Podlaski Boks

Podlaski Boks

Udostępnij

Kompendium wiedzy o boksie z regionów północno-wschodniej Polski: aktualności, ciekawostki, historia, wywiady.

27/03/2026

27 marca 1989 roku, czyli dokładnie 37 lat temu, w Łomży na świat przyszedł Adam Kownacki ps. Babyface - pięściarz wagi ciężkiej.

Pierwsze lata dzieciństwa Adam spędził w podłomżyńskich Konarzycach, a następnie wyemigrował z rodzicami do Stanów Zjednoczonych, gdzie na brooklyńskim Greenpoincie, z czasem rozpoczął treningi bokserskie.

Największym osiągnięciem Adama w boksie amatorskim jest wygranie turnieju dla młodych talentów - Golden Gloves (Złote Rękawice), w kwietniu 2009 roku.

Karierę zawodową popularny "Babyface" rozpoczął już kilka miesięcy później, bo w październiku. Przez pierwsze 10 lat rozwijała się ona harmonijnie, czego efektem było 20 wygranych walk, a wśród pokonanych przed licznie gromadzącą się dla Adama polonijną publicznością były takie nazwiska jak: Adam Szpilka, Gerald Washington czy też były mistrz świata - Charles Martin. Największą furorę zrobiło jednak pokonanie Chrisa Arreoli, ponieważ podczas tej walki obaj pięściarze pobili kilka rekordów wagi ciężkiej w liczbie ciosów. Niestety, od tamtego momentu Adam nie był już tym samym pięściarzem...

Gdy wydawało się, że walka o mistrzowski pas będzie tylko kwestią czasu, do głosu doszedł nemezis Adama, czyli Robert Helenius. Wysoki Fin pokonał go przed czasem zarówno w pierwszym jak i w rewanżowym starciu. Następnie, przeciwnikiem na odbudowanie miał być Ali Eren Demirezen, ale on również zwyciężył (na punkty), natomiast następująca po niej przegrana z Joe Cusumano została ostatecznie uznana za nieodbytą (NC). Ostatnią zawodową walkę "Babyface" stoczył na polskiej ziemi, gdzie 2 marca 2024 roku, już w 1. rundzie - choć po kontrowersyjnym przerwaniu przez sędziego - pokonał go Kacper Meyna.

Czy Adam wróci jeszcze na ring? To pytanie co jakiś czas zadają sobie zarówno jego kibice jak i on sam. Niezależnie co się zdarzy, życzymy naszemu solenizantowi dużo zdrowia oraz samych sukcesów w życiu prywatnym jak i zawodowym. Sto lat!

06/01/2025

KALENDARIUM: 4 stycznia 1945 roku, czyli 80 lat temu, w Białymstoku urodził się Jan Gałązka. Był on niewątpliwie jednym z najlepszych podlaskich pięściarzy w historii.

Oto jego sukcesy:

- Wicemistrz Europy w wadze koguciej (Berlin 1965)
- Ćwierćfinalista ME w Rzymie (1967) w wadze koguciej
- Olimpijczyk z Meksyku (1968) w wadze koguciej
- Mistrz Polski juniorów w wadze papierowej (1962) i w muszej (1963) oraz wicemistrz w papierowej (1961)
- Mistrz Polski seniorów w wadze koguciej (1965, 1967) oraz wicemistrz w wadze lekkiej (1972)

Gałązka najlepsze lata spędził w Legii Warszawa. Z kolei w stolicy Podlasia reprezentował barwy Jagiellonii i Gwardii.

Po zakończeniu kariery Pan Jan był trenerem. Zmarł 7 stycznia 1982 roku, tak więc zbliża się także 43. rocznica jego przedwczesnej śmierci.

24/12/2023
11/12/2023

KILKA WNIOSKÓW PO WALCE CHRIS BILLAM-SMITH VS MATEUSZ MASTERNAK

Mniej wtajemniczonym przypomnę, że w niedzielny wieczór polski pięściarz stanął przed szansą na zdobycie zawodowego mistrzostwa świata WBO w kategorii cruiser (junior ciężkiej). Pomimo bezsprzecznego prowadzenia na punkty (3x 68:65, co poniekąd potwierdzają także statystyki*), to Chris Billam-Smith wyszedł z tej batalii zwycięsko, tym samym po raz pierwszy broniąc tytułu zdobytego w maju br. w starciu z Lawrencem Okolie (swoją drogą - pogromcą aż 4 P***ków).

1) Mistrz (mimo wszystko) znalazł sposób na pretendenta

Po walce przeczytałem multum komentarzy o tym jak to CBS miał wielkiego farta, ponieważ zwycięzył przez kontuzję rywala, a przecież przegrywał wyraźnie na punkty. Owszem – teoretycznie Anglik szedł po nieuniknioną porażkę, a pięściarze mieli już więcej niż połowę dystansu za sobą. Jednak mówienie o przypadku jest zwyczajnie brakiem zrozumienia zasad boksu. Tu liczy się tylko i wyłącznie końcowy efekt i służyć temu mają temu wszelkie dozwolone metody na wyniszczenie rywala. Owszem - wielu zawodnikom, zwłaszcza wybitnym, udaje się zdobywać ringowe skalpy w bardziej – nazwijmy to - „cywilizowany sposób” np. punktując przeciwników: świetnym jabem (Joshua vs Ruiz II), pracą nóg („wytańczone” zwycięstwa Usyka) czy też niezwykle szczelną defensywą/kontratakami (klasyki Mayweathera), ale i tak przeciętny kibic, a taki koneserem nie jest, oczekuje przede wszystkim zakończenia walki przed czasem. Typowy odbiorca jest przecież odpowiednikiem plebejusza zasiadającego na trybunach Koloseum, który chce igrzysk, a więc spektakularnego finału (a nawet krwi).

Mistrz z Anglii widocznie uznał, że aby zachować swój tytuł, musi złapać się ostatniej deski ratunku, a więc ciosów na korpus. Przecież wszyscy widzieliśmy, że CBS nie miał nawet zbytnio czego zaoferować do telewizyjnych powtórek, gdyż niemal wszystkie kombinacje uderzeń na górę jak też pojedyncze power punches skradał Masternak. A 37-letni P***k walczył nie tylko niezwykle poprawnie i mądrze, ale też pięknie, a momentami nawet finezyjnie. Mimo to silny fizycznie CBS jednak znalazł istotną lukę w taktyce P***ka.

Dlatego też wrocławianin został najpierw mocno trafiony w czułe miejsce, a następnie feralne żebra były co rusz „poprawiane”, aż do przekroczenia u „Mastera” granicy wytrzymałości bólu i poczucia bezpieczeństwa. Wszak boks to sport niezwykle ryzykowny dla zdrowia, a nawet życia. Odpowiedzialny ojciec trójki dzieci najwyraźniej nie zapomniał o tym w ringu i to podczas najważniejszej walki w życiu. Są przecież sprawy ważniejsze nawet od tytułu mistrzowskiego, o którym Muhammad Ali mówił, że warto dla niego cierpieć przez całą karierę – najpierw go zdobywając, a następnie przez lata utrzymując. Wspomniany cytat okazał się jednak przekleństwem. Cassius Clay zdecydowanie nie był okazem zdrowia po zawieszeniu rękawic na kołku – przecierpiał nie tylko karierę, ale całe swoje życie.

Rozsądny Master zatem kozaka nie zgrywał, ale nomen omen kozak z Ukrainy, czyli Witalij Kliczko robił to już chętnie. Ten przed 20 laty był gotów walczyć chyba aż do nieuniknionej utraty oka z Lennoxem Lewisem. Pewnie do dzisiaj będzie utrzymywał, że poradziłby sobie z rozcięciem łuku brwiowego głębokiego niczym Rów Mariański i przez kolejnych 6 rund powiększał swoją przewagę nad „Lwem”. Podobnie i ostatni zunifikowany mistrz wagi ciężkiej również będzie zasłaniał się niezwykle inteligentną wymówką jak to wielki mistrz musi mieć także mistrzowskie ciało, które jest odporne na wszelkie przeciwności.

Co łączy obydwie wspomniane walki? Fakt, że punktacja sędziowska idzie na bok, gdy jeden zawodnik w przepisowy sposób wyłączył drugiego pięściarza z dalszej rywalizacji. Masternak nie mógł dalej walczyć, więc poddał go narożnik, czyli członkowie sztabu (RTD, a nie TKO – za BoxRec), natomiast mądra decyzja lekarza uchroniła „Dr. Ironfist” przed utratą zdrowia (a i tak założono mu wówczas aż 60 szwów). Organizmu, zdrowia nie zawsze da się oszukać i po prostu nie dyskutujmy z tym. Piszę to, ponieważ niestety można było przeczytać jak to Master „nie posiada charakteru mistrza”.

2) Porównania do Gołoty

A skoro jesteśmy w temacie oceniania stylu porażek, to natrafiłem także na skojarzenia ze słabą psychiką Andrzeja Gołoty, który często przegrywał ważne walki, w których szedł po niemal pewne zwycięstwo. Za wyjątkiem oczywistych wałków z Ruizem czy Byrdem, Andrew ewidentnie pokazywał , że w kluczowych momentach najważniejszych walk brakuje mu odporności psychicznej. Trudno o taki deficyt podejrzewać Masternaka. Ten nie ma zwyczaju rzucać się na swojego rywala, wystrzeliwując nagle wszystkie naboje. Nie – Master częściej bywa nazywany „pięściarzem książkowym” czy też wręcz zawodnikiem, który włącza bieg wsteczny w najmniej spodziewanym momencie, oszczędnie dawkując poziom ryzyka. Wczorajszą walkę 37-latek rozegrał bardzo dobrze taktycznie, ponieważ jak zwykle w jego przypadku, psychika po prostu nadążała. Dlatego zdecydowanie to ciało przegrało ten pojedynek, a nie głowa.

3) Co dalej z Masterem?

Właściwie nie spotkałem się jeszcze z takimi rozważaniami, dlatego sam je zapoczątkuję, gdyż to ciekawa kwestia.

Przed walką mówiło się, że to życiowa szansa Masternaka, który mimo niewątpliwego talentu, pracowitości i higieny (samodyscypliny) nie miał do tej pory okazji zawalczyć o upragniony tytuł mistrza świata. Chyba nikt z naszych czołowych pięściarzy pomimo tak bogatego CV nie czekał aż tak długo na taką właśnie szansę.

Dzisiaj możemy powiedzieć, że pójście przez team Andrzeja Wasilewskiego w kierunku walki z Brytyjczykiem było naprawdę dobrą decyzją. Wiemy, że Chris Billam-Smith był jak najbardziej w zasięgu Mastera i przez pół zakładanego dystansu czasowego walki wrocławianin miał go wręcz na widelcu.

Po niedzielnej porażce w bardzo dobrym stylu, ale wciąż porażce, Masternak może niestety trafić na półkę, którą kiedyś okupował Maciej Sulęcki. Mianowicie popularny „Striczu” po naprawdę dobrych walkach w USA stał się zawodnikiem, którego uznano za takiego, który zawsze może napsuć krwi, a może i spłatać figla najlepszym, dlatego przez dłuższy czas postanowiono go unikać przy wyborze na nieobowiązkowego pretendenta lub jako rywala dla prospektów, którym mógłby np. uszkodzić nieskazitelny rekord. Zarazem jego nazwisko nie gwarantowało wielkich pieniędzy, by przynajmniej z tego powodu stanąć z nim w szranki. Można powiedzieć – był ofiarą własnego sukcesu, wyrobionej przez siebie marki.

Z niemal identycznych powodów, co w przypadku Maćka, dzisiaj trudno prognozować, by po walkę z Masternakiem (po jego wyzdrowieniu), ustawiała się kolejka chętnych. Dziś już raczej nikt na Wyspach nie powie, że do ichniejszego mistrza przyjechał ogórek. Master nie tylko potrafił zestresować angielskich kibiców, ale wielu z nich z pewnością zachwycił. Czy jednak uda się mu jak i jego promotorowi szybko załatwić walkę również na co najmniej 3-4 gwiazdki w rankingu BoxReca? Oto jest pytanie...

4) A może Cieślak po raz trzeci?

Dla porównania, Michał Cieślak w swoich title-shotach (Makabu, Okolie) choć zaprezentował się solidnie, to był jednak skutecznie powstrzymywany przez mistrzów świata, którzy gasili jego ofensywne zapędy m.in. przy pomocy brudnego boksu. Oglądając owe walki Michała niestety nawet przez dłuższą chwilę nie czułem w powietrzu nadziei, że uda się odwrócić niekorzystny wiatr. Czy jednak ewentualna walka z CBS okazałaby się przykładem, że do „trzech razy sztuka”?

Cóż – korespondencyjne pojedynki to coś czego lepiej unikać, więc lepiej nie odnosić się do tego przy użyciu wczorajszego przykładu. Widać jednak, że angielski mistrz z Bournemouth bardzo lubi klinczować. Czasami z bezradności lub zmęczenia, ale jednak wieszanie się na rywalu z reguły mu się udaje, a szczególnie, gdy pomaga mu w tym bierny sędzia.

Co działałoby na korzyść Cieślaka? Z pewnością fakt, że lubi poczuć krew i poszukać zabójczego finału walki przy pomocy szaleńczej kombinacji. Jak widać, na takowe akcje jednak można sobie pozwolić w przypadku CBS i być może Cieślak upatrywałby tutaj swojej szansy, gdyż nie jest raczej fanem włączania wstecznego biegu.

5) Czy boks wygrał z freak fightami?

W miniony weekend odbyła się także czołowa polska gala freakfightowa. Z reguły, gdy w tym samym czasie odbywają się takie imprezy, to eventy (nazwijmy to) rozrywkowe zdecydowanie górują popularnością nad rodzimymi wydarzeniami bokserskimi. Tym razem można jednak zaryzykować stwierdzenie, że to jednak Master został głównym bohaterem ostatnich dni i skradł show, a dzięki niemu udało się zwrócić uwagę kibica sportów walki przede wszystkim na boks zawodowy na mistrzowskim poziomie i z P***kiem w roli głównej.

-----
* Mateusz Masternak - Chris Billam-Smith
88/275 (32%) ciosy ogółem (trafione/wyprowadzone) 67/209 (32%)
42/152 (28%) ciosy proste przednią ręką (trafione/wyprowadzone) 22/100 (22%)
46/123 (37%) pozostałe mocne ciosy (trafione/wyprowadzone) 45/109 (41%)
źródło: ringpolska.pl

foto: BBC

23/11/2023

Na południu też coś się dzieje. Gala sportów walki zawita do Drohiczyna.

w najbliższą sobotę w sali MGOK

09/11/2023

Adam Kownacki zawalczy po raz pierwszy w Polsce. Zaskoczeni?

Photos from Podlaski Boks's post 20/10/2023

Dzisiaj po walce z ciężką chorobą odszedł od nas Marek Cudek - wielki pasjonat pięściarstwa i zarazem ceniony w środowisku ekspert, choć może z grona kilku chodzących encyklopedii tego sportu w naszym kraju - najmniej medialny. W niczym to jednak nie umniejsza jego wspaniałemu dorobkowi. Marek był przede wszystkim prawdziwą opoką najstarszego polskiego serwisu o boksie boxing.pl i czuję się niezwykle zaszczycony, że przez pewien czas mogłem z nim współpracować, dostarczając kilku dłuższych wywiadów z podlaskimi pięściarzami.

Ś.P. Marek prywatnie był szczerym, miłym i pomocnym kolegą, z którym wiele godzin przegadaliśmy o naszej ulubionej dyscyplinie. Co jakiś czas lubił mnie też powkurzać, mówiąc że Joe Calzaghe nie był pięściarzem ze ścisłego historycznego topu, zarazem argumentując to na sto sposobów i nagrywając nawet na ten temat specjalnego vloga. Taki był właśnie Marek - przekorny, ale kochany. Miał po prostu zawsze swoje zdanie.

Marek wiele napisał i powiedział także o naszych podlaskich zawodnikach i trenerach, a z racji że dziennikarstwo jest niewątpliwie zapewnianiem sobie pewnej nieśmiertelności poprzez pozostawione teksty, analizy, nagrania, to zachęcam do zapoznania się z wieloma jego dokonaniami, które można znaleźć w internecie. Naprawdę warto, bo to prawdziwa kopalnia wiedzy o boksie.

Marku, będzie Ciebie brakowało nie tylko Twoim bliskim i przyjaciołom, ale i całemu środowisku pięściarskiemu. Do zobaczenia po drugiej, lepszej stronie mocy!

23/09/2023

Coraz więcej podlaskich miast łapie zajawkę na boks. Przykładem Zambrów i klub Hermes Boxing. Trwa tam weekendowy turniej. Warto udać się przed niedzielnym obiadem na finałowe starcia.

10/09/2023

Podsumowanie gali Chorten Boxing Show VII i jubileuszu Dariusza Snarskiego.

Dawno nie gościłem na gali organizowanej przez Chorten Boxing Production Białystok. Ostatni raz byłem na pamiętnym evencie na Rynku Kościuszki w 2019 roku, a więc aż 4 lata temu. Był on ciekawym i udanym przedsięwzięciem od strony organizacyjnej, natomiast od strony sportowej raczej nie porywał – nieco brakowało emocji. Jak było wczoraj? Moim zdaniem udanie pod każdym względem.

Wiadomo, że grupa ChBP ma ograniczone środki na pozyskiwanie nowych zawodników jak też na ściąganie na swoje imprezy głośnych nazwisk jako ich rywali. Dariusz Snarski ratuje jednak poziom organizowanych przez siebie imprez poprzez dobry matchmaking. Nos zawodnika wysłużony setkami pojedynków między linami - za to nos promotorski nadal czujnie wąchający bokserski rynek i wyciągający wnioski. 40 lat pięściarskiej przygody i dalej widać pasję – cóż z pewnością forsowane w kampanii wyborczej emerytury stażowe nie są potrzebne takim zapaleńcom jak Darek.

Podczas sobotniej imprezy nie zauważyłem ani jednego "kelnera" wśród występujących zawodników, chociaż mieliśmy w fightcardzie akcenty w postaci naszych południowych czy wschodnich sąsiadów. Wiadomo - to zawsze u mniej wtajemniczonych będzie wywoływać dawne skojarzenia niczym rodem z piłkarskiej Ekstraklasy („stary Czech, stary Słowak”). Skojarzenia mogą być jednak mylne. Nawet zawodnicy będący na nieco słabszym poziomie, nadrabiali walecznością. Naprawdę przyjemnie oglądało się te walki. Omówię je pokrótce poniżej.

Petro Lakotskyi (3-2, 3 KO) pokonał Przemysława Gorgonia (16-12-1, 6 KO) przez techniczny nokaut w drugiej rundzie.

Ukraińcowi udało się wygrać z kolejnym P***kiem, po Mateuszu Trycu. Dla polskiego boksu może on okazać się tym, kim kiedyś jego rodak, Sergiej Radczenko, który potrafił swego czasu wprowadzić w tarapaty Krzysztofa Głowackiego i Adama Balskiego. Czy zmiana kategorii wagowej mogła mieć wpływ na szybką porażkę Przemka? Raczej nie.

Filip Szpakowicz (2-0, 1 KO) pokonał Artura Gierczaka (4-3-1, 3 KO) przez techniczny nokaut (przerwanie lekarskie) w drugiej rundzie.

Znakomita walka, która od samego początku toczyła się w morderczo szybkim tempie. Ta wojna musiała się szybko skończyć, szczególnie, że Gierczak dość szybko dostał drugiego przeciwnika w ringu, jakim był pękniety łuk brwiowy.

Bartłomiej Przybyła (6-0 1 KO) pokonał Bazargura Jugdera (9-20-2, 3 KO) jednogłośną decyzją sędziów (60-54, 60-54, 60-54).

Żartowałem, że Mongoł kogoś mi przypomina. Czy ktoś zgadnie kogo? Podpowiem tylko, że ów zawodnik również wykazywał się w ringu dużą walecznością, nawet gdy walka nie szła po jego myśli.

Mateusz Polski (5-0, 3 KO) pokonał Konstantina Jangavadze (7-30-4, 2 KO) jednogłośną decyzją sędziów (58-56, 59-55, 59-55).

Gruzin niczym Pudzian „tanio skóry nie sprzedał”. Polski ten pojedynek stale kontrolował, ale wydaje się, że harówkę miał naprawdę niezłą. Takich twardych zawodników jak Konstantin Jangavadze chcemy gościć na polskich galach częściej.

Bartosz Głowacki (7-13-1, 5 KO) pokonał Vasyla Hrebinnyka (1-1-1) niejednogłośną decyzją sędziów (38-37, 37-38, 39-36).

Z pozycji fotografa muszę przyznać, że była to walka najbogatsza w ciekawe ujęcia. Bartek zawalczył bardzo mądrze, wykorzystując swoje doświadczenie. Wygrana niejednogłośna, ale moim zdaniem jak najbardziej zasłużona.

Bartosz Barczyński (5-5, 3 KO) pokonał Damiana Smagieła (1-7) przez nokaut w drugiej rundzie.

Najbardziej efektowne zwycięstwo tego wieczoru. Klasyczne „dechy”.

Daniel Balcerzak (1-0) pokonał Mateusza Białeckiego (0-1) jednogłośną decyzją sędziów (38-37, 39-36, 40-35).

Punktacja najlepiej pokazuje, że to starcie można było oceniać, interpretować na różne sposoby. Dynamiczny bój, którego losy ustawiła sytuacja z 2. rundy - liczenie na Białeckim.

Adam Grabiec (9-33, 1 KO) pokonał Josefa Lacinę większościową decyzją sędziów (1-10, 1 KO) (38-38, 40-36, 40-36).

Grabiec to zawodnik z ujemnym rekordem, który pokazał tego wieczora, że rekordy nie boksują. Duża pewność siebie i przyjemny dla oka boks.

Mykola Paianok (2-1, 2 KO) pokonał Kamila Zemanka (2-7, 2 KO) przez nokaut w drugiej rundzie.

Pojedynek do jednej bramki. Tak jak już pisałem – Zemanek należy do tych zawodników, którzy choćby mieli być liczeni nawet 4 razy, to zawsze próbują wstać.

Dodam jeszcze, że na plus dla gali na pewno przemawia obecność wielu zasłużonych dla polskiego boksu osób. Dariusz Michalczewski, Paweł Skrzecz, Albert Sosnowski, Przemysław Saleta, Aleksy Kuziemski, Krzysztof Zimnoch – ci panowie, których udało mi się zauważyć, choć występujący na Chorten Boxing Show w różnych rolach (trenera, sędziego, komentatora) na pewno podnieśli prestiż wydarzenia i oby na białostockich galach pojawiali się jak najczęściej.

Świetną wiadomością było pojawienie się naszego mistrza olimpijskiego - Wojtka Nowickiego, który na co dzień trenuje rzut młotem o... rzut kamieniem od lodowiska BOSiR, a więc na pobliskim Stadionie Lekkoatletycznym. Bardzo ważne jest, aby lokalne środowisko sportowe wzajemnie się wspierało. Niezwykle istotne jest też wsparcie Kibiców - szkoda, że pod tym względem jest najgorzej. Aż chciałoby się renesansu złotych czasów naszej bokserskiej ligi...

I na koniec dodam jeszcze, że dobrze jest widzieć Roberta „Shy” Świerzbińskiego w roli trenera boksu. Tak, to o niego chodziło mi z tym podobieństwem do Mongoła :P Kto wie, może dzięki swojemu olimpijskiemu spokojowi być może uda mu się wychować przyszłego olimpijczyka na miarę popularnego „Snary”.

ŁYSY O Sporcie - wzywam do tablicy. Na pewno dodasz coś mądrego ;)

Photos from Podlaski Boks's post 10/09/2023

FOTO: Gala Chorten Boxing Show VII - cz. 3

Photos from Podlaski Boks's post 09/09/2023

FOTO: Gala Chorten Boxing Show VII - cz. 2

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Białystok?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Strona Internetowa

Adres


Białystok
15-337