11/12/2023
KILKA WNIOSKÓW PO WALCE CHRIS BILLAM-SMITH VS MATEUSZ MASTERNAK
Mniej wtajemniczonym przypomnę, że w niedzielny wieczór polski pięściarz stanął przed szansą na zdobycie zawodowego mistrzostwa świata WBO w kategorii cruiser (junior ciężkiej). Pomimo bezsprzecznego prowadzenia na punkty (3x 68:65, co poniekąd potwierdzają także statystyki*), to Chris Billam-Smith wyszedł z tej batalii zwycięsko, tym samym po raz pierwszy broniąc tytułu zdobytego w maju br. w starciu z Lawrencem Okolie (swoją drogą - pogromcą aż 4 P***ków).
1) Mistrz (mimo wszystko) znalazł sposób na pretendenta
Po walce przeczytałem multum komentarzy o tym jak to CBS miał wielkiego farta, ponieważ zwycięzył przez kontuzję rywala, a przecież przegrywał wyraźnie na punkty. Owszem – teoretycznie Anglik szedł po nieuniknioną porażkę, a pięściarze mieli już więcej niż połowę dystansu za sobą. Jednak mówienie o przypadku jest zwyczajnie brakiem zrozumienia zasad boksu. Tu liczy się tylko i wyłącznie końcowy efekt i służyć temu mają temu wszelkie dozwolone metody na wyniszczenie rywala. Owszem - wielu zawodnikom, zwłaszcza wybitnym, udaje się zdobywać ringowe skalpy w bardziej – nazwijmy to - „cywilizowany sposób” np. punktując przeciwników: świetnym jabem (Joshua vs Ruiz II), pracą nóg („wytańczone” zwycięstwa Usyka) czy też niezwykle szczelną defensywą/kontratakami (klasyki Mayweathera), ale i tak przeciętny kibic, a taki koneserem nie jest, oczekuje przede wszystkim zakończenia walki przed czasem. Typowy odbiorca jest przecież odpowiednikiem plebejusza zasiadającego na trybunach Koloseum, który chce igrzysk, a więc spektakularnego finału (a nawet krwi).
Mistrz z Anglii widocznie uznał, że aby zachować swój tytuł, musi złapać się ostatniej deski ratunku, a więc ciosów na korpus. Przecież wszyscy widzieliśmy, że CBS nie miał nawet zbytnio czego zaoferować do telewizyjnych powtórek, gdyż niemal wszystkie kombinacje uderzeń na górę jak też pojedyncze power punches skradał Masternak. A 37-letni P***k walczył nie tylko niezwykle poprawnie i mądrze, ale też pięknie, a momentami nawet finezyjnie. Mimo to silny fizycznie CBS jednak znalazł istotną lukę w taktyce P***ka.
Dlatego też wrocławianin został najpierw mocno trafiony w czułe miejsce, a następnie feralne żebra były co rusz „poprawiane”, aż do przekroczenia u „Mastera” granicy wytrzymałości bólu i poczucia bezpieczeństwa. Wszak boks to sport niezwykle ryzykowny dla zdrowia, a nawet życia. Odpowiedzialny ojciec trójki dzieci najwyraźniej nie zapomniał o tym w ringu i to podczas najważniejszej walki w życiu. Są przecież sprawy ważniejsze nawet od tytułu mistrzowskiego, o którym Muhammad Ali mówił, że warto dla niego cierpieć przez całą karierę – najpierw go zdobywając, a następnie przez lata utrzymując. Wspomniany cytat okazał się jednak przekleństwem. Cassius Clay zdecydowanie nie był okazem zdrowia po zawieszeniu rękawic na kołku – przecierpiał nie tylko karierę, ale całe swoje życie.
Rozsądny Master zatem kozaka nie zgrywał, ale nomen omen kozak z Ukrainy, czyli Witalij Kliczko robił to już chętnie. Ten przed 20 laty był gotów walczyć chyba aż do nieuniknionej utraty oka z Lennoxem Lewisem. Pewnie do dzisiaj będzie utrzymywał, że poradziłby sobie z rozcięciem łuku brwiowego głębokiego niczym Rów Mariański i przez kolejnych 6 rund powiększał swoją przewagę nad „Lwem”. Podobnie i ostatni zunifikowany mistrz wagi ciężkiej również będzie zasłaniał się niezwykle inteligentną wymówką jak to wielki mistrz musi mieć także mistrzowskie ciało, które jest odporne na wszelkie przeciwności.
Co łączy obydwie wspomniane walki? Fakt, że punktacja sędziowska idzie na bok, gdy jeden zawodnik w przepisowy sposób wyłączył drugiego pięściarza z dalszej rywalizacji. Masternak nie mógł dalej walczyć, więc poddał go narożnik, czyli członkowie sztabu (RTD, a nie TKO – za BoxRec), natomiast mądra decyzja lekarza uchroniła „Dr. Ironfist” przed utratą zdrowia (a i tak założono mu wówczas aż 60 szwów). Organizmu, zdrowia nie zawsze da się oszukać i po prostu nie dyskutujmy z tym. Piszę to, ponieważ niestety można było przeczytać jak to Master „nie posiada charakteru mistrza”.
2) Porównania do Gołoty
A skoro jesteśmy w temacie oceniania stylu porażek, to natrafiłem także na skojarzenia ze słabą psychiką Andrzeja Gołoty, który często przegrywał ważne walki, w których szedł po niemal pewne zwycięstwo. Za wyjątkiem oczywistych wałków z Ruizem czy Byrdem, Andrew ewidentnie pokazywał , że w kluczowych momentach najważniejszych walk brakuje mu odporności psychicznej. Trudno o taki deficyt podejrzewać Masternaka. Ten nie ma zwyczaju rzucać się na swojego rywala, wystrzeliwując nagle wszystkie naboje. Nie – Master częściej bywa nazywany „pięściarzem książkowym” czy też wręcz zawodnikiem, który włącza bieg wsteczny w najmniej spodziewanym momencie, oszczędnie dawkując poziom ryzyka. Wczorajszą walkę 37-latek rozegrał bardzo dobrze taktycznie, ponieważ jak zwykle w jego przypadku, psychika po prostu nadążała. Dlatego zdecydowanie to ciało przegrało ten pojedynek, a nie głowa.
3) Co dalej z Masterem?
Właściwie nie spotkałem się jeszcze z takimi rozważaniami, dlatego sam je zapoczątkuję, gdyż to ciekawa kwestia.
Przed walką mówiło się, że to życiowa szansa Masternaka, który mimo niewątpliwego talentu, pracowitości i higieny (samodyscypliny) nie miał do tej pory okazji zawalczyć o upragniony tytuł mistrza świata. Chyba nikt z naszych czołowych pięściarzy pomimo tak bogatego CV nie czekał aż tak długo na taką właśnie szansę.
Dzisiaj możemy powiedzieć, że pójście przez team Andrzeja Wasilewskiego w kierunku walki z Brytyjczykiem było naprawdę dobrą decyzją. Wiemy, że Chris Billam-Smith był jak najbardziej w zasięgu Mastera i przez pół zakładanego dystansu czasowego walki wrocławianin miał go wręcz na widelcu.
Po niedzielnej porażce w bardzo dobrym stylu, ale wciąż porażce, Masternak może niestety trafić na półkę, którą kiedyś okupował Maciej Sulęcki. Mianowicie popularny „Striczu” po naprawdę dobrych walkach w USA stał się zawodnikiem, którego uznano za takiego, który zawsze może napsuć krwi, a może i spłatać figla najlepszym, dlatego przez dłuższy czas postanowiono go unikać przy wyborze na nieobowiązkowego pretendenta lub jako rywala dla prospektów, którym mógłby np. uszkodzić nieskazitelny rekord. Zarazem jego nazwisko nie gwarantowało wielkich pieniędzy, by przynajmniej z tego powodu stanąć z nim w szranki. Można powiedzieć – był ofiarą własnego sukcesu, wyrobionej przez siebie marki.
Z niemal identycznych powodów, co w przypadku Maćka, dzisiaj trudno prognozować, by po walkę z Masternakiem (po jego wyzdrowieniu), ustawiała się kolejka chętnych. Dziś już raczej nikt na Wyspach nie powie, że do ichniejszego mistrza przyjechał ogórek. Master nie tylko potrafił zestresować angielskich kibiców, ale wielu z nich z pewnością zachwycił. Czy jednak uda się mu jak i jego promotorowi szybko załatwić walkę również na co najmniej 3-4 gwiazdki w rankingu BoxReca? Oto jest pytanie...
4) A może Cieślak po raz trzeci?
Dla porównania, Michał Cieślak w swoich title-shotach (Makabu, Okolie) choć zaprezentował się solidnie, to był jednak skutecznie powstrzymywany przez mistrzów świata, którzy gasili jego ofensywne zapędy m.in. przy pomocy brudnego boksu. Oglądając owe walki Michała niestety nawet przez dłuższą chwilę nie czułem w powietrzu nadziei, że uda się odwrócić niekorzystny wiatr. Czy jednak ewentualna walka z CBS okazałaby się przykładem, że do „trzech razy sztuka”?
Cóż – korespondencyjne pojedynki to coś czego lepiej unikać, więc lepiej nie odnosić się do tego przy użyciu wczorajszego przykładu. Widać jednak, że angielski mistrz z Bournemouth bardzo lubi klinczować. Czasami z bezradności lub zmęczenia, ale jednak wieszanie się na rywalu z reguły mu się udaje, a szczególnie, gdy pomaga mu w tym bierny sędzia.
Co działałoby na korzyść Cieślaka? Z pewnością fakt, że lubi poczuć krew i poszukać zabójczego finału walki przy pomocy szaleńczej kombinacji. Jak widać, na takowe akcje jednak można sobie pozwolić w przypadku CBS i być może Cieślak upatrywałby tutaj swojej szansy, gdyż nie jest raczej fanem włączania wstecznego biegu.
5) Czy boks wygrał z freak fightami?
W miniony weekend odbyła się także czołowa polska gala freakfightowa. Z reguły, gdy w tym samym czasie odbywają się takie imprezy, to eventy (nazwijmy to) rozrywkowe zdecydowanie górują popularnością nad rodzimymi wydarzeniami bokserskimi. Tym razem można jednak zaryzykować stwierdzenie, że to jednak Master został głównym bohaterem ostatnich dni i skradł show, a dzięki niemu udało się zwrócić uwagę kibica sportów walki przede wszystkim na boks zawodowy na mistrzowskim poziomie i z P***kiem w roli głównej.
-----
* Mateusz Masternak - Chris Billam-Smith
88/275 (32%) ciosy ogółem (trafione/wyprowadzone) 67/209 (32%)
42/152 (28%) ciosy proste przednią ręką (trafione/wyprowadzone) 22/100 (22%)
46/123 (37%) pozostałe mocne ciosy (trafione/wyprowadzone) 45/109 (41%)
źródło: ringpolska.pl
foto: BBC