05/09/2020
Od mojego ostatniego startu w zawodach sylwetkowych minęły 4 lata.
Według mnie, jest to dość spory okres czasu, stąd też w mojej głowie narodziły się pewne przemyślenia, którymi chciałbym się z Wami podzielić.
Dotyczą one w głównej mierze tego, co działo się w okresie od zakończenia startów w zawodach sylwetkowych do obecnego momentu.
Moje przemyślenia są bardzo obszerne, lecz postanowiłem skupić się na kilku konkretnych obszarach.
1. Trening to bardzo duża, o ile nie największa, część mojego życia. Podczas zawodów sylwetkowych zauważyłem, że „dobrze wyglądać” nie znaczy „być silnym”. Zderzenie się mojej wizji z rzeczywistością sprawiły, że zacząłem szukać nowych, ciekawszych wyzwań, ponieważ zależało mi na wszechstronności, którą dostrzegłem w podnoszeniu ciężarów. Jak wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, początki są ciężkie. Zwłaszcza, gdy okazuje się, że ciało nabyło pewnych ograniczeń, których trzeba się pozbyć by iść dalej.
Niemniej dalej postanowiłem brnąc w trening ciężarowy, rozwijając tym samym wiedze z zakresu pracy nad zwiększaniem mobilności, siły, a także wiedzy na temat treningu pod okiem bardziej doświadczonych ode mnie osób.
Przez ten czas zwiedziłem również wiele gabinetów fizjoterapeutycznych, ponieważ nabywałem mniejsze lub większe urazy, które ograniczały mój progres treningowy. Z perspektywy czasu uważam, że wszystko dzieje się po coś, a czas i wiedza, którą nabyłem w tamtym czasie sprawiły, że czuje się bardziej kompetentny, co wpłynęło na moją świadomość treningową, jak i na pracę trenerską. Idąc dalej w stronę obecnego czasu, postanowiłem próbować różnych form aktywności ruchowych i traktować je jako ciekawe doświadczenia, które pozwalają mi na poszerzenie horyzontów oraz porzucenie miana "typowego koksa z siłowni".
Osobiście nie chcę być już z tym określeniem utożsamiany.
Podczas lockdown’u związanego z covidem, polubiłem bieganie i teraz nie uważam, że bieg to forma ucieczki. Jak widzicie mnie biegnącego, to wiedzcie że nic złego się nie dzieje, po prostu trenuje haha.
Poza tym trening sprinterski okazuje się być mega ciekawy, a także uzupełnia moja pracę na ciężarach w zakresie dynamiki. Trening ten swoją specyfiką zakłada automatyczne nabycie dynamiki. Dziś już wiem, że są jeszcze inne formy aktywności, które będę wprowadzał, by czuć się jeszcze lepiej i nie ograniczać się treningowo.
2. Dieta - to jest dla mnie temat rzeka, ponieważ wciąż uważam, że nie stanowi ona 70% sukcesu, jednak nie można umniejszać jej wpływu na to jak się czujemy i jak wyglądamy. Przez długi czas nie miałem weny na stanie w kuchni, robienie posiłków i wolałem iść na coś gotowego. Warzywa pojawiały się od święta i to jeszcze w małych ilościach. W pewnym momencie stwierdziłem nawet, że sprawdzę opcję cateringu, by ograniczyć czas "stania w kuchni". Efekt był taki, że straciłem trochę kasy, miałem salmonelle, co wyłączyło mnie na ponad 2 tygodnie z życia, a powrót na poprzedni poziom był ciężki, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Nie piszę tego, by Wam mówić, że cateringi są złe, ale sugeruję dokładniej przeglądać się firmom, które będą dbać o Wasze jedzenie. Niestety na rynku jest takich firm coraz więcej, które uderzają w ilość a nie jakość.
Jednak w pewnym momencie postanowiłem bardziej interesować się na nowo tym, co i kiedy jem, efekt stał się od razu widoczny:
- lepsze samopoczucie,
- więcej energii w ciągu dnia,
- poprawa sylwetki,
- wzrost siły.
To tylko nieliczne profity, które czerpię z własnej diety. Zawody sylwetkowe sprawiły, że poznałem swoją sylwetkę, dzięki czemu nie liczę obecnie kalorii, a ciało z tygodnia na tydzień ulega poprawie. Nie martwię się, że wyjście ze znajomymi "na miasto", a co za tym idzie zjedzenie czegoś w knajpie, czy też wypicie piwa przekreśli moją pracę w ciągu tygodnia. Pamiętajcie! Wszystko jest dla ludzi i nie można się ograniczać! Nadmierny reżim nie przyniesie komfortu psychicznego, a jest on bardzo istotny, by wypracowany rezultat został z Wami na długo.
3. Regeneracja - wiele osób myśli, że to nic innego jak odpowiednia ilość snu. Okazuje się, że regeneracja to bardziej złożony punkt programu i bez niego nawet najlepszy plan treningowy oraz wspaniale dostosowana do Waszych potrzeb dieta, nie przyniesie efektu. Niejednokrotnie myślałem, że trzeba wręcz "nadupcać" codziennie, by być jeszcze lepszym. Wstawałem zmęczony, ale przyświecała mi myśl, że dziś muszę zrobić trening, bo tak. Po jakimś czasie wychodziło, że nawarstwianie się mikrourazów powstałych na treningach wywołały uraz, który wyłączał mnie z treningu. Czułem frustrację, bo przecież nie będę mógł dalej pracować nad podniesieniem poprzeczki - a przecież to progres liczy się najbardziej. Innym razem wykonanie dwóch treningów w ciągu dnia doprowadziły do kolejnych problemów.
Siedzenie, schylanie, chodzenie sprawiały mi trudności. Na szczęście nie było to nic poważniejszego, lecz mimo wszystko napędziło mi to solidną dawkę stresu.
Teraz, gdy otwieram oczy i czuje, że głównym założeniem treningu będzie przetrwanie, wolę wykonać coś mniej intensywnego, by regeneracja przebiegała właściwie.
Uważam również, że regeneracja bardzo mocno łączy się z komfortem psychicznym. Brak chaotycznego napływu różnych myśli, przekłada się na spadek stresu, który również zaburza regenerację. Bardzo często w ciągu dnia jesteśmy bodźcowani informacjami, które nas stresują:
- w pracy Szef chce coś od nas na już,
- w radiu/tv pojawiają się informację ukazujące współczesne problemy świata
- oraz wiele innych prywatnych spraw przekładających się na problem osiągnięcia spokoju, co rzutuje również na zdrowie.
Nie raz miałem problem z zaśnięciem, ponieważ w głowie kotłowały się różne myśli, które trzymały mnie w napięciu. Nie wiedziałem jak sobie z tym poradzić, co przekładało się na moje samopoczucie również w ciągu dnia oraz problem z podejmowaniem właściwych decyzji.
Postanowiłem stawić im czoła oraz przeanalizować każdą myśl. Dzięki temu oczyściłem głowę. Znacznie lepiej się czuję, a dodatkowo zacząłem dostrzegać to co jest dla mnie dobre, a co nie - lepsze poznanie samego siebie. Dostrzegłem również, że komfort psychiczny buduje się na treningu, ale należy zrobić coś więcej, by nagle się nie ulotnił, pozostawiając poprzednio zamaskowane problemy. Chwilowe skupienie się na tym, co obecnie zaprząta głowę przynosi bardzo dobre rezultaty w dalszym funkcjonowaniu, jak i kształtowaniu wspomnianego komfortu, a w konsekwencji lepszej regeneracji.
Z biegiem czasu uświadamiam sobie, że osiąganie jednego celu wymaga głębszej analizy oraz pracy na wielu płaszczyznach. Natomiast dotychczasowy brak efektu to nie wynik źle przeprowadzonego treningu czy diety, lecz niedostrzeganiu innych sygnałów, które wysyła organizm. Jeśli chcecie się czuć lepiej, wyglądać lepiej lub podnosić swój poziom sprawności, zacznijcie słuchać tego, co ma do powiedzenia Wasz organizm, a bardzo dużo przyjdzie samo, niemalże znienacka.
Ameryki nie odkryłem ale mam nadzieję, że dałem Wam do myślenia.
Pozdrawiam!