19/09/2026
Silver Team Poland! 🥈🇵🇱
Pomału dociera do nas, co osiągnęliśmy! Wywalczyliśmy srebrny medal w EUROSAF Mixed Offshore European Championship 2026!
Regaty zostały zorganizowane wspólnie przez Yacht Club La Maddalena ASD oraz Yacht Club Italiano, pod auspicjami FIV - Federazione Italiana Vela oraz EUROSAF. Aby w ogóle znaleźć się na linii startu walki o medale, musieliśmy najpierw przebrnąć przez wymagające, 3 dniowe kwalifikacje składające się z serii wyścigów coastal, rozegranych na wodach wokół La Maddalena.
Cała rywalizacja odbywała się na jachtach Figaro 3, od kwalifikacji aż po finałowy wyścig offshore.
Sam wyścig Mistrzostw Europy był już pełnoprawnym wyścigiem offshorowym liczącym 300 mil morskich. Trasa biegła z La Maddalena na Sardynii do Genui wokół kolejnych wysp - Pianosa, Elba, Capraia i Gorgona.
Na starcie mieliśmy do 30 węzłów wiatru. Podjęliśmy decyzję o założeniu refu na grocie, co kosztowało nas trochę prędkości i jako ostatni wyszliśmy spomiędzy lokalnych wysp.
Dalszy plan był prosty: po minięciu wysp stawiamy genakera i zaczynamy jazdę na fali. Lecz zanim zaczęliśmy latać, musieliśmy uporać się z potężną awarią. Straciliśmy genakera, a wyjęcie go z wody, zaplątanego wokół foila w tych warunkach, było koszmarem. Po prawie godzinie nieprzerwanej walki udało się uporać z żaglem, jednak konkurencji nie było już widać.
Chwila rozmowy, szybki mentalny reset i wracamy do gry. Nie było innej możliwości. Ustalamy, że walczymy do końca i atakujemy pojedynczo kolejne łódki. Jak już się pozbieraliśmy, zaczęliśmy naprawdę jechać. Najwyższa prędkość, jaką osiągnęliśmy podczas wyścigu, wyniosła 19 węzłów surfując na pełnym. I tak zaczęliśmy odrabiać straty, jedna łódka po drugiej.
Przed pierwszą nocą mieliśmy ponad 20 mil straty do lidera, ale odrobiliśmy już 3 pozycje.
Noc i okrążenie Pianosy minęły bardzo spokojnie. Następnie skierowaliśmy się na bramkę między Elbą a lądem. Całą drogę do Capraii płynęliśmy dość blisko z fińską załogą. Przy wyspie wiatr siadł totalnie, zapowiadała się bezwietrzna noc. Ten etap wymagał dużej dawki cierpliwości i ciągłego rolowania Code 0, żeby złapać jakikolwiek podmuch.
Po jakimś czasie znowu ruszyliśmy i jakże ucieszył nas widok części floty przed nami! Kolejne łódki znalazły się w naszym zasięgu.
Julia pojechała nocą halsówkę niczym na dinghy, robiąc zwroty na zmianach, co wyniosło nas przed kolejne dwie załogi. Z najbliższymi rywalami przecinaliśmy się w nocy w odległości zaledwie 100 metrów - i to po 36 godzinach wyścigu!
Reszta rozegrała się tak naprawdę w kilka ostatnich godzin. Łódki przed nami wpadły w ogromną flautę i zaparkowały. Gdy do nich dojechaliśmy, nam wiatr również się skończył, a prognozy nie pozostawiały złudzeń: miało go nie być wcale.
W pewnym momencie w zasięgu wzroku widzieliśmy aż siedem załóg. Flota się podzieliła - część wybrała morze, część poszła pod brzeg. My próbowaliśmy płynąć gdziekolwiek, ale praktycznie staliśmy w miejscu. Skończyliśmy więc gdzieś pomiędzy obiema grupami, pomału czołgając się do ostatniej bramki przed metą. I to nam się wydało - na bramkę wjechaliśmy drudzy!
Do mety zostało zaledwie 7 mil halsówki. Pilnowaliśmy rywali za nami, próbując zaatakować lidera - niemiecką załogę, która pojechała najbliżej brzegu. Niekorzystna zmiana wiatru spowodowała jednak, że trzecia łódka dogoniła nas i wyszła na prowadzenie. Drugie miejsce zdołaliśmy odzyskać dopiero na 400 metrów przed metą!
Finisz był niesamowicie intensywny. Po 55 godzinach i 300 milach zażartej walki pierwsze cztery załogi przecięły linię w odstępach zaledwie kilkuminutowych.
To jest właśnie niesamowite w tym sporcie! ⛵️🇵🇱🥈
Maciek