Wolski Kolektyw Biegowy

Wolski Kolektyw Biegowy

Udostępnij

Krakowska otwarta grupa biegowa zrzeszająca amatorów nocnego biegania w Lasku Wolskim. Bawimy się

01/04/2026

Rozwijamy się! 🤩 Dzięki współpracy z zaprzyjaźnionym sklepem sportowym, wszyscy obecni na dzisiejszych urodzinach Kolektywu otrzymają darmowe kupony na speedgoaty 7! 🐐🐐🐐🐐🐐🐐🐐 Zapraszamy od 18:30! 🍻

Photos from Wolski Kolektyw Biegowy's post 31/12/2025

Kolejny rok z Wolskim Kolektywem Biegowym za nami.

Rok szczególny, bo jubileuszowy. Od 10 lat, w każdy wtorek o 18:30, pod Diabelskim Mostkiem odbywa się ten sam rytuał: grupa dorosłych, wydawałoby się rozsądnych ludzi, dobrowolnie porzuca ciepłe domy, by wbiec na Kopiec Piłsudskiego.

Co zapamiętamy z 2025?
- Naszą „precyzyjną” nawigację: Zgodnie z tradycją, trasy nie znał nikt – nawet osoba, która ją prowadziła.
- Wtorkową magię: Nieważne, czy lało, czy wiało, czy Las Wolski próbował nas pożreć – byliśmy gotowi.
- Matematykę Kolektywu: Kiedy „spokojne 15 km” magicznie zmieniało się w "niespokojne 18 km"
- Nasze autorskie know-how: Kiedy doradzasz, że najlepszym sposobem na wszystkie kontuzje biegowe jest ich rozbieganie (bo kolega tak robi i mówi, że działa).

Dziękujemy, że tworzycie tę najbardziej demokratyczną anarchię biegową w Krakowie.

Szczęśliwego Nowego Biegu!
Pierwszy wtorek roku sam się nie przebiegnie!

Zdjęcia: Kuba | www.smartstudio.pl

Photos from Wolski Kolektyw Biegowy's post 16/10/2025

Ogólnie to było nawet sucho, jak na to czego się spodziewaliśmy, bo prawie wszyscy uzbrojeni w jakieś tam glebogryzarki, albo chociaż nie asfaltowe obuwie biegowe. Poślizgać właściwie można było się tylko miejscami i głównie niespodziewanie. Wtedy można się dowiedzieć o nieużywanych na co dzień mięśniach kor end stabiliti. Zimno też było mniej niż się wszyscy wyubierali, choć z tym to jak wiadomo, każdy ma inaczej, dlatego niektórzy kończyli bieganko z czapką na głowie i odziani w kurtałke, a niektórzy "na krótko".
Miał być też Dzień Trenejro, ale jakoś obeszliśmy ten temat (o)płotkami i skupiliśmy się na ostatniej krakowskiej połówce, czyli kto ile urwał i dlaczego warto 25sec zostawić sobie na wiosnę. Było też, dlaczego chłopy lubią w ultra. Konkluzja prosta i wyszła od tej piękniejszej części naszego grona, że tyle więcej poza domem spędza się czasu. Miszczem (nie z naszego grona bo my to jednak lubimy też i w domkach naszych posiedzieć) został ten, który wszystkie zawody 200+ (i sporo niewiele krótszych) w jednym roku porobił, choć wcześniej biegał w zawodach niezawiele. To jest dopiero wynik: ponad 2000 kilometrów wyścigowych w jednym roku, a gdzie jeszcze treningowe kaemy... Owszem to wyjątkowy rok, bo startując na trzech zawodach (DFBG, Kret H. i Rzeźnik 500) można było już połowę tej liczby ubiegać, ale tym bardziej nie umniejsza to wyczynu.
My ubiegaliśmy letko ponad 16km i na ten wieczór to w zupełności wystarczyło. Przed końcem, ze względu na mniejsze występowanie błota niż zakładaliśmy, jeden się wypuścił na sam przód, prowadząc wszystkich ku miejscówce, gdzie, jeśli błota nie ma to znaczy, że jest poważna susza. Taak to ostatni zbieg GPK i tu rozczarowania nie było. Kurom i kurłom nie było końca. Całe (prawie) czyste buty ubłocone. Podobno to dobrze, bo przynajmniej nie ma wątpliwości w domu, że to jednak lasek z ekipą był biegany.
Także zapraszamy za tydzień, będziemy bie... a nie może nie będziemy biegać, bo otóż właśnie w najbliższy weekend dzieje się kolejne Łemko. Wysłanników mamy tam zacne grono, więc może trzeba będzie nad jakimś nawadnianiem pomyśleć.
Z pewnością poinformujemy Was koło niedzieli co będziemy działać w następny wtorek. Nawadnianie, bieganie a może jedno i drugie 🙂

Joanna Gryboś
Mateusz Morawa
Janusz Czajka
Paweł Więcław
Paweł Pery Perykasza
Romek Krysa
Krzysiek Be
Fot. Kuba ZyoTuba 👏

Photos from Wolski Kolektyw Biegowy's post 02/10/2025

To był dzień testu.
Ważnego testu dla każdego biegacza. Czy na pewno i z pełną odpowiedzialnością chce mi się iść pobiegać w taką pogodę, jaka była w miniony wtorek? Kolektyw miał jeszcze trochę trudniej, ponieważ po 18 zapowiadano najmocniejsze opady deszczu. Ciężko wyjść ze strefy komfortu panującej w aucie lub tym bardziej domu, widząc drzewa falujące od wiatru oraz miliardy kropel spadających na szybę, ale cóż. Słowo się kliknęło, "wezmę udział" to trzeba wyjść 🤪 Niektórzy postanowili wystawić się na jeszcze większą próbę i przyjechali rowerem 💪 w tym deszczu... No to przynajmniej ktoś jeszcze przybył, ale tłumów to pewnie nie będzie.
Idziemy w stronę punktu zbiórki, a tam nikogo nie widać. Ok. Jest nas troje, więc i tak całkiem sporo jak na te warunki. Zbliżamy się do mostka, a z pod niego wybiega Korunia zdradzając, że jeszcze ktoś przybył. Już słychać rozmowy, więc jest ich więcej... A nawet dużo więcej niż się spodziewaliśmy 😀
F**k yeah!!
i dla takich chwil wiemy po co pchamy ten wózek 🥹
Wyjątkowo poczekaliśmy ułamek minuty dłużej niż zwykle na spóźnialskich, którzy walczyli z deszczokorkami w grodzie Kraka.
Udało się ostatecznie wyruszyć w ciemność ku kolejnej wtorkowej przygodzie. Trasa z grubsza przedstawiona "tym z czoła", co by ich nie poniosło w deszczu na jakieś ścianki wspinaczkowo zjazdowe. Raczej trybem na spokojnie, bez fikołków, ponieważ co chwilę pojawiała się jeszcze mgła, która wraz z kroplami wody zdecydowanie nie współpracuje ze światłami czołówek.
Podłoże w lasku jeszcze w formie całkiem zwartej, tylko miejscowo można było poćwiczyć uślizgi i mięśnie stabilizacyjne. Skoro o ślizganiu mowa... Przyznać trzeba, że i tak w tym roku wielokrotnie udało nam się ominąć deszcze niespokojne. Do tego stopnia, że miał ktoś przyjemność pierwszy las latać po lasku w nocy, w deszczu i mgle na raz.
Omawiając min. zakończone mistrzostwa, sprinty na 10km w Stolycy oraz przyszłe łemko udało się dotrzeć do kopca. Tam nadal krzyża i światła brak, ale to nam w ogóle nie przeszkadza w zdobyciu tego krakowskiego everestu. Niestety, czasu na pogaduchy i zdjęcie na górze mało, bo najzwyczajniej w świecie... pizdzi 🥶
Na szczycie spotykamy trzech biegowych, zaprzyjaźnionych amigos, którzy podobnie jak my, mają w planie obrać kierunek powrót. Łączymy siły. Ale że kilometraż ciut ciut za mały trzeba było dokręcić rogala pod zoo, co by założenia taktyczne na ok 15km zostały spełnione.
Udało się. Dotarliśmy do ławeczki finishera. Pomimo deszczu, wiatru, mgły i ciemności, spędziliśmy miło i przyjemnie wieczór, podbijając kartę obecności na kolejnym wtorku. Wtorku, który nie zapowiadał się w ogóle na tak fajny wtorek.
I jak zawsze zapraszamy na kolejny 😀

Fot. Kuba ZyoTuba
Joanna Gryboś
Kasia Strząbała
Przemysław Kuras
Paweł Pery Perykasza
Kuba Kolecki
Michal Czarniecki
Romek Krysa
Janusz Czajka
Kamil Budziński

Photos from Wolski Kolektyw Biegowy's post 25/09/2025

Jesień przybyła.
Może jeszcze nie w pełnej krasie, ponieważ nadal stosunkowo zielono wokół, ale upał zelżał, a dodatkowo przewidywano mniej lub bardziej rozwinięte opady deszczu. W niedzielę odbył się też B3K, a kilkoro reprezentantów naszej grupy tam zasuwało. Dlatego tłumów się nie spodziewaliśmy... a tu proszę. 15tu ludzi i Korunia.
Szybko okazało się, że pomimo jesienności w powietrzu, to nadal jest ciepło i można biegać bez kurtki, a nawet na krótko.
Za to w lesie jest ciemno na dzień dobry wieczór, więc z czołówką każdy za pan brat, i tak niestety zostanie (chyba) do marca.
Przynajmniej już jest głowa spokojna, że nie trzeba się spieszyć, bo zaraz zajdzie ognista kula, a to jest nasze must see. Można wrócić do standardów, czyli kopiec zostawić na koniec, bo po tym punkcie, jak powszechnie wiadomo, już można w stronę domu prawie najkrótszą. No chyba, że jest mao metrażu w długości lub wysokości, to trzeba dobiegać, ale z tym nie ma co dyskutować. Jak mus to mus.
Ciemności mają też działanie pobudzajace. Sprawdzają czujność i zdolności matematyczne, bo to jednak ważne, czy mamy jakiś niespodziewany minus. Jak się okazuje w nocy to nawet stali bywalcy nie zawsze się orientują, gdzie toż nogi grupę poniosły.
Pod kopiec udało się dotrzeć prawie w komplecie (minus 1 przebiegło w kontrolowanych warunkach). Jak myślicie, że tu nic się już wydarzyć nie może to jesteście (i my też byliśmy) w błędzie.
Jakiś holyłud przyjechał na filmów kręcenie, krzyż spod kopca zajumali, a światełko na kopcu zgaszone 🤪 Do tego okazało się, że jednak dziś mao km w długości wyszło, no to trzeba dobiegać jakiś skok w bok.
Podołaliśmy wszystkim problemom i doturlaliśmy na "naszą" ławeczkę finishera, zaliczając po raz kolejny kolektywne 15+/-3km 💪
A zgadnijcie, co będziemy robić w przyszły wtorek?
Dokładnie to samo co robimy w każdy, opanowywać świat (lasu Wolskiego) 😀

Joanna Gryboś
Agnieszka Windak
Janusz Czajka
Kuba ZyoTuba
Przemysław Kuras
Grzegorz Woźniak
Michal Czarniecki
Piotr Szajna
Bartosz Kujawski
Kuba Kolecki
Kamil Budziński
Romek Krysa
Paweł Więcław

Photos from Wolski Kolektyw Biegowy's post 11/09/2025

No to ...
Dokonało się
Ostatni zachód słońca widziany z kopca Piłsudskiego w ramach kolektywu był przedwczoraj. Co to znaczy i zmienia?
Znaczy mniej więcej tyle, że od następnego wtorku z czołówką za pan brat do wiosny, ale nie ma tego złego. Będzie można na spokojnie (tyle że po ciemności) włóczyć się po lasq, a na kopiec lecieć na koniec, a nie w pospiechu, z wywieszonym jęzorem, najkrótszą drogą bo zaraz zajdzie... I glowa będzie spokojna, bo po kopcu to już do domu a nie jeszcze 10 km co najmniej do zrobienia.
A co to zmienia?
Absolutnie nic. Dalej będziemy się spotykać we wtoreczki pod Diabelskim Mostem na nasze 15 +/-3km 😀
Wczoraj sprawdziliśmy przepustowość części trasy GPK, które zbliża się z nadchodzącą jesienią. A było kim sprawdzać bo magia filmu reklamowego działa i po raz kolejny było nas prawie 20 par butów a wśród nich pojawiają się nowe egzemplarze (i butów i właścicieli 👍). Pomimo, że w lasku jesteśmy co wtorek to i tak niektórym chodzi po głowie zdobyć kolejne części wygranych wcześniej książek, lub po prostu pościgać się po trasach znanych na pamięć, ale w trybie "do 🤮 a potem dołóż"
Ponieważ byli też tacy którzy mają w ten weekend przed sobą testy sprawdzające formę i poziom odporności na ból np na Janosiku czy Szczebel Cup, to tempo było nie za mocne, a dystans nie za wielki. Stąd wszystkim żyło się lepiej, a biegało lżej i dobiegliśmy po raz kolejny do mety przy ławeczce.
Zapraszamy za tydzień 👍 Będziemy

Wolski Kolektyw Biegowy 2025 31/08/2025

To nie jest zwykła grupa biegaczy. To zbiorowisko osobników o wątpliwej równowadze psychicznej, którzy co wtorek o 18:30 porzucają wygodne kanapy, biurowe fotele by wyruszyć w labirynt Lasu Wolskiego.
Oficjalny plan? Około 15 kilometrów. Nieoficjalny? „+/-”. I to „+/-”, a potrafi skończyć się na nieco innym dystansie. Ale dystans to mamy przede wszystkim do siebie. Startujemy spod Diabelskiego Mostu i czasem dzielimy się na grupę szybszą i wolniejszą, ale w praktyce tempo jest niepoliczalne. Trudno powiedzieć, co to znaczy „szybko” i „wolno”. Czasem hasło "dzik", niezależnie od tego czy prawdziwy czy w czyjejś wyobraźni potrafi kogoś przyprawić o życiówkę, a nawet rekord naszego świata czyli Lasu Wolskiego na 400m.

Kolektyw skupia ludzi o wielu talentach: filozofowie, programiści, fotografowie, jajcarze, nauczyciele, sportowcy-amatorzy i profesjonaliści od gubienia się w terenie. Czasem mają imponujące wykształcenie, lata praktyki w zawodzie i pełne CV… ale i tak bez mrugnięcia okiem porzucają to wszystko, żeby biec w błocie za grupą ludzi, dla których największą nagrodą jest zapisany track na Stravie i szansa, że przy dobrym ujęciu fotografa załapią się na zdjęcie.
Są tu ludzie, którzy potrafią przebiec Główny Szlak Beskidzki i tacy, co jeszcze nigdy "nie zrobili połówki" (czyt. nie przebiegli 21 km). Nawet mistrza świata w ultramaratonie nazywamy „szajbusem” i jest to absolutny komplement.

Ludzi liczymy na starcie i czasem po drodze, ale tylko dla statystyk. Jak liczba na mecie się nie zgadza, to po prostu dodajemy w pamięci „+/-” i idziemy dalej. Nikt tu nie biega po lesie w nocy z latarką, szukając brakujących sztuk – w Kolektywie ufamy, że każdy się znajdzie, czasem na Stravie na segmencie. Bo przecież wracamy tam za tydzień, więc jak coś to go znajdziemy.

Patrząc na zdjęcia, gdzie promienie słońca muskają ziemię, widzimy, jak sacrum spotyka się z profanum. Dokładnie tak jest w Kolektywie. Tylko tutaj podniosłe rozmowy o sensie biegania przy kapliczce przeplatają się z dyskusjami o fizjologii przy toi-toiu. I to jest właśnie kwintesencja świętości — robimy rzeczy wielkie, ale uczymy się też pokonywać najprostsze, najbardziej przyziemne słabości, jak zmagania z fizjologią naszego organizmu.

Każde bieganie jest niepowtarzalne i epickie. Każdy ma swój żart, swoją historię, swój unikalny powód, unikalny ból. Dla jednych to trening, dla innych terapia. Możesz przyjść i biec w milczeniu. Możesz opowiadać suchary, które są tak słabe, że aż dobre. Możesz też wyrzucić z siebie problemy życia – bo bieganie przyspiesza nie tylko tętno, ale i proces przepracowywania trudnych tematów.

W Kolektywie jest jedna pewność: jeśli postawisz stopę nie tam, gdzie trzeba, i zaliczysz glebę w konarach ciemnego lasu, a przy tym nieźle się ubłocisz – tym więcej śmiechu zyskasz. Tutaj wraz ze stopniem przypału rośnie poziom fajności. Im bardziej widowiskowo polecisz, tym więcej followersów zyskasz. Im bardziej spektakularnego orła wywiniesz, tym na dłużej zapiszesz się w kartach historii Wolskiego.

Obecnie w sierpniu misją jest zdążyć na zachód słońca. Nie po to, żeby kontemplować piękno natury – tylko po to, żeby jakaś gwiazda była na zdjęciu, nawet jeśli to będzie jedyna gwiazda, która tego dnia z nami biegła.

Kolektyw? To nie tylko bieganie. To przygoda i absurd w jednym. Co nas łączy? Na pewno więcej niż trening czy sport.

A tak przy okazji – ten tekst powstał w godzinach pracy autora. Bo priorytety mamy ustawione jak trzeba: sport, potem beka, potem… reszta świata. Bo jak mawiał klasyk "Jeśli nie możesz pogodzić pracy i alpinizmu (tutaj biegania) w żadnym wypadku nie rzucaj alpinizmu, rzuć pracę."

Tekst: Olga Janiszewska
Zdjęcia lotnicze: Tomasz Domin
Realizacja wideo: Kuba ZyoTuba

Wolski Kolektyw Biegowy 2025 To nie jest zwykła grupa biegaczy. To zbiorowisko osobników o wątpliwej równowadze psychicznej, którzy co wtorek o 18:30 porzucają wygodne kanapy, biurowe fo...

18/07/2025

Trochę wstyd się przyznać, ale ... czasami jest tak, że się nie chce biegać. Przecież ścieżki różne, ale co wtorek to ciągle ten sam Wolski. I to udzieliło się większości wtorkowej grupy. Bardzo duży wpływ miała na to pogoda, która chciała nas udusić i ugotować swoją jesteśtwością. No po prostu było ciężko. Podobno nawet na etapie wybierania się było trudno, ale jak widać udało się przełamać i ruszyliśmy w Lasek z nadzieją, że za Berlinem będzie już lepiej i łatwiej i chłodniej i łatwiej...
No niestety okazało się, że żadne z tych. Łatwiej nie było, bo czołówka mimo wszystko parła do przodu (wiadomo, sama sobie winna musiała czekać na górce). Chłodniej było tylko przez mikro ułamek minuty, ponieważ po zatrzymaniu na górce, człowiek od razu zalewa się potem jakby pod prysznicem spędził ostatnią chwilę, stąd pierwsze kroki zbiegania to jakby włączyć nadmuch w 126p. Niby jest, ale szybko się przyzwyczajasz i dalej gorunc. Pod zoo okazało się, że nie najlepszym pomysłem jest ładowanie tiramisu przed bieganiem i ubyło nas jednego uczestnika. Reszta próbuje ciągnąć to dalej, ku kopcowi, ku zachodowi (też słońca), ku kanapie i zimnym izo.
Zanim osiągniemy pierwszy cel ubywa nam kolejnego uczestnika, który świadomy praw i obowiązków, woli już nie dokładać, bo to nie jego ten dzień jest. Nam udaje się dotrzeć do kopca po 8 km i 400up. Wystarczająco, aby udowodnić sobie czy dziś ci się chciało biegać czy nie. Cyferki wskazują, że jeszcze za wcześnie na powrót, bo nijak do 15 km nie dociągniemy najkrótszą, więc trzeba coś dołożyć.
Po tym haśle liczba zrezygnowanych rośnie o jeden i wychodzimy na wynik -3, którego już daaawno na kolektywie nie było. Oczywiście życzymy powodzenia, niektórzy zazdroszczą odwagi w podjęciu takiej decyzji, bo sami by chcieli, ale gen 15km nie puszcza i biegną dalej. Plan jest podreperować kilometraż przez Shaolin, potem czerwonym do góry i będzie zapewne już tylko z górki. No może poza kostką z Przełęczy Przegorzalskiej, bo jej ominięcie dokładałoby kilometrów a widać, że Naród chce już do domu. Wszyscy ruszyli żwawo, bo to przecież finisz, na górze już tylko chwała i cześć, że się dało radę w dzień "nie do końca miałem ochotę ale i tak fajnie było". Okazało się, że aż za żwawo bo dokonało się -4... Tak tak, trochę wstyd się przyznać, ale jednak. Od słowa do słowa, na górze próbowaliśmy ustalić jak do tego doszło i kto zawinił, tym bardziej, że człowiek był i zniknął bez słowa pożegnania. Na szczęście to taki dzień gdzie wychłodzenie organizmu jest prawie niewykonalne, a wszystkie drogi i tak prowadzą w stronę mety, więc akcja poszukiwawcza została przerwana z nadzieją na spotkanie przy ławce finishera. Tak też się stało, ale następnym razem prosimy o darcie japy że "stop". W końcu to Kolektyw i żadnym problemem jest postój, tym bardziej w sytuacji lekko kryzysowej.
W każdym razie
Dzień "nie chce mi się przeszedł do historii" i powinno być już lepiej. Jeśli w przyszły wtorek wyda Ci się że Ci się nie chce, to możemy wszyscy potwierdzić że najgorzej jest ruszyć d... bo potem to nawet jak się nie chce to i tak jest fajnie.
A ludzie jak zawsze wspaniali dlatego po dwakroć warto 😃

Joanna Gryboś
Małgorzata Dziadzio
Michal Czarniecki
Leś Michał
Grzegorz Woźniak
Piotr Szajna
Pierre Vassal
Konrad Cieślik
Fot. Kuba ZyoTuba
Romek Krysa

💪

Photos from Wolski Kolektyw Biegowy's post 11/07/2025

Alerty RCB porozsyłane, że opady mają być słuszne, ale co począć, jak wtorek jest wtorek i ma być biegane. Tym bardziej, że tydzień wcześniej było Odpocznijże, to nie ma zgody na tak długie przerwy w Kolektywie. Najwyżej zobaczymy na miejscu jaki styl biegowopływacki trzeba będzie wybrać.
Jak się okazało, alerty może dotyczą regionu, ale po raz kolejny okazuje się, że Kraków to inna strefa pogodowa ("Wisła nie puszcza" czy jakoś tak...). Rzut okiem na radary opadów i co? Wszędzie pada tylko w Krakowie nie, dlatego nie było co czekać dłużej na spóźnialskich niż klasyczne cy minuty. Tym bardziej, że zebrało się naprawdę szerokie grono biegaczek i biegaczy, jak na prognozowaną pogodę, uzbrojonych w glebogryzarki do błooota, którego wszyscy się spodziewali. Tutaj niespodzianka, błota było prawie nic...
Plan był prosty, odhaczyć kopiec za suchości, a potem się zobaczy. Pomimo całkiem sporego zapasu czasowego do rozpoczęcia opadów (wg różnych źródeł od 56 do 59 min) z końca peletonu dobiegały informacje, że to tylko deszcz, jeśli nawet zacznie padać, nie ma się co tak śpieszyć. Działało na chwilę, jak czołówka czekała na górce, potem pochłonięci dyskusjami o wyższości skipu Ć nad flipem Ź lub 3ech a 4ech treningów dziennie, leciutko odbiegali do przodu, by ponownie poczekać sobie na górce. Od zawsze wiadomo, że sami sobie winni...
Udało się dotrzeć na kopiec sprawnie, ale nie wcale nie najkrótszymi ścieżkami, a tam już było widać, że:
Na Babiej stabilnie i nawet jej nie widać;
Na bliskim horyzoncie, w okolicach Skawiny, wisi to co nas pewnie dogoni;
Można było biec na kopiec Wandy bo tam niewiele ale jednak niebo jaśniejsze
Szybkie foto z krótką tresurą Tofika 😉 i pora lecieć dalej.
Tuż u podstawy kopca spadają pierwsze krople i pojawia się konsternacja oraz oburzenie, że to jeszcze nie, to za wcześnie, to za mao km...
Jednak w podjęciu decyzji o kierunku "do dużego pokoju" pomaga dochodzący zza kopca grzmot. No to lecim. Jdnak, żeby nie było tak bardzo bardzo za krótko to dwa zwroty w prawo i znajdujemy się w północnej części lasku. Tam już bez udziwnień, w lewo, pod szlaban, kostka do góry i...? Stop! Trzeba przegłosować klasyczny dylemat: asfaltem czy terenem przez Sikornik 😆 Co tam, że już leje. Mamy demokrację mamy prawo głosu i wyboru.
Mamy też remis ...
Czyli wygrał teren, bo przecież pod drzewami nie pada, a asfalt odsłonięty więc zmokniemy.
Obie opcje na koniec pogodziła pełnowymiarowa ulewa na Waszyngtona 🤪
Tym sposobem zmoknięci, ale szczęśliwi, że jednak udało się spotkać i uklepać te kilkanaście kilometrów pomimo prognoz nie zachęcających; rozstaliśmy się zmierzając każdy w swoim kierunku by w następny wtorek wrócić pod Diabelski Mostek o 18:30 👍

Joanna Gryboś
Kasia Strząbała
Michal Czarniecki
Romek Krysa
Grzegorz Woźniak
Leś Michał
Maciej Tarnowski
Kuba ZyoTuba

Photos from Wolski Kolektyw Biegowy's post 02/06/2025

Jak to mówią: żeby biegać, trzeba biegać.

A jak się już odrobinę biega i robi się to z należytą konsekwencją, to czasem wygląda to jak na załączonym obrazku.
Kolektyw oczywiście nie ma bezpośredniego udziału w tym sukcesie, bo każdy swoje kilometry musi wybiegać sam, niemniej sądząc po obecności jesteśmy stałą częścią tego precyzyjnego planu treningowego.

Gosia, gratulujemy wyniku!

A Was zachęcamy, by uwzględniać kolektyw w tych Waszych super precyzyjnych planach treningowych 😉

Photos from Wolski Kolektyw Biegowy's post 09/05/2025

HABEMUS... SEASON BEST 😁
Wciąż pozostaje zagadką, jak to się stało. Może to moc jakaś tajemna spłynęła na grupę w tym tygodniu? Takiego średniego tempa nawet najmłodsi kolektywicze nie pamiętają... Może to rześkie powietrze, wręcz zimne względem pięknej majówki i Szczawnicy stygnącej po emocjach? A może tylko chęć obejrzenia półfinałowego rewanżu w Lidze Mistrzów?
Tak czy inaczej tempo nie sprzyjało płynnej konwersacji. Z ciekawszych przypowieści warto odnotować tę o biegaczu, którego skierowano na SOR, bo mu wyszło HR 38, a po kroplówce spadło do 36. 🤣 I wyszedł z izby przyjęć dużo sprawniej niż Łazarz z grobu, chociaż zdumienie obserwatorów było na podobnym poziomie.
W dodatku fotograf nam zaniemógł i nie dotarł. Do dziś nie wiadomo, czy ma to związek z rowerowymi szaleństwami w lasku w ramach AMP. Echa tego wydarzenia jeszcze nie przebrzmiały, bo zagubieni rowerzyści, niewiedzący jak się wydostać z lasku, nadal ćwiczą tam swoje piruety. Wśród nich nawet tacy kilkuletni, których za triki wypadało nagrodzić oklaskami i dobrym słowem za jazdę bez elektrycznego dopingu. Aha, no i jeszcze był gość przemierzający las na bosaka, choć może to jest bardziej normalne zjawisko niż rekordowe 116 pętli x 6,7 km w wykonaniu naszego rodaka... 🤔
No więc fotografa nie było. Dało się odczuć pewną niesubordynację zdjęciową: zaburzony horyzont, jakieś portrety... Robimy się coraz odważniejsi, a jednocześnie jesteśmy pełni wiary, że do śmielszych aktów nie dojdzie. 😜
Wsłuchując się w głosy uczestników, za tydzień zanosi się na dwie grupy: ściganą i pościgową. Nie oznacza to bynajmniej schizmy w naszym wesołym stowarzyszeniu. To jak współistnienie ciała i ducha (jak yin i yang, jak Mulder i Scully), dzięki któremu możemy biegać zarówno szybko, jak i mniej szybko, i co wtorek spotykać się o 18:30. Wiadomo gdzie. 🙂

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Kraków?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Strona Internetowa

Adres


Las Wolski
Kraków
30-232

Godziny Otwarcia

18:15 - 21:30