edukosmetologia.pl

edukosmetologia.pl

Udostępnij

szkolenia dla kosmetologów i studentów kosmetologii

Photos from Cafe Nauka's post 06/06/2025

Coś absolutnie fascynującego! 👏👏👏

Photos from amiamo.pl - diagnoza i terapia skóry's post 04/02/2025
29/08/2024

Czym jest indeks UV? 🤔

To wartość liczbowa określająca natężenie promieniowania słonecznego w danym dniu. W okresie letnim często usłyszycie o nim na przykład w trakcie prognoz pogody. Jest to ważna wskazówka, pozwalająca na podjęcie odpowiednich środków ostrożności, aby skutecznie chronić skórę przed promieniowaniem słonecznym.

Skala indeksu UV:
🟩 🟩 1-2: Niski – nie jest niebezpieczny, zaleca się podstawową ochronę przeciwsłoneczną skóry.
🟨🟧 3-7: Umiarkowany do wysokiego –zaleca się przebywanie w cieniu, używanie kremu z filtrem oraz noszenie ubrań zakrywających ręce i nogi.
🟥🟪 8+: Bardzo wysoki do ekstremalnego – wskazane jest ograniczone przebywanie na słońcu, wielokrotne aplikowanie kremu SPF oraz zakrywanie ciała i twarzy.

Co ciekawe, indeks UV w łatwy sposób możemy sprawdzić samodzielnie. Wystarczy, że przyjrzymy się swojemu cieniowi. Jeśli jest on:

👉 wyższy od Ciebie (wczesnym porankiem oraz późnym popołudniem), to prawdopodobnie indeks UV jest niski;
👉 krótszy od Ciebie (około południa), to indeks UV jest wysoki.

18/05/2024

Polecam lekturę👇

https://www.facebook.com/patolodzynaklatce/posts/pfbid0wZHWHCLKeJK8v4uEZnrd26rk3Bmyk5GvEXrJPvBHuhQdCGoEdo7mfTF7xPyD7sdsl

Siedmiocentymetrowe znamię melanocytarne zlokalizowane po prawej stronie w dolnej części pleców sześćdziesięciodziewięcioletniej kobiety było znamieniem obecnym od urodzenia. Nigdy dotąd nic się z nim nie działo, coś jednak zmieniło się mniej więcej miesiąc przed wizytą. Zmiana zaczęła swędzieć, a przy jednym z jej brzegów pojawił się nieco ciemniejszy, grudkowy obszar. Drobiazg niby, na pewno jednak pamiętacie, że zawsze powtarzam, że jakiekolwiek zmiany - swędzenie, podkrwawianie, zmiany barwy czy faktury - w obrębie wcześniejszych zmian barwnikowych to powód do niepokoju. Na szczęście uznała tak też ta konkretna pacjentka.

Dlaczego na szczęście? Ano dlatego, że w obrębie zmienionego obszaru rozwijał się czerniak. Dość wczesny jeszcze, naciekający, owszem, ale płytko. Całą zmianę, wraz z otaczającym łagodnym znamieniem i marginesem skóry zdrowej usunięto, przy okazji pobierając też do badania okoliczny węzeł chłonny (znów na szczęście - nie znaleziono w nim śladu przerzutów). Chora pozostaje pod opieką placówki dermatologicznej, dotychczasowe badania kontrolne cech nawrotów nie wykazały.

Większość czerniaków to zmiany rozwijające się nie na podłożu starych znamion, a powstające de novo, jednak od czasu do czasu zdarzają się także takie, jak tutaj, sytuacje, stąd warto zwracać uwagę nie tylko na nowo tworzące się zmiany, ale też na jakiekolwiek nowe objawy i przemiany zachodzące w zmianach, które towarzyszą wam od dawna. Pamiętajcie - wcześnie wykryty i usunięty czerniak rokuje całkiem dobrze.

źródło: https://www.cmaj.ca/content/196/18/E625

20/03/2024

Wynalazek👇

"Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej wydał dokument patentowy dla wynalazku pt. Nakładka ekranująca do dermoskopów wyposażonych w magnesy do zastosowania u pacjentów posiadających kardiologiczne elektroniczne urządzenia wszczepialne. Rozwiązanie powstało jako efekt pracy zespołu naukowców z Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca oraz Katedry i Kliniki Dermatologii, Wenerologii i Alergologii GUMed, a także z Instytutu Nanotechnologii i Inżynierii Materiałowej Wydziału Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej PG.

Twórcami wynalazku są: dr Grzegorz Sławiński i prof. Ewa Lewicka z Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca, dr hab. Martyna Sławińska, prof. uczelni, dr hab. Michał Sobjanek i kierownik jednostki prof. Roman Nowicki z Katedry i Kliniki Dermatologii, Wenerologii i Alergologii GUMed, a także prof. Grzegorz Raczak i dr Zbigniew Usarek.

Dermoskop (dermatoskop) to urządzenie diagnostyczne zaprojektowane, aby zapewnić precyzyjne badanie zmian skórnych występujących na skórze pacjenta. Nowoczesne urządzenia tego rodzaju charakteryzują się ergonomiczną konstrukcją oraz mobilnym rozmiarem, który zapewnia przeprowadzenie badania w różnych warunkach niezależnie od umiejscowienia zmiany skórnej. Dodatkowo mogą być połączone ze smartfonem, co umożliwia udokumentowanie badanej zmiany poprzez wykonanie precyzyjnych zdjęć.

Dermoskop, poza tradycyjnym zastosowaniem w diagnostyce nowotworów skóry, jest obecnie szeroko wykorzystywany także jako narzędzie pomocnicze w dermatologii ogólnej. W związku z tym coraz częstsze są przypadki prowadzenia badania z jego zastosowaniem u pacjentów posiadających kardiologiczne elektroniczne urządzenia wszczepialne (CIED). Niektóre dostępne na rynku urządzenia tego rodzaju posiadają wbudowane magnesy, których zadaniem jest precyzyjny i szybki montaż płytki czołowej dermoskopu. Wytwarzane przez magnesy pole magnetyczne może prowadzić do zakłócenia pracy CIED podczas przeprowadzania badania demoskopowego u wspomnianej grupy pacjentów.

Przedmiotem wynalazku jest nakładka na dermoskop, która umożliwia ekranowanie pola magnetycznego, zapewniając zmniejszenie indukcji magnetycznej dermoskopu do poziomu dopuszczalnego przez producentów CIED i możliwość bezpiecznego badania zmian skórnych urządzeniem z wbudowanym magnesem, umiejscowionych w okolicy loży CIED.

Twórcy wynalazku przeprowadzili badania, podczas których w przypadku urządzenia bez nakładki stwierdzono występowanie pola magnetycznego o indukcji lokalnie przekraczającej 1 mT. Po nałożeniu nakładki ekranującej 1 maksymalna wartość rejestrowanej indukcji nie przekracza zaś 0,48 mT. Wykazano zatem, że rozwiązanie według wynalazku redukuje pole magnetyczne o ponad 50%. Uzyskany rezultat pozwala stwierdzić, że nakładka ekranująca według wynalazku umożliwia dermoskopom wyposażonym w magnesy spełnienie wymagań producentów CIED w zakresie bezpieczeństwa stosowania urządzeń emitujących pole magnetyczne dla grupy pacjentów posiadających kardiologiczne urządzenia wszczepialne."

Źródło: gumed.edu.pl

01/01/2024
01/10/2023

Czekałam kilka tygodni, żeby napisać ten tekst właśnie dzisiaj. Pierwszy października – idealna data. Idealna dlatego, że kojarzy się z nauką. Nauką rozumianą, jako edukacja oraz nauką rozumianą, jako efekt pracy naukowca i proces pozyskiwania wiedzy metodami uznanymi za naukowe. Kiedy zatem najlepiej napisać tekst o pseudonauce, jak nie dzisiaj?

Polecę trochę starym człowiekiem, bo trudno zaprzeczać faktom.

Powiem Wam, że kiedyś to z nauką było banalnie. Tak ze dwadzieścia lat temu, jak się człowiek chciał czegoś dowiedzieć, albo pyknąć sobie na przykład magisterkę, no to wystarczyło pójść do biblioteki, spędzić tam na twardym krzesełku ze trzy miesiące, poczytać, ponotować i gotowe.

Dzisiaj jest masakra. Co prawda, w poszukiwaniu wiedzy, można to czytanie i notowanie robić w piżamie, na kanapie, jednocześnie podjadając pyszności, bo większość tych źródeł wiedzy jest dostępne online, no ale doszedł inny poważny problem.

No bo wiecie, kiedyś w tej bibliotece były tylko te książki, które ktoś wcześniej sprawdził i zweryfikował. To znaczy sprawdził w takim sensie, czy na przykład autora nie poniosła fantazja i nie opublikował jakichś bzdur, no albo przede wszystkim, czy ten autor w ogóle ma jakieś kwalifikacje, żeby to napisać. Idąc wtedy do biblioteki człowiek był spokojny, że jeśli postanowi się czegoś nauczyć, to źródła, z których będzie się uczył są legitne, bo ktoś już je dla nas wybrał.

Dzisiaj musimy sprawdzić sami i sami wybierać. No i zaczyna się problem, bo okazuje się, że nie potrafimy wybrać. Nie potrafimy oddzielić wiedzowego ziarna od plew.

Jak myślicie, w jakiej bibliotece czytały książki dziewczyny od tych komentarzy z obrazka? W obu przypadkach były to diagnozy problemu skóry, to że dokonane na podstawie zdjęcia, to chyba nie muszę dodawać. No albo, na jakim uniwersytecie pobierała nauki koleżanka po fachu doradzająca biorezonans i odrobaczanie na atopowe zapalenie skóry? A może wiecie, jakie badania naukowe potwierdziły diagnozowanie przyczyn trądziku z relacji rodzinnych naszych przodków? No albo, na której uczelni można poznać metody pielęgnacji skóry kamieniami i magią?

Podobnych pytań mam wiele – wszystkie są retoryczne. Nie czekam na odpowiedzi, bo je znam. Są następstwem społecznej fascynacji tak zwaną medycyną alternatywną. Teraz czas na kosmetologię alternatywną, która na dobre zagościła się już na forach internetowych i w gabinetach, a promują ją także ludzie z tytułami naukowymi. Fajne czasy nastały – śmieszne takie.

Piszę ten tekst raczej bez przekonania, bo przecież niczego nie zmieni. Ale dla porządku i żeby mieć czyste sumienie, napiszę kilka zdań o tym, jak poznać pseudonaukowe bzdury.

W nierzetelnych tekstach (pisanych i mówionych) powtarzają się pewne schematy narracji lub słowa klucze, dzięki którym można zdemaskować pseudonaukę. Oto moja autorska lista tych, które najbardziej wryły się w moją pamięć.

👎SCHEMAT „NA GENIUSZA”
Wszyscy wokół to głupki i krętacze, tylko Jurek (tu należy wstawić imię własnego guru) wie jaka jest prawda i zaraz ją Wam zdradzi. Bądźcie mu wdzięczni i kupcie od niego suplementy, albo mleko od krowy w kapsułkach, no albo chociaż żywą wodę.

👎SCHEMAT „NA EGO”
Jestem doktorem, nieważne, że do spraw świeżego powietrza, albo lokalnego ochłodzenia, ale Wam zaraz wytłumaczę jak to działa, pacany! Jestem profesorem, nieważne, że moja uczelnia nie chce mieć ze mną nic wspólnego, ale odkryłem zioło, ups, zioła, które leczą… wszystko. Poza tym mam medal rycerza białego i orła czarnego. Gdzie? No w domu, oczywiście - stoi obok słonia w karafce.

👎SCHEMAT „NA AUTOPSJĘ”
Miałem tak samo. Zresztą szwagier też tak miał. No i w ogóle znam wiele osób, które miały to samo. Cud po prostu. To działa, naprawdę. Poza tym znam wiele osób, u których to działa, więc u Ciebie też zadziała.

👎SCHEMAT „NA MONOTEMATYCZNOŚĆ”
Słuchaj, to na pewno jest od jelit. Trądzik zawsze jest od jelit. A to znamię? To też jest od jelit, mówię Ci. A głupota? Głupota też jest od jelit. Stary, tak naprawdę, wszystko jest od jelit.

👎SCHEMAT „NA ŻONGLERKĘ DOWODAMI”
To jest po prostu szkodliwe i toksyczne. Proszę bardzo, oto trzy dowody naukowe. Pierwszy dowód – o tu macie artykuł naukowy ze stycznia 1967, drugi dowód – badanie przeprowadzone na trzech myszach, a trzeci dowód – publikacja naukowa… po arabsku. Wszystkie muszą być bardzo długie, żeby nikomu nie przyszło do głowy je przeczytać. Pozostałe 380 badań na ten temat, które nie potwierdzają promowanej tezy pozostają oczywiście w ukryciu.

👎SCHEMAT „NA WYBRAŃCÓW”
Skóra młodsza o 10 lat w tydzień? To da się zrobić! Tylko wiesz trzeba być świadomym, kochać siebie i wierzyć w to. Nie udało Ci się? No widocznie nie jesteś jeszcze gotowy. Nie każdy jest gotowy, żeby to zrozumieć. Zrobić Ci niedrogo sesję energetyczną? Po takich sesjach na pewno nabierzesz gotowości.

👎SCHEMAT „NA CHŁOPSKI ROZUM”
Tutaj bez komentarza – bo to oksymoron.

Takich schematów jest oczywiście więcej. Są także schematy "na naturalność", "na holistyczność", "na straszenie", "na spisek", czy wiele innych. Nie będę jednak zbyt wielu opisywać, żeby mnie przez przypadek nie naszła frustracja. Profilaktycznie zatem wezmę dużo witaminy C (najlepsza na raka), napiję się wody naświetlonej słońcem (najlepsza na energię) i zapalę kadzidło (najlepsze na kija w d…). A jak nie pomoże, to się odrobaczę.

Aaaa…, byłabym zapomniała.

Wiecie, że ja też (zupełnie jak to dziewczę od komentarza), wiem coś o pasożytach. Serio! Pasożyty to Ci, którzy nie chodzą na wybory, ale łażą po publicznych drogach, korzystają z publicznych instytucji, szkół, szpitali i innych, na które wszyscy się zrzucamy. Z tym, że to są pasożyty społeczne – a na nie biorezonans chyba nie działa.

Małgorzata Krzykowska

17/09/2023

Takie oto zapotrzebowanie zgłosiła w komentarzu czytelniczka mojego poprzedniego fejsbukowego tekstu. Co prawda, o botoksie to ja już kiedyś pisałam, ale po pierwsze to było ponad dwa lata temu, a po drugie tematu nie wyczerpałam. Przyznam również, że w tym komentarzu pojawiło się ciekawe inspirujące pytanie - czy botoks przenika do organizmu?

Namawiać mnie zatem nie trzeba zwłaszcza, że pojawiła się dodatkowa motywacja. Dwa dni temu w jednym z serwisów informacyjnych ukazał się pewien tematyczny nius, który spadł mi po prostu, jak z nieba. To było złoto, bo lepszego początku tego tekstu nikt by nie wymyślił.

No to chodźta poczytać, chociaż uprzedzam, że zacznę dramatycznie.

Początek miesiąca był pechowy dla trzynastu turystów, którzy postanowili odwiedzić pewną winiarnię na południu Francji. Działa na wyobraźnię, nie? Sama bym się tam wybrała, pomimo tego, że winogrona to ja najbardziej lubię świeże, ewentualnie suszone, a fermentowane, to chyba najmniej. No wiem, dziwactwa chodzą po ludziach.

Wróćmy jednak do sprawy, czyli do Bordeaux – to tam właśnie była owa winiarnia. Turyści zostali w niej ugoszczeni nie tylko elitarną wersją mszalnego, ale także… sardynkami. Gdyby ten tekst był filmowym scenariuszem i pisałby go Hitchcock, to teraz byłby idealny moment, aby mógł odpalić swoje trzęsienie ziemi. Otóż z trzynaściorga gości winiarza żyje już tylko dwunastka, z tym, że „żyje” raczej tak sobie, bo większość z nich przebywa na intensywnej terapii, z czego niektórzy w stanie krytycznym. Słabo.

Czyżby winiarz nie umiał w wino i namieszał coś, po czym ludziska padają jak muchy? Nie, nie chodzi o wino. Chodzi o sardynki, a dokładniej mówiąc o toksynę, która pojawiła się w pojemnikach z małymi rybkami. Jeśli Wam powiem, że ta toksyna to jedna z najsilniejszych toksyn i że nazywa się botulinowa, to chyba już wszystko jasne. Jeżeli jednak nie lubicie tak enigmatycznych przekazów i potrzebujecie komunikatu wprost, to wyjaśniam, że toksyna botulinowa (ta z sardynek) ma zastosowanie również w zabiegach medycyny estetycznej i nazywana jest botoksem. Toksynę tę wytwarza beztlenowa bakteria Clostridium botulinum, a zakażenie nią określane inaczej zatruciem jadem kiełbasianym jest stanem poważnym, zagrażającym życiu. Specjalny przekaz dla wegan i wegetarian jest taki, że wspomniane bakterie są w stanie wytworzyć toksynę botulinową nie tylko podczas niewłaściwego przechowywania mięsa i ryb, ale także warzyw i owoców – jak widzicie więc, sprawiedliwie bywa nie tam gdzie trzeba.

Czy z powyższej opowieści należy wyciągnąć wniosek, że toksyna botulinowa to samo zło i należy jej unikać? Poczekajmy z odpowiedzią na to pytanie, bo tekst ma mieć „profesjonalne podejście” (tak życzyła sobie autorka komentarza), a nie ma nic bardziej nieprofesjonalnego niż wydawanie oceny bez znajomości wszystkich faktów.

Zatem do faktów!

Najpierw uporządkujmy terminologię. Już to kiedyś pisałam, więc tylko przypomnę, że z botoksem jest jak z… adidasami. ADIDAS, jak wiadomo, to marka (nazwa własna) obuwia sportowego, ale przyjęło się nazywać adidasami nie tylko buty marki ADIDAS, ale w ogóle buty sportowe o podobnym wyglądzie. Przykładów na takie potoczne zastosowanie nazwy własnej jakiegoś produktu jest mnóstwo. Jednym z nich jest właśnie botoks. Jedna z firm produkujących toksynę botulinową nazwała swój produkt BOTOXEM (przez x) i tak się dobrze przyjęła, że teraz na wszystkie tego typu preparaty (niezależnie od marki) mawia się botoks (przez ks). Najbardziej skandalicznym przykładem takiego upowszechnienia nazwy własnej jest PTASIE MLECZKO. Toż to profanacja, żeby wszystkie pianki w czekoladzie tak nazywać. Ptasie mleczko jest jedno – to od Wedla – i nie próbujcie nawet polemizować, bo są jednak jakieś granice tolerancji. No!

Podsumowując kwestie nazewnictwa, kiedy mówimy o botoksie to mamy na myśli zawsze toksynę botulinową, ale nie zawsze firmy BOTOX. Skoro kwestie nomenklatury mamy z głowy to czas na mechanizm działania i zastosowanie.

Botoks jest lekiem mającym szerokie zastosowanie w medycynie i sprowadzanie jego działania wyłącznie to funkcji estetycznych jest nieporozumieniem. Wymienię tylko kilka.

👉NEUROLOGIA - to najważniejsza dziedzina medycyny, w której znalazła zastosowanie toksyna botulinowa. Pomaga ona dzieciom z porażeniem mózgowym, ludziom po udarach, w terapii dystonii i połowiczego kręczu twarzy, przy idiopatycznym kręczu karku, a także w migrenach. Jeśli chcecie rzetelnych publikacji na ten temat to proponuję poczytać artykuły autorstwa neurologa, profesora Sławka, który we wprowadzeniu tych terapii dla pacjentów miał duży udział. Nie, żebym była z profesorem na ty - Sławek to nazwisko, a pan profesor ma na imię… Jarek. Jak widzicie, nie ma ludzi idealnych.

👉OKULISTYKA - pierwsze zastosowanie toksyny botulinowej w medycynie dotyczyło terapii zeza i nadal używa się jej w tym celu w okulistyce.

👉UROLOGIA – w tej specjalizacji wykorzystuje się leczenie tą substancją w zaburzeniach czynności pęcherza moczowego.

👉GINEKOLOGIA – toksyna stosowana jest w przewlekłym bólu sromu, w terapii przewlekłych bólów miednicy mniejszej.

👉OTOLARYNGOLOGIA – stosowanie leku w terapii dysfonii spastycznej, dysfagii, w redukcji asymetrii twarzy przy porażeniach nerwu.

👉GASTROENTEROLOGIA – toksyna jest stosowana przy nadmiernym skurczu dolnego zwieracza przełyku, w leczeniu szczeliny odbytu.

👉STOMATOLOGIA – toksynę botulinową stosuje się w leczeniu bruksizmu.

👉PSYCHIATRIA – toksyna badana jest w zastosowaniu wspomagania terapii depresji, zespołu lęku społecznego oraz zaburzeń osobowości typu borderline.

Zastosowań toksyny botulinowej jest więcej, a napisałam Wam o tym hasłowo tylko dlatego, żebyście wiedzieli, że zastosowanie toksyny botulinowej w medycynie estetycznej jest co prawda najbardziej znane, ale na pewno nie najważniejsze.

W każdym z zastosowań jednak mechanizm działania tej substancji jest podobny, co oznacza, że wpływa ona na mięśnie, co potocznie określa się jako paraliż mięśni, a bardziej fachowo, jako hamowanie uwalniania neuroprzekaźników. Z mechanizmu działania tej substancji wynika zatem, że jeśli chodzi o poprawianie urody toksyna botulinowa może być zastosowana tam, gdzie mamy do czynienia z mięśniami (na przykład zmarszczki mimiczne na czole). Jeśli zatem usłyszycie od kogoś (najczęściej mężczyzny), że powiększone usta to „nabotoksowane usta”, to możecie mu wyjaśnić, że botoksem nie da się ust powiększyć, bo to nie wypełniacz, tylko toksyna, która wpływa na ruchomość mięśni. Nie ryzykowałabym natomiast z wyśmiewaniem takiego gościa, no chyba, że potraficie bez guglarki opowiedzieć, jak działa silnik samochodowy, no to wtedy możecie wszystko.

Podsumowując, głównym wskazaniem dla zastosowania toksyny botulinowej, jeśli chodzi o kwestie urodowe, są zmarszczki dynamiczne, zwane mimicznymi. Zmarszczki te nie są tak bardzo zależne od wieku, jak zmarszczki statyczne i zdarzają się również u ludzi bardzo młodych. Poznać je można po tym, że najbardziej przypominają zagniecenie kartki, które trudno wyprostować, a nie ubytek tkanki. Najbardziej popularne zmarszczki mimiczne to pionowe kreski między brwiami, zwane lwią zmarszczką, poziome linie na czole, zmarszczki w okolicach oczu, zwane kurzymi łapkami, czy pionowe linie nad górną wargą. To oczywiście tylko niektóre wskazania, a nowe publikacje donoszą o kolejnych możliwościach, takich jak choćby terapia trądziku, czy blizn.

Skoro stosowanie botoksu ma swoje wskazania, to musi mieć również przeciwwskazania. Jest ich całkiem sporo, jak choćby stosowanie niektórych leków (antybiotyki, rozkurczowe itp.,), choroby nowotworowe, niektóre autoimmunologiczne, czy neurologiczne, infekcje, uszkodzenia skóry, ciąża, karmienie piersią i inne. Ponieważ nie da się wymienić szczegółowo wszystkich przeciwwskazań, zawsze konieczny jest dokładny wywiad przedzabiegowy.

Skoro są wskazania i przeciwwskazania, to muszą być również powikłania, prawda? Powiem Wam, że nic mnie tak nie bawi (i rozczarowuje jednocześnie), jak ktoś, kto z nieudawanym zaskoczeniem nagle odkrywa, że jakiś lek ma działania niepożądane i może powodować powikłania. Naprawdę? O losie! Czy jesteś postacią bajkową i żyjesz w krainie elfów i wierzysz, że są jakieś leki w 100% bezpieczne? To po co są te zwijane w harmonijkę wielkie kartki, upychane w opakowanie każdego leku? Myślisz, że to spisane zaklęcie na dobre zdrowie i szczęście w miłości? Nie! To lista możliwych działań niepożądanych po zastosowaniu tego leku, nawet tych które zdarzają się ekstremalnie rzadko. KAŻDY lek, KAŻDA substancja i KAŻDY zabieg może dawać skutki uboczne i wywołać powikłania i problemy – ustalmy to raz na zawsze, ok? KAŻDY! Nawet naturalny, hehe. Swoją drogą to nie wiem, czy wiecie, ale toksyna botulinowa jest całkowicie, ale to całkowicie naturalna. Aż dziw, że ekomaniacy nie wzięli jej na sztandary, nie?

Wracając do ewentualnych powikłań po zastosowaniu toksyny botulinowej to należy podkreślić, że w przypadku działań urodowych te zabiegi uważa się za bezpieczne i w zdecydowanej większości pozbawione poważnych skutków ubocznych. Najczęstsze następstwa botoksowego zastrzyku to ból, obrzęk, wybroczyny i rumień, czyli takie, które mogą być konsekwencją każdego zastrzyku. Ej, a swoją drogą, jakie to ciekawe, że nasze śpiewające dobro narodowe, w niektórych kręgach znane, jako ekspert od wirusologii i długiego życia, jednych zastrzyków się boi, a innych nie, prawda? Zupełnie nie wiem dlaczego, ale teraz mi się przypomniało zdanie z wykładu pewnego bardzo mądrego profesora psychologii, który mawiał, że człowiek to taka istota, która potrafi uzasadnić największą głupotę. Zupełnie nie wiem, skąd mi to teraz przyszło do głowy?

Mogą się zdarzyć oczywiście poważniejsze powikłania. Do rzadszych następstw zabiegów botoksowych należą zakażenia skóry w miejscu podania preparatu, wystąpienie wykwitów łuszczycowych, ból głowy, najczęściej łagodny (rzadko silny), suchość w ustach, złe samopoczucie grypopodobne, czy w końcu reakcje alergiczne. Możliwe są również powikłania estetyczne wynikające najczęściej z techniki podania preparatu i specyfiki działania toksyny. W tej kategorii najczęstszym powikłaniem jest blefaroptoza, czyli opadnięcie powieki górnej, a do rzadszych należy opadanie brwi, zwane efektem Mefisto, asymetria uśmiechu, czy ograniczenia w otwieraniu ust. Oczywiście, estetycznych mankamentów może być więcej, choć wszystkie mają charakter przejściowy, tak jak przejściowe jest działanie samego zabiegu (od 3 do 6 miesięcy).

Inne, poważniejsze konsekwencje zdrowotne są związane najczęściej z ogólnoustrojowym rozprzestrzenieniem się toksyny botulinowej (tak jak w przypadku sardynkowej imprezy), albo uogólnionej reakcji anafilaktycznej. We wszystkich legitnych źródłach zawarte są jednak informacje, że botoksowe zabiegi medycyny estetycznej są bezpieczne i rzadko powodują poważne skutki uboczne. Dane są takie, że częstotliwość poważnych powikłań jest ponad 30 razy większa w leczeniu toksyną w innych specjalizacjach medycznych niż w celach urodowych. Prawdopodobnie ma tutaj znaczenie średnia dawka toksyny, która w zabiegach leczniczych jest cztery razy większa niż w działaniach na zmarszczki.

Z ważnych informacji, które muszą się znaleźć w tym tekście, o które pytała autorka komentarza to kwestia rozprzestrzeniania się toksyny botulinowej w ciele człowieka. Jest to oczywiście możliwe działanie, ale raczej w stopniu niewielkim (oczywiście, jak zawsze, dawka ma znaczenie) - toksyna może przenikać na odległość do ok. 45 mm od mięśnia poddanego iniekcji do mięśni sąsiednich, nawet jeśli są oddzielone powięziami.

No i ostatnia kwestia, która padła w komentarzu. Czy można sobie raz na jakiś czas zafundować botoks? Można, dlaczego nie? Tak jak napisałam wcześniej źródła naukowe są zgodne, że dawki „kosmetyczne” toksyny botulinowej są niewielkie i zazwyczaj nie powodują poważnych powikłań. Jest jednak pewien argument, a właściwie pytanie, które nie daje mi spokoju. Jeśli decydujemy się na botoks w celach urodowych to oznacza, że trudno nam się pogodzić z istnieniem jakiejś zmarszczki lub zmarszczek. To jaki sens ma robienie tego zabiegu raz na jakiś czas? Tak jak napisałam, działania toksyny botulinowej liczymy w miesiącach, nie latach. Kiedy substancja się zmetabolizuje i efekt zmarszczki wróci, to wróci również główny powód, dla którego zdecydowaliśmy się na ten zabieg. Wniosek wydaje mi się oczywisty. Większość zabiegów medycyny estetycznej to jednak bilet w jedną stronę i decyzja na zawsze, prawda? Czy może nie i ktoś ma inny pomysł na wyjaśnienie tej zależności?

Kiedy ja sugeruję swoim klientom rozważenie tego zabiegu? Zachęcam do przemyślenia tego tematu, gdy mam do czynienia z młodą osobą o bardzo silnej mimice twarzy i mocnych zmarszczkach mimicznych, kiedy mam do czynienia z osobą o „pochmurnym” wyrazie twarzy, ale przez cały czas, a nie tylko kiedy się złości oraz wtedy, gdy ktoś bardzo nie akceptuje swojego wyglądu, a ten zabieg mógłby pomóc. Nigdy nie namawiam, ani do zrobienia zabiegu, ani do odstąpienia od niego – rolą specjalisty nie jest moim zdaniem agitacja, tylko przestawianie faktów, a wybór zabiegu powinien być decyzją pacjenta/klienta. Nie pouczajmy, nie namawiajmy, nie zachęcajmy i nie zniechęcajmy, po prostu nie ingerujmy. Dostarczajmy tylko rzetelnej wiedzy.

A nie! Coś mi się przypomniało. Są jednak ludzie którym zalecałabym toksynę botulinową. Mają zmarszczone, pochmurne twarze i będziemy ich oglądać w nadmiarze do 15 października. Tylko, czy to coś da? Przecież botoks nie działa na paskudny charakter, czy na długi nos. Nie, to był zły pomysł.

Mądrych wyborów, w każdej dziedzinie życia Wam życzę,
Małgorzata Krzykowska

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Gdansk?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Strona Internetowa

Adres


Gdansk