Team Husaria

Team Husaria

Share

15,000km from Europe to Baikal in Fiat Seicento? Sounds long enough to put ourselves into trouble! And that's the plan!

Meet Team Husaria taking part in Mongol Rally 2017! :)

09/09/2017

Guess who's back!! :)

Save the world with Husaria! 04/09/2017

Kochani!

Doszły do nas słuchy, że niektórzy z Was mają problemy z wpłacaniem na konto Cool Earth.
Dla nich oraz dla osób, które boją się płatności internetowych, założyliśmy konto w polskim banku, aby z łatwością można było dokonać wpłat.

Numer konta:
Team Husaria
95 1140 2004 0000 3402 7706 1012
Tytuł wpłaty: PomagaMy z Cool Earth

Wszystkie zebrane wpłaty zasilą konto Cool Earth.

A dla tych, którzy wolą przekazać pieniądze bezpośrednio przypominamy link do ich strony:
https://www.coolearth.org/campaigns/16815/save-the-world-with-husaria/

W imieniu wszystkich, którym Cool Earth pomoże z Waszych wpłat: SERDECZNE DZIĘKUJEMY.

Team Husaria

Save the world with Husaria! Give kids in the south american rainforest a better future by investing in Cool Earth's work there. It doesn't cost you much but it's a great help to some.

Photos from Team Husaria's post 20/08/2017

To były intensywne cztery dni rajdu. Najbardziej wyczerpujące było chyba wypisywanie kartek. Tak to już jest, gdy człowiek ma za dużo czasu i wymyśla różne głupoty. Sami sobie jesteśmy winni.
Zdziwieni, że my w ciągłym opóźnieniu mieliśmy chwilę wolnego? Odpowiedź jest prosta, Groszek postanowił spędzić pół dnia w samochodowym spa. A że Groszka lubimy to wyraziliśmy doboroduszną zgodę, tym bardziej że nam nie pozostawił wyboru. Popsuty tłumik i konieczna wymiana filtrów wszelakich.
Jak już wiecie, 19 sierpnia zameldowaliśmy się na mecie. Co ważne, stało się to w zakładanym czasie. Trochę nas to nawet dziwi, bo przez całą drogę mieliśmy opóźnienie. Za chwilę opiszemy jak do tego wszystkiego doszło.
Jak pamiętacie rozpoczynaliśmy rajd po Mongolii. Zaczęliśmy we wtorek od wizyty w warsztacie, bo pierwsze jazdy po tamtejszych drogach nie poprawiły stanu technicznego naszego auta.
Następnego dnia rano byliśmy umówieni ze specjalistą od zawieszania by naprawił nam tylną oś. Niestety jegomość się nie pojawił. Specjalnie nie pogorszyło to stanu Groszka, ale zmarnowało nam kilka godzin. Znowu...
Z opóźnieniem ruszyliśmy na trasę przejazdu. Plan był taki, by dojechać do polecanego nam warsztatu w Altai i tam poprawić stan zawieszenia przed najgorszym długim "odcinkiem specjalnym", jak zaczęliśmy nazywać wyjątkowo ciężki brak drogi. Po serwisie chcieliśmy jechać jak najdalej, aż do zmroku i rozbić obóz w oczekiwaniu na świt.
Husarz Okras w swojej pracy odpowiada za planowanie. Jest w tym tak dobry, iż mieliśmy gwarancję, że rzeczywistość okaże się inna niż zakładaliśmy.
Do warsztatu przybyliśmy jeszcze zgodnie z planem. Mechanik od razu zauważył jakie mamy potrzeby i rozpoczął retusz samochodu. Wyjechaliśmy już Groszkiem na sterydach i ruszyliśmy na mongolskie bezdroża.
Okazało się, że dwie mapy tę samą drogę A0304 (wielopasmowe ścieżki w piasku i kamieniach) pokazują w różnych miejscach i po zmroku zabłądziliśmy. Gdy już chcieliśmy rozstawiać namiot i czekać na ranek, zobaczyliśmy kolumnę aut. Uznaliśmy, że miejscowi to chyba muszą wiedzieć którędy jechać. Szybka decyzja: jedziemy za nimi. Problem taki, że oni auta mieli terenowe, a my Groszka.
Nocny OS, bo tak się skończył ten dzień, był rewelacyjny. Biała miejscowa toyota pędząca po nierównościach i kamieniach, a my za nią. 50, nawet 60 km/h. Nigdy wcześniej nie jechaliśmy tak szybko, po takim terenie, w dodatku po ciemku. Zabawa, zajawka i adrenalina. Chwila rozmowy (palcem na zegarek i pytająca mina) z naszym pilotem i dalej w drogę. Oceniał, że do naszego celu dojedziemy ok 4-5 rano. Super. Nadrobimy cały dzień!
Ku naszemu zdziwieniu nie rozwaliliśmy żadnego koła, a nowe tylne zawieszenie spisywało się się na medal. W Groszku za to coraz więcej było piachu. Było cudownie!
Aż dojechaliśmy do rzeczki. Nasi mongolscy przyjaciele rzeczkę przejechali, a my po szybkiej ocenie, że Groszkiem rady nie damy, nie przejechaliśmy. Ludzka solidarność jest jednak ponadnarodowa. Przypadkowi znajomi wrócili i przez wodę holowali Groszka z wyłączonym silnikiem. Na drugim brzegu doszło do migowej wymiany zdań, że musimy chwilę odczekać by wlot powietrza nam wysechł i możemy ruszać dalej.
W tym momencie chyba nam się dokładniej przyjrzeli i szybko polecieli do samochodu. Gdy wrócili, podarowali nam arbuza i śliwki. W ogóle chyba za dobrze nie wyglądamy, bo to nie był pierwszy i nie ostatni raz, jak ludzie oferują nam jedzenie! Udało nam się w czasie rajdu otrzymać: melony, nektarynki, jabłka, chleb i wymienione wcześniej specjały.
Dalsza droga była jeszcze bardziej wymagająca i nie nadążylismy za naszymi wybawcami. Zostaliśmy na pustkowiu sami pod gołym, pięknym niebem. Husarz Krajek nie wytrzymał i zarządził postój. Wyciagnął swoje obiektywy i patrzył w niebo, potem w Groszka, potem znowu w niebo. Cały czas gmerając przy swoim aparacie. Fotograficznym aparacie.
Po zaspokojeniu pragnień Husarza Krajka popędziliśmy dalej. I gdy już byliśmy blisko celu, mniejsza znajomość trasy dała o sobie znać. Wpadliśmy w piach i ugrzęźliśmy. Rewelacja. Mogliśmy w końcu wykorzystać wiezione cały czas na dachu trapy. Dzięki nim szybko i bezboleśnie poradziliśmy sobie z problemem. Wiemy, że ciekawiej byłoby byśmy mieli większe kłopoty, ale czas nas gonił niemiłosiernie.
Uradowani oszczędzanym dniem oraz niesamowitą frajdą z jazdy usiedliśmy do plenerowej uczty śniadaniowej.
Potem to już "było z górki" drogą asfaltową, bo taką Mongołowie wybudowali do swojej stolicy. Jeden jechał, drugi spał i tak na zmianę, bo po nocy byliśmy nieco wyczerpani. Mijaliśmy niezliczone ilości wielbłądów, kóz, baranów i krów. Czasem próbowały przeszkadzać w jeździe, ale się nie dawaliśmy. Jeszcze popołudniem urządziliśmy sobie krótki obiadowy piknik i po prawie 34h jazdy dotarliśmy do Ułan Bator.
Jak napisaliśmy na wstępnie nocny OS odbił się na zdrowiu Groszka, więc konieczna była wizyta w warsztacie. To już szósta. Dało to nam czas na wypisanie kartek, lecz jednocześnie zebrało na kupowanie pamiątek. Przepraszamy :)
Jeszcze a propos pocztówek. Część próśb przeczytaliśmy po powrocie do apartamentu. Było już po 22, więc nie mieliśmy jak dokupić kartek i znaczków. Wysłane zostały tylko do pierwszej "14".
Przejechaliśmy Mongolię w trzy dni i jedną noc. Jesteśmy z tego wyczynu dumni. Z drugiej jednak strony ta szybkość i wizyty w warsztatach zabrały nam możliwość poznania tego pięknego kraju bliżej. Nie mieliśmy na przykład planowanej nocy jurcie.
Następnego dnia udaliśmy się na metę techniczną w Ułan Ude. To raptem 580 km i przejazd przez granicę rosyjską, na której zawsze jest miło. Tradycyjnie spędziliśmy tam 3-4h przed powrotem do jazdy.
Chwilę po zmroku dotarliśmy do celu. Meta!
Groszek jak na celebrytę przystało odbył sesję zdjęciową na tzw. ściance, a my próbowaliśmy się ogrzać trochę w Jego blasku. Zmęczeni, ale zadowoleni z osiągniętego celu.
Koniec rajdu! Wracamy do domu. Tzn. Husarz Okras szybko, zaś Husarz Krajek jeszcze po drodze postanowił pozwiedzać kraje leżące na wschód od Polski.
Do usłyszenia!
Husaria

Ps.
Trochę liczb:
18.370 km od wyjazdu z Warszawy
16.500 km od startu w Goodwood do mety
Czas przejazdu równe 5 tygodni, 35 dni.
19 krajów w kolejności: Anglia, Francja, Belgia, Niemcy, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria, Turcja, Gruzja, Azerbejdżan, Iran, Turkmenistan, Uzbekistan, Kazachstan, Kirgistan, Rosja, Mongolia.
56 godzin na granicach plus 1,5 dnia straty bo zamknęli granicę przed nosem.
6 wizyt w warsztacie.
2 razy Groszek był holowany, raz do serwisu, raz przez rzeczkę
Pojemność silnika 899 cm3
Moc silnika jak był nowy 39 KM
Rok. Produkcji:
Groszek: 1998
Husarze: 1977.

Photos from Team Husaria's post 19/08/2017

Krótka i szybka informacja. Daliśmy radę!!!!!! A teraz czas na krótki relaks. Więcej informacji wkrótce.... Yeaaaaaaaaaaaaaahhh!!!

18/08/2017

Jeśli ktoś chce kartkę z Mongolii to jest okazja. Pierwszych 14 osób, które skomentują tego posta (oraz wyślą swój adres na priv) otrzyma takową (chyba, że poczta da ciała).

18/08/2017

Może kogoś zainteresuje. Wrzucamy krótkie info odnośnie cen paliw na stacjach w poszczególnych krajach. Wróóóóóć.... odnośnie cen paliw w poszczególnych krajach, bo w takim Uzbekistanie nie tankuje się na stacjach :)
Oczywiście należy brać pod uwagę, że różni się jakość paliwa, ale zawsze staraliśmy się tankować najlepsze jakie było (w większości krajów jest to 95, ale w niektórych 98 a w niektórych 92).
Ponadto ceny mogą się różnić w zależności od kwoty nabycia pieniądza. Tutaj chodzi o kraje, gdzie nie wyjmowaliśmy pieniędzy z bankomatu, jak Iran (bo się nie da) czy Uzbekistan lub Turkmenistan (bo się nie opłaca). Cena paliwa będzie zatem wynikową naszych umiejętności kupienia lokalnej kasy.
Niemniej chodzi o pogląd nie o dokładne liczby.

Azerbejdżan 2,33 zł/l
Gruzja 3,34 zł/l
Iran 1,05 zł/l
Kazachstan 1,67 zł/l
Mongolia 2,66 zł/l
Rosja 2,50 zł/l *
Turcja 5,28 zł/l
Turkmenistan 63 gr/l **
Uzbekistan 2,29 zł/l ***

(*) tutaj paliwo bardzo dobre (98), ale czasami tankowaliśmy 95, bo lepszego nie było na danej stacji
(**) na wjeździe do kraju płaci się ryczałtową opłatę paliwową 45$ mającą "wyrównać" niskie ceny w kraju. Niemniej cena na stacjach wychodzi taka jak podaliśmy
(***) ogólnie jaja z paliwem, bo na stacjach nie ma. Mimo iż stacji jest zatrzęsienie - tylko puste. Kupuje się na lewo gdzie popadnie, najczęściej od pana Staśka z szopy. Jakość słaba (niby 91, ale cholera wie). Cena zależy trochę od tego, jak bardzo zostaniemy nabrani :)

Jeśli kogoś interesują jakieś szczegóły to proszę się nie krępować i pytać.

Team Husaria

PS. Za to jak ktoś w Uzbekistanie ma samochód na gaz to za miesięczną pensję mógłby zatankować do końca życia

Photos from Team Husaria's post 15/08/2017

Udało się. Jesteśmy w Mongolii. Co prawda dzień później niż zakładaliśmy, ale jesteśmy. W poniedziałek rano, czyli około zwyczajowej jedenastej (obiektywne trudności ze startem) udaliśmy się do Taszanty, na granicę rosyjsko-mongolską. Byliśmy tam nieco przed dwunastą i ujrzeliśmy kolejkę. Nie jakąś tam wielką, bywały już zdecydowanie większe podczas tego rajdu. Tylko, że w tym przypadku nie doceniliśmy naszych przyjaciół ze wschodu. W tej samej kolejce było też ponad dziesięć innych samochodów Mongol Rally. Niektórzy przyjechali dzień wcześniej i tu nocowali. Procedura okazała się dosyć powolna. Nie będziemy tu się rozpisywać w szczegółach, ale średnio procedowano pięć samochodów na godzinę. Wszystko podobnie - paszporty, kontrola samochodu czyli wszystko(!) z wozu, zapakować z powrotem i jazda. Okazuje się, że istnieje sporo artykułów, które warto kupić w Rosji i zawieźć do Mongolii, gdyż w kolejce było pełno busików wypchanych po brzegi pyzatymi gębami miejscowych, a każdy busik zawierał trylion torebeczek, pudełeczek, siateczek i innych pierdółeczek. Rozpakowanie tego szajsu i zapakowanie z powrotem trwa. Dowiedzieliśmy się, że miejscowi mają limit przewozu 50kg na osobę. Więc jedzie tam pełno malutkich dzieci, bo wtedy można każdemu dziecku przypisać 50kg. Jeden. Wielki. Bu**el. Pośród tego burdelu przechadzają się celnicy i wszystkim rozkazują. Lubią pokazywać siłę. Lepiej z nimi nie dyskutować.
Zanim jednak wjechaliśmy za bramę musieliśmy trochę poczekać. Trochę przerodziło się w 5 godzin. Właśnie ze względu na tempo procedowania. Stronę rosyjską opuściliśmy zatem tuż przed godziną 18-stą, przejechaliśmy chyba ze 20km na stronę mongolską i zastaliśmy tam celników uwijających się jak w ukropie i poganiających wszystkich. Otwórz bagażnik, zamknij bagażnik, wszystko ok, teraz leć na kontrolę paszportu. Z początku wziąłem to za dobry omen - niedługo zamykają granicę więc chcą wszystkich szybko odprawić i pójść do domu. Poszliśmy zatem do imigracyjnego, a po powrocie zastaliśmy pustkę. Nikogo z pograniczników. I zamknięta brama. No i kilkanaście samochodów, w tym jeszcze sześć "naszych". Okazało się, że koniec pracy to koniec pracy, a my na załatwienie formalności celnych poczekać możemy do jutra. Cały pieprzony dzień na jedną granicę, a i tak się nie udało. Niektórzy byli po rosyjskiej stronie o 4-ej rano a i tak nie przejechali. My przynajmniej się wyspaliśmy :)
Z zamkniętą bramą nic nie można było już zrobić, więc wszyscy wspólnie uzgodnili, że na granicy zrobimy imprezę. I zrobiliśmy. Zaprosiliśmy też kilku Rosjan, którzy utknęli z nami. Jedzenie, picie napojów wyskokowych, śpiewy, próbowanie zrozumieć ruskich, obrażanie strażników (w tym brylował jeden Rosjanin, który przesadził z alkoholem). Ogólnie było wesoło.
Rano udało się odprawić i ruszyliśmy. Od razu wyszło na jaw, że Mongołowie faktycznie dróg nie mają. Przynajmniej nie od granicy. Dotarliśmy jednak w końcu do drogi asfaltowej. Z tego co wiem to drogi tej nie było jeszcze 4 lata temu. Ale w Mongolii teraz naprawdę dużo się buduje. Z relacji znajomych, którzy jechali tędy kilka dni wcześniej wynika, że za rok będzie asfalt na całej trasie. W mojej opinii, patrząc na stan nowej drogi, zapewne jest to prawda. Jednak za kolejne 4 lata znowu tego asfaltu nie będzie.
Jednak widoki przepiękne. Bezmiar nas otaczający był cudownie dziki. Większość pewnie zna domyślną tapetę Windowsa, taką z widokiem na jakieś górki, chmurki, taką ładną, jak to w Windowsie. Jestem prawie przekonany, że to tapeta z Mongolii. Jest coś niesamowitego w tym kraju. Wjechaliśmy z Rosji, z kraju Ałtajskiego (swoją drogą również przepiękny), niby niedaleko odległościowo, ale jakoś tak inaczej. Tam się czuje cywilizację. W Mongolii nie ma nic oprócz natury. Nawet jak mijane na drodze dzieciaki proszą o czekoladę, to robi to jakoś naturalnie. Czekolady im nie daliśmy, bo nie mieliśmy, ale daliśmy im piłkę. A potem pogłaskałem je po główkach. Dzięki temu wytarłem sobie ręce.
Droga asfaltowa doprowadziła nas na miasteczka Ulgii. W Mongolii są miasta inne niż Ułanbator!! Zrobiliśmy tam tylko krótkie zakupy i pomknęliśmy dalej, na spotkanie z końcem drogi asfaltowej. Nie musieliśmy jakoś specjalnie długo na to czekać. A potem już brak drogi. Przyznam, że nigdy wcześniej tak bardzo nie podobała nam się podróż po wertepach. Tutaj wszystko jest jakby do tego stworzone. No może poza kamieniami, które jakiś s...ktoś bardzo złośliwy porozrzucał wszędzie i teraz czyhają na opony. Ale oprócz tego jazda na maksa. Groszek zasuwał aż miło. Piach i pył wszędzie. Całe wnętrze samochodu pokryte kilkumilimetrową jego warstwą. My też. I zamykanie klimatyzacji nic nie daje, bo samochód gdzieś się chyba rozszczelnił (albo taki był) i wlatuje toto do środka jakoś zza siedzeń. Pogodziliśmy się z tym. Po pewnym czasie zaczęło śmierdzieć benzyną. Z tym trudniej się pogodzić. Okazało się, że cieknie ciurkiem z nadkola. To samo z płynem chłodniczym (tyle że nie z nadkola tylko nie wiemy skąd). No i pasek klinowy piszczy, ale to już od kilku dni. Ale widoki zajebiste!
Dojechaliśmy do Khovd. Mechanik zdiagnozował przyczynę wycieku paliwa. Okazało się, że tylne zawieszenie jest już tak nisko, że opona przetarła nadkole i znajdujący się za nim przewód odpowietrzający bak. I stąd wyciek. Phiiii. A już myśleliśmy, że dziura w baku. Jutro mają nam zamontować nowe sprężyny, żeby nieco podnieść Groszka z kolan. Ale na razie jesteśmy sceptyczni, bo dziś też próbowali i póki co im nie wyszło. Ale jak wiadomo, nadzieja matką wynalazku, więc czekamy z niecierpliwością jutra. A tymczasem ślemy pozdrowienia z drugiego już miasta w Mongolii.
Husaria

Photos from Team Husaria's post 14/08/2017

Fast and Furious russian edition :))

Photos from Team Husaria's post 10/08/2017

Jako, że jak zwykle nie mamy czasu na pisanie niczego dłuższego, to chcielibyśmy zamieścić krótką informację o statusie wyprawy oraz obiecać, że niebawem napiszemy więcej. Ponieważ obiecywanie przychodzi nam z dziecinną łatwością, to dłuższy post pojawi się... powiedzmy jutro. Ok? A tymczasem do rzeczy.
Ostatnia informacja była trochę dramatyczna, ale koniec końców nic złego się nie stało. Pompę paliwową wymienili nam uczynni koledzy z ekipy Raiders of the Lost Spark - Petter og Jone kjører til Mongolia, za co bardzo dziękujemy. Dzięki temu stracili kilka godzin i musieli (podobnie jak my) dymać po wertepach środkowego Uzbekistanu po ciemku. A to nie jest miłe. Z pewnością przeklinali nas po norwesku i żałujemy, że tego nie słyszeliśmy bo to musi ciekawie brzmieć.
Tak czy inaczej po awarii Groszka i naprawie udało się dotrzeć do Bukhary, gdzie następnego dnia mechanik jeszcze coś poprawił i ruszyliśmy dalej. Kolejny przystanek to Samarkanda. Miasto zdecydowanie godne polecenia, nawet jeśli nie ze względu na swoją bogatą historię czy piękne i ogromne meczety, to na pewno ze względu na dobre knajpy z głównymi posiłkami za 2-3USD. Dla nas było tanio, dla Norwegów to jakaś kpina. U nich chyba bilet jednorazowy komunikacji miejskiej kosztuje tyle co dwudaniowy posiłek tutaj. Ogólnie warte polecenia, jak cały Uzbekistan zresztą. Jak to rzekł jeden z poznanych Uzbeków, studiujący - uwaga! - na University of Westminster oddział w Taszkiencie, Uzbekistan to najpiękniejszy kraj na ziemi. O ile chłopakowi można wybaczyć, bo nigdy nie był za granicą, to kraj w istocie jest miły. Następnego jednak dnia musieliśmy go opuścić. Zrobiliśmy jedynie kilkugodzinny postój w stolicy, a potem do Szymkentu w Kazachstanie. Tam już czuć trochę więcej cywilizacji. I widać zdecydowanie więcej policji na drogach. Ale nie z powodów politycznych tylko po prostu Kazachowie, by się chyba pozabijali prowadząc, więc patrole - skutecznie - ich ograniczają w tych zapędach.
W tym momencie zaczyna się nam wyścig z czasem. Po drodze przejechaliśmy jeszcze przez Kirgistan, a w zasadzie tylko przez Biszkek, gdzie spotkaliśmy znajomych Asię i Piotra (pozdrawiamy :) ) i wylądowaliśmy w dawnej stolicy Kazachstanu Ałma-Acie. Tutaj jesteśmy tworząc pospiesznie te wypociny, bo zaraz spać i przez następne trzy dni planujemy zrobić 2400km. Jako, że nie takie rzeczy już planowaliśmy i nie wyszło, to tego też się nie boimy planować. Możemy jednak śmiało obiecać, że tym razem się uda.
Husaria

08/08/2017

PROŚBA O POMOC: w ramach tego rajdu, w trakcie którego nieustannie narażamy zdrowie psychiczne naszych najbliższych, zgodnie z wymogami organizatorów oraz z naszą przemożną chęcią zbawiania świata powinniśmy zbierać datki na cele charytatywne. (Tu zaczyna się prośba właściwa) Czy ktoś ze śledzących mógłby nam w tym pomóc? Zrobilibyśmy to sami, ale notorycznie się spieszymy i nie mamy dostępu do Internetu. A jak już mamy to oglądamy filmiki ze śmiesznymi kotkami. Chodzi zapewne o zrobienie jakiegoś crowdfundingu (polakpotrafi.pl, wspieram.to czy coś w tym stylu). Jeśli ktoś byłby tak miły to prośba o kontakt na priv. W nagrodę coś wymyślimy. Może użyczenie Groszka na kilka dni do lansu po ulicach Warszawy ;) Właśnie jest do tego przygotowywany.

Want your business to be the top-listed Gym/sports Facility in Ulaanbaatar?

Click here to claim your Sponsored Listing.

Location

Website

Address


Ulaanbaatar