17/11/2024
Klubowy wyjazd na Hańczę
Widoczność obecnie jest zapewne najlepszą aż do zejścia lodu na wiosnę, dlatego powstał pomysł na zanurkowanie w tej krystalicznie czystej wodzie. Dodatkowo został zaproszony Marchewa i Patryk z klubu WiR, zatem był pomysł na zanurkowanie na zachodnim brzegu.
Ekipa formowała się od trzech tygodni. Momentami baliśmy się, że pływadło nam zatonie od ilości chętnych. Życie jednak weryfikuje zapędy egipskich nurków.
Trzeba przyznać, że pogoda nie zachęcała, mżawka, wiatr i chłód na powierzchni skutecznie wyeliminował nurków w mokrych skafandrach, a tych, co mieli suchacze rozbolało ucho (nawet nie brali sprzętu z domów) 😉.
W sobotę uzbierała się czwórka zainteresowanych: gospodarz Marchewa, Jacek (bardziej znany jako Strazak ze Szczecina), Korneger i Oskar (w sumie to nie wiem znany jako kto) 🙂.
Wypływając w kierunku zachodnim zauważyliśmy, że jest już ktoś na ściance na przeciwległym brzegu, dlatego wybór miejsca padł na Króla Hańczy, „bo na ściance tamci pomącą tak, że nie będzie nic widać”. Jak się później okazało po zanurzeniu nie miało to większego znaczenia, bo koledzy pływali tak, zaglądając w dziury do raków, że po odpaleniu świetlnego ringu do zdjęć macro widać było zawiesinę. Najpierw popływałem z Jackiem i Mariuszem, potem na łódce na dole poczekałem na Marchewę, który widoczny był conajmniej z 15m oświetlając przed sobą drogę jak batyskaf. Chwilę byliśmy razem, ale się rozstaliśmy i każdy poszedł w swoją stronę. Podobno też nieźle mąciłem robiąc fotkę miętusa. Tak trochę wynurzałem się zygzakiem oglądając formacje, przełączyłem się na Nx50 (i nie powiem co się stało, nie powiem, choć część czytelników jest wielce zainteresowana, ale nie 😉 ).
Ostatecznie każdy trafił na łódź i wróciliśmy do samochodów.
Dawno już nie pływałem solo, dlatego na następny dzień zaplanowałem inne nurkowanie. Jeszcze ciężej było znaleźć zainteresowanych nurkowaniem. Uszy jeszcze bardziej bolały. Mżawka i wiatr nie ustały, ale znalazł sie Zbyszek, z którym dawno już nie miałem przyjemności nurkowania. Z nim zaplanowaliśmy najbardziej typową trasę. Trasę, która kiedyś wysłała mnie do komory dekompresyjnej - ale to na inną opowieść. A każdy z nurków hańczowych z uprawnieniami do 40 i więcej metrów taką trasę przynajmniej raz zrobiła. Najpierw zjazd na dłubanki, przez rozpadlinę, wyburzenie na kilkanaście metrów i przepłyniecie na ściankę, tam jakieś 25m i powrót do domu. Woda wspaniała. Nawet nie odczułem niskiej temperatury rzędu 6st.
Weekendowa akcja, dawno już klubowo nie byliśmy u Irenki, obudziły sie dawne wspomnienia wyjazdów z nurkowaniami podlodowymi czy ubieraniem pod wodą choinki połączonych z kuligiem, na które przyjeżdżało ponad 40 osób i wszyscy spaliśmy w starym domu Irenki (bo innych nie było 🙂 ).
To trzeba powtarzać, w jeszcze większym gronie. Kto wie, może w połowie stycznia….?
Ekipa: Marchewa, Jacek, Mariusz, Oskar, Zbyszek
Support (ale nie byli nad jeziorem, tylko poszli na wycieczkę :D): Marzena, Artur, Patryk, Sylwia, Adam, Marek, Kasia, Jessica, Paweł, Aneta
Pierwsze nurkowanie 44m, 40min
Drugie nurkowanie 40m, 40min
Powietrzne.