27/07/2026
Lubuska Szosa
🥈2 miejsce - 502 km w kat. SOLO (K)🚴🏽♀️
Wymęczone, ale dojechane. Na takim deficycie kalorycznym to jeszcze nie jechałam. Ten wyścig traktuję jako lekcję zapanowania nad organizmem w trudnych warunkach i to uważam za mój największy sukces. To trudna, ale ważna sztuka. Przydaje się na ultra, ale łatwo można przeoczyć pewne sygnały. Problemy żołądkowe są znane na ultra dystansach i niestety miałam tę wątpliwą przyjemność jechać z nudnościami i 🤮. Nie będzie kolorowej i instagramowej opowiastki, jak jest zawsze super i nikt się nie poci. Nie będę też pisać o tym, że były ładne widoki i się najadłam, bo mogę. To w zasadzie nic nowego, bo każdy kolarz jeżdżący dłuższe dystanse tak ma. Tylko, że tym razem nie pojadłam. Nie dlatego, że nie było jedzenia, ale że mój organizm mówił zdecydowane NIE. I teraz jedź człowieku bez paliwa. Ruszyłam po samej kawie, bo tylko to udało mi się wepchnąć. Przez pierwsze 100 km zaszalałam i udało się przełknąć łyk ryżowo-owocowej tubki i kęs batona. Na ok.100 km pół kanapki, a na 2 punkcie kontrolnym (177 km) gulasz z ryżem i kawałek arbuza. I kiedy myślałam, że już jest dobrze i witałam się z gąską, to gąska spierdzieliła i od nowa NIE na żarcie. Na ok. 300 km czułam się zwyczajnie źle. Było już ciemno, a ja ciągle wjeżdżałam w oświetlone duże miasto, którego nie było, a na poboczu w rowach siedzieli jacyś ludzie i mnie obserwowali. W głowie z głodu i zmęczenia to może się nieźle popierdzielić. Halucynacje jak nic. Kiedy wjechałam do Kostrzyna nad Odrą, zobaczyłam McD i zorientowałam się, że to prawdziwe miasto to pomyślałam "Jestem uratowana. Drzemka w McD z głową na stole". Moja radość była krótka, bo mieli zaraz zamykać. Znalazłam hotel i postanowiłam tam się zatrzymać, spróbować wyciszyć organizm i doprowadzić do możliwości dalszej jazdy. Czułam, że bez tego mety nie zobaczę. Apetytu to nie poprawiło, ale jakoś dojechałam na oparach. Pod koniec koncentracja i błędnik były tak poturbowane, że sama stwierdziłam, że jestem zagrożeniem na drodze. Ok. 30 km przed metą była 15 min.drzemka na przystanku autobusowym - nawet budzik ustawiłam.
Także ten...każdy ma swoją pasję 😉