Krakowski Klub Szachistów 1893 - KKSz

Krakowski Klub Szachistów 1893 -  KKSz

Udostępnij

Wspaniałe szachowe tradycje i znakomite perspektywy na przyszłość. Najstarszy klub szachowy w Polsce.

Jesteśmy czołowym klubem szachowym w Polsce, z sukcesami szkolimy dzieci i młodzież, organizujemy duże imprezy szachowe. Klub działa od 1893 roku i zrzesza ponad 500 zawodników w każdym wieku. Naszą działalność wspiera miasto Kraków, a także Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki.

31/08/2026

Czasami są takie mecze, że człowiek ma ochotę wyrzucić telewizor przez okno, roztrzaskać laptopa, utopić smartfona w kiblu… i wcale nie musi to być przeciętny mecz piłkarskiej Ekstraklasy, wystarczy na przykład 12-sty stół meczowy na II Lidze Seniorów. Po wczorajszej porażce byliśmy wręcz rozjuszeni, autor tej relacji do swojej partii przygotowywał się całe 17 minut i wydawało się, że żadne kojarzenie nie osłabi naszych morali. Niestety trafiliśmy na drużynę KSz II OZ Rzeszów i momentalnie poczuliśmy złowieszczy chłód biegnący z Podkarpacia.

Nasi rywale wydawałoby się niepozorni, mieli jeden przerażający atut, mianowicie ich najstarsi zawodnicy byli z rocznika 2007. Kto śledził zeszłoroczne relacje ten wie, że KKSz nie lęka się niczego, oprócz drużyn złożonych w całości z krwiożerczych juniorów, na których nie pomoże ni przygotowanie, ni czosnek i krucyfiks. Na salę gry weszliśmy jednak z podniesionymi głowami, zwłaszcza że do składu w miejsce pracującego już Kuby Owoca dołączył ten, którego imienia do teraz nie wolno nam było wymawiać, „La Bestia del Prądnik Biały”, anihilator marzeń, intergalaktyczny niszczyciel, Dominik Marczuk. O 15:00 zegary wystartowały.

Zaczęło się naprawdę obiecująco. Na V stole Julek ewidentnie lepiej znał subtelności partii włoskiej i nie minęło kilka ruchów, a rywal dostał gonga, po którym praktycznie był liczony. Twardy Rzeszowianin otrząsnął się jednak i chociaż z pozycji jego króla zostały zgliszcza, czarne złapały jakąś aktywność. Julek zaskoczony być może wytrzymałością rywala, gdzieś nie docisnął, coś przeoczył i czarne zdołały wyrównać pozycję. Kto gra w szachy, ten wie, że strona, która miała wygraną i ją straciła, stoi przed wybitnie niewdzięcznym zadaniem przestawienia zwrotnicy na walkę od nowa. Białym niestety się to nie udało i najpierw popełniły błąd, a potem, w trudnej już pozycji podstawiły bądź co bądź ładnego mata z ofiarą hetmana. Julkowi należą się jednak brawa za walkę, a takie partie to nierozłączna część rozwoju szachowego.

Na szczęście rywale też obeszli się smakiem, bo na VI stole Emilka dostała się w środek oka cyklonu. Obie zawodniczki odkładały konfrontację aż do ostatniej chwili, czyli kiedy na zegarach do kontroli pozostało im zaledwie kilkanaście minut. Nasza VI deska od dłuższego czasu znajdowała się pod nieprzyjemną presją, ale w niedoczasie dodatkowo skusiła się na wywindowanie czarnego pionka aż na drugą linię. Krzykliwy wolniak okazał się jednak darmozjadem i nierobem, którego trzeba było utrzymywać i czarne zamiast na nim skorzystać, zasuwały wokół niego na pięć etatów. Emilka cały czas próbowała wysłać go do pośredniaka, ale w tej pozycji nie było pracy dla pionków z jego wykształceniem. Na całe szczęście przeciwniczka chyba zaufała, że ten pionek na przed sobą wielką przyszłość, bo zagrała chyba zbyt bojaźliwie i kiedy przyszło do konkretów, szachownica wyczyściła się z materiału. Remis!

Niektórzy kibice mogli podnieść wzrok ze zdziwieniem, słysząc w środku rundy potężną melodię „O fortuna” z kantaty Carmina Burana. Ci bardziej doświadczeni wiedzieli jednak, że to po prostu Dominik Marczuk skończył dusić swojego rywala. Czarne całkiem długo dzielnie walczyły o wyrównanie, ale kiedy wreszice je złapały były tak wycieńczone, że na sekundach popełniły prosty błąd i na pierwszej desce figura więcej w zupełności wystarczyła. Jeżeli któregoś dnia Dominik przestanie walczyć w naszych szeregach, będziemy zgubieni!

Teraz dochodzimy do niewdzięcznego momentu relacji meczowej. Owszem, mógłbym opowiedzieć czytelnikom, że po szemranej grze nie wiem jakim cudem obudziłem się z pionkiem więcej, mógłbym też wspomnieć, że młody przeciwnik widząc gasnącą inicjatywę brawurowo oddał drugiego. Mógłbym rozwodzić się nad tym, że kiedy resztki aktywności wygasły, pozycja białych była totalnie wygrana i jeśli ktoś z rankingiem autora jakimś absurdalnym sposobem tej partii by nie wygrał, to powinien być całkowicie ubezwłasnowolniony. Ale czy nie lepiej zamiast tego opowiedzieć naszym czytelnikom jak wspaniałe krzesełko plażowe można mieć za 20 złotych? Jest wygodne, lekkie i zapewnia oparcie, czyli coś czego nie ma autor tej relacji, bo jego gra opiera się wyłącznie na braku wstydu i rosnącym poczuciu żenady. Krzesełko po pierwsze nigdy nie wpadłoby w taki wir błędnych decyzji, a po drugie w końcowej pozycji partii znalazłoby mata w trzy ruchy, zamiast brać powtórzenie pozycji, zalewając przy tym zapis kawą rozpuszczalną, żeby sędziowie mieli cięższe życie.

Kiedy ten festiwal wpadania twarzą w tort dobiegł końca, na tablicy było 2:2 i mecz znajdował się w rękach wytwórni Wolak Brothers, twórców takich klasyków filmowych jak „To nie jest turniej dla starych ludzi” czy „Big Ligovski”. Janek zapewnił widzom kino krwiste i pełne niepokoju, nie tylko tego moralnego. Może i w czasach Stockfisha odpowiedzi wydają się teraz oczywiste, ale widząc tą partię z boku miałem takie poczucie chaosu jakby połowa figur ruszała się jak chciała. Nawet kiedy w końcu zniknęły hetmany, panowie nadal wyprowadzali sobie ciosy w podbródki. Był jeden moment kiedy nasz zawodnik mógł posłać rywala na deski, ale była to już piąta godzina walki, sam wcześniej długo tańczył na ostrzu noża i dlatego remis mimo wszystko wydaje się sprawiedliwy.

Wszystko było więc w rękach Maćka, ale niestety od dłuższego czasu wiadomo było, że musi się zdarzyć jakiś cud. Jego przeciwniczka wykorzystała bowiem proste przeoczenie w wyrównującej się już pozycji i mając jakość więcej wiadomo było, że remis to max na co możemy liczyć. Maciek wydaje się rozsądnie podniósł gardę, zdając się mówić „chcesz wygraną, to sobie weź”. I rzeczywiście, dosyć długo twierdza czarnych odpierała kolejne próby oblężenia, ale białe spokojnie wymieniły kilka figur, trochę polawirowały, a na koniec klinicznie otwarły jedną linię i koncertowo zrealizowały przewagę. Można w tym miejscu powiedzieć coś w stylu „tak się to powinno robić”, ale o wiele lepiej wspomnieć, że moje krzesełko jest wykonane z solidnych, metalowych elementów!

Tak oto dostajemy drugi cios i z jednym zwycięstwem meczowym jesteśmy o krok żeby za karę wylądować w trzeciej sali, która jest niczym Szczecin – nie wiadomo czy faktycznie istnieje. Żebyśmy nie musieli tego sprawdzać empirycznie, trzymajcie za nas kciuki, bo jutro o 15:00 walczymy z TG Mat Tarnowskie Góry.

Do zobaczenia‼️

31/08/2026

🤝 Współpraca, która rozwija młode szachowe talenty!

Współpraca pomiędzy Krakowski Klub Szachistów 1893 - KKSz a Klub Szachowy Dwie Wieże Kraków przynosi kolejne efekty.

Do Krakowa przyjechał arcymistrz Bartłomiej Heberla, aby pracować z najbardziej utalentowanymi młodymi zawodnikami obu klubów i wspierać ich dalszy rozwój szachowy.

GM Bartłomiej Heberla to jeden z najlepszych i najbardziej cenionych trenerów szachowych w Polsce, mający ogromne doświadczenie zarówno jako zawodnik, jak i szkoleniowiec.

Cieszymy się, że dzięki współpracy krakowskich klubów możemy tworzyć młodym szachistom coraz lepsze warunki do rozwoju i umożliwiać im regularną pracę z trenerami najwyższej klasy. 💪♟️

𝐊𝐊𝐒𝐳 𝟏𝟖𝟗𝟑 𝐊𝐫𝐚𝐤ó𝐰 × 𝐃𝐰𝐢𝐞 𝐖𝐢𝐞ż𝐞 𝐊𝐫𝐚𝐤ó𝐰
Razem dla rozwoju krakowskich szachów! ❤️
Kraków PL
Zarząd Infrastruktury Sportowej w Krakowie

30/08/2026

II runda II ligi seniorów przyniosła nam niezwykle nieprzyjemne kojarzenie, bo zespół Towarzystwo Szachowe Skoczek Sędziszów Małopolski miał nie tylko nazwę, która nie zmieściłaby się w dowodzie osobistym, ale też czterech doświadczonych mistrzów FIDE. Niektórzy z nich wygrywali medale mistrzostw Polski juniorów jeszcze w poprzednim stuleciu, dlatego wiadomo było, że nasi rywale „mają papiery na grę”. Jak to się skończyło? Wszystko wyjaśni się poniżej, ale na start warto zaznaczyć, że niemal wszystkie partie trwały co najmniej 4 i pół godziny, a wybite zęby, rozcięcia i podstępne ciosy w szczepionkę padały non stop.

Dyspozycji nie może złapać nasza IV deska, czyli Kuba Owoc. Trudno mu się jednak dziwić – kto by przypuszczał, że jego oponent, który nawet nie figuruje w bazach szachowych wykaże się taką agresją? Kuba ustawił dosyć symetryczną pozycję, ale kiedy obie strony manewrowały, postanowił ruszyć do przodu pionami na skrzydle królewskim. Przeciwnik spokojnie wyczekał tą szarżę, zbudował kilka przyczółków na słabościach, a potem sam opowiedział serią gongów taktycznych, po których najpierw było źle, potem gorzej, a na końcu nie było co zbierać. Białe zatrzymały zegar, mając jakość i trzy pionki w plecy. Dla tych, którzy nie grają w szachy, szukanie rekompensaty z takim ubytkiem to jak szukanie Biedry bez palet w środku sklepu – ponoć jakaś istnieje, ja nie widziałem.

Drugi rezultat poznaliśmy w partii Maćka, mniej więcej po pięciu godzinach gry. Grający białymi jeden z doświadczonych mistrzów postawił sobie za punkt honoru, że naszą III deskę formalnie udusi. Białe grały wyjątkowo bezkompromisowo, próbując zabrać czarnym tak wiele przestrzeni, że spokojnie mogłyby być polskim deweloperem. Maciek bronił się jednak bardzo pomysłowo i w końcu w okolicy 30-tego ruchu złamał kleszcze rywala. Wydawało się, że obie strony grzecznie dociągną do kontroli, ale w równej, a nawet może i przyjemniejszej końcówce Maciek najpierw nieco się przeliczył, a potem załamany, że najpewniej traci figurę, wykonał faktycznie przegrywający ruch i niedługo potem zatrzymywał zegar. Ocalenie nie było łatwe, ale gdyby Maciek je znalazł, białym skończyłyby się pionki i najpewniej musiałyby wygrać końcówkę skoczek+wieża kontra wieża, a więc teoretyczny remis. Szkoda! 2:0 dla Sędziszowa.

Kiedy na VI stole zobaczyłem, że rywalka Emilki wybrała obronę holenderską, odmówiłem zdrowaśkę w jej intencji i zapisałem nam punkt w tabeli. Nie ma bowiem debiutu, który naszej zawodniczce, reprezentującej przecież solidny, pozycyjny styl podchodziłby bardziej, niż „Holenderka”. Czarne decydują się w nim na dynamiczną grę, ale ich pozycja często ma w zamian jakąś dziurę, słaby punkt, albo zablokowaną figurę. Tak było i tym razem, a powstała struktura kamiennej ściany szybko poskutkowała parterem czarnych. Niedługo potem Emilka wymieniła absolutnie wszystko, pozostawiając na szachownicy dobrego skoczka, którego kontrował „zły”, białopolowy goniec. I kiedy już wydawało się, że to będzie typowa wygrana „Emilia Dyląg style”, tu wkradła się niedokładność, tu jakieś przeoczenie, tu trzeba było oddać pionka…i nagle wygrana zniknęła! Przeciwniczka dała naszej VI desce jeszcze jeden prezent, ale w kluczowym momencie Emilka zamiast w swoim stylu najpierw złapać rywalkę za kark, ruszyła do przodu wolnym pionem, zapominając o wolnym pionie przeciwniczki. Mało brakowało i zarobilibyśmy trzecie zero, na szczęście rywalka tak się odzwyczaiła od swobód obywatelskich, że zagrała miękko i dziewczyny wybrały trzykrotne powtórzenie.

Autor niniejszej relacji nie pamięta kiedy w ostatnich dniach nażarł się kocimiętki, ale zagubił gdzieś swoją emeryckość i gra wyjątkowo agresywnie. Tak było przynajmniej do momentu pierwszej podstawki w 16-tym ruchu, po którym zmuszony był do kilkugodzinnego tłumaczenia się z oddanego pionka. Czarne na szczęście nie miały łatwego zadania, a w pewnym momencie powstałej wieżówki musiały wziąć parę głębokich oddechów i same zaproponowały remis, który z ulgą przyjąłem.

Byliśmy więc na ostrzu noża, bo na tablicy stało 3:1, dlatego nasze oczy zwróciły się w stronę Janka i Julka, którzy walczyli do ostatniej chwili, torturując przy tym sędziów, którym pachniały resztki kolacji. Janek miał przed sobą zawodnika, który jest aktywnym mistrzem FIDE i mając prawie 200 oczek więcej zapewne zastanawiał się przed partią nie czy, a kiedy nasza I deska rzuci ręcznikiem. O słodka naiwności! Janek grający czarnymi co prawda długo musiał odpierać pressing, ale kiedy wreszcie rywal zrobił niedokładność, role natychmiast się odwróciły. Biały skoczek, który jeszcze chwilę temu wydawał się aktywny, zakleszczył się w środku obozu czarnych, po czym zginął tragicznie. Białe widząc, że grozi im dekapitacja, postanowiły zastosować sztandarową taktykę piłkarskiej ekstraklasy, czyli „dawaj na chaos”. Niestety robiły to wyjątkowo umiejętnie i w niedoczasie Janek wpadł na jedną z min, po czym po kontroli ocknął się co prawda z przewagą materialną, ale z królem zbyt odsłoniętym żeby uniknąć wiecznego szacha. W ten oto sposób doświadczony mistrz FIDE zaczarował naszego lidera niczym wielki nieobecny tej ligi, Sebastian „Harry Gołdini” Gołda i urwał zwycięską połówkę dla Sędziszowa.

W podobnym czasie swoją partię kończył Julek, który dwoił się i troił, ale razem z rywalem zagrali partię tak solidnie, że nawet bezlitosny w takich sytuacjach Stockfish rozłożył bezradnie ręce. Rzadki przypadek gdzie żadna ze stron nie miała nawet cienia przewagi, a chociaż nasz zawodnik kończył partię z pionkiem więcej, był to klasyczny przypadek dodatkowego pionka w końcówce gońców różnopolowych, czyli pionka tak przydatnego jak kierunkowskaz na rondzie albo autor niniejszej relacji przy podnoszeniu przedmiotów powyżej 10 kilo. Po sześciu godzinach kurz bitwy opadł i tym razem wróciliśmy na tarczy: 4,0-2,0 dla Sędziszowa.

Nie ma lekko, w drugiej rundzie zaliczamy falstart i jutro czeka nas powrót do sali środkowej, czyli najtańszej sauny jaką możesz mieć w Jastrzębiej Górze. Czy uda nam się wrócić do chłodnej piwnicy dla pierwszych stołów? Przekonamy się jutro wieczorem, a w łaźni parowej będziemy się tłuc z klubem KSz II OZ Rzeszów. Start o 15:00!

Photos from Krakowski Klub Szachistów 1893 -  KKSz's post 30/08/2026

Ostatni w wakacje weekend szachowy już za nami. Nasi wychowankowie grali w Krakowie, w Zabrzu, w Czeladzi i na Węgrzech. A oto detale:

📌 Turniej treningowy w KKSz

Ubiegły tydzień był bardzo pracowity dla naszych młodzików. Najpierw cztery dni treningów, a na koniec turniej klasyfikacyjny. Zawody obfitowały w wiele niespodzianek, a ostateczna kolejność jest następująca:

🥇 Piotr Chochorek 6.5/9
🥈 Wojciech Gołdynia 6.5/9
🥉 Stanisław Brania 6.0/9

Byliśmy też świadkami wypełnienia dwóch norm na trzecie kategorie. Gratulujemy:

♟️ Jan Kaleciński
♟️ Leon Dulski

Brawo‼️

📌 "Witaj szkoło" - Zabrze

Na 5-rundowy turniej do Zabrza wybrali się Jakub Cieślik i Bartosz Mazgaj. Obaj zdecydowanie wracają z tarczą. A było tak:

🥇 Jakub Cieślik 4.0/5 - druga norma na I
🥈 Bartosz Mazgaj 3.5/5 - druga norma na I

Brawo‼️

📌 Czeladź by night

Maraton blitza zagrał Mateusz Rzepecki. Zagrał na tyle dobrze, że z wynikiem 12.0/21 został najlepszym w klas. C12 i pierwszym w klas FIDE

30/08/2026

Najgorętszy, najbardziej wyczekiwany event sportowy roku rozpoczął się dzisiaj o 15:00. Jeżeli od lat byliście uwięzieni na bezludnej wyspie albo po prostu wychowywaliście się pod kamieniem, możecie nie wiedzieć o co chodzi. Ale Ci, którzy od lat dmuchają w narty Galacticos z Prądnickiej 43 wiedzą, że wraca II Liga Seniorów w Szachach, a razem z nią relacje. Czy w tym roku będzie nam dane połamać zęby na złotych medalach? Kto będzie gorzko płakał? Kto zdewastuje rywali? Dowiemy się tego za 8 dni, a tymczasem, jak mawia legendarny Tadeusz Sznuk, „poznajmy naszych uczestników”.

Liga w Jastrzębiej to turniej kultowy. Niektóre dinozaury (takie jak autor tej relacji), okopały się na swoich szachownicach jak niektórzy politycy na stanowiskach w spółkach Skarbu Państwa. Jednak gorąca krew Krakowian ma w tym roku to do siebie, że jest w niej dużo świeżości i w tym roku mamy aż trzech debiutantów. Z roku na rok coraz potężniejsi bracia Janek i Maciek Wolak przy wsparciu Julka Kopii będą terroryzować naszych rywali tym, czego na lidze wszyscy lękają się bardziej niż Voldemorta – kojarzeniem z młodym, zdolnym, ustawowo trzeźwym juniorem. Nawet nie wiecie jak bardzo autor tej relacji cieszy się, że te trenujące i zyskujące na rankingu bestie są po jego stronie. Nad ich apetytem czuwa prezes Jacek Wolak, który w składzie meczowym pełni rolę Jokera.

Oprócz trójki anihilatorów, skład KKSzu w tym roku tworzą autor tej relacji, Kuba Owoc i Emilka Dyląg, a więc bestie innego kalibru, bo już znające smak krwi rozszarpanych przeciwników. Duchowe wsparcie zapewniali wielcy nieobecni, a więc Kasia Jędrocha, Sebastian Gołda i Andrzej Gbyl, których mamy nadzieję zobaczyć za rok, oczywiście jak już będziemy pakować mandżur na I ligę. W składzie wydarzy się jeszcze jedna niespodzianka, ale cytując Bogusława Wołoszańskiego, „nie uprzedzajmy faktów”.

Wygłodniali wyczekiwaliśmy więc pierwszej rundy, a kiedy nastała pełnia wieszcz ogłosił kojarzenie, które dodatkowo podkręciło zew krwi w drużynie. Zrządzeniem losu rozpoczynaliśmy II ligę od meczu derbowego, rywalem okazała się dobrze nam znana ekipa MKS Centrum Kraków.

Autor tej relacji przyjeżdżał na ligę z jasnym celem turniejowym – do zajechania eksploatować krzesełko plażowe, kupione w chińskim namiocie na Helu za 20 zł bez paragonu. Idąc za taktyką, że konstrukcji trzymającej się na trytytkach się nie tyka, grający na II desce emeryt nie dotknął szachów od ostatniej II Ligi. Brakowało mu więc witamin, ruchu, stałej opieki lekarskiej, ale też optymizmu. Jak się jednak okazało, trytytka to artefakt budowlany, który czasem naprawdę wystarczy. Partia na II stole skończyła się po dwóch godzinach i to niezwykle brutalną, taktyczną rzeźnią, zupełnie jakby tą partię grała ręka jakiegoś Mistrza Polski do lat 8-miu. Czarne ofiarowały centralnego pionka, a białe za swój apetyt zapłaciły nie tyle niestrawnością, co natychmiastową hospitalizacją. Nieliczne rozwinięte figury znikały w wymianach, aż został tylko sponiewierany król i biegający w kółko hetman. Wobec nieuchronnej utraty damy, białe w 20-stym ruchu zatrzymały zegar, a czarne natychmiast udały się nad Bałtyk, taszcząc swoje krzesełko po stromych schodach zejścia numer 18. (głosem Tadeusza Sznuka): „Pierwsze punkty tej ligi zdobywa pan Marcin, emeryt z Myślenic, zachował jeszcze jedną szansę”.

Grający na V desce Julek trafił na starszego od siebie rywala, ale mniej więcej w swoim zasięgu rankingowym. Umiejętnie pressingując białymi, postawił swojemu przeciwnikowi szereg wyborów z cyklu „nie chcem, ale muszem”. Presja nie ustawała, czarne przysłowiowo próbowały założyć spodnie przez głowę, ale w końcu nie wytrzymały i nasz najmłodszy zawodnik najpierw roztrzaskał defensywę króla, a potem bezproblemowo wykorzystał finalną podstawkę, popełnioną w już bardzo złej pozycji. 2:0!

Janek, który bez kompleksów wziął na siebie I deskę, stanął naprzeciw rywala bardziej doświadczonego i z wyższym rankingiem. Grając jednak odważnie i twórczo stworzył swojemu przeciwnikowi serię problemów, co okazało się kluczowe w dalszej części partii. W ciekawym, obustronnym impasie, Janek zdecydował się na ryzykowne odsłonięcie własnego króla i dostał się pod ostry ostrzał, ale na szczęście obliczenie wszystkiego kosztowało czarne zbyt dużo czasu i pomimo nieco lepszej pozycji, postanowiły nie drażnić bestii i zdecydowały się na powtórzenie. Cenna połówka!

Na III stole rywal przed partią spojrzał w oczy Maćka i pomyślał: „albo się na niego rzucę, albo on mnie po prostu zabije”. To chyba był trafny wniosek i rywal od pierwszych posunięć ruszył na białego króla z pięściami. Maciej spokojnie utrzymał gardę, pozwolił czarnym zasapać się od machania, a potem wyprowadził kilka ciosów w stronę króla i w kluczowym momencie przywalił długo przygotowywanym kopem taktycznym. Zaczęła się wielka ucieczka czarnego króla, który w pewnym momencie pełzał na czworakach, ale chociaż uwolnił się od stryczka, cała ta gonitwa posktutkowała potężnym wolniakiem na 7-mej linii. I kiedy już wydawało się, że Maciek faktycznie wykończy rywala, dał o sobie znać wąski czas obu stron. Potrzebny był jeszcze finałowy, kliniczny cios, ale nasza III deska zdecydowała się na powtórzenie pozycji – z perspektywy drużyny naprawdę dojrzała decyzja.

Liga to czas wielkich powrotów i comeback z zaświatów zaliczył przeciwnik Kuby Owoca, mianowicie Roman Madej. Romana tak dawno nie było w świecie szachowym, że mawiano o nim, cytując pana Walaszka: „wydawało się, że istnieje naprawdę, a to tylko legenda”. Kto pamięta Romana z czasów odległych ten wie, że nie jest to człowiek znany z używania biegu wstecznego, a wręcz aktywnie wkładający głowę do rozpędzonej betoniarki. Niestety Kuba przekonał się o tym najdobitniej. Najpierw po obustronnej awanturze z szachownicy gwałtownie zniknęły oba hetmany, a następnie król Romana postanowił zatańczyć salsę pomiędzy czarnymi figurami. Kiedy jednak opadł kurz bitewny, białe wróciły królem skąd przyszły i nagle pozycja intensywna jak solo puzonowe u Braci Golec zamieniła się w angielski walczyk i stonowaną końcówkę wieżowo-skoczkową. Przeciwnik Kuby miał jednak aktywniejsze figury, jasny plan i jak się okazało, zero skrupułów. Na sekundach Kuba podstawił cios taktyczny, ale pozycja i tak była mocno szemrana.

Było 3:2, a nasze oczy zwróciły się w stronę szachownicy kobiecej. Na VI stole grająca czarnymi Emilka trafiła na dobrze sobie znaną rywalkę z rocznika. Białe wybrały wyjątkowo kąśliwy wariant obrony sycylijskiej, w którym co prawda rezygnowały z fajerwerków, ale za obietnicę formalnego uduszenia przeciwnika. Czarne nieco przysnęły w debiucie, gdzieśtam nie zrobiły wymiany, cośtam odpuściły i zaczęły się poważne „kłopoty Najmana”, z jawnym już dosiadem w parterze. Emilka zacisnęła jednak zęby i chociaż jej pozycja miała perspektywy na poziomie absolwenta antropologii mołdawskiej, a jej figury manewrowały głównie na 8-mej linii, ta ścieśniona pozycja jakoś się trzymała. Kto gra w szachy klasyczne, ten wie, że dla silniejszej strony nie ma nic gorszego. „Mam lepszą pozycję, gdzie moja wygrana?!” – krzyczą coraz głośniej twoje myśli. A zegar tyka…Białe w końcu, nie mogąc stłuc tego orzecha postanowiły rzucić się na szybką dywidendę, czyli pionki na skrzydle hetmańskim. Słono jednak za to zapłaciły, bo kiedy pionki ginęły, Emilka zbudowała potężną baterię na skrzydle królewskim. Kiedy przeciwniczka zorientowała się, że zaraz nadejdzie Dzień Sądu, było już za późno – kopniak skoczkiem na g2 załatwił sprawę, a nasza VI deska pokazała, że można w nią rzucać noże, ona i tak wszystkie złapie i to w zęby! 4:2 dla Krakowa (ale tego z Prądnickiej!).

Tak oto KKSz po raz kolejny rozpoczyna Ligę od zwycięstwa meczowego. Żyleta może więc powoli wyciągać race, przemycone na stadion w celu zadymy. Jutrzejszy mecz będzie ciężki, srogi i bezkompromisowy. gramy ze Skoczkiem Sędziszów Małopolski i już teraz zapraszamy was na godzinę 15:00, bo właśnie wtedy poleje się krew. Mamy nadzieję, że relacje będą ukazywać się co rundę, ale gdyby tak się nie stało, nie wszczynajcie zamieszek; podsumowania mogą być czasem skondensowane, ale będą!

MVP meczowy, ponieważ taka okazja pewnie już się mu nie zdarzy, autor samolubnie wręcza sam sobie. Czy gdyby był prezydentem, za niniejszą partię przyznałby sobie Virtuti Militari? Dyplomatycznie pozostawmy to pytanie bez odpowiedzi.

29/08/2026

Zaczyna się impreza sezonu - II liga seniorów. Trzymajcie kciuki‼️

Photos from Krakowski Klub Szachistów 1893 -  KKSz's post 29/08/2026

Od słów do czynów...

Po czterodniowym szkoleniu przyszedł czas na sprawdzenie swoich umiejętności przy desce.

I tak 16 graczy naszego klubu od wczoraj rywalizuje w treningowym 9-rundowym klasyku. Każda rozegrana partia idzie na warsztat w trakcie analizy z trenerem, więc nie tylko gramy, ale też się uczymy!

Trzymamy kciuki‼️

- - - - - - - - - - -
Część szkoleniowa warsztatów jest realizowana w ramach projektu finansowanego przez Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Fundacja LOTTO im. Haliny Konopackiej

28/08/2026

Końcówka wakacji sprzyja rywalizacji w nieoczywistych miejscach. Idąc tym tropem na Węgrzech doświadczenie zdobywa Zosia Delikat. Na ten moment nasza wychowanka ma 1.5/3, ale przed nami jeszcze cztery rundy.

Trzymamy kciuki za obfity wynik!

Photos from Krakowski Klub Szachistów 1893 -  KKSz's post 26/08/2026

Choć wciąż wakacje, to w naszym lokalu już jest gwarno. Grupa 18 klubowych młodzików bierze udział w zgrupowaniu szkoleniowym. Atmosfera jest świetna, a szkolenie bardzo merytoryczne.

Trzymamy kciuki, by wyniesiona wiedza przyniosła realne wyniki w zbliżającej się praktyce‼️

- - - - - - - - - - -
Część szkoleniowa zgrupowania jest realizowana w ramach projektu finansowanego że środków Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Fundacja LOTTO im. Haliny Konopackiej.

Photos from Krakowski Klub Szachistów 1893 -  KKSz's post 24/08/2026

Zakończyła się 62 edycja Memoriału Akiby Rubinsteina. Festiwal od lat jest uznawany za jedno z najważniejszych wydarzeń szachowych w Polsce, a jego magię podkreśla miejsce rozgrywania zawodów - piękna Polanica Zdrój.

Chcąc przekonać się, czy opinie o zawodach nie są przesadzone, w tym roku Kotlinę Kłodzką postanowiła odwiedzić całkiem znaczna grupa zawodników naszego klubu. Jak się okazało, wyniki są naprawdę znaczące, ale nie odbiegają od nich pierwsze poturniejowe wspomnienia.

Wracamy z trzema normami na kategorie centralne:

🔵 Patrycja Pająk - druga (ostatnia) norma kandydacka!
⚪️ Julian Moniowski - druga (ostatnia) norma na I kat.
🔵 Grzegorz Kosiorowski - pierwsza norma na I kat.

i naprawdę udanymi wynikami ind. w turniejach głównych:

☑️ Roch Sowa (gr. A) - 4.0/9 (+20)
☑️ Maciej Wolak (gr. A) - 4.0/9
☑️ Julian Kopia (gr. B) - 5.5/9 (+77)
☑️ Patrycja Pająk (gr. B) - 5.5/9 (+7)
☑️ Jakub Gołębiowski (gr. B) - 5.0/9 (+37)
☑️ Grzegorz Kosiorowski (gr. B) - 5.0/9 (+72)
☑️ Karol Szwed (gr. C) - 5.5/9 (+24)
☑️ Julian Moniowski (gr. C) 5.0/9 (+28)
☑️ Jan Kozieł (gr. D) - 5.5/9
☑️ Adam Kędziora (gr. D) - 5.0/9 (+57)

oraz naprawdę licznych turniejach dodatkowych (tutaj na uwagę zasługują nagrodzone miejsca Rocha i Maćka w jednym z polanickich blitzów).

Słowem, wracamy silniejsi tak kategoriowo, jak i rankingowo, a przede wszystkim w pełni przygotowani do rozpoczęcia zmagań w sezonie jesiennym AD 2026!

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Kraków?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Telefon

Strona Internetowa

Adres


Prądnicka 43
Kraków
31-202

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 16:00 - 20:00
Wtorek 16:00 - 20:00
Środa 16:00 - 20:00
Czwartek 16:00 - 20:00
Piątek 16:00 - 20:00