Przemek Kozak - dietetyk i trener online

Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: firmę

Przemek Kozak - dietetyk i trener online Przemysław Kozak lub jak wolisz - Koniu151 z SFD. :D
Dietetyk, Psychodietetyk, Trener personalny online od 2009 roku. Ekspert od "wypasionego" odchudzania.

Moje plany wyglądają dokładnie tak, jak inni tylko obiecują.
11 000+ podopiecznych w 17 lat. Kompleksowe prowadzenie online podczas redukcji tkanki tłuszczowej, budowania masy i siły mięśniowej. Wykupując pakiet konsultacji otrzymasz indywidualny plan żywieniowy i treningowy. W trakcie trwania konsultacji masz również możliwość nielimitowanego kontaktu mailowego, gdzie na bieżąco odpowiadam na Twoje pytania, dokonuję ewentualnych modyfikacji planów i na podstawie przesyłanych filmów analizuję technikę wykonywanych ćwiczeń. Twoje postępy analizujemy na podstawie raportów co 10 dni. Oferuję konsultacje w 2 wariantach - miesięczny(270zł) i kwartalny(700zł),
oraz konsultacje dla par - miesięczną(540zł) i kwartalną(1200zł).

Przeprowadziłem się do Rzymu.Może nie jakoś przesadnie długo,ale nie jest to zwykła wycieczka i chwilę sobie tutaj pomie...
20/09/2026

Przeprowadziłem się do Rzymu.

Może nie jakoś przesadnie długo,
ale nie jest to zwykła wycieczka
i chwilę sobie tutaj pomieszkam i popracuję.

W końcu lepiej klepać maile i rozpiski przy kawce
na słoneczku, niż patrzeć na deszczowy Gdańsk.

A i Bombelek trochę świata liźnie.
W końcu ma już 8 miesięcy, a dopiero drugi raz jest za granicą :/

Relacji ze zwiedzania pewnie dużo nie będzie,
ale na pewno trochę pospamuję storkami z jedzeniem. :D

Co się z Tobą stanie, gdy raz w tygodniu zjesz strączki? 1. Przestajesz wściekać się na tęcze na niebie.2. Adam i Ewa” t...
16/09/2026

Co się z Tobą stanie, gdy raz w tygodniu zjesz strączki?

1. Przestajesz wściekać się na tęcze na niebie.
2. Adam i Ewa” to dla Ciebie serial na Polsacie, a nie opis początków ludzkości.
3. Chcesz darmowych mieszkań dla nierobów.
4. Wierzysz, że ADHD naprawdę istnieje.
5. Myślisz, że słońce jest bliżej niż Warszawa, bo Warszawy nie widzisz z okna.
6. Marzy Ci się, by Polska była drugą Francją.

Ale zdrowotnie - wszystko będzie git.
Nic Ci się nie stanie.

Nawet Twój starannie pielęgnowany
cholesterol całkowity 300+ mg/dl nie jest zagrożony.

Spokojnie.

Jedna porcja fasoli czy soczewicy tygodniowo
nie obniży Ci nagle cholesterolu i ciśnienia,
nie cofnie miażdżycy, nie poprawi Twojej glikemii,
nie usprawni pracy jelit, ani nie wspomoże Twojej mikrobioty.

Jedna porcja strączków nie zrobi z Ciebie okazu zdrowia.
Więc o co ta cała afera?!

Fit internet żyje dziś biegunką na Hyrox, dlatego wstawiam zdjęcie kaszanki.
15/09/2026

Fit internet żyje dziś biegunką na Hyrox,
dlatego wstawiam zdjęcie kaszanki.

Czy granola to dobre śniadanie na redukcji?Jak zazwyczaj – to zależy.I przyznam, że sam mam z granolą duży problem.Nawet...
14/09/2026

Czy granola to dobre śniadanie na redukcji?

Jak zazwyczaj – to zależy.
I przyznam, że sam mam z granolą duży problem.
Nawet z taką bez cukru i „high protein”.

Granola jest produktem stosunkowo wysokoenergetycznym,
a jednocześnie ma niską objętość w porcji – jak sypniemy te 40-50-60g
to wygląda to jednak biednie i aż k**i, by dorzucić więcej.
Dodatkowo jest to produkt o bardzo wysokiej smakowitości.

Więc w zasadzie mamy tutaj klasyczny mix cech sprzyjających przejadaniu się.

Nawet jeżeli „te lepsze” granole są bogate w błonnik i białko,
to nie będą z automatu sycić „tu i teraz”.

Co więc zrobić, by było „git”?
Ano sprawić, by to nie granola grała główną rolę.
Zamiast jeść ją tylko z mlekiem/jogurtem, warto dorzucić jeszcze kilka dodatków.

Na zdjęciu widzicie moje zwyczajowe śniadanie.
Około 700 kcal, ~55 g białka, ~20 g błonnika.

Mamy tu dwa serki wiejskie, sporego banan, trzy śliwki,
dwie miarki mixu babki płesznik i jajowatej,
a do tego 40 g granoli, jako chrupki dodatek.

I w takim mixie nadal możemy cieszyć się jej smakowitością,
ale w zdecydowanie bardziej pełnowartościowym i sycącym wydaniu.

Czyli klasycznie – nie pojedynczy produkt,
a cała kompozycja posiłku ma znaczenie.

Odchudzanie online pod moim okiem:
https://healthandfitness.pl/dietetyk-online/

13/09/2026

Ale afera!
Politycy zmuszają dzieci do NORMALNEGO odżywiania.

Od kilku dni czytam komentarze pod postami nt
nowego rozporządzenia w sprawie żywienia dzieci
i ciężko przejść obok tego obojętnie.

Poniekąd o tym będzie dzisiejsze case study:

„Muszę robić osobno NORMALNE jedzenie dla rodziny i ZDROWE dla siebie”

Bardzo często słyszę to zdanie od Pań,
gdy pytam je o największą trudność w naszym planie.

Obecnie, gdy sam jestem rodzicem, zastanawiam się,
kiedy przychodzi ten moment, gdy decydujemy,
że te wszystkie obiadki z parowaru, warzywa i owoce
nie są już dla naszego dziecka odpowiednie
i czas na nugetsy, paluszki rybne, parówki i inne…
…no właśnie co?
Inne „normalne produkty”?

Oczywiście wybiórczość pokarmowa istnieje
i jest problemem, którego nikomu nie życzę.

Ale jednak, dziecko nie rodzi się z wiedzą,
że kurczak smakuje najlepiej wtedy,
gdy jest zmielony, opanierowany i podany w kształcie dinozaura,
a na jakimś etapie życia nabywa tę „wiedzę”.

I mógłbym się tu dalej rozpisać, ale w tym przypadku,
cytując klasyka „Ni ma żadnej gadki, Panie, na ten temat”:

Nie ma czegoś takiego jak „zdrowe odżywianie” i „normalne odżywianie”,
jest za to NORMALNE odżywianie
i jest jedzenie, po które powinniśmy sięgać okazyjnie,
jeżeli zależy nam na zdrowiu, komforcie życia i nienagannej sylwetce.
Nas samych i przede wszystkim naszych dzieci.

Kropka.

Dynia jest smaczna i zdrowa.Polecam dynię.Można zrobić z niej obiadi ma różne witaminy.Jeżeli chcesz wiedzieć, co można ...
12/09/2026

Dynia jest smaczna i zdrowa.
Polecam dynię.

Można zrobić z niej obiad
i ma różne witaminy.

Jeżeli chcesz wiedzieć, co można z niej przygotować,
to skomentuj ten post „DYNIA”,

a nie wyślę Ci żadnego poradnika na ten temat.

10/09/2026

Otyłość jest często postrzegana nie jako choroba, a efekt lenistwa połączonego z objadaniem się.

I w drugą stronę – choroba otyłościowa bywa zaciekle broniona,
jakoby nadmierna konsumpcja energii nie była jej przyczyną,
a winne miałyby być inne choroby, leki lub genetyka.

Dziś na tapet weźmiemy ostatniego z wymienionych winowajców.
A konkretnie zdanie zasłyszane od mojego imiennika Przemka:

„Rodzice byli otyli, więc u mnie to dziedziczne.”

I jak to zwykle bywa, można powiedzieć, że jest w tym dużo racji, ale nie do końca.

Na pewno każdemu obiło się o uszy, że istnieją „geny otyłości”,
jednak żaden gen nie powoduje tycia z pominięciem bilansu energetycznego.

Nawet w rzadkich przypadkach, gdy mutacja pojedynczego genu, np. LEP albo MC4R, prowadzi do ciężkiej otyłości już od dzieciństwa,
mechanizm w dużej mierze przebiega przez zaburzenia regulacji apetytu i sytości, a nie „obok” bilansu energetycznego.

Geny mogą natomiast wpływać na to, jak łatwo tę nadwyżkę energetyczną wygenerujemy. Czyli, genetycznie możemy różnić się między innymi:
-apetytem,
-odczuwaniem głodu i sytości,
-wielkością spontanicznie wybieranych porcji,
-reakcją na smak, zapach i widok jedzenia,
-skłonnością do jedzenia mimo braku fizjologicznego głodu,
-spontaniczną aktywnością fizyczną.

Stąd dwie osoby mogą dostać dokładnie ten sam obiad:
jedna po jego zjedzeniu będzie najedzona przez pół dnia,
a druga chwilę później zacznie myśleć o kolejnym posiłku.

W praktyce więc utrzymanie takiej samej podaży energii może być dla jednej osoby stosunkowo łatwe,
a dla drugiej znacznie trudniejsze ze względu na większy głód, słabszą sytość czy silniejszą reakcję na jedzenie.

Jednocześnie, nie możemy też zapomnieć, że po rodzicach dziedziczymy nie tylko geny,
ale również to oni jako pierwsi kształtują nasze nawyki i pogląd jakie zachowania żywieniowe są normalne.

Jeżeli w domu do posiłku zawsze pije się słodkie napoje,
słodycze służą jako nagroda,
a talerz trzeba wyczyścić do końca, „bo się zmarnuje”, to właśnie taki model jedzenia dziecko zaczyna traktować jako standard.

Nie jesteśmy więc w stanie jednoznacznie powiedzieć,
że choroba otyłościowa „wyniesiona z domu”, wynika np. w 70% z genetyki, a w 30% z nawyków.
Genetyka może zwiększać podatność na jej rozwój, ale środowisko może tę podatność zarówno wzmacniać, jak i ograniczać.

To tak w skrócie i bez naukowego bełkotu. :D
A jak ktoś chciałby zagłębić się w temat nieco szerzej,
to na mojej stronie pojawiła się pełna wersja artykułu:
https://healthandfitness.pl/czy-otylosc-jest-dziedziczna-genetyka-nawyki-i-wplyw-rodzicow-na-mase-ciala/

W swoim życiu robię mnóstwo niezbyt męskich  rzeczy:Używam antyperspirantu, zdarza mi się zjeść rukolę,swego czasu miałe...
08/09/2026

W swoim życiu robię mnóstwo niezbyt męskich rzeczy:
Używam antyperspirantu, zdarza mi się zjeść rukolę,
swego czasu miałem też parasolkę.

Są jednak granice, których się nie przekracza:
-Jedzenie lunchu,
-Słuchanie podcastów o rozwoju osobistym,
-Kupienie czegokolwiek od influencera/instagramera/youtubera.

A ja właśnie przekroczyłem jedną z nich.
I nie żałuję.

W sumie nie wiem, kim jest Pan ze zdjęcia,
ale przyprawy zrobił bardzo dobre.

Nie tylko pod kątem smaku, ale też powiewu świeżości.
W końcu coś nowego, a nie kolejna przyprawa kebab-gyros.

Składy jak na gotowce również są jak najbardziej okej, choć jeśli zjecie całą paczkę na raz,
warto rozważyć wliczenie jej do bilansu kcal
i tradycyjnie zwrócić uwagę, by tego dnia nie przesadzać już z solą.

Przyprawy kupiłem w Lidlu,
ale pewnie są też w Biedrze czy gdzieś tam.

06/09/2026

Branża fit wypaczyła spojrzenie na wiele tematów:
Od błędnego postrzegania zapotrzebowania na białko,
po robienie sportowców z osób,
które nie łapią się nawet na minimum aktywności fizycznej, zalecanej chociażby przez WHO.

Jednym z takich tematów jest też BMI.

Parametr, który przecież „nie mówi o niczym”, jest przestarzały, do niczego niepotrzebny, a jednocześnie (nie) posługiwanie się nim pokazuje,
kto tak naprawdę się zna, a kto nie.

(Ach! Ci głupi dietetycy!!)

I o BMI będzie dzisiejsze case study:

Przyszedł do mnie Pan, nazwijmy go Marek.
Obwód pasa 120+ centymetrów, na brzuchu „piłeczka”,
BMI ~40. Ogólnie mówiąc bez czarowania:
przypadek, przy którym mówimy nie o redukcji estetycznej, a o ratowaniu życia.

No to chyba jasne, że jego celem było schudnięcie, prawda?

Prawda?!

Otóż nie.
Nie dość, że zadeklarował, że jest zdrów, jak ryba, to jako cel podał…budowę masy mięśniowej.

A gdy pozwoliłem sobie napisać kilka zdań o tym, czemu w jego sytuacji jest to zły pomysł, z całej listy argumentów Marek wybrał jeden i dokonał bardzo krótkiego, acz ostatecznego „złomowania” mojego autorytetu jako dietetyka:

„Ćwiczę na siłowni,
więc BMI mnie nie dotyczy”

I poprosił o zwrot należności za konsultacje.

Owszem - ćwiczył.
Deklarując w ankiecie ~3 miesiące stażu treningowego.

I choć był to pierwszy tak skrajny przypadek, to argument, że BMI się nie liczy, gdy trenujemy siłowo, słyszałem wielokrotnie.

I zdecydowanie jest to nadinterpretacja.

BMI nie jest narzędziem idealnym.
Samo w sobie nie pozwala zdiagnozować otyłości,
wszak nie mówi nam nic o składzie ciała,
a dwie osoby o takim samym BMI mogą mieć skrajnie różne sylwetki.

Więc owszem u osób o bardzo (bardzo bardzo) rozbudowanej masie mięśniowej BMI nie będzie miarodajne.

Ale czy sprawia to samo przekroczenie progu siłowni?
Nie.
A czy sprawi to chodzenie na siłownię np. rok albo dwa?
Też nie. Przynajmniej u większości osób.

Wszak umówmy się:
Nawet jak w social media panuje inna narracja, zwłaszcza w sekcjach komentarzy, gdzie co drugi komentujący to rzekomo „genetyczny mutant” to niewiele jest osób, które w 2 lata zbudują znaczące ilości mięśni.

Także być może BMI to nie wyrocznia,
jednak w praktyce nadal pozostaje użytecznym narzędziem.
Również u osób rekreacyjnie trenujących na siłowni.

Ale, ale!
Skoro znamy obwód talii, poziom tkanki tłuszczowej, czy widzimy, jak ktoś wygląda, to można zapytać:
To na co jeszcze to BMI potrzebne?
lub
Czemu ci „zacofani” dietetycy nadal z niego korzystają?

Ano dlatego, że dla dietetyka praca z pacjentem to nie tylko estetyka sylwetki,
masa lub redukcja, a przede wszystkim zdrowie.

Stąd i owszem BMI nie zastępuje nam pełnej diagnostyki,
ale ma sens przede wszystkim jako proste narzędzie przesiewowe,
pozwalające szybko ocenić, czy dana osoba znajduje się w zakresie,
który statystycznie wiąże się z większym ryzykiem zdrowotnym:

Populacyjnie wraz ze wzrostem BMI przeciętnie rośnie ilość tkanki tłuszczowej, a także ryzyko m.in. cukrzycy typu 2, chorób sercowo-naczyniowych czy przedwczesnego zgonu.

Także i owszem, w socialmediowej bańce fit można uznać BMI za przeżytek,
ale jednak - świat nie kończy się na fit-Instagramie,
a problemem przeciętnego Polaka nie jest brak kraty na brzuchu,
a nadciśnienie, rozjechany lipidogram, czy zaburzenia glikemii. :)

Odchudzanie online pod moim okiem:
https://healthandfitness.pl/

03/09/2026

Cykl case study zaczynamy od zasłyszanego niedawno:

„Miałem dziś dużo pracy umysłowej,
więc potrzebowałem więcej energii.”

I pewnie większość z nas zna to uczucie,
kiedy po ciężkiej pracy lub nauce czujemy się wypompowani,
a jednocześnie odczuwamy większe „ssanie”.

Nie mamy jednak ochoty na przysłowiowego kurczaka z ryżem,
a ciągnie nas raczej do słodyczy, które jakoby miały błyskawicznie dostarczyć nam energii utraconej podczas pracy umysłowej.

I tu pojawia się kluczowe pytanie:

Czy praca umysłowa faktycznie wiąże się ze zwiększonym wydatkiem energetycznym?

Czy jednak ochota na słodycze wynika raczej z ogólnego zmęczenia, stresu i potrzeby szybkiej nagrody w postaci smacznego jedzenia?

Choć serce podpowiada, że to na bank opcja numer jeden, a chłopski rozum szepce coś o gigantycznych ilościach kcal spalanych przez szachistów,
to niestety badania mówią nam coś innego.

I co prawda nie wszystkie są spójne (np. w różnicach płciowych), ale potwierdzają nam dwie najbardziej istotne rzeczy:
-Wydatek energetyczny przy pracy umysłowej zwiększa się nieznacznie: od kilku do ~20 kcal [1, 2].
-Za to późniejsza konsumpcja kcal już taka nieistotna nie jest i wynosi od ~80 do nawet ~250 kcal, w porównaniu z bezczynnością [1, 2, 3, 4]. Przy jednoczesnym braku deklarowania zwiększenia głodu samego w sobie [1,2].

Co jednak ciekawe, gdy dodamy do tego aktywność fizyczną, efekt zwiększonego apetytu może być zniesiony [3].

Czyli mówiąc nieco z przymrużeniem oka:
Na redukcji lepiej zmęczyć mięśnie niż mózg.

PS. Tak, to z szachistami to też mit. 😃

Odchudzanie online pod moim okiem:
https://healthandfitness.pl
____
1. Chaput JP, Visby T, Nyby S, Klingenberg L, Gregersen NT, Tremblay A, et al. Video game playing increases food intake in adolescents: a randomized crossover study. Am J Clin Nutr. 2011;93(6):1196-203.
2. Pérusse-Lachance E, Brassard P, Chaput JP, Drapeau V, Teasdale N, Sénécal C, et al. S*x differences in the effects of mental work and moderate-intensity physical activity on energy intake in young adults. ISRN Nutr. 2013;2013:723250.
3. Neumeier WH, Goodner E, Biasini F, Dhurandhar EJ, Menear KS, Turan B, et al. Exercise following mental work prevented overeating. Med Sci Sports Exerc. 2016;48(9):1803-9.
4. Chaput JP, Drapeau V, Poirier P, Teasdale N, Tremblay A. Glycemic instability and spontaneous energy intake: association with knowledge-based work. Psychosom Med. 2008;70(7):797-804.

Adres

Gdansk

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Przemek Kozak - dietetyk i trener online opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Firmę

Wyślij wiadomość do Przemek Kozak - dietetyk i trener online:

Skróty

Udostępnij