09/12/2022
I pod Twoją choinką może znaleźć się moja książka 😉
https://allegro.pl/oferta/gory-zima-moja-milosc-17813836270
======================================
– Chodź, Prosiaczku, i popatrz. Co tu widzisz?
– Ślady – rzekł Prosiaczek – Ślady łap. – Po czym kiwnął z przejęciem.
– Ach–jej, Puchatku, czy myślisz, że to jest... y...y...y... łasiczka?
– Możliwe – odparł Puchatek – Ze śladami nigdy nic nie wiadomo.
Piąta. Wypełzam z ciepłego łóżka. Właściwie spakowałem się wieczorem, więc teraz tylko śpiwór. Zupełnie nie mam pojęcia, czemu drzwi Chatki zamykam za sobą dopiero po godzinie. Znów brnę samotnie w mroku. Mój powłóczysty krok, ciemność i jakieś takie mało przejrzyste powietrze. Mam wrażenie, że wcale się nie poruszam. Wreszcie jakieś wyraźne wzniesienie. Kijek, kijek, noga, noga... Sporo tu nawianego śniegu, więc idę według własnej koncepcji szlakarskiej. Dochodzę na szczyt, rozglądam się niepewnie. Mapy nie wyciągam, bo musiałbym zdjąć rękawiczki, a trochę zimno. Chyba w lewo, bo taka jakby ścieżka czy coś – podpowiada lekko przytłumiony umysł. No to czemu nie... Ścieżka jest, tylko jakiś id**ta postawił deskę w poprzek. Dziwaczne zwyczaje tu panują. Idę. Ścieżka staje się coraz mniej i mniej wyraźna, aż w końcu znika zupełnie. Spoglądam za siebie na majaczący w oddali szczyt, z którego właśnie zszedłem. Oj nie, nie ma takiej opcji, nie będę się tarabanił z powrotem tylko po to, żeby uznać, że szedłem dobrze i znowu dreptać w dół. Rzut oka na okolicę. W świetle wybudzonego już nieco dnia dostrzegam drzewo. A pojedyncze drzewa na otwartej przestrzeni mają to do siebie, że jak lep przyciągają pędzle szlakarzy. Pewnie tam... No i co? I kto tu jest master–of–nawigejszyn? Jest ścieżka, a na niej świeże ślady butów. Ktoś musiał wstać sporo wcześniej przede mną, że o takiej godzinie dotarł aż tu. Zapewne zmęczonych wieczorem lokatorów Chatki zastanie jeszcze w łóżkach. Nie ma co, prawdziwy turysta. Raźniej się drepcze po czyichś śladach. Mija pół godziny i zza delikatnego wzniesienia wyłaniają się zabudowania. Doskonale, będę miał gdzie zdjąć plecak i dać odpocząć plecom. Choć z drugiej strony te chałupy w Bieszczadach są budowane strasznie na jedno kopyto. Szopa, koło niej domek, zupełnie jak schronisko, które opuściłem jeszcze przed wschodem słońca.
No i chyba... no, bo zdawało mi się, że na Wetlińskiej jest tylko jedna... Podszedłem już dość blisko, żeby w człowieku przy drzwiach rozpoznać jednego z wieczornych śpiewaków. Ale... jak... przecież to... przecież... zwrot na pięcie i długa, seria słów powszechnie uznawanych za obelżywe. Chyba mnie nie widział. Nic nie rozumiem... Co to ma być, jakaś pętla czasowa? Trójkąt Bermudzki? Załamanie czasoprzestrzeni? A ślady? Przecież ktoś tu wcześniej... no właśnie, przecież JA!!!
Krzyś powoli zlazł z drzewa.
– Oj, ty głupi Misiu – powiedział – co ci do głowy strzeliło? Najpierw obszedłeś cały zagajnik sam dwa razy, a potem Prosiaczek pobiegł za tobą i obeszliście go jeszcze raz naokoło.
– Jestem po prostu Miś o Bardzo Małym Rozumku. – powiedział
Kubuś Puchatek.
14/04/2014
Kameralnie o Karpatach w Cafe Foyer. Kraków, podziemia Teatru Słowackiego. Dzięki za miły wieczór i wspólne ratowanie świata :)
Następnego dnia dawka kultury w odnowionych Sukiennicach.
16/02/2014
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami... Podczas włóczęgi przez Karpaty spotkałem Przemka, który wzdłuż karpackiego łuku, przy pomocy dwóch kółek, sunął na wschód.
Polecam nie tylko Zyndranowo-Łupkowski wpis, bo przyjemnie jest sobie przypomnieć jak wygląda LATO ;)
http://welnobrody.blogspot.com/2014/02/no-koncu-swiata-z-zyndranowej-do-upkowa.html
Małe wyjaśnienie ten wielki brzuch to nie spuchlizna głodowa, a efekt solidnie zaciśniętego pasa biodrowego. Tylko tak można było bowiem utrzymać ten mój tobołek na plecach żeby nie urwał mi ramion ;)
Między szprychami: No końcu świata: Z Zyndranowej do Łupkowa i dalej
11/02/2014
Pokaz slajdów w zaprzyjaźnionym Klubie Podróżników. Dzięki, że przyszliście, a w dodatku dotrwaliście do końca ;)
11/12/2013
Slajdowisko, slajdowisko i po slajdowisku... Dziękuję organizatorom i wszystkim wytrwałym późnonocnym / wczesnoporannym słuchaczom. A poza tym - górski sezon rowerowy uważam za otwarty ;)
W dole chatka na Pietraszonce.
27/11/2013
Zapraszam na spotkanie w Chatce na Pietraszonce! Maraton opowieści o rumuńskich Karpatach trwa cały weekend 6-8 XII, ale wydarzenie sezonu (moja relacja :D ) przypada w nocy z piątku na sobotę, godz. 4:40 rano.
Oczywiście do Waszej dyspozycji jestem cały weekend ;)
Do zobaczenia!
Więcej informacji na stronie Chatki AKT:
http://www.akt.gliwice.pl/cms/component/content/article/8-ogloszenie/192-rumunalia2013glowna
Karpaty rumuńskie w weekend - 2013
26/10/2013
Z drzew zaczęły spadać już pożółkłe liście, w okna coraz częściej bębnią krople jesiennego, zimnego deszczu, a ja mam wrażenie, że ta wyprawa to był tylko sen. Żelazna Brama i rozgrzana słońcem droga nad Dunajem? Samotne wieczory w ciemnym, ponurym lesie i na górskich grzbietach w blasku zachodzącego słońca. Desperackie szukanie wody i brodzenie po kolana w lodowatych górskich potokach z braku lepszego szlaku. Kilometry lasów, łąk i ścieżek pośród skał. Godziny spędzone na rozmowach z samym sobą lub z wyimaginowanymi rozmówcami.
Wszystkie te wspomnienia zdają się być tak odległe, tak nierzeczywiste, jak obraz własnych narodzin.
Żeby zatem wyprawa nie pokryła się kurzem mglistych wspomnień, postanowiłem stworzyć małą statystykę:
"Łukiem Karpat 2013 w liczbach"
Wyprawa trwała 89 dni, w tym 2 dni odpoczynku i 3 dni na dotarcie do przejść granicznych.
Maszerowania po górach - 84 dni.
Przeszedłem ok. 2250 km, przez terytorium 5 krajów.
Suma podejść - ok. 100 km, to jak wejść na 12,5 ośmiotysięczników od poziomu morza lub wdrapać się na 33 tys. piętrowy budynek :)
Zaliczyłem 1 wypadek - autobus vs. fiat doblo.
40°C - wyprawowa amplituda temperatur.
Pochłonąłem około 180 tabliczek czekolady, 4 litry miodu i niezliczone ilości konserw.
Na plecach miałem średnio 30 kg w tym 1,5 kg map.
Rekordowa liczba "spotkanych" (obszczekujących) w ciągu dnia psów - ok. 100.
80m npm - Dubova (start)
2544m npm - Moldoveanu (najwyższy punkt)
130m npm - Bratysława (meta)
Mnóstwo przygód :)
15/09/2013
15/09 ...i ostatni dzień. Czyli znów nad Dunajem :)
Wyprawa dobiegła końca. Podsumowanie wkrótce :) [a.]
15/09/2013
15/09 Ostatnia góra :) [a.]
14/09/2013
14/09 ...Za to szlak jest, kosówki nie ma i to trzeba docenić ;)
Są nawet tabliczki z godzinami (jak blisko do mety!). Drzewo najwyraźniej nie uważa za stosowne, żeby je do niego przybijać. [a.]
14/09/2013
14/09 "Na przemian leje i pada" - pisze Piotrek. Ewentualnie mgła i siąpi, ale zazwyczaj leje jak z cebra.
"Budzę się w nocy, coś mi na głowę kapie. Szukam czołówki, włączam, a tu z kilku miejsc się leje do środka! Oberwanie chmury, wiatr targa namiotem jak chce. Namiot się rozrywa, a ja odlatuję z jego strzępami, rzuca mną mniej więcej tak, jak w tym autobusie rumuńskim."
Tak, to tylko sen. Ale dziś wieczorem nie zaszkodzi mocniej umocować namiotu i obłożyć dodatkowo kamieniami ;)
A miejsce na nocleg - przepiękne. Trochę się rozpogodziło i z trawiastej górki o nazwie Somár roztacza się przecudny wieczorny widok, niemal 360 stopni. W oddali lśni wstęga Dunaju, widać też Austrię.
Zdjęcie ze szlaku. Łaskawsze oblicze dzisiejszej aury. [a.]