19/05/2026
W trakcie myszkowania po fotograficznym archiwum roku poprzedniego, zdałam sobie sprawę, że wpuściłam tu pewną zajawkę, która nigdy nie doczekała się swojego rozwininięcia. Być może pamiętacie drzwiowy post, którym dałam ujście moim zachwytom nad kolorowymi frontami, zdobiącymi urocze uliczki Starego Sącza... być może nie, ale nic straconego :) Uznaję je za tak istotny element tamtejszego krajobrazu, że post o mieście nie może się bez nich obyć, ale po kolei :)
Dziś będzie o tej bliższej naturze części miasta. O tym, jak człowiek w tę naturę wlazł, ale mocno się postarał, by wejście to było inspirujące i pouczające... by pokazało, że możemy się wzajemnie przenikać, rozumieć, a przez to szanować i cenić :)
Wędrówkę po Starym Sączu rozpoczęliśmy nad brzegiem Moszczeniczanki, gdzie zaparkowaliśmy auto w sąsiedztwie ul. Królowej Jadwigi. Po przekroczeniu rzeczki, od razu skierowaliśmy się w stronę Miejskiej góry – 421 m n.p.m. - niemal całkowicie porośniętej lasem. Ciekawe rozwiązanie sprawiające, że fakt ten nie jest żadną przeszkodą, by można było popatrzeć sobie na miasteczko z góry, okazało się skutecznym na nas magnesem. Gdy w pobliżu okazało się, że to ledwie początek niespodzianek, wędrówka ta nabrała dodatkowych rumieńców.
Samo wejście na górę jest krótkie, acz całkiem dynamiczne. Gdybyście mieli ochotę na podbój wózkiem czy rowerem, wybetonowany dojazd (będący przedłużeniem jednej z uliczek), to raczej wyzwanie dla ciała, nie sprzętu. Jest gładko, ale całkiem stromo. Obecność ławeczek wzdłuż podejścia, może wspierać podbój zarówno tych małych, jak i starszych lub z różnych przyczyn słabszych nóżek.
Przy wejściu do parku wita nas plan, całkiem czytelnie wskazujący czego na jego terenie możemy się spodziewać. Wiadomość o dydaktycznej ścieżce „szlakiem płazów”, nieco zmienia założoną pierwotnie trasę. Nietuzinkowa forma przekazu, w postaci rozsianych po lesie igloo o dosłownie ciekawym wnętrzu, właściwie nie pozostawia nam wyboru. Nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji przebrnąć przez cykl rozwoju żaby w tak inspirujących okolicznościach :) Na ścieżkę składa się sześć stanowisk, całkiem przyzwoicie odzwierciedlających rzeczywistość modeli, zatopionych w żywicy epoksydowej. Uwielbiam ten rodzaj nauki, fajnie będzie wybrać się tam z dziećmi.
Niby człowiek wiedział, że na końcu żaba – konkretnie kumak górski - a mimo wszystko jakoś tak wzruszon :D I może dumałby nad tym nieco dłużej, gdyby nie fakt, że koniec leśnej ścieżki dydaktycznej, jest początkiem zupełnie nowej, acz równie rozwojowej przygody :) Leśne molo, będące gwoździem tej części wędrówki, to już nieco inny poziom wrażeń. I to dosłownie :)
200-metrowa kładka, sytuowana w koronach drzew, sama w sobie brzmi jak coś, gdzie warto się podziać. Gdy dochodzą do tego siedziska wzmagające akustykę ptasich opowieści, wielkopowierzchniowy hamak – linowa pajęczyna, która może dostarczyć jeszcze więcej wrażeń – i obłędny widok na miasteczko z całym rozkosznie pofałdowanym sąsiedztwem, miejsce to automatycznie awansuje w mej głowie do tych nie tylko wartych zobaczenia, ale i powrotów. Wchód słońca w tym miejscu, musi być niesamowicie energetycznym przeżyciem
18/05/2026
14/05/2026
22/04/2026
20/04/2026
03/03/2026
01/03/2026