A może któryś z fanów wybiera się w najbliższy czwartek w Bieszczady i chciałby wejść razem na Tarnicę? ;)
Twardym trzeba być nie mientkim - adventure team
Łączymy ludzi kochających aktywnie spędzać czas, to znaczy maszerować, pedałować, wiosłowa?
03/08/2021
Kochani, na początek przepraszam, że zaniedbałam Was z postami! Brakło czasu ma uaktualnianie wycieczek 🤷 W najbliższym czasie mam nadzieję nadrobić to z nawiązką. A zatem zacznijmy ;)
Świat rządzi się ciekawymi zależnościami. Zawsze jest ktoś kto ciągnie za rękaw, a za nim idą ludzie, którzy za ten rękaw zostali pociągnięci.
Tym razem rękaw był ciągnięty w stronę Tatr. Byli tacy co się dali pociągnąć.
Prognozy, były tak niesprzyjające, że do samego końca, nie było pewne, czy pojedziemy, ale ostatecznie...
…pojechaliśmy! Bo twardym trzeba być, nie mientkim! :D
Na sam początek - Jaskinia Mylna.
Już ona, dała tak potężny zastrzyk pozytywnej energii, że nawet jakby po wyjściu z niej, nastąpiło załamanie pogody, to każdy byłby szczęśliwy.
Całkiem przypadkiem, idąc do Mylnej poznaliśmy dwójkę wspaniałych ludzi – Monikę i Cezarego. Przeszliśmy całą jaskinię razem, a po skończonej eksploracji zasiedliśmy na mały biwak. Góry są świetne, a ludzie poznani na szlakach są jeszcze lepsi!
Po Mylnej szybki sus do Schroniska Ornak po pieczątki i mały popas.
Później cele już konkretniejsze - uderzamy na Czerwone Wierchy.
Im wyżej, tym gorsza widoczność. W pewnym momencie ktoś włączył nadmuch na dwa, i wyłączył renderowanie krajobrazu. Najpierw stopniowo, żeby w końcu widoczność spadła niemal do zera.
Na samych Czerwonych - nadmuch na 4, widoków niezbyt wiele, ale udało się coś zobaczyć w przerwach między jedną warstwą chmur, a drugą.
Dalej było już tylko...ciekawiej.
Klimatyzacja załączona z taką siłą, że wyrywało z wrotek. Trzeba było się chować za kamieniami.
I tak wiało i duło do samej Przełęczy Kondrackiej. Mocno zastanawialiśmy się, czy ze względu na pogodę, nie odpuścić wisienki na wycieczkowym torcie - Giewontu.
Jednak gdy byliśmy niemal zdecydowani schodzić, wówczas zadziała się tatrzańska magia. Nagle, nawiew skręcony na zero, widoczność na kilka kilometrów....i wtedy zza chmury wyłonił się on, w całej swojej okazałości - Giewont.
Tak, to był dla nas sygnał - idźmy tam! Avanti!
Impulsem, bo impulsem - zdobyty! Trochę jak na złość, gdy doszliśmy na szczyt, świat spowiło mleko tak gęste, że ledwo było widać krzyż.
Potem już dłuuuga droga w dół. Wszystko we wspaniałych nastrojach i piosenką na ustach niemal do samych Kir. Na szlaku, od zejścia z Giewontu, nie spotkaliśmy niemal nikogo - Całe Tatry nasze!
Kolejna fantastyczna wycieczka, zakończona o równie niefantastycznej godzinie, po przebyciu blisko 40 kilometrów! Do domu wróciliśmy dosłownie na oparach!
15/07/2021
Lepiej późno niż później ;) W końcu znalazłam chwilę, żeby Wam zrelacjonować kolejne wypady dla "twardzieli" ;)
Koniec czerwca, sobota, godzina 6:30 spotykamy się w Wieliczce i we trzy dziewuchy lądujemy do jednego auta. Tatry czekają 🤩
Pogodę zapowiadają nie specjalna. Wręcz na stronie TPN pokazują burze i ulewy, z kolei ICM twierdzi, że będzie spoko. Ryzykujemy 💪
Na parking w Kuźnicach dojeżdżamy koło 8:30. Szybki przepak i już siedzimy w busie. Pogoda jest więcej niż zadowalająca, więc zaczynamy realizować pierwotny plan trasy.
Spod kolejki ruszamy niebieskim szlakiem na Halę Gąsienicową. To może szarlotka w schronisku? Z Murowańca wyszłyśmy szybciej niż do niego weszłyśmy - Krupówki. Na szczęście Ania zabrała ciasto maminej roboty, więc nie było tego złego ☺️
Dalej do Czarnego Stawu Gąsienicowy, a potem Zielonego. Ale chwileczkę, gdzie jest Zielony? Przecież tu są tylko skały piętrzące się w górę 🤷🏼♀️ Wyszła nieznajomość Tatr 🙈 Po drodze czekała nas Przełęcz Karb, która okazała się chyba najfajniejszym elementem wycieczki.
Z Karbu między stawami Gąsienicowymi, przez potoczki w stronę Kasprowego Wierchu. Na górze obiadek i lecimy na dół do Kuźnic.
Przepiekna trasa widokowa. Łącznie około 20km. Wszystkim polecamy 😍 Na dowód dorzucamy naszą relację fotograficzną 😎
Kochani, w ostatnim czasie tyle się działo, że nie było kiedy podzielić się z Wami naszymi wyprawami, obiecuję poprawę ;)
Na dniach wjadą dwie relecje z Tatr i relecja z noclegu na Babiej Górze 💪
21/06/2021
Ćwilinowy weekend czyli sobota i niedziela w Beskicie Wyspowym 🏞️
Jeszcze w tygodniu Przemek (jeden z naszych biegowo-górskich wyjadaczy) szukał towarzyszy na sobotni wypad na Ćwilin. Niestety trochę się na nas zawiódł, ale też zainspirował. Dzięki temu opis wyprawy będzie w dwóch odsłonach.
Ćwilin Akt 1.
Czasem jest tak, że jedna spontaniczna wyprawa, pociąga za sobą kolejne.
Całkiem nieświadomie, idąc na zachód słońca na Mogielicę, zrobiłem zdjęcie truskawki, z Ćwilinem w tle.
Pięć dni później truskawka była tylko wspomnieniem, a Ćwilin wszedł na główny plan.
Zrywka rano, kawka w Maczku, czekanie na resztę załogi i ku przygodzie! Desant w Jurkowie i drałujemy w górę, żeby zdążyć przed największym upałem...ale wtedy pojawiły się one! Poziomki! :)
..i cały misterny plan zdążenia przed południem legł w pysznych planach. ;)
Mimo upału, wycieczka bardzo wygodnym szlakiem, z zapasem poziomek na podorędziu.
Na szczycie szybka fotka i sprintem wgłąb Polany Michurowej.
Ależ tam są widoki! Widać Gorc, Tatry, Babią Górę! Koniecznie trzeba tam kiedyś zaglądnąć na zachód słońca!
Na powrocie druga runda z poziomkami i byczenie się w trawie, połączone z kontemplowaniem widoków na pobliskie góry. Mają zdjęcie z poziomkami....a wiadomo, co to znaczy :)
Ćwilin Akt 2.
Kiedy w sobotę wieczorem zobaczyłam zdjęcia z wyprawy Przemka, musiałam zebrać resztę ekipy i następnego dnia powtórzyć jego wyczyn.
Oczywiście nie obeszło się bez kłopotów 😅
Rano wycieczka stanęła pod znakiem zapytania 😨 Cześć ekipy zabalowała dnia poprzedniego 🥴🤣 ale na szczęście mimo godzinnego opóźnienia dotarli i byli bardzo dzielni 💪
Około 11 dotarliśmy do Jurkowa, żar lał się z nieba 🥵 Ale dzielnie zaczęliśmy wdrapywać się na Ćwilin. Było tak gorąco że przerwy w cieniu były najlepszym co mogło nas w życiu spotkać 🙈 Kiedy w końcu dotarliśmy na szczyt słońce i upał nagle przestały nam przeszkadzać. Przesiedzieliśmy tam dobre dwie godziny napawając się widokiem w pełnym słońcu ☀️
Wracając na dół podzieliliśmy się na dwie ekipy - schodzącą i zbiegającą. Ta druga miała szanse na leżakowanie, więc warto było 🛏️
W drodze powrotnej nie mogło zabraknąć stałego punktu na mapie czyli Lawenda Kawiarnia, którą gorąco wszystkim polecamy! 🤩😍
17/06/2021
Od dawna chodziła nam po głowie wyprawa do Ojcowa piechtolotem 🚶🏼♀️🚶🏻♂️🚶🏻♀️
W końcu trafił się wolny weekend i nieco już poszerzonym gronie ruszyliśmy.
Z Prądnika Białego wyruszyliśmy parę minut po dziesiątej, szliśmy przez Pękowice z krótką przerwa na mrożoną kawę na leżaku, potem Giebułtów i już idziemy przez las i widzimy pierwsze skałki. I już przemierzamy Prądnik Korzkiewski w drodze do Ojcowskiego Parku Narodowego.
Do Parku wchodzimy od Doliny Prądnika, o który trwa walka. Polecam się zapoznać z OCAL DOLINĘ PRĄDNIKA 🧐 Krótki spacer i docieramy do naszego pierwszego celu - Kawiarnia Niezapominajka 🤩 Na miejscu same pyszności, które spożywa się z pięknym widokiem ❤️ Jest do dobra chwilą na oddech i osuszenie się, bo co chwilę atakowały nas gwałtowne ulewy i burze (ale przecież z cukru nie jesteśmy!) ⛈️
Potem Brama Krakowska, Grota Łokietka, Ojców i nazad w stronę Krakowa.
Wracaliśmy już całkiem po ciemny wyposażeni w czołówkę. Trochę główna trasą, trochę bocznymi ścieżkami. W końcu po 44km przed północą dotarliśmy do mety ;)
11/06/2021
Nasza pierwsza wyprawa, od której wszystko się zaczęło miała być niezadługim spacerem w poszukiwaniu drugiego Smoka Wawelskiego. Spacer przerodził się w prawdziwe eksplorowanie Nowej Huty.
Zaczęliśmy od pasa startowego. Bo przecież w Krakowie kiedyś było lotnisko (nie na Balicach), dzisiaj został ledwie pas asfaltu i Muzeum Lotnictwa ✈️
Dalej pomaszerowaliśmy do najlepszej na świecie Lodowej Huty. Kto nie zna polecamy poznać 🍦😍 Jesteśmy szczególnie zakochani w smaku beza z maliną ❤️
Potem dotarliśmy do Łąk Nowohuckich - to prawie 60 ha przepięknej zieleni, która ciągnie się aż do Wisły 🍃
Po paru minutach napawania się widokiem ruszyliśmy na Kopiec Wandy (tak tej od Niemca). Co ciekawe Wanda chyba była patronką sprzątaczek, bo na obelisku widać... mopa? 😅
Od Wandzi już rzut beretem do Huty Sędzimira i nad Zalew Nowohucki, gdzie wypożyczyliśmy kajaki (dla urozmaicenia wyprawy). W parku nad Zalewem stoją foodtracki przy których można wychillować i najeść się do syta 🤤
W końcu ruszyliśmy upolować Smoka 😎 Zgodnie przyznaliśmy, że brzuchaty smok o figurze gruszki jest dużo sympatyczniejszy od chodzielca znad Wisły. Gdyby ktoś chciałby się z nim zaprzyjaźnić stacjonuje przy ul. Makuszyńskiego.
Jako, że było nam za mało chodzenia i koniecznie chcieliśmy dobić do 50km (teraz już wiemy, że był to kretyński pomysł 😅) poszliśmy jeszcze nad Zalew Zesławicki i do Prus. Jako, że wracaliśmy po ciemku brak oświetlenia zrekompensowaliśmy sobie trójkątem ostrzegawczym przytroczonym do plecaka 🤣🤣🤣
Po powrocie do Krakowa do dreptaliśmy tylko do Parku Tysiąclecia. Gdzie po blisko 45km padliśmy na ławkę i zamówiliśmy Ubera 😅
Niewiele później narodził się pomysł utworzenia grupy zrzeszających tak samo nawiedzonych ludzi jak my 😅 Czy to Ciebie szukamy? 🤔
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Lokalizacja
Kategoria
Strona Internetowa
Adres
Kraków