06/07/2014
Hi Everyone:)
Trochę czasu minęło, wiemy.. i w końcu wrzucamy obiecany filmik z naszej wyprawy. Długo walczyliśmy o profesjonalny montaż, lecz niestety, nie udało się... W związku z czym postanowiliśmy stworzyć go sami. Możliwość oglądania w HD, dzięki uprzejmości sieci sklepów SATURN:)
Miłego seansu!
p.s. A już za niecałe 2 miesiące rusza kolejna przejażdżka:
ŁÓDŹ - GIBRALTAR
Celem wyprawy jest zbiórka pieniędzy dla łódzkiej Poradni Profilaktyki, Leczenia i Terapii Uzależnień. Jej zarząd postanowił stworzyć nową, większą siedzibę, dzięki której sprosta stale wzrastającym zapotrzebowaniom na terapię w tym obszarze. Pomożecie?
Więcej szczegółów wkrótce.
Oglądajcie, komentujcie, szerujcie i lajkujcie:)
Peace!
Link do filmu:
http://www.youtube.com/watch?v=XFHidb25Vac
Wyprawa rowerowa 2013 Łódź - Neapol / Bike Trip 2013 Lodz - Naples
FACEBOOK: https://www.facebook.com/Z.Ziemi.Polskiej.do.Wloskiej Charytatywna wyprawa rowerowa dla Fundacji Gajusz z Łodzi do Neapolu wspierana przez Urząd Mi...
30/09/2013
Kochani!
Chcielibyśmy na koniec przekazać gorące podziękowania i pozdrowienia dla wszystkich, którzy bacznie śledzili nasze postępy podróży. Będąc tam, daleko na zachodzie, gdy marznęliśmy w górach, pokonywaliśmy kolejne przełęcze oraz górskie szlaki, topiliśmy się w słońcu, walczyliśmy z głodem i wycieńczeniem, Wasze wsparcie bardzo nam pomagało i motywowało do dalszego działania. Doceniliście nasze zmagania tak jak my doceniamy Wasze zainteresowanie.
DZIĘKUJEMY!
Uważamy, iż ponad miesięczną wyprawę warto podsumować, więc na koniec podamy parę faktów i statystyk.
CZAS TRWANIA I DŁUGOŚĆ:
- 33 dni, 20.09 - 21.10.2013
DYSTANS CAŁKOWITY:
- 2843 km
MAKS. OSIĄGNIĘTA PRĘDKOŚĆ:
- 74 km/h (Gaberl Strasse, Austria)
NAJW. OSIĄGNIĘTA WYSOKOŚĆ:
- Przełęcz Klippitztoerl (Austria) 1642m n.p.m.
NAJW. PODJAZD:
- 18%
NOCLEGI:
28 nocy na dziko, 4 noce w mieście, w tym:
- 18 nocy pod namiotem,
- 14 nocy pod chmurką,
- 2 noce na plaży,
- 1 noc pod mostem,
- 2 noce w górach powyżej 1 tys m.n.p.m.
- 4 noce u rodziny i znajomych (Bielsko-Biała, Wiedeń)
CIEKAWOSTKI:
// Po skończeniu się gazu w butli, mniej więcej w połowie wyprawy gotowaliśmy wyłącznie na ogniskach.
// Na Korsyce w ciągu 56 godzin pokonaliśmy 30 km prowadząc i niosąc rowery górskim szlakiem: Miasteczko Borghiana ---> przełęcz Bocca Caprunale 1329 (foto) ---> Miasteczko Ota.
// 20 dnia podróży w Livorno nasz namiot został sponiewierany przez wichurę, więc w przypływie irytacji postanowiliśmy go zostawić. Od tamtej pory spaliśmy pod chmurką. Przepraszamy władze porządkowe Livorno za pozostawienie namiotu bez właściciela, lecz o północy stwierdziliśmy, że już nie chcemy go więcej widzieć na oczy.
// Podczas Korsykańskiej przeprawy przez góry na przełęczy Bocca Caprunale (1329 m n.p.m.) oraz dwa dni później na przełęczy Col de Vergio (1473 m n.p.m.) spotkaliśmy tego samego człowieka - uroczego norwega po 50-tce, który bardzo ucieszył się na nasz widok. Był naprawdę szczerze przejęty naszym wyczynem i zadowolny z tego, że widzi nas żywych.
// Pokonaliśmy około kilometrowy odcinek podjazdu o nachyleniu 18% (18 cm podwyższenia na 1 m.) na Wurzenpass Strasse w Austrii niedaleko granicy ze Słowenią.
// We Włoszech wszędzie można spotkać niekończące się i nieogrodzone plantacje winogron. Korzystaliśmy z tej okazji wiele razy.
***
W niedalekiej przyszłości umieścimy film z podróży nagrany na sportowej kamerce Sony AS-15, którą otrzymaliśmy od sklepu Saturn Polska. Wielkie dzięki!
Specjalne podziękowania dla:
- Urządu Miasta Łodzi oraz Biura Promocji, Turystyki i Współpracy z Zagranicą
- Sklepu Saturn, oddział w Łodzi
- Strefy Rowerowej Brzeziny
- Pojazdowo.pl
Pozdrawiamy i dozobaczenia!
M&M
22/09/2013
Wczoraj nasza wyprawa dobiegła końca. O godzinie 22.30 wylądowaliśmy, na lotnisku w Katowicach, wypchnęliśmy kartony z naszymi rowerami, wrzuciliśmy je do samochodu i zmarznięci pojechaliśmy do rodzinnego miasta - Łodzi.
Ostatniego dnia dotarliśmy do Neapolu i cały dzień poświęciliśmy na logistykę związaną z powrotem do kraju: porządna toaleta, załatwienie kartonów na rowery, kartki pocztowe, nepolitańska pizza, przygotowanie i zapakowanie rowerów oraz lot. Wszystko udało się dosłownie na styk - autobus na lotnisku, który zawoził pasażerów do samolotu wytrwale czekał na dwóch polskich spóźnionych podróżnych. To dziwne uczucie, gdy 2 godziny wraca się do miejsca, z którego jechało się 33 dni...
To tyle atrakcji. Cali i zdrowi w ostatnim dniu lata pożegnaliśmy lato w Italii i przywitaliśmy Polską jesień. Czas na podsumowanie, więc jesteśmy w kontakcie!
M&M
20/09/2013
To już końcówka podróży. Do lotniska zostało nam 50 km. Planujemy pokonać jeszcze ok. 30 km i nocować nad jeziorem Patria. Dziś podziwialiśmy przepiękne śródziemnomorskie widoki. W końcu, po paru godzinach przyglądania się morzu w cudownym słońcu, nie mogliśmy oprzeć się kąpieli...;)
Jutro planujemy spędzić dzień w Neapolu. Musimy sobie załatwić kartony na rowery i ok. godziny 18:00 powinniśmy już być na lotnisku.- skąd się jeszcze odezwiemy.
Ściskamy,
M&M:)
19/09/2013
Wczoraj jednak zdecydowaliśmy zrobić nocleg przed Rzymem. Dzięki czemu dziś najciekawszym doświadczeniem była przejażdżka przez stolicę Włoch (w tym Watykan). Z uwagi na pośpiech nie udało nam się zobaczyć reszty atrakcji wspomnianego miasta. Cały czas pędzimy w stronę Neapolu- czasu do odlotu coraz mniej. Na szczęście z każdą godziną kilometrów też..;)
Pozdrawiamy z miejscowości Latina i ponownie przesyłamy trochę słońca- podobno ostatnio zadziałało;)
18/09/2013
Nuda, nuda, nuda... Po Korsyce ciężko będzie Was zaciekawić;). Po powrocie do Włoch zrobiliśmy sobie jeden dzień wolnego, aby zregenerować mięśnie po korsykańskich przygodach. Od dwóch dni spowalniają nas jakieś włoskie "pagórki" na trasie Livorno-->Rzym. Lecz mamy nadzieję, że dzisiaj w końcu dotrzemy do stolicy Italii. Niestety możemy tam trafić późnym wieczorem i nie wiemy czy uda nam się go sfotografować...:(
Aktualnie jesteśmy w miejscowości Vetralla- czyli do celu ok. 70km. Musimy się spieszyć! Dlatego ponownie prosimy o trzymanie kciuków, a my już się nie rozpisujemy tylko wsiadamy na rowery!
p.s. mamy nadzieję, że wraz z postem uda Wam się przesłać trochę tutejszego słońca;)
15/09/2013
Korsyka zaczęła się pięknie i rajsko. Rozpieszczała nas swoimi delikatnymi podjazdami. Szybko zdobyliśmy górę nad miastem Bastia. Wjeżdżając podziwialiśmy cudowny widok na zalew Etang De Biguglia w niemal tropikalnym słońcu. Przez resztę dnia jechaliśmy cały czas w dół, aż do miejscowości Saint Florent. Gdzie odbyliśmy swój pierwszy nocleg na korsykańskiej plaży. Drugiego dnia, podążaliśmy w stronę zachodniego wybrzeża. Po drodze zawitaliśmy na kawę i deser do pobliskiego hotelu. Zostaliśmy tam przemile obsłużeni oraz udało się namówić właścicieli do zdjęcia z banerem. Drugą noc spędziliśmy na wzgórzu z widokiem na góry, morze i kolorowe neony pobliskich miejscowości. Oprócz wspomnianych atrakcji towarzyszyły nam też pszczele ule. Odkryliśmy je przez przypadek zaglądając, z ciekawości, do jednej z wielu metalowych skrzynek- wieczorny jogging zapewnił nam jeszcze lepszy sen...;) Trzeciego dnia, około południa, stwierdzilismy że ominiemy nadmorski kurort Porto i skrócimy sobie podróż do jeziora Calaccucia- zaoszczędzając w ten sposób sporo czasu. Skręciliśmy w uliczkę w miejscowości Galeria, która miała nas poprowadzić do celu. W ten sposób zaczeliśmy zagłebiać się w centralną część wyspy i poznalismy jej prawidziwe górskie uroki. Droga, którą zdecydowalismy się jechać, okazała się górskim szlakiem przez przełęcze dochodzące do 2000 m n.p.m. Po kilkudziesięciu metrach byliśmy zmuszeni zsiąść z rowerów, ponieważ nie dało się jechać- byliśmy mocno zawiedzeni. Lecz prowadzenie rowerów okazało się niczym w porównaniu do wnoszenia ich na wysokość ok. 1300 m n.p.m. Tam odbyliśmy pierwszy nocleg- przy górskim szlaku pod skalną ścianą. Ciekawą przygodą były nocne pobudki, spowodowane przechadzeniem się koło nas krów. Kolejnego dnia na przełęczy spotkaliśmy norweskiego wspinacza, który przywitał nas zdaniem „I was wondering who has that crazy idea to travel here by bike?!”. Opowiedział nam też fascynującą historię o szlaku, którym podążaliśmy. Zbudowali go miejscowi farmerzy (ok. 200 lat temu) w celu przeprowadzania swoich kóz przez góry. Po krótkiej rozmowie zaczeliśmy podążać w dół. W dolinie między przełęczami natknęliśmy się na schronisko gdzie przywitał nas francuski podróżnik. Po krótkiej wymianie doświadczeń uświadowmił nas, że jesteśmy uwięzieni w górach. Na szczęście pokazał nam mapy, dzięki którym opracowaliśmy plan ewakuacji. Od tamtej pory zdesperowani i przepelnieni adrenaliną przemierzaliśmy górski szlak w kierunku miejscowości Ota. Nosząc rowery na barkach, kalecząc nogi o kolczaste krzaki jerzyn i próbując przezwyciężyć zwierzęcy głód. Ota okazała się naszym zbawieniem. Szybko naprawiliśmy poprzebijane dętki i pojechalismy do pobliskiego supermarketu po zakupy. W tamtym momencie nasza ryzykowna przeprawa zakończyła się pozytywnie. Ledwo żywi, wygłodniali, podrapani i wycieńczeni uzupełniliśmy brakujące zapasy i założylismy obóz niedaleko miasta Porto. Ostatniego dnia z wielką przyjemnością wsiedlismy na rowery aby delektować się asfaltową drogą. Naszym celem była Bastia, gdzie czekał na nas prom. Przez okolo 8 godzin, pokonaliśmy 30km- była godzina 17:00, nasze dotarcie do Bastii było wątpliwą sprawą. W końcu wjechaliśmy na przełęcz o wyskości ok. 1500 m n.p.m. Rozpościerały się stamtąd widoki na najwyższe korsykańskie masywy górskie dochodzące do 2700 m n.p.m. Tam ponownie spotkaliśmy norweskiego wspinacza, który bardzo ucieszył się na nasz widok. Przedstawił nam swoją Żonę i oboje przyznali, że bardzo się o nas martwili. Dalsza droga do bastii okazła się jednym wielkim zjazdem. Przez wieczór udało nam się pokonać ponad 100km i dotrzeć do portu. O godzinie 24:00 wypłyneliśmy w stronę Italii.
Korsyka dała nam to czego się spodziewaliśmy – rajskie widoki, morskie i górskie krajobrazy, tropikalne słońce, możliwość obcowania z dziką naturą oraz wielką satysfakcję. Wspielismy się na szczty swojej wytrzymałości pokonując górkie szlaki z obciążonymi rowerami. Pokonaliśmy Korsykę i dalej podróżujemy z podniesioną głową w stronę Neapolu.
Merci!:)
link do szkicu pokonanej trasy: http://goo.gl/maps/jf8CF
09/09/2013
Bastia
Po 5-cio godzinnym rejsie, dotarliśmy na Korsykę. Bardzo "zazdrościmy" ludziom, którzy od razu ze statku poszli na plażę. My musimy przedostać się na drugą stronę wyspy (przy trzydziesto stopniowym upale) przez góry widoczne na zdjęciach...;)
08/09/2013
Dnia 17-ego trochę się zasiedzieliśmy w miejscu, z którego do Was pisaliśmy i skutkiem tego nie dojechaliśmy do postanowionej Ferrary (ok. 80km). Obóz rozbiliśmy jakieś 10 km od knajpy, w której siedzieliśmy... Skutkiem czego dnia 18-ego musieliśmy się sprężyć i trochę nadrobić.
Ominęliśmy Ferrarę, przemknęliśmy przez Bolonię i szybko pędziliśmy w kierunku Florencji. Mieliśmy bardzo dobre tempo, dopóki nie spowolniły nas góry na trasie Bologna-Firenze. Okazało się, że włoskie wzniesienia również potrafią "dać w kość"... Po przebytych 160km zostaliśmy zmuszeni do rozbicia się gdzieś na wysokości ok 800m n.p.m.
Dnia 19-ego przejechaliśmy ok 40km i rozbiliśmy się nad jeziorem niedaleko Florencji ( http://goo.gl/maps/QgKL5 ). W tym miejscu postanowiliśmy dać odpocząć nogom i tyłkom;).
Dzisiaj mamy zamiar dotrzeć do miejscowości Livorno, skąd jutro promem dostaniemy się na Korsykę. Podobno jest to bardzo piękna i "dzika" wyspa- poza paroma centrami turystycznymi jest nieskażona resztą świata. Dlatego też nie wiemy jak będzie z naszym odzywaniem się przez najbliższe 5 dni.
Bardzo mocno pozdrawiamy z Florencji- tak, żeby na wszelki wypadek wystarczyło na kilka dni;)
M&M
05/09/2013
Wczoraj od samego rana pędziliśmy do Wenecji. Pokonaliśmy ok. 140km i dotarliśmy tam na ok. 18:30. Niestety okazało się, że Wenecja nie jest przystosowana do jazdy rowerem, mało tego, jest tam nawet zakaz ich wprowadzania. Ale jako, że pragnęliśmy zobaczyć plac Św. Marka a nie mieliśmy co zrobić z naszymi pojazdo-bagażami, musieliśmy podjąć próbę i złamać zasady. Ponad 2,5h walczyliśmy z mnóstwem schodów nad weneckimi kanałami i ukrywaliśmy się przed policją aby nie dostać mandatu. Na szczęście, w końcu, udało się- sukces uwieczniliśmy fotografiami. Lecz to jeszcze nie był koniec naszego dnia. Gdy wyruszyliśmy z Wenecji po godzinie 21:00, musieliśmy jeszcze zjeść, wykąpać się i znaleźć miejsce noclegowe. To wszystko udało nam się zrealizować do godziny 00:30.
Dziś pobudka troszkę później niż zwykle, bo o 8:00. Wyruszyliśmy o 9:00, lecz szybko mieliśmy postój ponieważ Max przebił dętkę. Później wylądowaliśmy w Padwie, w której zostaliśmy zmuszeni do przerwy małą awarią (widoczną na zdjęciu). Lecz już wszystko wydaje się być w porządku i będziemy kontynuować podróż do Ferrary.
Pozdrawiamy i do następnego,
M&M;)
03/09/2013
Dzień rozpoczął się tak, jak mieliście okazję zobaczyć na filmiku. Wyjeżdżając z "obozu" nie byliśmy świadomi tego co nas czeka- podjazd na wysokość 1611m n.p.m. na przełęczy Vrśić. Na szczęście od tamtego momentu mieliśmy już tylko z górki aż do teraz, czyli miejscowości Gradisca d'Isonzo (ok. 15 km od Morza Adriatyckiego). Dziś, w sumie, pokonaliśmy ok 120km- uwzględniając zdobycie Alp Julijskich uważamy to za bardzo dobry wynik. Wynagrodziliśmy to sobie prawdziwą włoską pizzą i piwem:).
Żegnajcie zimne i mokre: Słowacjo, Austrio i Słowenio. Witaj Italio!