Mysticlimb Mateusz Mazur

Mysticlimb Mateusz Mazur

Udostępnij

Nauka wspinania dla dorosłych, treningi indywidualne, kursy skałkowe, wyjazdy wspinaczkowe

"Jesteśmy odpowiedzialni za to, by pracować w dziedzinie, która nas pasjonuje, ponieważ jest to najbardziej skuteczny sposób na osiągnięcie szczęścia w życiu. Praca w tej dziedzinie stawia przed nami wyzwania i jest najlepszym sposobem, w jaki możemy służyć innym"

29/01/2025

Przed pierwszą kawką :)
Geyikbayiri 01.2025

Photos from Mysticlimb Mateusz Mazur's post 12/08/2024

Odwiedziłem ostatnio miejsce szerzej nieznane, a jednak ze sporym wakacyjnym potencjałem.

Prowadzą do niego kręte i strome drogi, po których wprawdzie nie polecam jeździć samochodem, ale już np. motocyklista mógłby tu mieć niezłą frajdę.
Nie wiem, czy rowerzysta miałby jakiekolwiek szanse swobodnie popedałować, ale jakby mu namalować wizję zjazdu, to może też by chciał przyjechać, tylko żeby kask miał, bo o wypadek nietrudno, szczególnie jak się człowiek na widoczki zapatrzy.
Jak ktoś lubi jedzenie inne niż mu mama robiła, to można tu takiego popróbować, a i napitki jakieś nietypowe też się znajdą.
Nieliczni wspinacze wracają stąd raczej zadowoleni (chyba że nic nie urobili), bo jest niemały wybór stromych zboczy do włażenia z liną. Bez liny też by można, ale zwykle jest wtedy bardzo naokoło i można ze zmęczenia sturlać się po kamieniach albo niechcący wsadzić nogę w dziurę po świstaku. Mija się też wtedy po drodze ludzi, a nie każdy lubi.
Pogoda jest jakaś każdego dnia, więc problemu nie będzie, a przynajmniej latem, bo zima to tu raczej martwy okres - nie ma szans na cokolwiek, ze względu na śnieg - ale i tak można przyjechać, zobaczyć jak tu wtedy ludzie żyją.
Podsumowując - warto jechać, byle szybko, bo miejsce wciąż jest jeszcze dzikie i niezbadane, ale za rok czy miesiąc może już być różnie.

Kto chce wiedzieć, gdzie to, niech googluje "Cimy, Podzamcze" i już wszystko będzie jasne.

Photos from Mysticlimb Mateusz Mazur's post 19/06/2024

Wszędzie dobrze, ale w skałkach najlepiej :)

11/09/2023

Formuje się początkująca grupa na Balickiej o godzinie 9:00, serdecznie zapraszam :)

Photos from Mysticlimb Mateusz Mazur's post 05/09/2023

Zmęczony samodzielnymi próbami opanowania wspinaczki?

Udział w mojej sekcji wspinaczkowej to sprawdzony sposób na osiągnięcie poziomu, na jakim Ci zależy! Po prostu wybierz pasujący Ci termin i poziom grupy. W tym roku jest z czego wybierać!

Sekcje wspinaczkowe w Krakowie, 2023/24. Zapisz się do nowej bądź istniejącej grupy! | mysticlimb.pl 02/09/2023

Serdecznie zapraszam na moje sekcje wspinaczkowe :)
W tym sezonie dostępne są nowe terminy!

Szczegóły sprawdzisz tutaj:

Sekcje wspinaczkowe w Krakowie, 2023/24. Zapisz się do nowej bądź istniejącej grupy! | mysticlimb.pl Sekcje wspinaczkowe w Krakowie, 2023/24. Zapisz się do nowej bądź istniejącej grupy! Posted by Mateusz Mazur on wrz 1, 2023 in Wspinaczka | 0 comments Nazywam się Mateusz Mazur, jestem instruktorem wspinaczki sportowej i od 2009 roku nieprzerwanie uczę wspinania, zarówno w skałach jak i na ....

25/04/2023

Właśnie skończyłem czytać fascynująca książkę.

Autor, profesor antropologii ewolucyjnej, przebadał kilka zbieracko-łowieckich ludów, żyjących dziś w różnych, odosobnionych miejscach świata.
Interesowało go, o ile więcej kalorii spala członek afrykańskiego plemienia Hadza od typowego mieszkańca krajów rozwiniętych. Bo przecież z pewnością spalają oni więcej, dużo więcej, to oczywiste. W końcu całymi dniami podążają za zwierzyną (po 15-20 km dziennie), do tego wspinają się na drzewa w poszukiwaniu miodu, rozpalają ogień patykami, i ogólnie takie takie, sami wiecie, przecież też kochacie Krystynę Czubównę.

Niestety, klops!

Wszystkie badania potwierdziły jedno - wydatek energetyczny ludzi tu i ludzi tam, jest taki sam, nie ma znaczenia czy się więcej ruszamy, czy bujamy w fotelu całymi dniami. Coś tu nie grało. Jak na naukowca przystało, facet założył, że ma gdzieś błąd, ale błędu nie było...

Okazuje się, że model metabolizmu, który znamy, jest kompletnie błędny. Wysiłek, uwaga (!) w rzeczywistości nie dodaje się i, niestety, nie da się wybiegać pączków, ani schudnąć, zwiększając liczbę treningów w tygodniu. W dłuższym okresie organizm się dostosuje i tyle.

Jak to działa?

W skrócie (i na tyle, na ile to zrozumiałem) tak:

Organizm człowieka o danej wadze ma pewną dzienną pulę energii do zużycia. Przeznacza ją na Podstawową Przemianę Materii (PPM) plus wysiłek, który wszyscy ponosimy, żeby jakoś dociągnąć dzień do wieczora.

Dla faceta o mojej wadze, PPM wynosi lekko ponad 1000 kcal (7x waga + 551, dla kobiet 5x waga + 607), (przy czym osobniczo mogą być różnice o +/- 200 kcal) i stanowi około 60 % (od 50 do 70%) mojego całego dziennego wydatku energetycznego, który wyniesie w przybliżeniu 1700 kcal (znów, może być odrobinę mniej albo więcej, ogólnie organizm przerobi maksymalnie do 2.5xPPM, ale tak wysoki poziom jest rzadki jak Michael Phelps we własnej osobie).

To znaczy, że mój organizm ma do wydania dziennie około 1700 kalorii (tak naprawdę to kilokalorii i z doświadczenia wiem, że trochę więcej) na funkcje organów, ruch, wspinanie i inne procesy, jak termoregulacja, układ odpornościowy, rozrodczy itd. Nadwyżkę odłoży, niedobór uzupełni z magazynów własnych (tłuszcz, ale jak przesadzimy, to mięśnie, a potem organy, a na końcu wiadomo, co będzie), w długim okresie stały niedobór odchoruje.

I teraz najlepsze!

Kiedy żyję mało aktywnie, leżę, pachnę, przejdę się kawałek z psem albo do sklepu, mój wydatek energetyczny... nie spadnie!
Organizm wciąż wypali swój limit, ale w niekorzystny dla zdrowia sposób.
Będzie na przykład podtrzymywał przewlekły stan zapalny, produkował więcej hormonów itd. (odsyłam do książki)

Ruch, a nawet regularne treningi, nie będą ode mnie wcale wymagały więcej paliwa. Organizm dostroi swoje spalanie, ograniczając niepotrzebne, a kosztowne procesy zapalne, odpowiedź stresową i obcinając inną działalność, która nie jest mu niezbędnie potrzebna. To akurat dla organizmu i dla zdrowia jest bardzo korzystne, dlatego ćwiczyć, ruszać się, trzeba!

Przy długotrwałym, ekstremalnym wysiłku częściej i dłużej chorujemy (układ odpornościowy musiał oddać swoje zasoby), mamy mniejsze libido (bo układ rozrodczy też się dorzuca), nasz mózg nie funkcjonuje tak dobrze (tutaj nie pamiętam, czy czasem mózg nie jest chroniony najlepiej i nie wyłącza się jako ostatni, doczytajcie). Natomiast zwracam uwagę, że mowa tu o wysiłku ponad siły, tzn. bardzo ciężkim profesjonalnym, treningu, zdobywaniu bieguna na sankach, których nikt nie ciągnie albo przepłynięciu Atlantyku wpław, pieskiem.
Nie chodzi o pójście na ściankę, czy na fitness parę razy w tygodniu. Nawet jak tam rzeczywiście poćwiczysz :P Twój organizm widzi to jako normę.

PODSUMOWUJĄC:

1. Ćwiczyć trzeba, dla lepszego i dłuższego życia (wyjaśnione w książce), ale od ćwiczenia się nie schudnie :( w długim okresie (dokładne wyjaśnienie oczywiście też jest w książce).

2. Schudnąć można JEDYNIE dostarczając ciału mniej kalorii niż spala (to już chyba wszyscy dawno wiedzą), ale ćwiczenia długookresowo nie zwiększą ogólnego zapotrzebowania na energię (nad tym akurat niejeden zapłacze).

3. Dla utraty wagi nie ma znaczenia, jaką dietę wybierzemy (low carb, high fat, czy co tam jeszcze). Znaczenie mają kalorie (ale o tym, nie pisałem, pisał Pan Pontzer w swojej książce).

A propos Pana Pontzera, a konkretnie Hermana Pontzera - to właśnie on jest autorem książki, której tytuł brzmi:

"Spalaj się. Jak naprawdę spalamy kalorie, tracimy na wadze i zachowujemy zdrowie."

Polecam i dziękuję Adam Szukalski za dostarczenie, nie pierwszy raz, paliwa dla umysłu :)!

EDIT: w komentarzu podsyłam linki do polemik, które zdają się być uzasadnione, a wynika z nich, że o ile owszem, spalanie nie rośnie całkiem liniowo wraz ze wzrostem aktywności, to nie do końca wszystkie tezy Ponzera są słuszne. Pojawia się sporo wątpliwości w kwestii wiarygodności wyników jego badań, a także wybiórczego traktowania danych i kreatywnego wykorzystania statystyki. Nie mnie to oceniać, nie mam wiedzy w tym temacie.
Z pewnością cała ta historia to dobra okazja do zrewidowania swojego rzeczywistego zapotrzebowania na kalorie, zastanowienia się nad swoimi nawykami żywieniowymi i ogólnie poszerzenia horyzontów.
Dobrego dnia:)

12/04/2023

Tunelowe myślenie bardzo często jest przyczyną porażki we wspinaniu. Ale porażki konkretnie rozumianej. Nie chodzi mi o niezrobiony bald, bo dla mnie nie zrobić balda zbyt dla mnie trudnego, to jak splunąć - spadałem z takich zanim to było modne ;) (i tak samo nic dla mnie nie znaczy, że inni spadają). Porażką jest, w moim rozumieniu, odpuścić jeszcze w przedbiegach. Albo chwycić się pierwszej lepszej wymówki, żeby odpuścić.

Nieraz już na starcie zdarza się uznać, że coś jest dla nas niewykonalne, z różnych powodów. A to ruch zbyt siłowy, a to trzeba być gibkim, tu trzeba być wysokim, a tam niskim. Przykłady można mnożyć. Skategoryzowanie balda czy konkretnego ruchu jako "nie dla mnie" i w związku z tym wycof i zaprzestanie prób, to najgorszy hamulec jaki można zaciągnąć swojemu wspinaniu.
(Swoją drogą bardzo podobnie jest ze stwierdzeniami typu "nie zrobiłem, bo mam za mało wytrzymki/siły/za słabe palce/blablabla" - zanim w ogóle warto zacząć rozkminiać braki motoryczne trzeba się zastanowić nad optymalnym gospodarowaniem tym, co się ma, bo zazwyczaj ma się więcej niż trzeba. Po prostu. Ale to temat na osobny post, nie omieszkam wkrótce takiego popełnić :))

Zwykle staram się pisać o problemach wspinaczkowych ze swojej perspektywy, bo doświadczam ich tak samo jak wszyscy i tu zacząłem podobnie.

Niestety, w tym jednym przypadku odczuwam dysonans, nie mogę się nijak zidentyfikować z omawianą wyżej postawą, którą niestety tak często obserwuję. Mogę za to z pełną odpowiedzialnością zachęcić do przyjęcia strategii, którą pielęgnuję właściwie od samego początku. Chodzi o mentalność, w której przewodnim motywem jest to, że zawsze jest jakiś sposób (spojler alert: nie zawsze :P), tylko trzeba go znaleźć. A kiedy kończą się sensowne pomysły, trzeba zacząć drążyć pomysły abstrakcyjne, bo niby czemu nie? We wspinaniu nieraz działa coś, co działać nie powinno.

Czy to znaczy, że nigdy nie składam broni? Poddaję się bardzo często. Chodzi o to, żeby to zrobić po tym jak się wyczerpało wszystkie możliwości, nie wcześniej.

Dla zobrazowania tematu pokazuję, że nawet skok można rozwiązać statycznie jak się ma otwarty umysł. Mało tego, chłopak z mojej sekcji znalazł jeszcze inną metodę, a kiedy obserwowałem innych, to zauważyłem, że mają też trzecie rozwiązanie.

Miłego :)

06/04/2023

Dziś znów zaproszę Was na Bronx. Sporo tam nowego, jeszcze wprawdzie nie wszystko miałem okazję podotykać (nie wiem czy się to kiedykolwiek uda), ale zachęcam do treningu uważności na tym konkretnym niebiskim:
(Btw. ponawiam zaproszenie do odwiedzenia i polubienia mojego profilu na instagramie (mysticlimb_mateusz_mazur), bo tam baldy wrzucam wcześniej i bardziej regularnie :) )

04/04/2023

Raz na czas - coś trudnego. Tzn. trudnego dla mnie, bo wiadomo, że trudnych baldów nie ma, za to słabych zawodników pod dostatkiem ;)
Moja słabość w tym wypadku dotyczyła trzymania chwytów - nijak nie mogłem się poczuć komfortowo na tych ściskach.
Kilkanaście podejść pomogło odświeżyć połączenia nerwowe, a jak już mózg sobie przypomni, to ciało nie ma za wiele do gadania ;)

03/04/2023

Od początkującego po elitę wspinaczkową - każdy musi znać tę technikę!

Podmiana rąk występuje bardzo często i opanowanie jej ma wiele korzyści:
Niejednokrotnie w prosty sposób rozwiązuje z pozoru skomplikowane sekwencje; Umiejętność dołożenia drugiej ręki, szczególnie do małego chwytu, znacznie ułatwia trudne sięgnięcia, bo z reguły łatwiej wyprowadzić ruch z dwóch rąk, jeśli są one blisko siebie; Dołożenie to często spotykany układ rąk w pozycjach odpoczynkowych; Nieraz jest ostatnią deską ratunku podczas prób przejścia bez znajomości, kiedy nie udało się optymalnie rozczytać sekwencji.

Żeby wyćwiczyć zamianę rąk, najlepiej wejść na stary, dobry trawers i robić go w obie strony przy założeniu, że na każdym chwycie następuje podmiana.
Ważne, żeby zostawić na łapanym chwycie miejsce na drugą rękę (często trzeba będzie złapać chwyt mniejszą liczba palców) i mieć stabilną pozycję podczas wymiany. Nie kładź ręki na ręce, nie spiesz się z kolejnym ruchem, zadbaj o to, żeby po wymianie mieć solidną kontrolę nad chwytem.

Jeśli nie masz dostępu do trawersu, nic straconego: zmiany z powodzeniem można ćwiczyć na dwóch, trzech chwytach w dowolnych kombinacjach (rodzaj chwytów, odległość między nimi, umiejscowienie względem siebie - to wszystko ma znaczenie).

Owocnych ćwiczeń, dajcie znać jak idzie :)

Send a message to learn more

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Kraków?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Telefon

Strona Internetowa

Adres


Stańczyka 14/21
Kraków
30-126