07/08/2026
[ZAPOWIEDŹ MECZU]
Czy w dwa tygodnie uda się poprawić formę kulejącej formacji, dzięki której wygrywa się mecze? Jakie wnioski zostały wyciągnięte podczas tej tygodniowej, przymuszonej pauzy? Jak przygotować się na odejście Tamara Svetlina? A przede wszystkim - jak powstrzymać rozpędzoną bandę Marka Papszuna, która wygrywa od maja wszystko jak leci? Na część tych pytań uzyskamy jutro, w sobotni wieczór, kiedy to Korona Kielce zagra z Legią Warszawa.
Kibice warszawskiego zespołu przeżyli kolejny horror w swoim kibicowskim życiu, kiedy musieli z przerażeniem patrzeć, jak Legia Warszawa bardzo słabo radzi sobie w trakcie rundy jesiennej zeszłego sezonu. I stopniowo, z tygodnia na tydzień, drużyna stacza się na samo dno ligowej tabeli. Nie bez przyczyny porównywano sezon 25/26 do sezonu 21/22, kiedy to Legia rozpaczliwie broniła się przed spadkiem z ligi. Na ratunek przybył Marek Papszun, który zastąpił Iordansecu. Początki były trudne, bo zespół jednak nie zmienił się od razu, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. W debiucie Wojskowi już trenera Papszuna przegrali z... Koroną, niemrawo poradzili sobie w Gdynii, lecz wyrwali punkt, ale od tamtego momentu narodziła się nowa drużyna. Do tego stopnia, że odrodzili się jak feniks z popiołów - wydostali się ze strefy spadkowej, wykorzystali słabość rywali i przed ostatnią kolejką poprzedniego sezonu byli w grze o Ligę Konferencji. Celu tego nie udało się osiągnąć, kiedy w ostatnich sekundach sezonu 25/26 bramkę na 1:1 zdobyła Gieksa, ale wśród wielu problemów - wizerunkowych, finansowych i organizacyjnych - Legioniści mogą patrzeć z nadziejami w przyszłość. Szósty rok bez mistrzostwa w Warszawie to klęska i ogromny cios dla takiej marki i największego klubu w Polsce. Idzie jednak powiew świeżości, czegoś lepszego, tego przynajmniej sobie życzą kibice Legii. Ten sezon może właśnie taki być, przełomowy. Trener Papszun jest znany ze swoich metod. Może rzeczywiście jest w tym wyrachowanie i przepychanie tych meczów, ale póki to jest skuteczne - to działa, i sympatycy Legii na pewno to cenią.
Korona ma co analizować po meczu z Jagiellonią. Jeden błąd wystarczył, by przyjechać do domu z niczym. Nie można się przyczepić co do naszej gry, bo sama jej organizacja i struktura jest na dobrym poziomie. Problem to brak dołożenie tej nogi do tego dużego prostokąta przeciwnika. Z tym problemem borykamy się od początku tego roku. To bolączka decydującą o naszej dyspozycji i nastrojach.
Gra obrony, poza tym jednym błędem w Białymstoku, może się podobać. Powoli możemy mówić o założeniu funklubu Ariela Mosór i w niedługim odstępie czasu zapomnimy o Pau Reście. Patrick Hellebrand będzie liderem środka pola po odejściu Tamarka. Pomocnicy zdominowali Jagiellonię, i choć był to niezbyt porywający mecz, daje nadzieję na to, że ta formacja będzie nam wygrywać (oby tak było jak najczęściej) mecze.
By jednak wygrywać mecze, stawiać sobie nowe cele i wyzwania, trzeba strzelać gole. Nic odkrywczego. Tyle że na tym polu musimy się wzmocnić i liczymy na to, że atak zostanie wzmocniony przez naszych włodarzy. Nie idzie się na wojnę z samym tylko widelcem w ręku. Na ten moment musimy uwierzyć w instynkt strzelecki naszego kapitana, Mariusza Stępińskiego, w przebłysk geniuszu Dawida Błanika, odnalezienie siebie sprzed kontuzji Wiktora Długosza oraz na młodość Stjepana Davidovicia. Ta wiara jest duża, bo to dopiero początek sezonu. Nic w Białymstoku nie zostało przegrany, choć nastroje są zrozumiałe.
Od momentu powrotu do ekstraklasy, na pierwsze zwycięstwo czekaliśmy minimum do trzeciej kolejki. Trzecia kolejka zaczyna się w ten weekend, dla nas jednak będzie to drugi mecz w nowym sezonie. Zagramy na własnym obiekcie, na Exbud Arenie. Tutaj czujemy się mocni, tutaj bije serce klubu, tutaj bije serce kibiców, którzy wierzą, którzy chcą wierzyć, że ten sezon będzie najpiękniejszy w naszej ekstraklasowej historii. Nadal tak może być! Tylko trzeba, żeby wszyscy szli w stronę Korony, a nie każdy z osobna. Tylko tyle i aż tyle potrzeba.
Potrzeba też ambicji i zerwania pewnych łatek, które za Koroną się ciągną. Ten pierwszy, żeby punktować dobrze już na starcie to jedno. Drugi, żeby wyzbyć się, odepchnąć, pozbyć się tego genu frajerstwa, który nam towarzyszy. Trzeci to taki, żeby wreszcie móc konkurować jak równy z równym z tymi najsilniejszymi ligi. Nie tylko w gabinetach czy przy transferowym stole, ale przede wszystkim - na zielonych murawach polskich boisk.
Pojedynki z Legią mają to do siebie, że elektryzują w całej Polsce. Czy to Nieciecza, Poznań czy nawet Suwałki - to rywal elektryzujący i działający na wyobraźnię. Jednak my w Kielcach idziemy na Koronę. Na to, by szczelnie wypełnić trybuny, po to, żeby zobaczyć naszych piłkarzy. Trzeba im pomóc!
Rywalizacje między Koroną a Legią są zawzięte. Rzadko kiedy udaje się nam zdobyć punkty, takich przypadków ogólnie było 14 na 38. Z tych czternastu tylko siedem razy udało się wygrać. To ostatnie zwycięstwo było w tym roku na Legii, drugi raz w historii, w Warszawie. Ostatnie zwycięstwo Korona w Kielcach osiągnęła osiem lat temu. Najwyższa pora, by sięgnąć po zwycięstwo! A Legię da się ukłuć! Pokazaliśmy my oraz w kwietniu L**h! Naprawdę się da! Tylko trzeba chcieć!
A my, Korono, na pewno będziemy chcieli Cinw tym pomóc! Nie tylko jutro, ale i przez cały sezon! W złocisto-krwistych barwach, ze złocisto-krwistym sercem! Będziemy z Tobą Koroną, i niech nasz rywal wie, że to jest nasz stadion, nasz teren, nasz Dom! Tego się trzymajmy!
Korona Kielce - Legia Warszawa, start o 20:15, w sobotę, 8 sierpnia. Transmisja w Canal+Sport 3!
Koroneczko, my wspieramy Cię! O Koroneczko ma! 💛❤️
przygotował: Marcin Kowalczyk