01/04/2025
Nie wiem, jakie było Wasze najdziwniejsze prima aprilis, ale ja takie miałem ponad 10 lat temu.
Nastąpiła końcówka kontraktu i wtedy różne przetasowania kwaterowe się przytrafiają i finalnie dość przypadkowo przyszło mi chwilkę pomieszkiwać z dwoma bardzo fajnymi inżynierkami w 3 pokojowym apartamencie.
Przy czym powiedzmy, że już wcześniej od jednej tak w zasadzie nieśmiałego kosza dostałem, a z drugą tam nawet mały imprezowy niewinny pijacki epizodzik się przytrafił. Także dobrze się znaliśmy, dogadywaliśmy, było zabawnie i bez zbędnych barier.
Trzeba nadmienić, że obie były bardzo ładne, inne zupełnie typy urody i charakteru.
Jedna się na partnerkę nie nadawała w ogóle, a druga… no ewentualnie na czas trwania kontraktu, ale na żonę już chyba też nie 😉
Dobra, ale przychodzi prima aprilis i w sumie leżąc na łóżku po pracy myślę sobie – a! coś trzeba odjebać.
Więc pisze sobie na bekę takiego smsa:
- Madzia Słonko, może miałabyś ochotę na chwile szaleństwa w postaci trójkąta? Aga mówi, że w sumie, to nie miałaby nic przeciwko 😉
Oraz drugiego
- Aguś, wariatko, wpadaj do mnie na niewinnego trójkąta, Magda na pewno nie będzie protestować 😉
I czekam sobie, aż odpiszą coś w stylu, że nawet dobry żart, albo, że mnie pojebało albo otworzą drzwi i popukają się po głowie.
Ale nic nie odpisały. Nagle w korytarzu słyszę jakieś szepty i chichot, a potem dłuższa chwilę ciszy.
Nagle wpadają do mojego pokoju bez bluzek i spodni. Jedna z ciemniejsza karnacją w białej bieliźnie, a ta druga w czerwonej.
I normalnie zaczynają się do mnie dobierać, a ja w kompletnym szoku.
W takim szoku, że nie wiedziałem, co myśleć chyba dlatego jakieś grubo popierdolone rozkminy mi się przez zwoje mózgowe przetaczały.
- ten biały, to „snow white”, czy bardziej po prostu blanco? Nie wiem, bo ten czerwony, to na pewno odcień rojo diablo!
Ale szybko z zamyślenia wyrwał mnie subtelny dotyk ciepłych kobiecych dłoni na torsie i plecach rozgrzewający mnie do kompletnego szaleństwa. I tak ściągneły ze mnie, co tam miałem na górze.
Nagle odeszły o krok i zaczęły się zajmować sobą…
No grubo... to się chyba nie dzieję.
Z ciężkiego szoku wyrywa mnie ta bardziej niegrzeczna:
- a ty co tak sterczysz? I po co ci te ubrania! – głosem zalotnym i figlarnym w takim samym stopniu, jak zdecydowanym
Absolutnie miałem zamiaru protestować.
- ta, to wie, czego chce – pomyślałem.
No i co miałem zrobić?? Ściągam to, w czym od kilku chwil było mi wyjątkowo ciasno wpatrując się w zajęte sobą koleżanki.
I wtedy przyszło mi na myśl to, co zawsze w takich sytuacjach zabija spontaniczność
- zaraz zaraz, a skąd ja teraz wezmę kon…
Nie zdążyłem dokończyć myśli, bo dziewczyny zatrzymały się nagle wpatrzone z ciekawością w to, co przed chwilą wyskoczyło z bokserek, żeby na trzy-cztery z niekryta satysfakcją wykrzyczeć słowa, które chyba najbardziej w tej chwili nie chciałem usłyszeć:
- PRIMA APRILIS!!! – i dalej, już tylko się słaniały na nogach ze śmiechu.
Resztę dopowiedzcie sobie sami, bo nie wiem, czy da się opisać to niezręczne uczucie zmieszania i żenady jakie tam nastąpiło.
Myślałem, że z prima aprilis zrobię sobie walentynki.
A wyszło coś pośrodku.
Czyli pierdolony dzień kobiet 😉