Amarena.biegam

Amarena.biegam

Udostępnij

Kochamy życie cieszmy się nim i ....kozystajmy z niego ;)

26/05/2019

No i tak.... Czasem warto by było uwierzyć w siebie 😂🏆🏃‍♀️💪🤣😘

Photos from Amarena.biegam's post 26/05/2019

Od kilku lat w naszym kalendarzu biegowym gości Bieg Ulicą Piotrkowską....
Więc aby tradycji stało się zadość, w sobotę 25. maja o godzinie 19:00 stanęliśmy na starcie owego biegu.
Ale po kolei...
Na początek podróż tramwajem do Sukcesji.
Tam szybka rozgrzewka w kierunku biura zawodów, by odebrać pakiety startowe, później poszukiwanie depozytu... i zwieńczenie całego wysiłku - wspólna fota w czarnych koszulkach...

Przed startem przybijanie piątki, pogaduchy i śmiechy. Wszyscy w szampańskich nastrojach.
Tylko niektórzy zamyśleni, skupieni :)
Część przedstartowego czasu przegadaliśmy z Jarkiem - Iron Manem i jego żoną.
Na 15 minut przed startem udaliśmy się do swoich stref czasowych i tam już można było się skupić na tym, co za kwadrans miało nastąpić... ale nie, bo tu dopada mnie Darek i jeszcze kilka innych osób.
Robimy sobie foteczki i plotkujemy... Faceci też lubią ploteczki :)
No dobrze.

Odliczanie...
Wystartowała pierwsza strefa, później druga i moja...
Pobiegli.

Na początku ciasno, trzeba troszke się przepychać, ale to dobrze - przynajmniej nie wyrwałam jak oszołom, co czasem mi się zdarzało...
Pierwsze dwa kilometry staram się utrzymać tempo, na trzecim lecę!
Już złapałam rytm i fajnie mi się przebiera nóżkami... ale niepokojąco ściska w lewym boku. Boję się przyspieszyć, bo ten uścisk nie zwiastuje nic dobrego... zaczynam bać się, że kolka mnie jednak dopadnie... mijają kolejne minuty i metry pod moimi nogami, ale uścisk nie odpuszcza.
Na wysokości Manufaktury jakby trochę zluzował.
No to do boju, mijam kilka osób...

Praca metodyczna - powoli, powoli, równym tempem przesuwam się do przodu, dobiegam do wody.
Tu niestety zatrzymuję się, przedostaję się do poidła spacerkiem pomiędzy biegaczami... nie wiem czemu, ale jakoś tak wyszło … może dlatego że biegłam od prawej, a woda była po lewo. Nie mam pojęcia...
Ruszam.
Mam kubek, płuczę usta i resztę wylewam na głowę…
Miłe uczucie chłodu przebiega po moim ciele. :)
Biegnę.

Pomiędzy siodmym a ósmym kilometrem dopada mnie mocniejsza kolka i tym razem mocniej ściska w boku.
Zatrzymuję na chwilkę, rozciągam bok i biegnę dalej. Podbieg.
Odliczam jeszcze kawałek - jest szczyt i zakręt... teraz już z górki…
Finiszuję, wbiegam na metę, zerkam na zegarek i mam!47:39!

Nie jest to to do czego dążę, ale już tego, co zamierzałam jest blisko...
Banan na twarzy i radość z całkiem dobrze wykonanej roboty :)
Udaję się do depozytu.
Nie mam za dużo siłeczki - odbieram ciuchy, siadam pod murkiem i dochodzę do siebie.
Po chwili pojawia się Asia, by zabrać swój pakiet startowy. Chwilkę po niej przychodzi Maciek :)
Przebieramy się i idziemy na plac, pod scenę.
Tam jest podium, a z jego okolic będziemy oklaskiwać zwycięzców :)
Po dekoracji i zakonczeniu imprezy udajemy się na Piotrkowską, a tam integrujemy się z naszą drużyną …
Jest wesoło, jest dużo radośći i szczęścia :)
Jesteśmy niesamowici.

P.S
Cała nasza biegowa część przychodni stanęła na podium :)
Wszystkim uczestnikom GRATULUJĘ biegu i jego ukończenia, a organizatorom dziękuję za kawał niesamowicie trudnej, ale jak dobrze wykonanej pracy :)
Datasport :)
Do zobaczenia za rok:)

28/04/2019

Co można robić w wolne dni?.....
Jedni siedzą i oglądają telewizję, inni czytają książki (też uwielbiam), a jeszcze inni biegają …
W ten weekend mogę zaliczyć się do grupy, która nie potrafi posiedzieć na przysłowiowych czterech literach i pobiegałam...
Jak na mnie to nawet sporo - dawno nie biegłam dwóch biegów zorganizowanych dzień po dniu i dawno takiej radochy nie miałam.

W sobotę Janówka!
Bieg, który biegam, odkąd zaczęłam przygodę z bieganiem.
Niesamowitą atmosferą tego biegu zarazili mnie kiedyć Janusz Mielczarek i Mariusz Wasilewski.
Ja później rozsiałam wirus dalej.
Ale do rzeczy... Sobota rano to przygotowania do wyjazdu na bieg. Dobre śniadanko, woda i ciuszki ….
Wsiedliśmy całą rodzinką do Pugiego, który miał nas dowieść na miejsce.
Póltorej godziny przed startem zameldowaliśmy się na stadionie. Tu udało się pokibicować jeszcze dzieciakom, które pięknie walczyły na trasie.
Pogoda nas nie rozpieszczała - zimny wiatr, szare niebo, usłane grubymi chmurami... dobrze, że nie padało.
W drodze do szatni spotkałam wspomnianego wcześniej Mariusza.

Chwilka pogawędki - ja do szatni a Mariusz do reszty mojej ekipy.
Po powrocie rozgrzewka i przejście na start.

Jak zawsze, pierwsze dwa kilometry to asfalt.
Pierwszy kilometr - ostry podbieg, a później to już sama przyjemność - las... Piękne okolice … szutrowe ścieżki, miejscami piaszczyste, czasem żwirowe. Trasa biegu jest dość wymagająca, ale przynosi na końcu mega satysfakcję.
Założenie było takie, by pokonać te prawie dziesięć i pół kilometra „w tlenie”, taki mały trening przygotowujący do dłuższego dystansu...
Wszystko udało się osiągnąć według założeń.
Na mecie zameldowałam się po upływie 53 minut i 22 sekund.
Nie był to czas zaskakująco dobry, choć mnie sprawił wiele radości.
Utrzymanie tempa 5:03 na tej trasie uważam za powód do zadowolenia :)
Na mecie medal (piękny) i woda... chwila odpoczynku... zdanie czipa i oczekiwanie na Maćka.
Długo na niego nie musiałam czekać. Po pięciu minutach zameldował się i on...
Jesteśmy w komplecie!

Jak zawsze bieg zorganizowany super, trasa piękna, wymagająca, ale rewelacyjna.
Co dla mnie ważne, wszystkie podbiegi pokonane przeze mnie biegiem, i cały czas siła do biegu!
To mój malutki kolejny sukces... wracamy pomalutku.
Niedziela miała być wolna od biegania, ale Ela Meller organizowała wypad na charytatywny Bieg dla Kuby do Aleksandrowa.
Gdy jechaliśmy myślałam, że nie pobiegniemy, bo okazało się, że zapisy internetowe już zamknięte. Jednak na miejscu - w biurze zawodów - okazało się, że są jeszcze miejsca i pobiegniemy.
Na starcie panowała świetna atmosfera - uśmiechnięci biegacze i kilka znajomych twarzy.
Równo o 11.00 ruszyliśmy dwa kółka po stadionie, później ulicą do MOSIR-u, na obiekcie dwa kółeczka po ścieżkach i powrót tą samą trasą …
Mega trasa.

Biegłam sobie tak dla zabawy... dla radości i z chęci pomocy - nic innego.
Gdy do mety zostało jakieś trzysta metrów, jakiś pan strażak krzyknął:
- O! Pierwsza kobieta!
Spojrzałam na niego i pomyślałam:
- Chyba gość dopiero przyszedł... Przecież przede mną biegło tylu ludzi... nie mogłam ich wszystkich wyprzedzić!
Zbiegam na metę i słyszę, jak ktoś inny krzyczy:
- Pierwsza kobieta na mecie!
Rozglądam się i próbuję dostrzec, gdzie ta kobieta, a on podchodzi do mnie i mówi, że to ja....
To takie nie do wiary... zaskoczenie totalne!

Za mną na metę wpadła Asia z RRC…
Nie wierzyłam przez dłuższą chwilę. Nie ma czym się chwalić, jeśli chodzi o czas bo 23:35 to żadne „Woow!”, ale dla mnie to mega czas :)
Tak więc zaliczone: Dycha w Justynowie i pięć kilometrów Biegu z Książką – biegu, który ma najpiękniejszy medal na świecie :)
Bieg zorganizowany wzorowo ….
Dzięki wielkie za towarzystwo, mega emocje i ducha walki - szczególnie dla męża Eli :)

Kochani!
Do zobaczenia na ścieżkach biegowych :)
Uwielbiam to!!!

i

13/01/2019
Photos from Amarena.biegam's post 12/11/2017

Na ten bieg czekałam od maja... Nie dlatego, że akurat tak go organizują, tylko to miał być mój prezent na urodziny.
Ciężko było zgrać ekipę na ten bieg i gdy podjęłam decyzję, że biegnę 11 listopada, już wiedziałam, że ekipa nie będzie liczna....

Nic nie szkodzi... moja ekipa była cudowna!!!!
Dziękuję Emilce i mojemu Maćkowi za pierwsze wspólne 10 kilometrów pokonane biegiem...
Dziękuję za kolejne kilometry mojemu Maćkowi pokonane na rowerze!!! Zmarzł jak diabli :(
Wielkie dzięki dla Jacka i Ewy, którzy nie biegają, ale w samochodzie dzielnie wspierali mnie na trasie, wyznaczając punkty do których miałam dobiec na pyszną gorącą kawę...a przydała się w czasie biegu...

Było słońce, deszcz, wiatr i grad.... wszystko, o czym w zasadzie można zamarzyć, biegnąc 40 km...
Trasa piękna :) i ja na każdym kilometrze uśmiechnięta.
Dawno tak dobrze mi się nie biegło :)
Jeszcze raz wszystkim, którzy dołożyli choć małą cegiełkę do tego biegu, bardzo dziękuję :)

Zdjęcia: Jacek Bu
Koordynator biegu: Ewa Bu
Wsparcie techniczne: Maciej Suski

05/10/2017

Ta książka trafiła do naszego księgozbioru dzięki mojej młodszej córce.
Kupując ją miałam mieszane uczucia, gdyż kilka opinii o niej zdążyłam przeczytać już wcześniej.
„13 powodów” Jay Ashera to książka poruszająca dość nieprzyjemny temat samobójstwa młodej osoby.
Chcesz zrozumieć gimnazjalistę - przeczytaj książkę...
Może przesadne stwierdzenie, ale przyznam szczerze, że często zapominamy o prostych zasadach współżycia z młodymi ludźmi.

Clay Jensen wraca do domu ze szkoły.
Przed drzwiami swojego domu znajduje dziwną paczkę, zaadresowana do niego, ale bez nadawcy.
Po rozpakowaniu tajemniczej przesyłki znajduje w środku kilka taśm magnetofonowych, jak się okazuje, nagranych przez koleżankę z klasy – Hannah. Dziewczyna dwa tygodnie wcześniej popełniła samobójstwo.

Nagrania to dość osobiste zwierzenia dziewczyny.
Tłumaczy, a w zasadzie wyjaśnia, że istnieje trzynaście powodów, dla których zdecydowała się odebrać sobie życie. Clay jest jednym z nich i musi wysłuchać kaset, by dowiedzieć się, jaką rolę odegrał w życiu Hannah.
Chłopak przez całą noc kluczy po mieście, zatopiony w zwierzeniach nieżyjącej koleżanki, która jest też jego przewodnikiem w tej podróży.
Słuchając taśm, staje się świadkiem jej cierpienia, bólu i bezsilnego poszukiwania pomocy i dojrzałej, dokładnie przemyślanej i przeanalizowanej, a nawet zaplanowanej decyzji.
Nagrania na taśmach są bodźcem do zrozumienia i spojrzenia na otaczających ludzi innymi oczyma.

13 powodów... jeżeli w twoich uszach brzmią, to znaczy, że jest już za późno...
Dzięki tym taśmom dociera do rówieśników, że nie da się cofnąć przeszłości, podobnie jak nie da się powstrzymać przyszłości…
Książka napisana prostym językiem, trafiającym do czytelnika w każdym wieku. Podzielona na rozdziały, które są stronami kaset audio... dzięki temu stajemy się cichymi obserwatorami toczącej się niejako walki pomiędzy powodem, a jego sumieniem...

Dla mnie ta książka powinna być lekturą obowiązkową każdego gimnazjalisty i każdego rodzica i pedagoga...
Pokazuje nam, jak ważne dla naszych dzieci jest opinia, jaką mają w szkole, co o nich myślą rówieśnicy...
..jak my z nimi rozmawiamy i ile czasu im poświęcamy.
Pokazuje również, że czasem nie warto się zastanawiać, co mówią inni.

Warto zaryzykować i dać szansę na przedstawienie się tej drugiej osobie... może jej obraz widzimy w krzywym zwierciadle?
Książka kieruje naszą uwagę, przyciąga nasz umysł w stronę problemów młodego pokolenia, braku zrozumienia i akceptacji wśród znajomych, rówieśników...

Po przeczytaniu tej książki, w jakiejś gazecie znalazłam artykuł, poruszający szkodliwość takich pozycji... jednak nie znalazłam w niej nic zachęcającego do pójścia w ślady głównej bohaterki.
Nie widzę też gloryfikowania Hannah, ani usprawiedliwiania jej postępowania... Widzę raczej apel o czas poświęcany dzieciakom, o umiejętność słuchania i myślenia... bo to, co nam może wydawać się błahe, nie mające znaczenia, potrafi wyrządzić wiele krzywdy innym...

Polecam z całego serca....
Nie tylko do przeczytania, ale na dłużej, by została w waszych sercach i głowach, tak jak głos Hannah brzmiący w słuchawkach ...

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Łódź?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Telefon

Strona Internetowa

Adres


Ulica Żubardzka 18/1
Łódź
91-022