Szkoła Tańca Grażyna Potocka

Szkoła Tańca Grażyna Potocka

Udostępnij

Szkoła Tańca Grażyna Potocka Bydgoszcz kocham taniec i tak już zostanie 😀 oferta na mojej stronie www.potocka.bydgoszcz.com

30/08/2025
27/11/2024

Nie wyobrażają sobie życia bez walca, tanga czy i quickstepa. Są i w tym najlepsi, najlepsi na świecie.

Paulina Glazik, bydgoszczanka z Markiem Kosatym, byd­goszczaninem z wyboru, w pod-paryskim Disneylandzie wytań­czyli na początku grudnia tytuł mistrzów świata amatorów w tańcach standardowych federa­cji World Dance Council.

- To było nasze marzenie, do którego żmudnie podążaliśmy krok po kroku - podkreślali tuż po powrocie.

Wybrali rodzice

Taniec to nie był ich pomysł. Wyboru dokonali rodzice.

- Tata Roman, który przez na­stępne lata był moim menedże­rem, sponsorem, wiernym kibi­cem - zaprowadził mnie do szkoły tańca Grażyny Potockiej. To był prezent od „Mikołaja." Poszłam tam pod jednym wa­runkiem: będę tańczyć sama, bez partnera. Wytrwałam w tym postanowieniu przez dwa mie­siące - wspomina Paulina.

Marka do tańca przekonał... rower - Szybko okazało się, że nieźle sobie radzę na parkiecie. Kiedy z o głowę wyższą partner­ką, dobrze wypadłem w pierw­szym turnieju - nikt już nie mu­siał zmuszać mnie do pójścia na zajęcia.

Paulina z Markiem taneczną parę stworzyli w 2004 roku, kie­dy bydgoszczanka wraz z Litwi­nem Vaidotasem Lacitisem mia­ła już na swym koncie młodzie­żowe wicemistrzostwo świata wywalczone przed własną pub» licznością w hali „Łuczniczka."

- Spotkaliśmy się wcześniej, na mistrzostwach Polski mło­dzików, gdy jej partnerem był je­szcze Przemek Juszkiewicz. By­łem pod ogromnym wrażeniem jej tańca. Kiedy wróciłem do ro­dzinnego Kętrzyna zapowie­działem moim kolegom z klubu, że w przyszłości będę partne­rem Pauliny. Przyjęli tę deklara­cję z niedowierzaniem.

Spróbujemy razem?

Marek ma charakter wojow­nika, zwycięzcy, konsekwentnie dąży do celu. Z każdym rokiem podnosił swoje taneczne umie­jętności, korzystając z wiedzy i doświadczenia zagranicznych trenerów. I pewnego dnia za­dzwonił telefon. W słuchawce usłyszał delikatny glos Pauliny: może spróbujemy razem?

- Mieszkałam wówczas w Ko­wnie na Litwie, skąd pochodził Lacitis, mój dotychczasowy pa­rtner. On jednak nie wierzył, że ze mną może wdrapać się jesz­cze wyżej i postanowił odejść. Zostałam sama. Zrobiłam zatem rozeznanie w gronie trenerów i znawców w branży. Wszyscy byli jednomyślni: spróbuj z Ma­rkiem, to wielki „talenciak" - opowiada z uśmiechem Paulina.

- Nie mogłem uwierzyć, myślałem, że to „ściema", żart. Kiedy okazało się. że nie, to szybko spakowałem walizki i wyjechałem do Kowna. Paulina ze swoim byłym partnerem z Litwy spotkała się dwa lata później na prestiżo­wym turnieju w Blackpool.

- Zwyciężyliśmy! Vidotas był szósty. Miałam dużą satysfakcję. To wówczas chyba uwierzyli­śmy, że możemy sięgnąć po ty­tuł mistrzów świata, choć na­stępne lata na to nie wskazywa­ły. Nie mogliśmy w prestiżo­wych turniejach przebić się do czołowej dwunastki. Kończyli­śmy zazwyczaj na 13. miejscu. Jeden z trenerów wyliczył, że nie wystarczy nam lat, aby wdrapać się na szczyt.

Wystarczyło. W 2009 roku na mistrzostwach World Games w tajwańskim Kaohsiung, przy 15-tysięcznej widowni, Paulina z Markiem wytańczyli finał zaj­mując 5 miejsce. Powtórzyli ten wynik przed rokiem w czempionacie w Moskwie. W tym roku. w trzech prestiżowych turnie­jach w Anglii sędziowie lepiej oceniali jedynie parę duńską.

Technika, wizerunek, przy­chylność sędziów i…

- Aby myśleć o miejscu w światowej czołówce, nie wystarczą treningi w Polsce. Mekką ta­ńca jest Anglia. Tam spędzamy mnóstwo czasu, trenując od ra­na do wieczora pod okiem trzy­nastu wytrawnych szkoleniowców, byłych mistrzów. Odwiedzamy też siłownie, biegamy. W standardzie musimy wykazać się doskonałymi umiejętnościami w walcu wiedeńskim, walcu angielskim, tangu, fokstrocie oraz quickstepie - dlatego tylu trenerów. Główną pieczę spra­wuje jednak Włoch Augusto Schiavo. To on ma decydujący glos. Nie ma innej drogi do suk­cesu - zapewniają mistrzowie.

Z tańców latynoamerykań­skich, choć nieźle w nich radził sobie Marek, zrezygnowali. - Je­stem za szczupła, za delikatna. W „latino" trzeba mieć czym „zarzucić" - śmieje się Paulina.

Doskonała technika w tańcu, to główny atut mistrzowskiej pary, lecz nie jedyny. Przy bar­dzo wyrównanej stawce bardzo ważny jest też wizerunek, przy­chylność sędziów.

- Na fryzurę poświęcam około 1,5 godziny, na makijaż 40 minut. Często robię to sama, lecz na ważnych turniejach oddaję, się w ręce fachowców. Marek, też sporo czasu spędza w łazien­ce - zdradza Paulina.

Wspaniale kreacje zapewnia­ją renomowane firmy. Podobnie buty, fraki, koszule itp.

- To przywilej mistrzów. W ka­żdym turnieju mam do dyspo­zycji dwie sukienki. Markowi frak wystarczy na rok. Wcześniej nie było tak różowo. Mogłam, co najwyżej, liczyć na kilka sukie­nek w roku zakupionych przez rodziców. W miarę osiąganych sukcesów firmy działające w tej branży pokrywały 50 procent kosztów za udostępnienie.

..pieniądze

Do sukcesu nie wystarczy talent poparty ciężką pracą. Potrzebne są pieniądze. I to niemałe.

- Najtrudniejsze były początki. Cały ciężar finansowania si spoczywał na rodzicach, którzy opłacali wówczas wszystko: szkolenie, turnieje, przejazdy, zakwaterowanie, stroje, kosmetyki. Tata się śmieje, że zainwe­stował we mnie dwie wilie. Na szczęście, od kilku lat nie ma już takiej potrzeby. Utrzymuję się sama- mówi z dumą Paulina.

- Nie mamy jednak nic odłożonego na przyszłość - dodaje Marek. Pieniądze z nagród wynoszące od 1000 euro do 6000 dolarów czy też z prowadzonych warsztatów inwestujemy w siebie. Nie możemy pozwolić sobie na chwilę luzu, rozprężenia Na to tylko czekają nasi konkurenci, by nas zdetronizować. A my chcemy utrzymać się na szczycie, dlatego tez nie świętujemy, a wyjeżdżamy na kolejny turniej na Ukrainę. Do domu przyjechali na Wigilię.

Para na parkiecie

Marek, choć od kilku lat mieszka w Bydgoszczy, wybrał się do rodziców do Kętrzyna, Paulina do Osówca nieopodal Byd­goszczy.

Święta i sylwestra spędzamy osobno, każde w swoim gronie. Parą jesteśmy tylko na parkiecie. Łączy nas taniec, to nasza pasja. Poza nim nasze relacje określiła­by jak brat i siostra - podkreśla, z całą mocą Paulina. Sylwestrowa noc to bale, taniec. Mistrzowie raczej będą tego unikać.

- Wybierzemy spotkania w mniejszym gronie, bez tańców. Nowy Rok powitamy lampką '- szampana. Na więcej nie możemy sobie pozwolić. Bezapelacyjna wygrana w Pa­ryżu, gdzie sędziowie przyznali im pierwsze miejsca we wszyst­kich tańcach, sprawiła, że byd­goska para nie wyklucza przej­ścia na zawodowstwo.

Na „Taniec z gwiazdami" nie pora

- Różnica między amatorami a zawodowcami zatarła się, po­za wiekiem. Tam rywalizują nie­co starsze, bardziej doświadczo­ne pary. Nic stanie się to jednak wcześniej aniżeli w 2014 roku - zapewniają. W zbliżającym chcemy pokazać, że na ten tytuł w pełni zasłużyliśmy, a stanie się to wówczas, gdy wygramy trzy turnieje na angielskich parkie­tach, w których w minionym se­zonie zajmowaliśmy 2 pozycje. Chcemy przy tym promować Bydgoszcz. W zgłoszeniu poda­jemy właśnie to miasto, z nim się utożsamiamy.

Czy mistrzowie wystąpią kie­dyś w telewizyjnym show „Tań­cu z gwiazdami" bądź w podob­nym programie?

- Mieliśmy dwukrotnie takie propozycje. Odmówiliśmy. Z prostej przyczyny: braku czasu. Być może skorzystamy z takiej oferty, gdy przejdziemy na „ta­neczną emeryturę", kiedy zaj­miemy się szkoleniem swoich następców - tłumaczą.

- Każde z nas myśli też o zało­żeniu rodziny. Chciałabym zo­stać mamą. Nie wykluczam ma­cierzyńskiej przerwy - progno­zuje Paulina.

- Jeżeli tak się stanie, na pew­no cierpliwie na nią poczekam, jest najlepszą partnerką na świecie, kończy Marek.

Gazeta Pomorska, Piątek 28 grudnia 2012r.

27/11/2024

Talentów nam nie brak, ale wytrwałości
- Nawet ktoś mający mniej talentu i predyspozycji, jeśli bardzo chce, to się nauczy - mówi Grażyna Potocka

Z GRAŻYNĄ POTOCKA, właścicielką szkoły tańca, rozmawia Grzegorz Młokosiewicz.

Prowadzi Pani jedną z najstarszych szkół tańca w Bydgoszczy... Kto dziś trafia na lekcje. Młodzi, starzy, uczniowie, biznesmeni?

Kiedyś w jednej z moich reklam podałam, że uczę wszystkich chętnych od lat 4 do 64 i to cały czas jest aktualne. Przychodzą maluchy, ale i dorośli. Nie ma reguły, jeśli chodzi o wiek.

Maluchy są raczej przyprowadzane, bo rodzice pragną...

Niekoniecznie. Był taki czas, że to głównie rodzice o wszystkim decydowali. Teraz już tak nie jest. Dzieci dziś mówią, co chcą. Jeżeli dziecko nie będzie chciało, to rodzic go nie przyprowadzi do mnie. Sądzę, że zmieniło się pod tym względem na plus.

Czy dzieciom starczy wytrwałości? W końcu nauka tańca nie jest prosta i nie wystarczy parę lekcji.

Wszystkim powtarzam, że taniec jest prosty wówczas, kiedy się go umie. Aby się nauczyć, trzeba trochę potrenować. Jeżeli chodzi o wytrwałość dzieci, to myślę, że bardziej brakuje jej rodzicom. Natomiast dzieci są super, te, które przychodzą, naprawdę chcą się uczyć.

Jakie tańce są dziś najmodniejsze?

Ostatnio największą popularnością cieszą się tańce latynoskie, czyli samba, cha-cha, rumba, salsa, mambo, bachata.

Taniec jest formą komunikacji międzyludzkiej. Bardzo intymną. Wielu ludziom dorosłym brakuje odwagi i w efekcie podpierają ściany na balach, a niektórzy trafiają do Pani szkoły.

Rzeczywiście, czasem tak bywa, że ktoś po imprezie czy weselu zobaczył, jak sobie nie radzi i stało się to powodem, żeby się do mnie wybrać, ale nie tylko. Czasami ludzie po latach dostrzegają dopiero, jaka to jest fajna forma ruchu i trafiają po to, aby też umieć się poruszać.

Czy przed sylwestrem ludzie się chętniej garną do szkoły tańca, a w innych okresach roku mniej?

W zależności od sylwestra. Jeśli jest to z większą pompą obchodzony sylwester, bo jest okrągła data, to tak. Poza tym nie ma to większego znaczenia. Na pewno natomiast przychodzą młodzi, przygotowujący się do ślubu i wesela.

Za pięć dwunasta sobie przypominają, że trzeba zgrabnie i solo zainicjować weselne tańce na oczach zaproszonych gości?

Zdarza się tak i wtedy staram się robić, co mogę. Niestety, większość z nas myśli, że taniec jest bardzo prosty i w parę godzin można się go nauczyć. Nic bardziej mylnego!

Ma Pani doświadczenie międzynarodowe, jak Pani ocenia, czy jesteśmy narodem lepiej tańcującym od naszych europejskich sąsiadów, czy nie?

Jesteśmy zdolnym narodem, choć przyznam, że te talenty są w niewielkim stopniu wykorzystywane, ponieważ mało kto ma duszę sportowca. Aby być dobrym tancerzem turniejowym, to trzeba ją mieć. Talentów nam nie brak, ale brakuje wytrwałości, samozaparcia, systematyczności.

Nie jest tak, jak to powiedział lata temu Marian Wieczysty, że tańczyć może każdy?

Każdy może, kto tylko chce. Nawet ktoś mający mniej talentu i predyspozycji, jeśli bardzo chce, to się nauczy. Nie będzie tańczył z finezją, ale będzie tańczył. Mam wiele na to dowodów.

Tak pięknie i wdzięcznie przed laty prezentowała się jedna z najmłodszych par zdobywających taneczne szlify w szkole Grażyny Potockiej.

26/11/2024

Grażyna Potocka
52 lata, nauczycielka tańca i właścicielka szkoły tańca
Obcować z ludźmi, którzy czują jak ja.

29 kwietnia, zanim jeszcze ustanowiono ten dzień świętem tańca, wyszłam za mąż i to za tancerza! Można więc powiedzieć, że zostałam poślubiona tańcu. A byłam w nim zakochana od zawsze! Ciągle towarzyszyła mi potrzeba ruchu. Taniec towarzyszył mi, cokolwiek robiłam, a miałam zwyczaj robić 10 rzeczy naraz.
W międzyczasie zdążyłam zajmować się akrobatyką sportową i nawet chciałam zostać trenerem. Niestety, z powodu kontuzji lekarz w przychodni sportowej odradził mi dalsze treningi.
Na szczęście w tańcu mi to nie przeszkadzało.

Po ukończonym elektroniku pracowałam też przez 5 lat w zawodzie, jednocześnie prowadząc swój klub tańca. Po jakimś czasie taka praca na dwa etaty zmusiła mnie do podjęcia decyzji.
Wygrał taniec. Dzisiaj uczę innych. I to ponad 30 lat.
I nie zamierzam na tym poprzestać!

Sama nie wiem, czy jestem bardziej tancerką, czy nauczycielką... Chyba pół na pół. Sam taniec, jak i możliwość uczenia innych sprawia mi jednakową radość. Szybko odkryłam w sobie dar przekazywania innym wiedzy.

Czym dla mnie jest taniec? Nieraz był jedyną ucieczką i wybawieniem od codziennej, szarej i jakże często bardzo trudnej rzeczywistości. Po latach spędzonych na parkiecie to wciąż dla mnie jest relaks, odreagowanie i oderwanie się od codzienności, entuzjazm, przyjemność, a przy okazji zgrabna sylwetka, dobra kondycja. Taniec to styl życia, to możliwość obcowania z fantastycznymi ludźmi, którzy podobnie myślą i czują.
I nie jest tu ważny ich wiek. Najważniejsza jest pasja!

MARTA KRYGIER
29 kwietnia 2009 Gazeta Wyborcza

26/11/2024

Relaks na parkiecie
Taniec może być sposobem na miłe spędzenie czasu. A także na zachowanie młodości na długie lata

Programy telewizyjne niezwykle w ostatnich latach spopularyzowały taniec. Powstają szkoły tańca, w których można uczyć się kroków do angielskiego walca lub skakać w rytm hip-hop. Ciało poddaje się muzyce i kołysze się w jej rytmie. Nie ma znaczenia, czy tańczy się w parach, stojąc blisko siebie na parkiecie, czy porusza się w rytmie disco. Rytm wyznacza sposób stawiania nóg, poruszania się bioder. Czasami towarzyszy mu zmysłowy, lekki dotyk, czasami partnerzy stoją daleko od siebie.

Taniec towarzyszy ludziom od wieków. Jest jedną z najstarszych sztuk pięknych. Był obecny we wszystkich epokach i kulturach. Od tysięcy lat ludzie przekazywali swe opowieści w formie tańca. Wojownicy tańczyli, żeby wzbudzić w sobie odwagę przed walką. Najprostszy podział, jakiego można dokonać, to wyodrębnienie trzech odmiennych sfer działalności ludzkiej, w których się rozwinął: religia, rozrywka i sztuka. Może być także formą terapii (chore-oterapia), a dla niektórych ludzi jest po prostu pracą. Elementy tańca występują też w niektórych dyscyplinach sportu: łyżwiarstwie figurowym czy gimnastyce artystycznej.

- Dla mnie taniec to życie - mówi bydgoszczanka Ewa Biernacka, która często chodzi potańczyć. - Zamykam oczy i już jestem w innym świecie. Odnoszę czasami wrażenie, że muzyka mnie prowadzi. Nie wiem, gdzie mnie zaprowadzi, ale podążam za jej rytmem. A poza tym, jest doskonałą formą gimnastyki. Wyszczupla talię, uda i pośladki. Wzmacnia stawy i rozciąga prawie wszystkie mięśnie. Po godzinie spędzonej na parkiecie czuję, jakbym ćwiczyła w siłowni. To miłe uczucie - dodaje.

- Dla mnie taniec to pasja i miłość - wtóruje właścicielka Szkoły Tańca Grażyna Potocka i zarazem nauczyciel. -Do dzisiaj robię bez problemu szpagat, chociaż jestem już babcią. Myślę, że taniec zatrzymał mi młodość. Nie mam żadnej kontuzji, nie potrzebuję innych atrakcji. Wystarczy, że codziennie jestem na parkiecie - przyznaje.

Najlepiej rozpocząć naukę tańca w jak najmłodszym wieku. Już zajęcia z rytmiki w przedszkolu pozwalają na coraz lepsze poczucie rytmu muzycznego. Rytm wywoływany muzyką inspiruje bowiem ćwiczących do samodzielnego rozwiązywania zadań ruchowych, a jednocześnie pozwala nauczycielowi na równoczesne demonstrowanie i objaśnianie ćwiczeń. Do początku XX w. ćwiczenia gimnastyczne wykonywano bez muzyki. Dziś wiadomo, że ćwiczenia gimnastyczno-taneczne wykonywane z muzyką mają ogromne znaczenie: muzyka m.in. ułatwia zapamiętywanie treści ćwiczeń i dyktuje tempo poruszania się. Pobudza także emocjonalnie, stwarza nastrój, pod wpływem którego zmniejsza się znużenie, a wzrasta chęć do ćwiczeń, wywołuje dobre samopoczucie i radość. Wedle powiedzenia „muzyka łagodzi obyczaje", zajęcia z wykorzystaniem muzyki zmniejszają napięcie, stres i poziom agresji wśród dzieci i młodzieży.

Nie sposób przy tym pominąć aerobiku. Powstał dzięki badaniom lekarza astronauty Kennetha Coopera jako ruchowo-wytrzymałościowy trening, przeznaczony dla osób z chorobami układu krążenia W aerobiku rozróżniamy zajęcia ukierunkowane na rozwój wydolności fizjologicznej ustroju (zajęcia aerobowe - step, aerobik i jego odmiany, aqua aerobik) oraz zajęcia ukierunkowane na kształtowanie siły i wytrzymałości mięśni (TBC, ABT, aqua toning). Tysiące kobiet uczestniczy w zajęciach z aerobiku - po to, by mieć świetną sylwetkę, pozbyć się tłuszczu, czy po prostu by się więcej poruszać i porządnie zmęczyć. ©

DOROTA KOWALEWSKA

Nauka podstawowych kroków tanga, rumby, czy rock'n' rolla - tak jak w szkole tańca Grażyny Potockiej - to sama przyjemność
7 lutego 2009 Gazeta Wyborcza

26/11/2024

Cała sala tańczyła z nimi

Tancerze z całego kraju zjechali wczoraj do Bydgoszczy na Ogólnopolski Turniej Tańca Towarzyskiego. Przyjechało w sumie około 100 par z ponad 40 klubów, m.in. ze Szczecina, Krakowa i Częstochowy. Imprezę taneczną przygotowała Grażyna Potocka, nauczycielka tańca z Bydgoszczy i właścicielka szkoły tańca przy ul. Gdańskiej 84, w której odbył się turniej.

FOT. TOMEK CZACHOROWSKI, (PIO)
23 czerwca 2008 Gazeta Pomorska

25/11/2024

Nikomu nie odmówię jedzenia i dobrego słowa

KWESTIONARIUSZ BIZNESMENA
Grażyna Potocka
właścicielka „Szkoły Tańca Grażyna Potocka"

•• Pierwsze pieniądze zarobiłam... jako elektronik, w wyuczonym zawodzie, ale bardziej zapamiętałam swój pierwszy kurs tańca. Prowadziłam go popołudniami, mając 21 lat. Pracowałam z niepełnosprawną, niezwykle radosną i zdeterminowaną młodzieżą. Włożyłam w tę pracę wiele siły, a otrzymałam dużo satysfakcji. Ale na co wydałam zarobione wtedy pieniądze, zupełnie nie pamiętam.

•• U podwładnych najbardziej cenię sobie... bycie w porządku. A co się pod tym kryje? Zaufanie, solidność, świetny kontakt z ludźmi i pasja do pracy. Długo mogłabym wymieniać, a to się po prostu czuje.

•• Mam słabość do... tańca? Nie! Do tańca mam miłość. A słabość? Ludzie uważają mnie za twardzielkę i chyba rzeczywiście coś w tym jest. Pewnie mam jakąś słabość, ale może jeszcze o niej nie wiem.

•• Kiedy mam stres, to... mam w sobie sporo siły, by wyciszyć się i nie okazać zdenerwowania. Ważne, by nie wyżywać się na przypadkowych ludziach, których problem tak naprawdę nie dotyczy. A gdy już się zdenerwuję, to przydaje mi się rozmowa z przyjaciółką albo zwyczajna chwila dla siebie.

•• Kibicuję... wszystkim, którzy są dobrzy w tym, co robią. Podziwiam jednak nie tylko tancerzy! Cenię wszystkich sportowców - ale tych drugich raczej obserwuję na ekranie telewizora.

•• Lubię wydawać pieniądze... z umiarem. Jako zodiakalny Lew ani nie jestem skąpa, ani rozrzutna. Pieniądze wydaję najchętniej na samą siebie - przede wszystkim na ciągłą naukę. W tym zawodzie wrażenie, jakie robi człowiek na swoich klientach i współpracownikach, także odgrywa bardzo dużą rolę. Taniec jest piękny. I tancerze powinni równie pięknie wyglądać.

•• Zawsze znajduję czas... na to, żeby kogoś wesprzeć. Chodzi o prostą rzecz - choćby rozmowę z kimś, kto siedzi smutny gdzieś „na stronie".

•• Najbardziej boję się...0statnio często zadawałam sobie takie pytanie i... hmmm... chyba tak naprawdę nie boję się niczego. Na pewno nie chowam się pod stół, a jeśli już przychodzą jakieś przeciwności, to biorę wszystko „na klatę"!

•• Daję jałmużnę... Nie odmówię nikomu pomocy, jednak dawanie pieniędzy to zbyt proste rozwiązanie. Sama wszystko osiągnęłam ciężką pracą. Wiem, że lepiej jest pomóc cenną wskazówką, poradą. Nigdy jednak nie odmówię jedzenia czy dobrego słowa.

•• Na zawsze zapamiętam... Jest wiele osób, które zapadły mi w pamięć, zapamiętam też wiele miejsc, które widziałam. Najbardziej liczą się dla mnie chwile, kiedy spotyka mnie ludzka wdzięczność - one są najpiękniejsze.

•• Marzę... Jestem osobą, która realizuje swoje marzenia. Chciałam stworzyć własną szkołę tańca i dopięłam swego! Doczekałam się też wspaniałej córki i cudownej wnusi. Ale ile warte byłoby życie, gdyby po jednych marzeniach nie przychodziły następne?!
Teraz marzę o... hmmm... niech to będzie moja tajemnica.
• NOT. MIŁ

24/11/2024

Nogi, nogi, nogi roztańczone

Choć trudno w to uwierzyć, Grażyna Potocka na parkiecie spędziła równe 30 lat. Nie da się zliczyć, ilu wychowanków bydgoskiej artystki tanecznym krokiem weszło w życie.
Wczoraj w siedzibie szkoły tańca Grażyny Potockiej bawili się uczniowie, absolwenci, przyjaciele nauczycielki.
- To wspaniałe, że spotkał się przy tej okazji nasz taneczny światek- cieszy się jubilatka. Wiem, że wielu moich uczniów łączy piękna przyjaźń. Moje święto to także okazja do odnowienia starych znajomości, na przynajmniej następne trzydzieści lat.
Najmłodsi i nieco starsi bawili się na dyskotece, którą rozkręcał DJ Naruto, dorosłych „rozrywał" zawodowy wodzirej, Krzysztof Filasiński.

17 listopada Express Bydgoski

23/11/2024

Tańczyć każdy może

Panowie z brzuszkiem dają radę
Kolejny krzyżyk za pasem, strzyka im w stawach, ale nie żałują sił na tańczenie figlarnego charlestona
Nie jesteśmy sztywniakami, mówi się przecież o słowiańskim temperamencie. Ani zbędne kilogramy, ani pierwotny wstyd nie wypchnie Polaków z parkietu.

W rytmie latino ruszają się biodra seniorów, narzeczonych, samotnych, a nawet księży. Stan cywilny ani życiowe powołanie nie są przeszkodą do rozwijania swojej aktywności. - Razem ze mną na kursie jest ksiądz Grzegorz, wikary z mojej parafii – mówi pani Marta. - Razem zaczynaliśmy od totalnego zera. Ksiądz wikariusz przyszedł sam, ale dobrał się w parę z jedną z parafianek, która też zdecydowała się na udział w zajęciach. Pamiętam, że instruktorka, która nie wiedziała, że ma do czynienia z kapłanem, podeszła do kursanta, złapała go za biodra, zaczęła tańczyć i powiedziała: musimy bardziej ruszać biodrami, o tak! Trochę się speszyła, gdy ktoś szepnął jej: to ksiądz.

Czy Polacy to sztywniacy? - Nie jesteśmy sztywniakami - zapewnia Grażyna Potocka, bydgoska tancerka. - Mówi się przecież „słowiański temperament". Niemcy są mniej rozrywkowi, Brytyjczycy to przecież „angielska flegma". Nam wystarczy impuls i zatańczymy. Niektórzy potrzebują przysłowiowej lampki szampana.
Uczę wiele lat i widzę jak z zakompleksionego mężczyzny, którego na kurs przyciągnęła zdesperowana żona, wychodzi demon tańca. W kinach wyświetlano kiedyś film „Zatańcz ze mną”. Na kurs tańca przyszło trzech panów. Jeden stary, drugi przystojny i trzeci mały, krępy, z brzuszkiem. I okazało się, że ten przysadzisty miał najwięcej wigoru. - Dopiero za pół roku można będzie o mnie mówić - małżonka, ale przezornie już dziś ćwiczę z narzeczonym. Kilka dni temu mieliśmy wstęp do tanga. Boże, co to za trudny taniec - wzdycha pani Marta. - Kolana trzeba mieć lekko ugięte, ale jednocześnie trzeba czasem machnąć nogą, tylko jak?

Jedną z najdłużej działających w branży tanecznej osób jest Grażyna Potocka. Artystka w tym roku obchodzi 30-lecie pracy. Trudno zliczyć, ile spod jej ręki wyszło uzdolnionych wychowanków. - Zaczynałam od Domu Kultury Rometu, który mieścił się w budynku Bydgoskiego Towarzystwa Wioślarskiego, nad Brdą. Na sali miałam nawet po 100 osób, od lekarzy, prawników, po pracowników fizycznych, dla których taniec był sposobem na relaks, odprężenie. Mówiono, że tylko ja jestem w stanie ogarnąć taki żywioł. W Domu Kultury Romet spędziłam 10 lat, potem przyszedł czas na szkołę prywatną, w której pracuję do dziś
Dorota Gołębiowska z Grażyną Potocka zapoznała się już w latach 80. - Byłam wtedy w liceum. I od liceum nie przestaję tańczyć. Uczestniczyłam w 300 turniejach sportowych, a sędziowałam już na ponad 400. Oprócz tego prowadzę z kolegą Studio Tańca i Ruchu „Gest”. Nasza najmłodsza tancerka ma 5 lat, a najstarsza ponad 50. Z kolegami i koleżankami z klubu „Napoleon”, bo tak nazywała się grupa w szkole pani Potockiej, spotykamy się systematycznie i oczywiście wtedy tańczymy.

A tak uczy się tańczyć młodzież na warszatach u Grażyny Potockiej

Katarzyna Kaczor

[email protected]
3 listopada 2007

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Bydgoszcz?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Telefon

Adres


Bydgoszcz
85-005