05/03/2026
Po wczorajszej porażce naszły mnie przemyślenia, którymi postanowiłem się z Wami podzielić. Zapraszam do lektury oraz zachęcam do dyskusji na temat przyszłości naszej drużyny. 😀
Romantyczne Deja Vu?
Zwycięzców się nie sądzi, więc czekałem z tym tekstem aż do pierwszej porażki, chociaż tliło się to w mojej głowie już podczas meczu z Fulham, czyli ponad miesiąc temu i 6 spotkań wcześniej.
Zacznijmy jednak od czego innego i napiszę to drukowanymi literami. JESTEM FANEM MICHAELA CARRICKA, MARZY MI SIĘ, ABY ZOSTAŁ DRUGIM FERGUSONEM I MOJE SERCE WIERZY W DNA MANCHESTERU UNITED.
Jednak w tym felietonie chce się kierować rozumem, a nie sercem. Dlatego postaram się emocje odsunąć na bok i ocenić wszystko obiektywnie. Zaczniemy oczywiście od debiutu w meczu derbowym. Tutaj nie ma o czym rozmawiać. Najlepszy mecz United w tym sezonie i pewnie najlepszy mecz United ostatnich 10 lat. Tamtego dnia, w tamtej dyspozycji pokonalibyśmy każdą drużynę w historii futbolu. Nie ważne czy by to była Barcelona w swoim prime z Messim, czy Real w swoim prime z Ronaldo, czy nawet gdybyśmy cofnęli się w czasie i grali z samymi sobą, czyli United, ale z 2008 roku. To było piękne 90 minut wypełnione wiarą, nadzieją i romantyzmem. Ale to było tylko 90 minut...
Później nadszedł drugi mecz z Arsenalem. Apetyty i nadzieje były ogromne. Jednak początek meczu był słaby, brakowało tej agresji, ryzyka i ciągu na bramkę. Obudziliśmy się dopiero gdy straciliśmy gola na 0-1 i od tego momentu wyglądało to znów dobrze. Nie było dominacji jak w derbach, ale był przyjemny dla oka mecz walki, który wyszarpaliśmy w końcówce pokazując swój charakter. Jednak czy to było coś, czego United przed przyjściem Carricka nie potrafiło? Moim zdaniem nie. Potrafiliśmy to i dla mnie był to bliźniaczy mecz, do tego gdy wygraliśmy z Liverpoolem na Anfield. Skupienie, walka, nieustępliwość, charakter, gra do końca i wyszarpanie wygranej w końcówce. To wszystko potrafiliśmy już wcześniej, a naszym problemem była po pierwsze powtarzalność (bo takie dobre mecze zdarzały się raz na pół roku), a po drugie gra przeciwko słabszym rywalom, gdy to my musieliśmy kreować grę, a nie konstruować fajne, szybkie ataki po przechwytach w środku pola.
Tak więc paradoksalnie prawdziwym sprawdzianem miały być dopiero kolejne mecze z teoretycznie słabszymi rywalami.
Pierwszym z nich było Fulham na Old Trafford. Pewne prowadzenie do 80 minuty 2-0, absolutna kontrola nad meczem. Pomyślałem wtedy - tak, to jest to. W końcu wrócimy tam gdzie nasze miejsce. Wielki Manchester United wrócił... I wtedy dostaliśmy 2 bramki na remis w 5 minut i uratował nas tylko cud w osobie Sesko. Jak się później okazało ten gol na 3-2 był tylko przypudrowaniem pryszcza, a ja po prostu po raz kolejny dałem się nabrać. I teraz do osób które mają problem z czytaniem ze zrozumieniem - proszę przeczytajcie jeszcze raz zdanie, które napisałem na samym początku drukowanymi literami. Jestem fanem Carricka, ale staram się być obiektywny.
Idziemy dalej. Mecz nr 4 przeciwko Tottenhamowi. Pewna wygrana z solidnym przeciwnikiem, po tym jak rywale otrzymali czerwoną kartkę na początku meczu. Czy coś to przypomina? Dla mnie kopiuj-wklej do wygranej z Chelsea na początku sezonu. Jaki wniosek? Podobnie jak w przypadku wygranej z Arsenalem nie było to coś niezwykłego, co udało się tylko dzięki magicznej różdżce czarodzieja Carricka. To było coś, co potrafiliśmy już wcześniej, a naszym problemem dalej była powtarzalność oraz gra z słabszymi rywalami, gdy to my musieliśmy kreować.
Mecze nr 5-8 (West Ham, Everton, Palace, Newcastle) zbiorę w jeden akapit gdyż wyglądały bardzo podobnie i to właśnie one były odpowiedzią na pytanie czy znaleźliśmy rozwiązanie problemu. Jak to wyglądało ? Brak pomysłu na kreowanie akcji, dużo szczęścia przy decyzjach sędziów (2x czerwona dla rywali i karny dla nas), gole strzelane na farcie do szatni, a i tak dwukrotnie straciliśmy punkty. W zasadzie te 4 spotkania nasza gra nie różniła się zbytnio od fatalnej pierwszej części sezonu, a jeśli rozłożymy to wszystko na czynniki pierwsze to może się okazać, że jest gorzej niż było.
Co mam na myśli? Spójrzmy na xG wykreowanych szans w tych ostatnich 4 meczach. Było to kolejno: 0.58, 1.27, 2.16 i 1.49.
Dla porównania dam 4 ostatnie mecze przed kontuzją Bruno i wyjazdem Amada i Mbeumo na Puchar Narodów Afryki, czyli spotkania kolejno z Palace, West Hamem, Wolves i Bornemouth: 1.19, 1.79, 4.24 i 3.40.
Poziom rywali zbliżony, 2 z 4 w zasadzie tych samych, a w statystyce PRZEPAŚĆ.
I uprzedzając kontrargument o tym, że poprawiła się gra w defensywie. Owszem, ale ja już chyba wolałem jak remisowaliśmy 4-4 po meczu, w którym oddaliśmy 25 strzałów i mieliśmy najzwyczajniej w świecie pecha, niż po meczu gdzie remis wynika z kompletnego braku pomysłu na grę.
Co będzie dalej ? Tego nie wie nikt. Jakie jest moje zdanie ? Nie mam go. Albo w zasadzie mam, ale dwa... Serce mówi mi tak, tak, tak - tylko i wyłącznie DNA Manchesteru. Ale rozum mówi, że może to być tylko romantyczne Deja Vu z kadencji Solskjaera...
A jakie jest Wasze zdanie? Zapraszam do ciekawej i merytorycznej dyskusji.
MAŁY