04/10/2026
Awaryjne cumowanie "na wstecznym"😱
Minęło już chyba ponad 20 lat, a dla mnie to historia wciąż żywa i wielce pouczająca.
Chcecie posłuchać - to poczytajcie.
Gdzieś na początku października dostałem propozycję poprowadzenia rejsu Amsterdam - St. Mało. Jako że jestem z natury mało asertywny, a starą bazę francuskich korsarzy uwielbiam, to nie opierałem się długo.
Płynęliśmy pięknym Cetusem o nazwie Tango.
Jacht był ogólnie w dobrej kondycji technicznej, nie brał wody, żeglował wyjątkowo szybko i ostro do wiatru.
Podczas cumowania w marinie Gosport (Portsmouth) pękła zębatka manetki.
Z pomocą Bożą, sąsiednich żeglarzy, a przede wszystkim mojej załogi wyposażonej w bosak (małe "b") udało nam się złapać zbawczej kei.
Ponieważ na pokładzie Tanga znajdował się Tomek, który musiał być jakimś bliskim krewnym lub powinowatym niejakiego McGivera, a może nawet nieślubnym synem Adama Słodowego, awaria została szybko usunięta.
Po kilku dniach żeglowania dotarliśmy wreszcie do St. Malo.
I tu na koniec rejsu niespodzianka i to inna niż zwykle.
Nie, nie - tym razem nasz kaszlak nie rzucił palenia na widok portu, ale zerwało się cięgło manetki.
Pokładowy McGiver Tomasz zajął miejsce w bakiście i wziął na siebie rolę manetki.
Podobieństwo do niejakiego Grigorija (mam na myśli czołgistę, a nie trunek z jego wizerunkiem) umacniał jeszcze charakterystyczny wąs.
Okazało się, że awaria jest na tyle poważna że sam Tomek może zastosować jedynie pół środki.
Przekładnia działała tylko na biegu wstecznym mieliśmy więc tylko jedną próbę podejścia.
Były y-bomy i boczny wiatr i gapie, ale jak to mówią "daliśmy radę"🫡
Czy Wam też zdarzają się podobne "akcje" w newralgicznych momentach (cumowania)?