Klejbor na kresach świata

Klejbor na kresach świata

Udostępnij

Korona Ziemi to nie tylko marzenie. To również cala droga ku jej zwieńczeniu. Tak więc będziecie ze mną ? https://buycoffee.to/klejbornakresach

Mówią, że nie liczy się zdobycie szczytu lecz droga przebyta w trakcie wędrówki na szczyt. Mój sklep
www.etsy.com/pl/listing/928275877/bransoletka-dla-mionikow-wspinaczki

Photos from Klejbor na kresach świata's post 17/07/2026

Czas pokazał, że warto czasem zaufać intuicji.

Przez ostatnie dni bardzo biłem się z myślami. Serce mówiło: leć. Rozum podpowiadał: policz wszystko jeszcze raz.

Im dłużej analizowałem sytuację, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że nawet gdyby Muztag Ata została ponownie otwarta, nie miałbym już wystarczająco dużo czasu na bezpieczną aklimatyzację, wejście i powrót. Coraz bardziej czułem, że nie warto ryzykować.

Dziś chińskie władze oficjalnie zamknęły Muztag Atę na cały sezon 2026.

Okazało się, że decyzja o pozostaniu w domu była właściwa. Nawet gdybym poleciał, skończyłoby się jedynie siedzeniem w bazie i czekaniem.

Otrzymam pełny zwrot depozytu, a ja... zamiast rozpamiętywać to, czego nie udało się zrealizować, zaczynam już planować kolejne górskie wyzwanie.

Czasem najlepszą decyzją jest ta najtrudniejsza.
́rski 👣 🧗

08/07/2026

Panorama z Piz Boè to jeden z tych widoków, które na długo pozostają w pamięci. Morze skalistych szczytów, rozległe doliny i przestrzeń ciągnąca się po horyzont pokazują piękno Dolomitów w pełnej okazałości.



Czy jest widok, dla którego byłbyś gotów wstać przed świtem i ruszyć na szlak?

07/07/2026

Muztag Ata 7546 m… Tym razem zostaję w domu.
_____________________________________________________

To chyba najtrudniejszy wpis, jaki przyszło mi napisać.

Dzisiaj podjąłem ostateczną decyzję.

Nie lecę do Chin.

Nie dlatego, że zabrakło mi odwagi.

Nie dlatego, że przestałem wierzyć.

I nie dlatego, że odpuściłem swoje marzenie.

Nie lecę, ponieważ nie chcę opierać wyprawy życia na nadziei, że ktoś wyda decyzję we właściwym momencie.

Po tragicznym wypadku, w którym na wysokości około 7300 metrów zginęło kilku wspinaczy, chińskie władze zamknęły Muztag Atę. Organizator poinformował mnie o tym dosłownie kilka dni przed moim wylotem.

Od tamtej chwili w mojej głowie trwała nieustanna walka.

Lecieć?

Czy zostać?

Ryzykować?

Czy odpuścić?

A może właśnie rezygnuję z jedynej szansy?

Większość z Was widzi efekt końcowy.

Zdjęcie ze szczytu.

Relację z wyprawy.

Film.

Ale bardzo rzadko widać to, co dzieje się przez wiele miesięcy wcześniej.

Przygotowania do takiej wyprawy zaczynają żyć własnym życiem.

To już nie są tylko treningi.

To setki małych decyzji, które dla większości ludzi brzmią zupełnie absurdalnie.

Przez ostatnie miesiące nie liczyłem tylko kilometrów na treningach.

Liczyłem... gramy.

Czy warto kupić nowe pętle wspinaczkowe tylko dlatego, że są o 10 gramów lżejsze od tych, które mam?

Normalnie odpowiedź brzmiałaby: nie.

Ale kiedy takich decyzji podejmujesz kilkadziesiąt, nagle z plecaka znika kilogram.

Kupowałem sprzęt.

Sprzedawałem sprzęt.

Wymieniałem sprzęt.

Nie dlatego, że chciałem mieć coś nowego.

Tylko dlatego, że szukałem najlepszego rozwiązania.

Bezpieczniejszego.

Lżejszego.

Bardziej przemyślanego.

Godzinami przeliczałem ilość gazu potrzebną do konkretnego planu aklimatyzacji.

Nie "na oko".

Dokładnie.

Ile dni spędzę w C1?

Ile w C2?

Ile litrów śniegu będę musiał stopić każdego dnia?

Ile gazu zużyję podczas pierwszej rotacji?

Czy jeden dodatkowy kartusz zwiększy bezpieczeństwo, czy będzie tylko kolejnym niepotrzebnym ciężarem?

Mój plan aklimatyzacji zmieniał się chyba kilkanaście razy.

Rozmawiałem z ludźmi, którzy zdobywali Muztag Atę.

Porównywałem ich strategie.

Pytałem o każdy szczegół.

Analizowałem zdjęcia trasy.

Powiększałem fotografie, szukając przebiegu drogi, szczelin, miejsc na depozyty.

Tworzyłem własną rotację.

Potem ją poprawiałem.

I znowu poprawiałem.

Nie dlatego, żeby wejść szybciej.

Tylko po to, żeby wejść bezpieczniej.

Bo w górach wysokich bezpieczeństwo zawsze było dla mnie ważniejsze niż zdobycie szczytu za wszelką cenę.

I właśnie dlatego tak trudno jest dziś powiedzieć:

"Nie lecę."

Bo mam wrażenie, że nie odwołuję wyjazdu.

Odwołuję kilka ostatnich miesięcy swojego życia.

Najgorsze jest jednak coś zupełnie innego.

Od kilkunastu godzin w mojej głowie trwa ta sama rozmowa.

A co, jeśli jednak otworzą górę 15 lipca?

A co, jeśli polecę i wszystko się uda?

A może właśnie odpuszczam największą szansę?

Z drugiej strony...

A co, jeśli polecę, wydam kolejne pieniądze, a góra nadal pozostanie zamknięta?

Albo otworzą ją kilka dni później i zabraknie czasu na pełną aklimatyzację?

Na wysokości 7546 metrów nie da się oszukać organizmu.

Tam nie nadrabia się straconych dni.

Tam pośpiech może kosztować zdrowie, a nawet życie.

I właśnie dlatego podjąłem decyzję, że nie polecę.

Nie dlatego, że się boję.

Nie dlatego, że zabrakło determinacji.

Tylko dlatego, że odpowiedzialność musi być ważniejsza niż ambicja.
_____________________________________________________________________
Wiecie, co jest najdziwniejsze?

Od kilku godzin wracam myślami do ostatnich tygodni.

Najpierw pojawiły się problemy z agencją Silk Road i praktycznie zniknął z nią kontakt.

Później mój partner wspinaczkowy złamał rękę.

Następnie zaczęły się problemy z biletami.

I w końcu, dosłownie kilka dni przed wylotem, wiadomość o zamknięciu góry.

I człowiek zaczyna zadawać sobie pytanie...

Czy to były jakieś sygnały?

Czy tylko mój umysł próbuje dziś połączyć przypadkowe wydarzenia w jedną historię, bo łatwiej znaleźć sens niż zaakceptować zwykły zbieg okoliczności?

Nie znam odpowiedzi.

Może nigdy jej nie poznam.

Wiecie...

Zaczynam chyba rozumieć, dlaczego zawodowi sportowcy korzystają z pomocy psychologów sportowych.

Bo przygotowanie fizyczne to jedno.

Znacznie trudniej przygotować głowę na moment, w którym przez wiele miesięcy robisz wszystko najlepiej, jak potrafisz, a na końcu o wszystkim decyduje coś, na co nie masz absolutnie żadnego wpływu.

Tym razem nie będę Was przepraszał, że się nie udało.

Nie będę przepraszał nikogo.

Bo wiem, że zrobiłem wszystko, co mogłem.

Przygotowałem się najlepiej, jak potrafiłem.

Nie odpuszczałem treningów.

Nie szukałem dróg na skróty.

Nie zostawiłem niczego przypadkowi.

Dałem z siebie naprawdę wszystko.

I chyba właśnie dlatego boli to tak bardzo.

Bo tym razem nie przegrałem z własnymi błędami.

Nie przegrałem z górą.

Nie przegrałem z wysokością.

Przegrałem z okolicznościami, na które nie miałem żadnego wpływu.

Teraz muszę po prostu poukładać to wszystko w głowie.

Za kilka godzin samolot wystartuje.

Powinienem siedzieć w nim z biletem do Chin.

Powinienem czuć ekscytację.

Powinienem sprawdzać po raz ostatni sprzęt.

Powinienem być już myślami w Base Camp.

Zamiast tego zostaję w domu.

I myślę, że właśnie z tym będzie mi najtrudniej się pogodzić.

Przez najbliższe dni pewnie nie raz pomyślę:

"Teraz powinienem być w Stambule..."

"Teraz powinienem lądować w Urumczi..."

"Teraz powinienem jechać do Kaszgaru..."

"Teraz powinienem rozstawiać namiot w Base Camp..."

To będzie bolało.

I nie zamierzam udawać, że jest inaczej.

Pozwolę sobie na chwilę smutku.

Muszę to przeżyć.

Muszę to poukładać.

Ale znam też siebie.

Nie potrafię zbyt długo siedzieć w miejscu.

Za jakiś czas znowu założę plecak.

Znowu zacznę planować.

Znowu będę liczył gramy, analizował mapy, zdjęcia i prognozy pogody.

Bo taka już jest ta pasja.

Nie kończy się dlatego, że jedna wyprawa nie doszła do skutku.

Dzisiaj pozwolę sobie na chwilę słabości.

Ale później wstanę.

Silniejszy.

Mądrzejszy.

Jeszcze bardziej zdeterminowany.

Przede mną są kolejne marzenia.

Kolejne cele.

Być może następnym rozdziałem będzie Gasherbrum.

Jedno wiem na pewno.

Nie przestaję marzyć. Nie przestaję się wspinać.

To nie koniec mojej historii.

To tylko jeden, bardzo trudny rozdział. 🏔️

07/07/2026

Muztag Ata 7546 m... CLOSED.

Jeszcze kilka dni temu wszystko było gotowe.

Miesiące przygotowań. Setki godzin treningów. Dziesiątki godzin spędzonych nad mapami, planem aklimatyzacji i logistyką. Każdy element sprzętu sprawdzony po kilka razy. Bilety kupione. Ubezpieczenie wykupione. Pozwolenia wydane. Wyprawa dopięta praktycznie na ostatni guzik.

Za chwilę miałem wsiąść do samolotu.

I wtedy wszystko się zatrzymało.

Na wysokości około 7300 metrów doszło do tragicznego wypadku. Kilku wspinaczy zginęło, a służby ratunkowe nadal prowadzą poszukiwania zaginionych.

W odpowiedzi chiński rząd zamknął całą górę.

Nie jeden obóz. Nie fragment trasy.

Całą Muztag Atę.

W tej chwili ponad 300 wspinaczy z całego świata czeka na decyzję władz.

Oficjalny komunikat mówi jedynie, że kolejna decyzja zostanie ogłoszona 15 lipca lub później.

I właśnie tu zaczyna się największy problem.

Mam wylecieć za chwilę.

Mam polecieć do Chin i liczyć na to, że rząd otworzy górę?

Czy zostać w domu i przekreślić wszystko, na co pracowałem przez ostatnie miesiące?

Nikt nie zna odpowiedzi.

Nawet jeśli góra zostanie otwarta 15 lipca, nie wiadomo, czy wspinaczka ruszy od razu. A jeśli ruszy... pozostaje pytanie, czy wystarczy mi czasu na pełną aklimatyzację. Na wysokości 7546 metrów nie da się nadrobić kilku straconych dni. Organizm nie zna pojęcia "pośpiech".

To chyba pierwszy raz od bardzo dawna, kiedy nie o moim przygotowaniu, kondycji czy determinacji decyduje powodzenie wyprawy.

Decyduje administracyjna decyzja, na którą nie mam żadnego wpływu.

I to jest chyba najtrudniejsze.

Bo z górą można walczyć.

Z pogodą można czekać.

Ale z niepewnością... bardzo trudno się pogodzić.

🏔️ Muztag Ata 7546 m
Status: CLOSED.

05/07/2026

🏔️ **Muztagh Ata 7546 m – plan gotowy.**

Za kilka dni wyruszam do Chin, gdzie rozpocznę próbę wejścia na Muztagh Atę (7546 m).

Na grafice widzicie moją rotację aklimatyzacyjną oraz plan działania. Nie będzie to wejście w stylu alpejskim – kolejne obozy będą zakładane etapami, z wynoszeniem depozytów i stopniową aklimatyzacją.

📍 Plan jest prosty. Wykonuję kolejne kroki:
➡️ BC → C1
➡️ C1 → C2
➡️ C2 → C3
➡️ i jeśli góra pozwoli… atak szczytowy.

Jak zawsze jednak ostatnie słowo należy do góry.

📡 **Od 8 lipca będzie można śledzić moją pozycję na żywo za pomocą nadajnika Garmin InReach.**

👉 Link do śledzenia:
**[https://share.garmin.com/DFFRV](https://share.garmin.com/DFFRV)**

Będziecie mogli zobaczyć, gdzie aktualnie się znajduję – od bazy aż po próbę zdobycia szczytu.

Dziękuję wszystkim, którzy kibicują tej wyprawie. To naprawdę dodaje motywacji.

Trzymajcie kciuki! 🤞🏔️

#7546 Mountaineering HighAltitude GarminInReach Climbing Adventure Wyprawa Góry Himalayizm

03/07/2026

Górskie schronisko położone na przełęczy to idealne miejsce na chwilę odpoczynku w otoczeniu niezwykłych dolomickich krajobrazów. Ciepła atmosfera, majestatyczne szczyty i widoki rozciągające się po horyzont sprawiają, że chce się tu zostać na dłużej.



Zatrzymałbyś się tutaj tylko na kawę, czy na nocleg z widokiem na góry?

Photos from Klejbor na kresach świata's post 02/07/2026

🏔️ To już naprawdę ostatnia prosta...

Większość przygotowań do wyprawy na Muztag Ata (7546 m) jest już zakończona. Plecak spakowany, sprzęt sprawdzony, dokumenty gotowe. Zostały już tylko ostatnie drobiazgi i za kilka dni ruszam w drogę.

Dziś chciałbym pokazać Wam kilka zdjęć z trasy z ubiegłego sezonu. To właśnie tam będziemy się wspinać.

Na fotografiach widać potęgę tej góry, ale także jedno z największych zagrożeń – szczeliny lodowcowe i mosty śnieżne. To przypomnienie, że mimo łagodnego charakteru Muztag Ata, góra wymaga pokory, rozwagi i odpowiednich decyzji.

Jak zawsze ta wyprawa ma dla mnie głębszy cel niż samo zdobycie szczytu. Każdy krok będzie częścią kolejnego rozdziału mojej drogi i kolejnym wyzwaniem, które chcę przeżyć świadomie i bezpiecznie.

Dziękuję Wam za wszystkie wiadomości, wsparcie i dobre słowa. Zabieram je ze sobą wysoko w góry.

Do zobaczenia już wkrótce z Kirgistanu i Chin! 🇰🇬➡️🇨🇳🏔️

01/07/2026

Dolomickie przełęcze to miejsca, gdzie natura pokazuje swoje najbardziej spektakularne oblicze. Otoczone monumentalnymi szczytami, zachęcają do zatrzymania się choć na chwilę i podziwiania krajobrazów, które wyglądają jak z innego świata.



Czy jest miejsce, do którego wracasz tylko dla samych widoków?

29/06/2026

Przełęcze w Dolomitach zachwycają niezwykłymi panoramami i pozwalają podziwiać góry z zupełnie innej perspektywy. Każdy zakręt odkrywa nowe widoki, które na długo pozostają w pamięci.



Która górska przełęcz zrobiła na Tobie największe wrażenie?

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Gdynia?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Telefon

Adres


Gdynia
81-157