Pawel-PawBike

Pawel-PawBike

Share

Pl
Trening dla zwykłych ludzi po 30/40. Bez presji, bez oceniania – z sercem i doświadczeniem. Rower, pasja, codzienność. Ride, grow, stay human.

En
Cycling coaching for normal people 30+. No pressure, no judgement – just real-life experience.

Photos from Pawel-PawBike's post 16/09/2025

🇵🇱 Polska wersja

🇵🇱🚴‍♂️ 70 kilometrów… i jedne z najniebezpieczniejszych w moim życiu.

Chciałem pokazać Caroline piękno polskiego wybrzeża. Pierwszy raz jest w Polsce, pierwszy raz jedzie tutaj rowerem – miała zobaczyć morze, pola, piękne miejscowości. Zamiast tego zobaczyła coś, czego wolałbym nigdy jej nie pokazywać: jak wygląda jazda na rowerze w Polsce.

Ścieżka rowerowa? Bruk, wystające kostki, niebezpieczne nierówności. Na rowerze szosowym prędkość spada do 15 km/h, a każda sekunda to walka o utrzymanie równowagi. Do tego spacerujący ludzie, psy bez smyczy, rowerzyści jadący obok siebie, gałęzie i przeszkody. Zero komfortu, zero bezpieczeństwa.

Zjechaliśmy na drogę – i było tylko gorzej. Trąbienie, wulgaryzmy, wyprzedzanie “na lusterko”, zajeżdżanie drogi, autobusy cisnące przed wysepkami. Kierowcy mieli cały pas do dyspozycji, a i tak woleli nas spychać. Agresja i pogarda.

Przez cały rok robię ponad 10 tysięcy kilometrów, głównie w Anglii i Szkocji. Myślałem, że tam kierowcy nie szanują rowerzystów – ale w Polsce jest dziesięć razy gorzej. I to jest dla mnie szok.

Wstyd. Wstyd mi przed Caroline, której zawsze mówiłem, że Polska jest nowoczesna, czysta, rozwinięta. Wstyd mi za obsługę w sklepach, która traktuje klienta jak powietrze. Wstyd mi za ludzi, którzy wchodzą nam w kadr, zwłaszcza gdy słyszą, że rozmawiamy po angielsku – a gdy odezwę się po polsku i poproszę ich delikatnie o przesunięcie, patrzą na mnie ze zdziwieniem. Wstyd mi za kierowców, którzy zamiast dać przykład, pokazują nienawiść i brak szacunku.

Nie wiem, czy będę chciał w przyszłości jeszcze jechać rowerem w Polsce. A wszystkim kolarzom tutaj – cholernie współczuję.

Polska jest piękna… ale ludzie potrafią ją w sekundę oszpecić.



🇬🇧 English version

🇵🇱🚴‍♂️ 70 kilometers… and some of the most dangerous I’ve ever ridden.

I wanted to show Caroline the beauty of the Polish coast. Her first time in Poland, her first time riding here – she was supposed to see the sea, the fields, the charming towns. Instead, she saw something I wish I had never shown her: what cycling in Poland really looks like.

Cycle path? Cobblestones sticking out in every direction, dangerous bumps. On a road bike the speed drops to 15 km/h, and every second feels like a fight to keep balance. On top of that: people walking on the path, dogs off the leash, cyclists riding two abreast, branches and debris everywhere. No comfort, no safety.

So we moved onto the road – and things only got worse. Horns blaring, swearing, drivers overtaking so close they nearly pushed us off, buses cutting us up before traffic islands. They had the whole opposite lane free, yet still chose to squeeze us. Pure aggression and hostility.

Every year I ride over 10,000 kilometers, mostly in England and Scotland. I always thought drivers there didn’t respect cyclists – but Poland is ten times worse. And that’s shocking to admit.

I’m embarrassed. Embarrassed in front of Caroline, after always telling her how modern, clean and developed Poland is. Embarrassed by shop staff who treat customers like air. Embarrassed by people who step right into our photos, especially when they hear us speaking English – and when I switch to Polish and politely ask them to move a little, they look at me with surprise. And embarrassed by drivers who, instead of setting an example, show nothing but hate and disrespect.

I honestly don’t know if I’ll want to ride a bike in Poland again. And to all the cyclists here – I truly feel sorry for you.

Poland is beautiful… but people can ruin that beauty in seconds.

Photos from Pawel-PawBike's post 21/07/2025

[PL]
Kolejny etap Crit Race za mną – tym razem na torze w Linlithgow, w kategorii Open. I… udało się! 🥉
Nigdy nie sądziłem, że kiedyś stanę na podium. Ale to pokazuje jedno – nie można wątpić w siebie. Trzeba wierzyć, że z ciężką pracą i determinacją można zajść naprawdę daleko. 🚴‍♂️💪
Nie zawsze będzie łatwo, ale zawsze warto.

A na koniec… dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali i trzymali za mnie kciuki. W szczególności jednej osobie – tej, która dała mi skrzydła🫶





[ENG]
Another stage of the Crit Race done – this time on the Linlithgow circuit, racing in the Open category. And… I made it to the podium! 🥉
I never thought I’d get here, but this just proves one thing – never doubt yourself. With hard work and determination, you can go far. 🚴‍♂️💪
It’s not always easy – but it’s always worth it.

And finally… thank you to everyone who supported me and cheered me on. Especially to the one who gave me wings – so I could fly🫶

Photos from Pawel-PawBike's post 30/05/2025

🇵🇱 Dziś runda 2 – Thank Crit it’s Friday by Scot Cycles / West Lothian Clarion CC
Niestety, był to dla mnie pechowy wyścig.

Już od startu tempo było bardzo wysokie. Grupa zaczęła się rozciągać, tworzyły się luki. Starałem się doskoczyć do każdej mniejszej grupki, ale kosztowało mnie to mnóstwo energii.

W połowie wyścigu powstała nowa grupa – najpierw 4 osoby, potem zrobiło się nas 10. Jechało mi się dużo pewniej niż ostatnio, dawałem z siebie 100%, byłem bardziej agresywny i przepychałem się na czoło grupy.

I kiedy wszystko zaczynało się układać – zostały tylko 3 okrążenia – nagle tylne koło zaczęło się dziwnie zachowywać. Na kolejnym zakręcie poczułem, że spadło ciśnienie. Tylne koło zrobiło się miękkie i dla bezpieczeństwa musiałem zwolnić.
W efekcie: chwalebne ostatnie miejsce. 😅

Ale…
✔ Kolejna lekcja zdobyta
✔ Nowy rower przetestowany
✔ Następnym razem będzie lepiej 💪



🇬🇧 Today – Round 2 of Thank Crit it’s Friday by Scot Cycles / West Lothian Clarion CC
Unfortunately, it was a tough and unlucky race for me.

From the very start, the pace was high. The group stretched out quickly, and big gaps started forming. I tried to bridge each split, but it cost me a lot of energy.

Around halfway through the race, a small chase group formed – we were four at first, then grew to ten riders as we caught more from the front. I felt much more confident today, gave it 100%, raced more aggressively, and fought my way to the front of the group.

And just when everything seemed to be going well – with only 3 laps to go – my rear wheel started to feel weird in one of the corners. On the next one, I knew for sure: pressure was gone, tyre was soft. For safety, I slowed down.
Result: glorious last place. 😅

But hey:
✔ One more step in experience
✔ New bike tested
✔ Next time will be better 💪

Photos from Pawel-PawBike's post 19/05/2025

Five Ferry Challenge – Odcinek 2, Sezon 2 odkrywania Szkocji
Czyli jak przeżyć 5 przepraw promowych, 5 etapów i niezliczoną ilość muszek…

1. Etap 1 – Toor → Brodick (Isle of Arran)
24 km, 50 minut. Brzmi spokojnie, prawda? Też tak myślałem, dopóki z zakrętu nie wyłoniła się 3-kilometrowa ściana w górę. Ogień w pedały, tętno na Marsie, a potem szalony zjazd z prędkością 70 km/h. Zdążyłem. Just in time.

2. Etap 2 – Krótki i relaksujący
17 km i 1,5 godziny zapasu. Troszkę pod górkę, troszkę z górki, a na końcu pit-stop w lokalnym sklepie. Czuć było klimat wyspy.

3. Etap 3 – Hardcore
34 km z dwoma długimi podjazdami i wiatrem prosto w twarz (momentami do 30 km/h). Ale 1,5 godziny wystarczyło. Ledwo, ale wystarczyło.

4. Etap 4 – Muszki de lux
18 km płasko, ale każde nabranie powietrza groziło kolacją białkową… Muszki wszędzie. Niezapomniane doświadczenie.

5. Etap 5 – Powrót na stały ląd
60 km, płasko i z wiatrem głównie w plecy. Ale gdy wpadałem w zabudowania, wiatr postanowił pobawić się moimi 60mm kołami. Turbulencje jak w samolocie.

Wyzwanie zrobione.
Kolejne miejsca odkryte.
Nagroda? Pyszne lody. Zasłużone.

Five Ferry Challenge – Episode 2, Season 2 of Discovering Scotland
A story of 5 ferry rides, 5 stages, and way too many midges…

1. Stage 1 – Toor → Brodick (Isle of Arran)
24 km in 50 minutes. Sounds chill, right? That’s what I thought… until a brutal 3 km climb suddenly appeared around a bend. I hit the pedals like a man possessed, full gas. A wild descent followed – topping 70 km/h – and I made it. Barely, but I made it.

2. Stage 2 – Short and sweet
17 km and a comfy 1.5 hours to ride it. Some up, some down, and a quick break at a local shop. Island vibes at their best.

3. Stage 3 – The beast
34 km with two long, steep climbs and a headwind gusting up to 30 km/h. The hardest stage for sure. But again, 1.5 hours was just enough. Legs screaming. Mind focused.

4. Stage 4 – Welcome to Midgeville
18 km of flat terrain… and clouds of midges. Breathing = eating. Each deep breath was a gamble with protein intake. Unforgettable in all the wrong ways.

5. Stage 5 – Back to the mainland
60 km, mostly flat with a tailwind or sidewind. Sounds great… until you enter a village and the wind turns into a wild turbulence fest, shaking my 60 mm rims like a leaf in a storm.

Challenge complete.
More places discovered.
Reward? Some well-deserved ice cream along the way.

Photos from Pawel-PawBike's post 17/05/2025

Dzisiaj wskoczyłem na rower z ambitnym planem jazdy w średnio mocnej grupie. Jednak jak to u mnie bywa, ambicja wygrała, gdy zaprosili mnie do najszybszej i najmocniejszej ekipy – wiadomo, odmówić nie wypadało! Tempo było z kategorii “Fast & Furious”, nogi paliły już po pierwszych kilometrach, a ostatnie dwa tygodnie intensywnych treningów mocno dały mi się we znaki. Szczególnie na najdłuższym podjeździe, który pokonałem w chwalebnej roli zamykającego peleton. Na szczęście grupa wykazała się prawdziwym kolarskim duchem i cierpliwie czekała, aż dumnie dotoczę się na szczyt.

W drodze powrotnej do domu (jakieś 20 km ekstra) czułem się, jakbym zderzył się z niewidzialną ścianą – totalny brak mocy i ból, ale mimo to, ogromna satysfakcja z pokonania łącznie ponad 160 km i ponad 1500 metrów przewyższenia!

Sama jazda była częścią Memorial Ride ku pamięci Lewa Weavera i Dave’a Jorgensena, organizowana przez Stirling Bike Club. Ekipa zebrała się zacna, przyjechali ludzie z różnych stron Szkocji, co najmniej 100 osób, świetna organizacja i pozytywna atmosfera. Mega fajnie było w tym uczestniczyć!



[ENG]
Today’s plan was to ride comfortably in the medium-paced group, but then they invited me to join the fastest group. And let’s face it – my pride took over and there was no turning back. The pace was definitely fast & furious. My legs were screaming from the start, feeling every bit of the last two weeks of intense training. On the longest climb, I proudly secured last place, but thankfully, the group showed real cycling spirit and waited patiently for me.

The additional 20 km home felt like riding through quicksand, pure agony, yet the satisfaction of finishing over 160 km and 1500 m of elevation was massive!

The ride was part of the Memorial Ride for Lew Weaver and Dave Jorgensen, organized by Stirling Bike Club. Around 100 riders from across Scotland, fantastic atmosphere, excellent organization, and great camaraderie. Absolutely worth the pain!

Photos from Pawel-PawBike's post 11/05/2025

PL]
Plan był prosty: długa jazda na rowerze 🚴‍♂️ i odkrywanie nowych zakątków Szkocji 🏞️.
Ale… samochód powiedział „nie dziś” 🔧 i wróciłem do domu z planem w rozsypce.

Co robi człowiek z misją?
Nie szuka wymówek. Szuka rozwiązania.
Zmieniam kierunek: siłownia 🏋️‍♂️ i basen 🏊‍♂️.
Efekt?
✔️ 1300 m pływania
✔️ 10,4 km biegu na Zwifcie (3. najszybsze 5K ever!)
✔️ 1350+ kcal spalonych 🔥

Nie potrzebujesz idealnych warunków. Potrzebujesz determinacji.
Bo forma nie pyta, czy ci się dziś chce.




[EN]
The plan was clear: long ride 🚴‍♂️ exploring new corners of Scotland 🏞️.
But… the car had other plans 🔧 and I came back home with a derailed schedule.

What does a man on a mission do?
No excuses. Just solutions.
I pivoted: gym 🏋️‍♂️ and pool 🏊‍♂️.
Result?
✔️ 1300 m swim
✔️ 10.4 km run on Zwift (3rd fastest 5K!)
✔️ 1350+ calories burned 🔥

You don’t need perfect conditions. You need commitment.
Because fitness doesn’t care how you feel – it rewards what you do.

10/05/2025

PL]
Dzisiaj trochę inaczej – zamiast roweru wskoczyłem na bieżnię.
6 km biegu z nachyleniem 8–10%, czyli konkretna robota na tlen i nogi.
A do tego oczywiście: wzmacnianie góry – plecy, barki, core.
Bo w kolarstwie liczy się nie tylko noga – silna góra to lepsza kontrola nad rowerem, więcej mocy na podjazdach i stabilność, kiedy ciało zaczyna mówić „dość”.
Trenujesz całość – jedziesz mocniej.




[EN]
Something different today – swapped the bike for the treadmill.
6 km run at 8–10% incline – solid work for the legs and lungs.
And of course: upper body strength session – back, shoulders, core.
Because cycling isn’t just about legs – a strong upper body means better control, more power on the climbs, and stability when fatigue kicks in.
Train the whole body – ride stronger.

Photos from Pawel-PawBike's post 09/05/2025

[PL]

Limlithgow Crit – pot, panika i… potencjał

Dzisiaj na starcie stanąłem z gośćmi, których nazwiska zna każdy, kto choć trochę śledzi szkockie kolarstwo. W głowie – lekka panika. W nogach – moc. Ale to głowa dziś dała się złapać na grę nerwów.

James McCallum i dwóch innych odjechali, a grupa nie dała rady ich dojść. Ja – zamiast walczyć o pozycję, schowałem się z tyłu, jechałem zachowawczo, za bardzo kalkulując. I wiecie co? Szkoda. Bo noga była. Gdy zobaczyłem ostatnie 3 okrążenia, chciałem ruszyć… ale byłem zablokowany. Sprint? Późno, ale kilku jeszcze łyknąłem.

Nie jestem zawiedziony wynikiem – jestem głodny więcej. Bo wiem, że mogę. I wiem, że chcę.

Never give up.



[EN]

Limlithgow Crit – panic, pain and… potential

Today I lined up with some seriously strong riders – including James McCallum. As soon as I saw the start list, panic kicked in. Legs were ready. Mind… not so much.

James and two others broke away early. The bunch couldn’t close the gap. I rode defensively, hanging in the back too long, overthinking every move. When it was 3 laps to go – I had the legs, but I was boxed in. Sprint? Too late, but I still managed to overtake a few.

I’m not disappointed – I’m hungry. Because I know I’ve got it. And I’m not giving up.

Never give up.

Photos from Pawel-PawBike's post 05/05/2025

🇵🇱
SEZON 2 OTWARTY – Szkocja nie przestaje zaskakiwać
Pierwszy odcinek drugiego sezonu odkrywania Szkocji za mną – 157 km i ponad 2100 metrów w pionie. Trasa wymagająca, dzika i… absolutnie piękna. Podzieliłbym ją na trzy wyraźne etapy:

1. Wschodnia część wyspy –
Tu zaczęło się ostro. Niekończące się podjazdy i zjazdy zrobiły swoje – po 50 km licznik pokazywał już 1100 m w górę.
Widok na wyspę Arran był wart każdej kropli potu.

2. Dolna pętla –
Miało być lżej – i było… do momentu, gdy wjechałem w wiatr i nawierzchnię godną testu terenowego: dziury, piach, trochę off-roadu na szosówce.
Za to widok – Irlandia w tle. Czuć było, jakby była na wyciągnięcie ręki.

3. Zachodnia część –
Długie, płaskie odcinki z wiatrem w plecy – w końcu można było wrzucić wyższy bieg i utrzymać tempo powyżej 33 km/h.
Niestety zmęczenie i spadająca temperatura zaczęły dawać się we znaki.
Ale nagroda? Widoki na Islay i Jura. Szkocki zachód w najlepszym wydaniu.

To dopiero początek. Sezon 2 zapowiada się na wyjątkowy.
Nigdy się nie poddawaj.

Zapraszam na krótką fotorelację z trasy – niech obrazy powiedzą więcej niż waty.





🇬🇧
SEASON 2 BEGINS – Scotland keeps surprising me
157 km, over 2,100 m of climbing, and a full spectrum of Scottish landscapes. I’d split this ride into three distinct stages:

1. East side of the peninsula –
Constant ups and downs turned the first 50 km into a true challenge, already hitting 1,100 m elevation gain.
But the view of the Isle of Arran? Absolutely worth it.

2. Southern loop –
A bit flatter, but the headwind made sure I didn’t relax too much. Add some tricky road conditions (potholes and sand), and it felt like a gravel adventure.
In the distance – Ireland, just across the water.

3. Western stretch –
Long, flat sections with a gentle tailwind – finally some speed, pushing over 33 km/h.
But fatigue kicked in, and temperatures dropped.
Still, the views of Islay and Jura made it all worthwhile.

This is just the beginning. Season 2 is here – and I’m ready.
Never give up.

Check out the photo highlights from the ride – let the pictures speak louder than watts.

23/04/2025

Wieczór. Cisza. 10 km zrobione.
Bez fleszy, bez rywalizacji – tylko ja, rytm i cel.

Nie musisz być zawodowcem, żeby trenować z głową.
Nie musisz mieć planu życia – wystarczy, że chcesz ruszyć.
Resztę pomogę Ci poukładać.

Jeśli potrzebujesz wsparcia, planu, motywacji lub po prostu człowieka,
który wie, jak połączyć trening z codziennością – pisz śmiało.

Pawel – PawBike
Trening po ludzku. Dla ludzi takich jak Ty.




🇬🇧

Evening. Quiet. 10K done.
No show, no racing – just rhythm, focus and purpose.

You don’t need to be a pro to train smart.
You don’t need a perfect plan – just the will to start.
I’ll help you with the rest.

If you’re ready to move, need structure or just someone who gets real life –
drop me a message.

Pawel – PawBike
Training for real people. Without the pressure.

20/04/2025

Czasem najlepszy trening nie dzieje się na podjazdach.
Czasem dzieje się w głowie – na każdym zakręcie, przy każdej decyzji.
Zaufaj sobie. Jedź dalej.”



🇬🇧

Sometimes the best training doesn’t happen on the climbs.
Sometimes it happens in your mind – at every turn, at every decision.
Trust yourself. Keep riding.”

Want your business to be the top-listed Gym/sports Facility in Stirling?

Click here to claim your Sponsored Listing.

Location

Website

Address


Stirling