22/10/2026
Relacja ze Skopje Marathon🇲🇰
Kolejnym w mojej maratońskiej kolekcji był maraton w Macedonii Północnej, który odbywał się w stolicy kraju; Skopje.
Postanowiliśmy z Anią połączyć go z krótkim, tygodniowym urlopem. Polecieliśmy naszym
narodowym przewoźnikiem lotniczym, czyli LOT-em.
Do Skopje, gdzie lecieliśmy, czasami zdarzają się promocje w ramach „Szalone Środy w LOT” i korzystając z takiej promocji polecieliśmy tam
za 417 zł. w obie strony od osoby 😊
Koszt pakietu startowego, w zależności od terminu zakupu to 33, 40 i 49 euro. Znajdowały się w nim: mały plecak, skarpetki, 2 batoniki, sok, mus owocowy, numer startowy oraz koszulka. Dodatkowo po zawodach na e-mail otrzymuje się kupon na 20 euro do wykorzystania w liniach lotniczych Wizzair, a także dyplom ukończenia zawodów w wersji cyfrowej. Dostępny
jest także darmowy dostęp do zdjęć, które są wykonywane podczas zawodów.
Po wylądowaniu w Skopje udaliśmy się na autobus, który odjeżdżał sprzed lotniska. Zawiózł on nas do miasta na dworzec główny. Bilet można
zakupić w kasie na lotnisku lub przy wejściu do autobusu. Pamiętać należy, że Macedonia Północna nie jest w Unii Europejskiej i nie ma z
nią umowy na korzystanie telefonu i internetu. Ja zaopatrzyłem się jeszcze w Polsce przez Revolut, w kartę e-sim i uruchomiłem ją na lotnisku, a Ania zakupiła fizyczną kartę SIM w mieście. Wyszło ją to bardziej korzystnie niż mnie (taniej i więcej internetu). Waluta Macedonii Północnej to denar macedoński (1 zł to ok. 14 denarów).
Zaznaczyć trzeba, że w Polsce waluta ta, w kantorach nie jest popularna i raczej nigdzie jej nie znajdziemy. Ja postanowiłem na wszelki wypadek wypłacić na lotnisku w bankomacie trochę gotówki. Bankomat wypłacił mi lokalną walutę z ogromną, bo 10-procentową prowizją...☹
W większości miejsc można płacić kartą, ale za noclegi wszędzie musieliśmy płacić gotówką w euro, więc warto mieć przy sobie także
trochę tej waluty. Nasze noclegi miały miejsce w wynajmowanych mieszkaniach na booking.
Pierwsza noc w Skopje, a następnie podróż
autobusem do Ochrydy, gdzie spędziliśmy 2 dni. Potem wróciliśmy do Skopje, gdzie w międzyczasie udaliśmy się autobusem miejskim nr. 60 z dworca głównego do Kanionu Matka (koszt ok. 3,50 zł. w jedną stronę). Zakup biletu u kierowcy. Będąc w Skopje, polecam bardzo udać się także do w/w miejsc, bo są naprawdę urokliwe i ciekawe. A samo Skopje jest miastem na 1-2 dni zwiedzania i nie jest szczególnie atrakcyjne. Dużo
niedokończonych budowli, cała masa pomników i dość brudno. Często śmieci zamiast do kosza trafiają po prostu na ulicę lub chodnik. Wg. mnie to niedoinwestowane i nie wykorzystujące swojego potencjału miasto.
Nie będę wdawał się w szczegóły turystyczne i historyczne, bo z tym odsyłam do przewodników turystycznych, których niestety zbyt dużego wyboru na polskim rynku nie ma…☹
Pakiet startowy odebrałem w czwartek jako jeden z pierwszych zawodników.
Maraton startował w niedzielę o godz. 8:05 wraz z półmaratonem i sztafetą maratońską. O 8:00 z innego miejsca startował bieg na 5 km.
Z racji tego, że na starcie wszystkich zawodników ustawiło się ok. 3300, nie było bardzo tłoczno. Można było na spokojnie ustawić się w strefie
startowej i rozpocząć zawody, bez utknięcia za „maruderami”. Na wszelki wypadek, mimo wszystko ustawiłem się też blisko linii startowej, żeby nikt nie zakłócił mi płynnego startu. Wszak miał to być mój atak na życiówkę 😊
Postanowiłem biec w tempie coś pomiędzy 4:50 – 5:00 min./km, co powinno dać mi rezultat zgodnie z założeniami.
Pomimo tego płynnego i w miarę luźnego startu, po chwili utknąłem za pacemakerem i jego grupą na czas 3 godz. 30 minut. W związku z tym, że
nie lubię biec, w takiej dużej grupie postanowiłem ich wyprzedzić, przez co musiałem przyspieszyć. No i jak już tak przyspieszyłem… to zapomniałem zwolnić… 😉
Trasa zawodów to 2 pętle, które w praktyce wyglądały tak, że w jedną stronę biegło się jedną stroną drogi, a z powrotem biegło się drugą
stroną drogi, mijając się z innymi zawodnikami. Pośrodku pętli znajdował się start/meta, gdzie po pierwszym okrążeniu kończyły się zawody dla
półmaratończyków. Wyglądało to tak, że biegło się ok. 5 km w jedną stronę, potem zawrotka, 5 km z powrotem do punktu start/meta, dalej
następne 5 km prosto, zawrotka i z powrotem.
I tak 2 razy. Dzięki temu trasa miała dużo prostych odcinków. Istotne jest to, że jest ona płaska.
Na trasie znajduje się tylko 1 odczuwalny podbieg, a w związku z tym, że są 2 pętle, to pokonuje się go dwukrotnie. Zegarek na całych zawodach
wskazał mi całkowity wznios 91 metrów, a całkowity spadek 85 metrów, a więc bardzo przyzwoicie, jak na dystans maratonu 😊
Zawody zaczęły się, kiedy temperatura wynosiła ok. 15 stopni, ale bardzo szybko odczuwalne było to, że rośnie, a odcinek, kiedy biegliśmy pod
słońce, był już na pierwszym okrążeniu dość męczący pod tym kątem. Obawiałem się, że na drugim okrążeniu będzie już mocno gorąco. Na
szczęście pomimo tego, że słońce świeciło cały czas, to na tym drugim kółku nie było aż tak źle. Może organizm zdążył się zaadaptować, a może
słońce było już wyżej i po prostu nie świeciło prosto w oczy 😉
Punkty odżywcze z wodą, izotonikiem i owocami znajdowały się w odległościach ok. 3-4 km, co było bardzo dobrą opcją. Na każdym z nich, na bieżąco starałem się czegoś napić. Wolontariusze szybko i sprawnie podawali napoje. W jednych miejscach woda była w kubkach, a w innych
podawana była w małych butelkach.
Ania ustawiła się w okolicy miejsca start/mata i tam mnie „łapała” 😊
Biegło mi się bardzo dobrze. Fizycznie i wydolnościowo czułem się wyśmienicie. Przybijałem piątki, delektowałem się atmosferą, ale jednocześnie byłem bardzo skupiony na tempie i słuchaniu tego, co „mówi” mi organizm. A on „mówił” mi: jest dobrze 😉
Gdzieś na odcinku pomiędzy 11 a 13 kilometrem mijałem się z biegiem na 5 km, co robiło fajny klimat 😊
Zazwyczaj ok. 25 kilometra zaczynam odczuwać „zmęczenie materiału”, ale tym razem nic takiego nie miało miejsca, a tempo trzymałem momentami nawet lepsze o kilka sekund niż zakładałem. Ale gdzieś z tyłu głowy miałem to, że to maraton i tu wszystko może się wydarzyć…
No i stało się…. Na 33 kilometrze poczułem nagły i ostry ból gdzieś w okolicy mięśnia dwugłowego uda w lewej nodze. Ból był na tyle mocny, że
zacząłem kuleć…. I nagle moja radość i satysfakcja z biegu legła w
gruzach…
”Ki diabeł”-pomyślałem-„Przecież nigdy nie miałem problemów z tym właśnie miejscem”…
Na trasie był to moment, gdzie za chwilę czekała na mnie Ania, więc zatrzymałem się i starałem rozciągnąć mięsień, co przyniosło jakiś efekt. Pomogło mi to na tyle, że ból nie był już taki ostry i nie kulałem. Mogłem kontynuować zawody, ale niestety już z bólem, co sprawiło, że kolejne kilometry były już wolniejsze o ok. 10-15 sekund od tych przed 33 kilometrem.
Ostatnie 9 kilometrów, to była już maratońska
walka z bólem i dalsza walka o życiówkę, ponieważ miałem na nią jeszcze trochę „zapasu czasowego”. Ostatnie 2 kilometry zwolniłem jeszcze bardziej, bo odczuwałem już dość duże osłabienie i nie chciałem, żeby spotkało mnie „odcięcie” przed samą metą. A w dalszym ciągu biegłem na „życiówkę”.
Ostatni odcinek to bieg pod Łukiem Triumfalnym, po czerwonym dywanie i tak do linii mety😊 Tam już nie myślałem o tym, że coś boli, tylko finiszowałem z flagą, uśmiechem i ogromną satysfakcją, radością oraz wzruszeniem, bo udało mi się pokonać mój dotychczasowy najlepszy
rezultat maratoński o prawie 5 minut 😊
Za linią mety padłem i musiałem chwilę odpocząć. Gdy tak leżałem, podszedł do mnie ktoś z obsługi i zapytał czy potrzebuję pomocy, ale jak zobaczył mój uśmiech od ucha do ucha to wiedział, że nie potrzebuję 😉
Po chwili dołączyła do mnie Ania i usiedliśmy na trawie w okolicy mety żeby odpocząć.
Podsumowując bieg, to oprócz tego, bólu, który przypałętał mi się na 33 kilometrze wszystko poszło bardzo dobrze; wszystkiego pilnowałem i nad wszystkim miałem kontrolę (picie, owoce, żele, których spożyłem 5 szt.).
Pogoda pomimo obaw, że będzie za gorąco też była łaskawa. Jeśli chodzi o kibiców to były zorganizowane grupy oraz trochę indywidualnego
kibicowania, ale były też odcinki, gdzie przez spory kawałek nie było nikogo.
A teraz trochę statystyk: maraton ukończyło 599 osób, półmaraton 2615 osób, a sztafet maratońskich było 125. Ponadto bieg na 5 km, który startował oddzielnie ukończyło 8399 osób.
Ja ze swoim wynikiem 3:28:55 zająłem 117 miejsce w kategorii open, 107 w kategorii mężczyzn, 18 w kategorii wiekowej (na 65 osób). Na 8 biegnących w maratonie Polaków byłem 2 😊🇵🇱