyć pewne procesy, pomóc uporządkować myśli albo ułatwić techniczną stronę pracy, ale nie zastąpi sensownej idei.
Dla przykładu, ten tekst powstaje w środku lasu, przy śpiewie ptaków. Najczęściej wygląda to u mnie tak, że po prostu dyktuję swoje myśli do telefonu. Model językowy zapisuje je, czasem pomaga poprawić stylistykę albo wychwycić literówki. Nastepnie nanoszę poprawki, korekty itd. Dzięki temu mogę tworzyć tekst w sposób bardziej naturalny i spontaniczny. Pracując taką metodą, napisanie tekstu zajmuje mi do 2 godzin, pisany całkowicie ręcznie zajmuje mi nawet godzinę dłużej. Paradoksalnie mam poczucie, że w ten sposób jestem bliżej natury niż wtedy, gdybym siedział kilka godzin przed laptopem. Mogę spacerować, obserwować drzewa, słuchać ptaków i jednocześnie przekładać swoje myśli na tekst. Technologia w tym przypadku nie odcina mnie od świata, ale pozwala mi inaczej organizować własny proces twórczy.

Zresztą warto zadać sobie pytanie: gdzie właściwie przebiega granica "prawdziwej twórczości"? Czy pisanie na komputerze nie jest już korzystaniem z technologii? Czy bardziej wartościowy byłby tekst napisany ręcznie? A może należałoby pójść jeszcze dalej i zamiast robić zdjęcie rękopisu zamówić malarza, który uwieczni naszą pracę na płótnie?
Brzmi to absurdalnie, ale dobrze pokazuje, jak zmieniają się społeczne standardy. W różnych epokach podobne zarzuty pojawiały się wobec fotografii, maszyn do pisania, grafiki cyfrowej czy syntezatorów w muzyce. Bardzo często nowe narzędzie początkowo uznawane jest za "pójście na łatwiznę", dopóki kultura się z nim nie oswoi.
Jednocześnie nie zamierzam ani bezkrytycznie bronić AI, ani demonizować tego typu narzędzi. Z mojej perspektywy jest to po prostu pewien rodzaj technologii, który może przyspieszyć lub ułatwić niektóre działania. Jeżeli ktoś nie chce z tego korzystać, ma do tego pełne prawo. Tak samo odbiorcy mają prawo preferować twórczość powstającą bez udziału AI, podobnie jak ktoś może preferować muzykę graną na żywo albo fotografię analogową.
Warto jednak uważać, aby sama informacja o użyciu AI nie zastępowała realnej dyskusji o jakości czy treści.

I tutaj dochodzimy do rzeczy, która wydaje mi się szczególnie istotna. Coraz częściej zarzut "to zrobiło AI" zaczyna pełnić funkcję ucieczki od właściwej argumentacji. Dawniej w dyskusjach stosowano zmianę tematu albo argumenty ad personum. Dzisiaj pojawia się kolejny wygodny unik: zamiast odpowiedzieć na czyjąś tezę, wystarczy stwierdzić, że tekst powstał przy pomocy AI.
Tymczasem argument pozostaje argumentem niezależnie od tego, czy został zapisany długopisem, na komputerze, wypowiedziany głosem czy uporządkowany przy pomocy modelu językowego.
Jeżeli przedstawiam określoną interpretację anattā, przykładowo twierdząc, że w pewnych lokalnych wierzeniach rozumie się ją jako pewien rodzaj trwałego strumienia świadomości podlegającego reinkarnacji, to odpowiedzią powinno być odniesienie się do samej tezy. Można wskazać błędy, źródła przeczące tej interpretacji albo nieścisłości logiczne. Natomiast stwierdzenie, że "tekst powstał w pięć sekund", samo w sobie nie obala żadnego argumentu.

Na końcu warto pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. AI nie jest wszechwiedzącą wyrocznią. Wystarczy zapytać model językowy o temat, na którym naprawdę dobrze się znamy, żeby bardzo szybko zobaczyć jego ograniczenia, błędy czy nadmierną pewność siebie. Dlatego dobrze traktować takie narzędzia raczej jako pomoc niż nieomylny autorytet.
To nadal człowiek pozostaje tym elementem, który myśli, wybiera kierunek i nadaje sens całemu procesowi. Jeżeli zabraknie pomysłu, refleksji albo czegoś autentycznego do przekazania, żaden model językowy nie stworzy za nas wartościowego dzieła.

Na zdjęciu ja podczas tworzenia tego tekstu, fotografia własna, znaczki po prawej stronie zostały dodane za pomocą GPT, co wciąż nie zmienia faktu, że własnoręcznie zrobiłem to zdjęcie ;)

A skoro już tyle było o technologii, internecie i cyfrowych sporach, to dla równowagi zapraszam również na Szamańskie Warsztaty Żywiołów, tradycyjną ceremonię tajskiej bogini Thorani:
https://www.facebook.com/share/1H8vcBQNoU/

Photos from Buddyjski Ośrodek Medytacyjny Karma Kagyu w Toruniu's post 18/05/2026

Dziś żegnamy Lamę Olego 🙏🙏🙏

18/05/2026

W sobotę miałem przyjemność uczestniczyć w celebracji święta Vesak wraz z dobrymi przyjaciółmi ze Związku Buddystów Zen Bodhidharma w Warszawie.

Jest to pamiątka urodzin Buddy Śakjamuniego, a konkretny dzień celebracji zależy od przyjętej tradycji (w tym przypadku w okolicach pełni księżyca w maju). Tego dnia praktykowaliśmy medytację zazen, słuchaliśmy mowy nauczycielki Rosi Sunyi Kjolhede, był też czas na odpowiednie dla linii przekazu śpiewy, składanie darów na ołtarz, a także luźniejsze rozmowy przy poczęstunku. Bardzo istotnym elemtem Vesaku jest zwyczaj polewania posążka małego Buddy Śakjamuniego, w tym przypadku herbatą. Jest to chyba najbardziej uniwersalny zwyczaj, praktykowany we wszystkich krajach Dharmy, jakie odwiedziłem, zarówno w obrębie Theravady, Mahajany, jak i Wadżrajany (choć rodzaj używanego płynu może się różnić).

Więcej informacji na temat Związku Buddystów Zen Bodhidharma znajdziecie tutaj: https://www.buddyzmzen.pl/?m=1

Zapraszamy też 31 maja na wspólny Vesak miedzysanghowy do Grabnika, więcej informacji tutaj: https://www.buddyzmzen.pl/2026/03/sobota-16-v-2026-zazen-z-teisio-i.html?m=1

A jeśli Ciekawi Cię jak wyglądają obchody w Nepalu, polecam mój film na YouTube: Sagadava, Vesak i śpiewy Newarów w Katmandu

Autorem zdjęcia jest ZBZ Bodhidharma

Photos from Lakshayoga Dariusz Parzonko's post 15/05/2026

Co mówi nakrycie głowy? O ukrytym systemie symboli w tradycjach Azji

Na pierwszy rzut oka rytualne nakrycia głowy w Nepalu i Azji Południowo-Wschodniej mogą wyglądać jak element dekoracyjny albo kostiumowy, jednak w tradycjach natywnych każdy detal takiego stroju ma swoje miejsce i bardzo często jest ściśle regulowany. Dotyczy to formy, kolorów, materiałów oraz użytych symboli. Takie nakrycie głowy wynika zazwyczaj z konkretnej linii przekazu i nie jest kwestią swobodnego wyboru.

Jeśli chodzi o nepalskie tradycje Jhakri i Bonpo, pióropusz bywa najbardziej charakterystycznym elementem całego stroju (zdjęcie 1). Często używa się w nich piór określonych gatunków ptaków, najczęściej pawia lub koguta. Taki ptak symbolizuje przewodnika, który rozświetla drogę szamana podczas transu. Jest "ciemnością rozpraszającą światło", protektorem i latarnią. Pawia kojarzy się także z odpornością i protekcją (dawne wierzenia przypisują mu moc odporności na trucizny), a także metaforą wiedzy pokonującej mrok ignorancji.

Prócz piór często występują dwa kolory: czerwony i biały. Czerwony symbolizuje ogień jako źródło energii, inspiracji i wizji transowych. Biały odnosi się do eteru, "Akas", rozumianego jako Niebo bądź przestrzeń, w której manifestują się pozostałe żywioły. W niektórych przypadkach na opasce pojawia się też Triśul, czyli trójząb. W tym kontekście również łączy się go z ogniem, a także bywa utożsamiany z Śiwą lub Guru Rinpocze.

Są też nepalskie tradycje, gdzie używa się tylko chusty (3, żółta po lewej) lub tradycyjnej nepalskiej czapki Dhaka Topi (3 po prawej), bądź obu elementów na raz (2).

W moim przypadku podstawowym nakryciem głowy jest Sala, czyli chusta (4), która pochodzi z miasta Bhaktapur. Wynika to z tego, że pobierałem nauki zarówno w Nepalu (Jhakri), jak i Tajlandii (Phram). W tej drugiej linii przekazu dodatkowe nakrycie głowy ponad chustę jest uznawane za nieodpowiednie wobec duchów i zasad rytualnych, dlatego nie używam pióropusza. Nie jest to sytuacja wyjątkowa, ponieważ wielu nepalskich Jhakri również go nie posiada (patrz 2 i 3). W Tajlandii chusta bywa czasem biała, lekka, firankowa. W moim przypadku mamy kolor fioletowy, który ma dwa znaczenia: oznacza osobę świecką (Satok) oraz równowagę wynikającą z połączenia czerwieni (ogień) i niebieskiego (woda).

Istnieje też druga wersja nakrycia głowy (5), używana bardzo rzadko, mało znana nawet wśród mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej. Wynika to z zasad rytualnych, w których w określonych momentach trzeba zdjąć nakrycie głowy jako formę szacunku wobec duchów i Buddy. W takim ujęciu pełni ono raczej funkcję symboliczną i ozdobną, czasem ochronną.

Kapelusz, który posiadam (co ciekawe, otrzymany w Kioto - co w tym kontekscie nie ma znaczenia), zawiera trzy elementy: jantrę, kamienie Dzi oraz węzeł nieskończoności. Jantra symbolizuje ochronę i Dharmę, kamienie dzi są amuletami pomyślności i ochrony, a węzeł nieskończoności oznacza ciągłość i powiązanie zjawisk oraz również jest jednym z symboli pomyślności. Węzeł ten ma również kolor fioletowy, zgodny z symboliką równowagi. W tym kontekście kapelusz Phram jest raczej nośnikiem amuletów, a nie elementem stroju samym w sobie, jak w przypadku pioropuszy Jhakri. Sam kapelusz przywidzi na myśl ryżowe nakrycia stosowane podczas zbiorów i stąd się wywodzi, symbolizując dawne zwyczaje kultu ziemi i obfitości (może być kojarzony z boginią Phra Mae Thorani).

Ostatnim przykładem jest Czarna czapka - Zhwa Nag, tyb. ཞྭ་ནག་ (6), która występuje w tradycjach wadżrajany, w linii Kagyu (używane np. podczas tańca czarnych czapek, jednej z form tańca Cham). Symbolizuje zwycięstwo mądrości nad ignorancją oraz protekcję, często zakończona jest pawim piórem. Takie nakrycia zakłada się m.in. podczas obchodów Gutor - praktyk usuwania przeszkód odbywajacych się pod koniec tynetańskiego roku.

W wielu tradycjach takie stroje, a szczególnie nakrycia głowy, funkcjonują jak znaki przypisane do konkretnych linii przekazu - co przypomina nieco "logo" lub "znak towarowy". Często ich noszenie wymaga inicjacji lub zgody nauczyciela, a w wielu przypadkach także formalnego upoważnienia (diksza lub abiszeka). Czasem wierzy się, że zakładanie takiego nakrycia bez zezwolenia przyniesie nieszczęście.

Z tego powodu bardzo istotne jest rozróżnienie między inspiracją a kopiowaniem. Jeżeli ktoś nie jest związany z daną linią, tworzenie własnych form nakryć głowy jest w porządku, natomiast bezpośrednie zapożyczanie rytualnych elementów z istniejących tradycji może być odbierane jako obraza i brak szacunku. Nie chodzi tu o narzucanie zasad, lecz o to, że te elementy nie są neutralną estetyką, tylko częścią konkretnych systemów praktyki i relacji duchowych. To trochę tak, jakby nepalski szaman ubrał się w strój papieża lub biskupa - nie zostałby to dobrze odebrane wśród chrześcijan. Dlatego warto pamiętać o szacunku dla innych, bez względu na to, czy się z nimi zgadzamy, czy nie. Rytualne nakrycia głowy to cześć wspólnego dla całej ludzkości dziedzictwa kulturowego - niech ta różnorodność będzie dla nas inspiracją dla codziennej współpracy I życzliwości.

Zdjęcia:
1 - Szamani Jhakri z ludu Tamangów, fotografia własna
2 - Jhakri pogrążony w transie, reprezentant ludności rolniczej z obszarów leśnych, fotografia własna
3 - Ceremonia w Nagarkot, ten najbardziej z lewej to ja, zdjęcie zrobił Manuel Köck
4 - Używany przeze mnie strój formalny podczas rytuałów, zwróć uwagę na hustę, zdjęcie zrobiła Martyna Szczykutowicz
5 - Symboliczny kapelusz nawiązujący do nakrycia Ngob, bardzo rzadko używany, zdjęcie zrobiła Martyna Szczykutowicz
6 - obchody związane z rytuałem Gutor, klasztor Bencien w Katmandu, fotografia własna

A jeśli interesuje Cię zgłębienie lokalnych praktykach duchowych, zapraszam na warsztat do Kołobrzegu: https://www.facebook.com/share/p/1E9wAnSXL6/

09/05/2026

Ciekawe

Japonia zabroniła straszyć dzieci piekłem.

I to już cztery lata temu. W 2022 japoński rząd zaklasyfikował grożenie dzieciom pójściem do piekła jako przemoc (child abuse).

Zaczęło się od tragedii - zamachu na japońskiego premiera, Shinzo Abe. Wykonawca samosądu oskarżał go o przyjazne stosunki z Kościołem Zjednoczeniowym, potężną sektą religijną, którą posądzał o spranie jego matce mózgu. Ta oddała organizacji oszczędności całej rodziny i ją zbankrutowała.

Japoński rząd zabrał się za badanie Kościoła, który okazał się być umoczony po pachy w jednym onsenie z reprezentantami partii politycznej św. p. premiera. A cały system działania Kościoła Zjednoczeniowego opierał się na wyzysku finansowym i psychicznym wyznawców.

Członkowie sekty oddawali jej nie tylko majątki, ale jakąkolwiek decyzyjność. Postanowień liderów Kościoła nie wolno było podważać w kwestiach obyczajowych czy rodzinnych.

Po tych odkryciach japoński rząd zadziałał prężnie, zmuszając Kościół do oddania majątków rodzinom, nawet tej strzelca. A potem przyjrzeli się jak organizacja traktowała dzieci.

W konsekwencji odkryć jakich naruszeń dopuszczali się członkowie organizacji, japońscy legislatorzy zmienili podejście do wychowania dzieci w religii. W klasyfikacji czynności rozumianych jako "przemoc psychiczna" znalazły się zatem:
- grożenie dziecku piekłem,
- wymuszanie praktyk religijnych,
- zmuszanie do uczestnictwa w praktykach religijnych,
- ograniczanie edukacji lub życia społecznego z powodów religijnych,
- i ogólnie wzbudzanie strachu duchowego.

08/05/2026

Czy buddyzm to religia ateistyczna?

Buddyzm bardzo często bywa na Zachodzie przedstawiany jako religia ateistyczna albo wręcz jako filozofia, a nie religia. Można spotkać fałszywe twierdzenia, że Budda odrzucał istnienie bogów, że religia była dla niego czymś negatywnym albo że buddyzm jest wyłącznie systemem pracy z umysłem. Problem polega jednak na tym, że takie przedstawienie buddyzmu pokazuje jedynie wycinek znacznie szerszego zjawiska. Odpowiedź na pytanie, czy buddyzm jest ateistyczny, zależy przede wszystkim od tego, o jakim buddyzmie mówimy.

Współcześnie można wyróżnić kilka głównych sposobów interpretowania buddyzmu. Pierwszy z nich jest najbardziej popularny na Zachodzie i ma charakter świecki lub minimalistyczny. W takim podejściu Budda Śakjamuni jest postrzegany przede wszystkim jako człowiek, który odkrył skuteczne metody pracy z umysłem i ograniczania cierpienia. Często odrzuca się tutaj elementy nadprzyrodzone, czasem nawet karmę i odrodzenie, a praktykę medytacji traktuje się bardziej jako narzędzie psychologiczne niż religijne. W tym ujęciu buddyzm może współistnieć zarówno z ateizmem, jak i z innymi religiami.

Drugie podejście można określić jako symboliczne lub częściowo metafizyczne. Tutaj zazwyczaj przyjmuje się takie pojęcia jak karma, reinkarnacja czy strumień świadomości, ale wiele niebiańskich istot buddyjskich interpretuje się alegorycznie. Bodhisattwowie i bóstwa nie zawsze są rozumiani jako dosłownie istniejące byty, lecz raczej jako symbole określonych cech lub aspektów umysłu. Awalokiteśwara może być interpretowany jako uosobienie współczucia, Mańdźuśri jako symbol mądrości, a Mahakala jako metafora transformacji wewnętrznej. Poszczególne postacie mogą stanowoć pewien ideał lub insporację. Takie podejście często wynika z prób pogodzenia buddyzmu z nowoczesnym, racjonalistycznym światopoglądem.

Trzecie podejście jest najbardziej typowe dla tradycyjnych krajów buddyjskich Azji. Tam buddyzm funkcjonuje przede wszystkim jako pełnoprawna religia. W praktyce bardzo często łączy się on z lokalnymi wierzeniami, kultem przodków, duchów i miejscowych bóstw. W Japonii buddyzm przez wieki współistniał z kultem Kami związanymi z shinto. W Tajlandii wielu buddystów oddaje cześć zarówno postaciom buddyjskim, jak i bóstwom wywodzącym się z hinduizmu, takim jak Ganeśa czy Hanuman, oraz lokalnym postaciom, jak Thorani czy Konkha. Także w Nepalu granica pomiędzy praktykami hinduistycznymi i buddyjskimi bywa bardzo płynna.
Biorąc pod uwagę, że bóstw hinduskich jest co najmniej trzysta milionów, a niektórzy buddyści uznają je wszystkie i dodatkowo bóstwa buddyjskie, można z pewną dozą uśmiechu powiedzieć, że mamy tu religię o być może największej liczbie bóstw na świecie ;)

W tradycyjnym buddyzmie azjatyckim składanie ofiar z kwiatów, kadzideł czy ryżu Buddom, bodhisattwom, lokalnym duchom, nauczycielom (żywym lub martwym) lub bóstwom jest czymś całkowicie normalnym. Z perspektywy zachodniego obserwatora może to wyglądać bardzo podobnie do klasycznego kultu religijnego. Jednocześnie buddyzm zazwyczaj stawia Buddę i Dharmę ponad światem bogów. W wielu tekstach buddyjskich nawet potężne bóstwa, takie jak Indra czy Brahma, przedstawiane są jako uczniowie Buddy (np. w tradycji tajskiej). Jednocześnie w wielu regionach różnica pomiędzy bóstwem, Buddą i bodhisattwą jest bardzo płynna i określa się je zbiorczo sakskryckim mianem "dewa", a osoby znające angielski często używają po prostu terminu "god".

Warto jednak zauważyć, że buddyzm nie posiada jednego obowiązkowego modelu Boga-stwórcy podobnego do tego znanego z religii monoteistycznych. Część nurtów, np. w Tajlandii, czerpie z hinduizmu, gdzie światem, zwłaszcza samsarycznym, zarządzają bóstwa takie jak Indra czy Wisznu. Inną drogą jest podejście bardziej panteistyczne, w którym rzeczywistość bywa opisywana jako wszechocean, a pojedyncze strumienie świadomości jako jego fale. W takich interpretacjach Awalokiteśwara (zazwyczaj jako tybetański Czenrezik lub chińska Guan Yin) może być rozumiany jako forma absolutu, czasem utożsamianego z uniwersalnym umysłem.
Są też interpretacje, w których te spojrzenia łączą się ze sobą. Wszechocean, Awalokiteśwara i dodatkowo Iśwara mogą być traktowane jako różne sposoby opisu tej samej rzeczywistości: raz filozoficzny, raz religijny, raz mistyczny. Iśwara, choć kojarzony raczej z hinduizmem, w tradycjach dharmicznych bywa rozumiany szerzej jako idea absolutu posiadającego cechy wszechwiedzy i wszechmocy (Avalokite[i]śvara). W takim ujęciu doświadczenie, zogniskowane w danym ciele i miejscu, to punkt, w którym wszechbyt aktualnie skupia swoją świadomość na konkretnym aspekcie istnienia.
W jeszcze innych tradycjach uznaje się raczej istnienie odwiecznych praw rządzących wszechświatem bez potrzeby istnienia osobowego stwórcy. Ta koncepcja jest bliska podejściu dżinistycznemu. Stąd buddyzm można nazwać religią nieteistyczną, ale mimo to może zawierać elementy teistyczne.

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech buddyzmu pozostaje jego duża różnorodność interpretacyjna. Dla jednych będzie przede wszystkim praktyką medytacyjną i psychologiczną, dla innych filozofią, a dla jeszcze innych pełną religią z rozbudowaną kosmologią, rytuałami i światem istot nadprzyrodzonych. Właśnie dlatego próba jednoznacznego stwierdzenia, że buddyzm jest wyłącznie ateizmem albo wyłącznie religią, bardzo często prowadzi do uproszczeń.
Na Zachodzie obraz buddyzmu jako systemu całkowicie ateistycznego pojawił się częściowo z powodu niewiedzy, a częściowo jako efekt dostosowywania przekazu do odbiorców zniechęconych tradycyjnymi religiami. Część nauczycieli i popularyzatorów skupiała się głównie na medytacji, psychologii i praktycznych aspektach Dharmy, pomijając rozbudowaną kosmologię oraz religijny wymiar obecny w wielu krajach Azji. Dodatkowo na Zachodzie można spotkać osoby zniechęcone lub rozczarowane religią, więc wizja filozofii pozbawionej tych elementów bywa wyjątkowo atrakcyjna (co też jest w porządku).

Ostatecznie odpowiedź na pytanie, czy buddyzm jest ateistyczny, brzmi więc: czasami tak bywa interpretowany, ale tradycyjny buddyzm w swojej historycznej i azjatyckiej formie jest znacznie bardziej złożony. Może funkcjonować jednocześnie jako praktyka duchowa, filozofia i religia, a jego rzeczywisty obraz jest dużo bardziej różnorodny niż popularne uproszczenia spotykane na Zachodzie.

Na zdjęciu aktor w Bangkoku, wcielający się w tajską wersję Hanumana, fotografia własna

A jeżeli interesuje Cię lokalne, rdzenne podejście do buddyzmu w formie tradycyjnej ceremonii żywiołów i bogini Thorani, zapraszam na warsztaty w Kołobrzegu: https://www.facebook.com/share/1D1dcSVUfi/

Photos from Szkoła Leśna na Barbarce's post 01/05/2026

Dziękuję wszystkim za uczestnictwo w zajęciach 🥰🥰🥰

ต้องการให้ธุรกิจของคุณ ธุรกิจ ขึ้นเป็นอันดับหนึ่ง ห้องออกกำลังกายและกีฬา ใน Bangkok?

คลิกที่นี่เพื่อเป็นสมาชิก?

ที่ตั้ง

ที่อยู่

Bangkok