KrkUff - filozofia życia: Terapia i Hipnoza

KrkUff - filozofia życia: Terapia i Hipnoza KrkUff! to filozofia życia. Terapia, Hipnoza, Reiss Motivation Profile®, Coaching, Mentoring, Warsztaty, Szkolenia, Rozwój. Sessions in Polish and English.

Terapia Gestalt zakłada, że zachowaniem człowieka zarządza proces homeostazy. Człowiek reaguje sumą utrwalonych reakcji, aby być akceptowanym przez otoczenie, oddziela się od autentycznych odczuć i blokuje swój potencjał. Kiedy proces samoregulacji zostaje w jakimś stopniu zaburzony, gdy organizm znajduje się w stanie braku równowagi dochodzi do choroby. Gestalt zakłada, że człowiek jest zdolny do samoregulacji, czyli, że posiada cały potencjał do zaspokajania swoich potrzeb oraz do kierowania swoim zachowaniem zgodnie ze swoimi potrzebami. Celem terapii Gestalt jest pomoc w odkryciu autentycznych pragnień, emocji i potrzeb Klienta, pomoc w budowie własnego, autonomicznego systemu wartości i stworzenie warunków do integracji osobowości.To forma terapii krótkoterminowej, która skutecznie pozwala na rozwinięcie potencjału, który w drzemie w Kliencie. Nazywany terapią ludzi zdrowych, mobilizuje do przezwyciężania problemów, rozpoznawania ograniczeń i poszerzania świadomości w obszarze relacji osobistych, biznesowych, rodzinnych. W trakcie sesji wykorzystujemy narzędzia i elementy różnych stylów terapeutycznych dostosowując je do indywidualnych potrzeb Klienta, takich jak analiza transakcyjna, bioenergetyka, gestalt, RTZ (Racjonalna terapia zachowań), NVC (Porozumienie bez przemocy), analiza osobowości (wg. metodologii Insight, ennagram), a także techniki redukcji stresu i ćwiczenia poszerzania świadomości oparte o techniki stosowane w jodze. Nasza praca jest regularnie superwizowana, co stanowi gwarancję poprawności procesu terapeutycznego Klienta. Pracujemy w języku polskim i angielskim. Proponujemy: sesje indywidualne, sesje dla par, warsztaty rozwojowe, zamknięte grupy rozwojowo-terapeutyczne, coaching, szkolenia biznesowe.

SOBOTA, CZAS ŚRODKOWOEUROPEJSKISobota w Polsce dawniej oznaczała porządki. Wiedziona tą zachęcającą myślą zabrałam się z...
05/09/2026

SOBOTA, CZAS ŚRODKOWOEUROPEJSKI
Sobota w Polsce dawniej oznaczała porządki. Wiedziona tą zachęcającą myślą zabrałam się za sprzątanie. W pewnym momencie zorientowałam się jednak, że upłynęły trzy godziny a ja nadal nie opuściłam kuchni i salonu. Ponieważ warunkiem uporządkowania jest chaos, uznałam to za część procesu. Nie zniechęciło mnie to zupełnie, musiałam natomiast oddać się wewnętrznej medytacji aby wszystkiego nie rzucić i nie wybiec na słońce. Jak to mówi moja koleżanka, ona też lubi porządek w domu, ale najlepiej jak ją ta czynność omija. Wewnętrzna medytacja przybrała formę analizy baśni Grimm, a dokładniej momentów gdzie mowa o sprzątaniu i specyfikacji obowiązków. I tak w Pani Zimie Staruszka tłumaczy dziewczynie jej obowiązki: ma dbać o porządek w domu, karmić koty, podlewać kwiaty, a przede wszystkim starannie słać łóżko i trzepać pierzyny tak mocno, aż pierze zawiruje w powietrzu jak śnieg. Dziewczyna wykonuje to codziennie i z takim zaangażowaniem, że puch unosi się wokół niej niczym płatki śniegu — i to właśnie to trzepanie pościeli sprawia, że na ziemi pada śnieg. Z kolei w bajce “O krasnoludkach” uboga służąca, pilna i czysta każdego dnia zamiata izbę, a śmieci wynosi na kupę przed drzwi. To właśnie podczas tego codziennego rytuału znajduje list od krasnoludków. Czyli aby być pilną wystarczy pomachać miotłą, zupełnie jakby to była parownica Karchera.
No serio? Nie są to zadania imponujące, zaczęłam je przeliczać w głowie i wyszło mi, że bez segregacji śmieci i rzeczy w szafkach, czyszczenia lodówki a nade wszystko mycia - podwójnego!: ręcznie i mopem - podłogi czy wreszcie odkurzania odkurzaczem, to z przeproszeniem te dawne standardy były nieco zaniżone. I że zapewne tylko dlatego Królewna Śnieżka mogła jeszcze szyć i robić na drutach, bo po tym umówimy się: powierzchownym sprzątaniu, mnóstwo czasu miała. Zamiast zajmować się dogłębnym znaczeniem symbolicznym cnoty pracowitości w bajkach, popatrzyłam na siebie jak na heroinę, główną bohaterkę dramatu o współczesności. Nie dość, że żyję (a przypominam, że 100 lat temu mogłoby być z tym różnie), mam menopauzę której bym nie miała, bo bym nie żyła (logiczne!) to pracuję i sprzątam, bo jestem z Europy Środkowej a to u nas rozumie się samo przez się. Moje uznanie dla samej siebie przybrało na moment formę narcystycznego uwielbienia, którego ukoronowaniem była przerwa na kawę i zakup ciemno różowego kardiganu jako ewidentnej nagrody i kropkę nad “i”. Idzie jesień i za chwilę wszystkie swetry zostaną wykupione ze sklepów lub zostaną tylko te szare i bure, w sam raz dla Kopciuszka a ja najwyraźniej celuję wyżej, znacznie wyżej. Nie sądziłam, że ambicję będę realizowała ze szmatą w dłoni, ale ostatecznie rewolucje robi się na różne sposoby.
Od dzisiaj myślę o sobie już tylko dobrze, nawet gdybym nigdy więcej nie sprzątała! Mąż wrócił do domu i powiedział, że on teraz zrobi rewolucję w salonie. Najwyraźniej albo mnie podsłuchiwał i pozazdrościł albo, co bardziej prawdopodobne, jest jak ja z Europy Środkowej i wie na czym polega sobota. Wieczorem pooglądamy Zabójczą Broń albo Jamesa Bonda. Tam nie sprzątają i na pewno mają brudno.
Tekst: Magda Skomro
Grafika: Banksy

FIGURA I TŁONa pierwszym planie widać dwie figury, z języka niemieckiego figura to gestalt. Są wyraziste a jednocześnie ...
01/09/2026

FIGURA I TŁO

Na pierwszym planie widać dwie figury, z języka niemieckiego figura to gestalt. Są wyraziste a jednocześnie delikatne, wyrzeźbione z jednego kawałka drewna. Figury przybierają postać zamyślonych ludzi, w jednakowym zatrzymanym geście podpierających dłońmi lekko przechylone głowy.Możemy pomyśleć o nich jak o dwojgu przyjaciół lub kobiecie i mężczyźnie. O czym myślą? Być może o sensie egzystencji lub smaku powietrza które je otacza. Z ich zamyślenia wypływa melancholia subtelnie rysująca zwoje drewna na twarzach.
W tle widać sielski obrazek namalowany ręką dziecka. Na niebieskim tle obłoki otulają żółte słońce a drewniana chatka zaprasza do powieszenia na niej świątecznych pierników.
Tło rozmywa granice figur, dodając im kolejnych znaczeń i interpretacji.
Być może to jakaś bajka. O chińskim mędrcu i jego strapionym uczniu, lub o zmęczonym rybaku i jego nienasyconej żonie.
A może to po prostu ostatni dzień lata i za domkiem rozpościerają się wydmy, dzika plaża a szum morza łagodzi nieubłaganie płynący czas.
W psychologii gestaltu całość jest czymś więcej niż sumą elementów, całość tworzy pewną "nową jakość" i "wartość dodaną", której nie znajdziemy w żadnej z części składowych.
Co więcej tło jest czymś co może w całościowym ujęciu zmieniać znaczenie pierwszoplanowej figury. Jeśli na pierwszym planie jest smutek, w tle czeka być może ukryta radość. Jeśli przed nami pyszni się siła, w tle prawdopodobnie skrywają się niepewność i lęk..
Z zasad szeregowania gestaltów lubię zasadę "wspólnego losu" – elementy poruszające się w tym samym kierunku postrzegane są jako grupa. Tak łatwo nadać nieprawdziwe znaczenie temu co widzimy bez odniesienia się do kontekstu i subiektywnego odbioru sytuacji jej rzeczywistych aktorów.
Moja młodsza córka Iga namalowała sielski domek i podarowała mi go na dzień Matki. Dla niej sam domek jest figurą, a tłem opowieść o wspólnie spędzanym czasie i rodzinie, która siedzi przy jednym stole. Wszyscy się śmieją, jedząc świeżo upieczoną szarlotkę. W perspektywie ukrytej przed widzem kryją się marzenia małej Igi i tęsknota do czasów kiedy mieszkałam z jej Tatą.
Figurki kupiłam w sklepie z artykułami kolonialnymi (zapomniane słowo, z mojego kontekstowego tła). Pochodzą z Tajlandii. Tak naprawdę nie są parą i nie mają ze sobą nic wspólnego poza surowcem, z którego są wykonane, jak również pewną artystyczną manierą.
A jednak złożone w całość dopowiadają kolejne rozdziały naszej rodzinnej historii. Ich smutek jest pogodzeniem się z kawałkami doświadczonej historii i ostrożną mądrością w patrzeniu na przyszłość.
W tym ujęciu to ja i mój Partner, lub nasi Przodkowie opiekujący się naszym nowym domem.
Figura przeplata się z tłem, tworząc i domykając kolejne gestalty.

KAZANIA I KAZNODZIEJEW poniedziałek tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego odkryłam słuchając radia Złote Przeboje, że my...
31/08/2026

KAZANIA I KAZNODZIEJE

W poniedziałek tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego odkryłam słuchając radia Złote Przeboje, że mylę Lombard z Lambadą. Kwestia deprywacji słuchu postępującej z wiekiem lub roztargnienia, mogę wybrać. Jeśli dołożę do tego mgłę mózgową ciężko mi będzie uznać, że szczyt możliwości intelektualnych przypada na wiek pomiędzy 50 a 60 lat. Znaczy, źródła podają od 55, a ja mam 52 więc może jeszcze wszystko się zmieni.
Natomiast resztki analitycznego umysłu pozwoliły mi bez problemu wyłapać kilka postów z gatunku “kazań”. Bardzo łatwo je rozpoznać, bo zaczynają się od słów: czemu nie widzicie, dlaczego się nie interesujecie lub jak możecie się interesować. A potem jest zestawianie poglądów tych lepszych ale nie popularnych, albo zdjęć osób które powinny cieszyć się uznaniem i poważaniem zamiast tych innych, których zdjęcia również można obejrzeć. Najpierw chcę powiedzieć, że nie lubię hejtu w żadnej postaci. Nie akceptuję, nie popieram w imię żadnej prawdy i sprawy. Uważam że zestawienie dwóch osób, z których jedna zajmuje się nauką a druga piosenkami jest krzywdzące dla obu i jest dodatkowo dziwnym rodzajem napiętnowania tej, która nauką się nie zajmuje. Pretensje natomiast do nas, ludzi że jesteśmy nie dość wychowani, nieogarnięci i zajmujemy się sprawami bez znaczenia jest hejtem skierowanym w stronę osób, które to czytają. Podobnie jak kazania w kościele w sierpniu miesiącu trzeźwości o tym, żeby nie pić bo to grzech i żeby chodzić do kościoła do ludzi którzy przyszli i są trzeźwi. Kazania jak widać, niezależnie od okoliczności, bazują na założeniu że trzeba zawstydzić tych, których wedle tej formuły można uratować i nawrócić. A kaznodzieje znają zasadę wszystkie chwyty dozwolone, bo kim my jesteśmy żeby nas jakoś dobrze traktować. Ta wybitna stronniczość połączona z rodzajem pełnej rozpaczy ale jednak pogardy, pomija zupełnie źródła zjawisk. Podobnie jak tabletki na ból zęba nie leczą zęba, tak i tutaj ślizgamy się po lepkiej powierzchni, bez zaglądania do środka. A w środku proszę Państwa jest pytanie o edukację, szacunek i demokrację. Czyli jak jesteśmy uczeni, kto nas uczy, kto wyposaża w logikę, wnioskowanie, zasady i umiejętność wyboru? I czy system szkolnictwa pruskiego, który do tej pory obowiązuje w Polsce miał przygotować światłych intelektualistów czy posłuszny narybek administracyjny w trybach funkcjonującego zaborcy. Ryba psuje się od głowy, mówią. Każdy kij ma dwa końce, podobno. Ja bym jednak była zdania, że najistotniejsze jest to co pomiędzy oraz kontekst. No i prawa fizyki: im większy nacisk tym większy opór. Dobrego poniedziałku. Zdjęcie zrobiłam przy okazji, ale ma miły łagodzący kolor i wieje optymizmem. A nam tego optymizmu bardzo trzeba!

Tekst: Magda Skomro

PÓKI ŻYJEMYGdzie żyją ludzie, którzy umarli? Czy rzeczywiście na cmentarzach, w grobach które są zadbane albo nie, ładne...
30/08/2026

PÓKI ŻYJEMY

Gdzie żyją ludzie, którzy umarli? Czy rzeczywiście na cmentarzach, w grobach które są zadbane albo nie, ładne albo brzydkie, w cieniu żeby było chłodniej lub w słońcu aby można było wygrzewać kości? Można stać nad grobem, czytać tabliczkę i kontemplować zgodność odcienia złotej farby przy poszczególnych nazwiskach, jednak czy to oznacza dialog z tymi którzy odeszli? I czy oni w ogóle czegoś od nas chcą? Na przykład chryzantem w listopadzie a wrzosów w początkach września, kiedy fiolet pięknie komponuje się z nadal obecną zielenią? Pogodzenia się z rodziną, lepszych nawyków, regularnych badań, pilnego pielenia grządek, żebyśmy nie byli sami?
Jest kilka różnic kiedy odwiedzamy cmentarz w stosunku zwykłych odwiedzin krewnych czy sąsiadów. Po pierwsze nikt za nas nie posprząta. W zwykłej sytuacji zapowiedzianej wizyty, ktoś sprząta, kupuje ciasto, parzy herbatę. Tutaj czeka nas dokładnie to co zostawiliśmy, tylko w gorszej zniszczonej wersji: kwiaty uschły, świeczki wypaliły się, płyta pokryła kurzem i roztopionym woskiem. Widok chrabąszczy i cmentarników swobodnie spacerujących po nagrobnych płytach nie wywołuje szczególnego zdziwienia poza stwierdzeniem, że następnym razem trzeba przynieść szczotkę i wodę. Jest ich bardzo dużo pod wiązankami i gałęziami. Czasami zawstydzeni długą nieobecnością mówimy: przepraszam. Niestety nikt nie odpowiada, wszystko jest dokładnie tak jak przed chwilą, można zabrać się za sprzątanie. Czasami nic nie mówimy i tylko wzdychamy ciężko: los twój, los nasz, Panie ty sam wiesz kiedy nadejdzie ta godzina. Ciekawe czy będą mnie wtedy interesowały kwiaty, świece i solidny marmur albo kamień, który wytrzyma lata. W oddali łagodnie biją dzwony, miły akcent który zupełnie nie przepowiada tej pustki i ciszy kiedy ktoś umiera. Kiedy znika.
Gdzie znika? Od czasu do czasu rozmawiam z Moimi Zmarłymi: kiedy patrzę przez okno, piję kawę, siedzę na łóżku naprzeciwko obrazu Hoppera “Pokoje nad morzem”. Przypominam sobie jakieś zdarzenie, albo chcę ich poinformować o czymś co siedzi we mnie, a akurat nie mam się komu zwierzyć. Tak mi jest łatwiej niż kiedy odwiedzam cmentarz, bo tam jest bardziej oficjalnie i zawsze mam coś do roboty. A tak mogę swobodnie snuć opowieść nie wypadając z mojego życia, a może zapraszając ich do mojego? Najczęściej rozmawiam z Matką, chociaż nie chcę pamiętać konkretnych dat i zajmować się ich obchodzeniem, to lubię do niej powiedzieć: No i co? Miałaś rację. Albo: ech, na szczęście się pomyliłaś. Czasami: co u Ciebie, u mnie tak sobie, lub zupełnie nieźle, całkiem dobrze, zdumiewająco okej. Ciekawe czy dałoby się wypominki opłacić przez internet? Teraz wszystko jest online, może tak.
Ktoś z moich zmarłych Klientów, chory śmiertelnie na raka, zapytał mnie czy nie lepiej by było aby żywi zapominali o tych co umierają. Czy tak nie byłoby dla wszystkich łatwiej. Wiem, że jemu byłoby łatwiej z myślą, że to możliwe. Poświęcenie siebie w takiej sytuacji może wydawać się łatwiejsze niż świadomość rozpaczy i bezradności innych. Powiedziałam mu, że dla mnie osobiście taki pomysł jest niedobry. Nie da się tak po prostu zapomnieć kogoś kto był dla nas bliski i ważny a próby udawania, że tak można źle się kończą. Zostaje puste miejsce, przynależne takiej Osobie a jednocześnie takie, które rozpycha się w naszym życiu i nie pozwala oddychać. Nie możemy wtedy pamiętać tych wszystkich chwil kiedy stało się dla nas coś istotnego, co zawdzięczamy komuś, co nas ukształtowało. Czyli coś za coś. Ktoś inny pytał mnie o zmarłego ukochanego psa i nie chciał go pożegnać. Tu z kolei pies nie mógł odejść na swoje miejsce, które pozwala organizować nasze życie we właściwy sposób. Na przykład po okresie żałoby przyjąć jakieś inne zwierzę i otoczyć je opieką i troską. NIe warto marnować miłości, która w nas jest.
Podobno tak długo żyjemy jak długo ktoś o nas pamięta. A kiedy my pamiętamy, uznając istnienie śmierci, możemy żyć. Czy pełniej? Na to pytanie każdy odpowie sobie sam. Na cmentarzu lub gdzie indziej, to nie ma znaczenia. Znaczenie ma tylko wielość czasoprzestrzeni atomów energii i kwantów światła.

Tekst: Magda Skomro
Obraz: Edward Hopper, Słońce w Pustym Pokoju

Kiedy byłam na studiach matka mojego chłopaka słuchała Dolly Parton. Pożyczyła mi kasetę - tak żyłam w czasach magnetofo...
26/08/2026

Kiedy byłam na studiach matka mojego chłopaka słuchała Dolly Parton. Pożyczyła mi kasetę - tak żyłam w czasach magnetofonów i walkmanów - i ja wierna fanka Dire Straits i Genesis - utonęłam w muzyce country. Teksas, kowbojskie kapelusze i laski z wielkim biustem w obcisłych jeansach. Było super, bo najlepiej jeśli nie wiecie, smakuje zakazany owoc. A country cieszyło się w latach 90-tych taką sobie opinią, zapewne na podstawie Strażnika z Teksasu.
Wiele razy słuchałam Jolene, bo rzadko można spotkać piosenkę która tak pięknie opisuje zazdrość jednej kobiety o drugą. A poza tym ja akurat w tamtym czasie dobrze rozumiałam jak to jest, kiedy jakaś dziewczyna wygarnia po prostu chłopaków jak zboże na sianokosach, a reszta (w tym ja) tylko patrzy:
“Jolene, Jolene, Jolene, Jolene
Oh, I'm begging of you please don't take my man
Jolene, Jolene, Jolene, Jolene
Please don't take him even though you can
Your beauty is beyond compare
With flaming locks of auburn hair
With ivory skin and eyes of emerald green”
Potem obejrzałam przypadkiem Stalowe Magnolie, obficie mocząc chusteczkę łzami wzruszenia. I tam Dolly Parton grała kosmetyczkę o wielkim sercu, która zajmowała się wszystkim od fryzjerstwa do makijażu i miała męża, który był bezrobotny. Potem mąż się ogarnął, dzięki jej cierpliwości i miłości i nawet otworzyli drugi salon. To była taka fajna opowieść, że można być ze sobą razem mimo problemów i że wszystko kończy się dobrze, bo ludzie są razem i dają sobie kolejne szanse.
W tym właśnie filmie ona mówi do swojej asystentki (również po przejściach): Pamiętaj, naturalne piękno nie istnieje. I mnie to wtedy szalenie ucieszyło, bo wyglądało na światełko w tunelu dla mnie i dla wszystkich tych dziewcząt co o poranku uciekają z piskiem do łazienki.
Nie wiedziałam, że z wiekiem wygląda się lepiej, lub się mniej przejmuje. Niepotrzebne skreślić.
No a dzisiaj przeczytałam, że Dolly Parton nie żyje. I serce mnie zabolało, bo przez te wszystkie lata mi towarzyszyła za każdym razem kiedy stawałam przed lustrem i coś mi nie pasowało. Mówiłam sobie: Daj spokój Magda. Naturalne piękno nie istnieje, zrób makijaż, dołożysz do charakteru i jakoś będzie.
Więc jutro ułożę włosy i spryskam je lakierem na sztywno, tak jak to robiono za czasów młodości Dolly Parton. A potem ubiorę stanik z push upem i pójdę podrywać świat póki jeszcze mogę.
Cześć Jej Pamięci. I will always love You.

Tekst: Magda Skomro

ZAPIECZĘTOWANE POCAŁUNKIEM (SEALED WITH A KISS)To już koniec lata. Czuję to w porannym chłodzie, południowym upale i cie...
17/08/2026

ZAPIECZĘTOWANE POCAŁUNKIEM (SEALED WITH A KISS)

To już koniec lata. Czuję to w porannym chłodzie, południowym upale i ciepłym szybkim zmierzchu, który przechodzi w noc tuż po tym jak zobaczyłam na horyzoncie zachód słońca. Zachody też są piękniejsze, bo już ostatnie: nasycone, brzoskwiniowo błękitne, rozlane szeroką wstęgą na horyzoncie. Kolory tak piękne, że aż dech w piersiach zamiera z zachwytu. A zaraz potem pojawia się smutek. Smutek przeplata się z melancholią, z czymś czego do końca zrozumieć nie potrafię a może nie chcę. Bo kiedy dopuszczam to co jest nienazwane i niedookreślone to pojawia się zaskoczenie i zawstydzenie. Tęsknię za tym co miało się wydarzyć tego lata, ale się nie wydarzyło. Ani tego, ani poprzedniego, możemy się tak cofać o dekady do momentu kiedy z radia dochodziła piosenka Sealed with a Kiss Jasona Donovana a ja chyba zaczynałam studia? I to była opowieść o słodkim początku dorosłości, zarwanych pachnących trawą i kwiatami nocach, dniach które płyną beztrosko i bez wysiłku i historii jak z bajki, tej historii która wydarza się tylko na teledyskach z tamtej epoki, albo można o nich poczytać w harlequinach. Tam wszystko jest na swoim miejscu: odpowiednia atmosfera, zapach Indian Summer a może Masumi, miłość od pierwszego wejrzenia i szczęśliwy happy end. To miał być początek, wstęp do dalszej części życia, równie ekscytującej a może nawet bardziej, mieszanki rodem z powieści Scotta Fitzgeralda i amerykańskich opowieści o detektywie Marlow, podlanych jazzem i dymem z papierosa.
Nie chcę myśleć o tym co jest pomiędzy tamtymi chwilami i momentem obecnym, czasem po wielu latach kiedy wszystko jest inne i na zawsze takie pozostanie. Chcę na chwilę zostać w mojej melancholii, smutku bez powodu, zastygnąć na tle ciemniejącego nieba za oknem. Włączam Rhapsody in Blue Davisa a może Summertime Gershwina i zaczynam powoli kołysać się do tych upojnych, ciężkich dźwięków, wybijających rytm mojego serca. Kim byłam i kim jestem? Kim się stałam po latach poszukiwania moich marzeń? I czy mogę w moją tęsknotę wciągnąć Jerzego? Czasami tak robię. Kołyszemy się wtedy we dwoje, opowiadam mu o tym wszystkim co się nie wydarzyło, a on szepce mi do ucha słodkie obietnice zapomnienia. Uwodzi mnie słowami o tym co jest teraz, dotyka mojej szyi wargami i zaczyna mnie całować. A ja się czuję dokładnie tak jak wtedy kiedy to wszystko nie miało miejsca. I wtedy przychodzi ukojenie, bo chociaż co roku coś się kończy to też wciąż od nowa się zaczyna. I zaczyna, zaczyna, i kończy i kończy. Jak lato:
“Though we've got to say goodbye for the summer
Darling, I promise you this
I'll send you all my love every day in a letter
Sealed with a kiss”

Obraz: Andrei Protsouk

CZYM JEST HIPNOZA. TEKST DŁUGI JEDNAK WAŻNY.Hipnoza jest jednym ze STANÓW ŚWIADOMOŚCI. Każdy z nas zna z własnego doświa...
17/08/2026

CZYM JEST HIPNOZA. TEKST DŁUGI JEDNAK WAŻNY.

Hipnoza jest jednym ze STANÓW ŚWIADOMOŚCI. Każdy z nas zna z własnego doświadczenia przynajmniej trzy stany świadomości: głęboki sen, sen z marzeniami sennymi i stan jawy. Przypuszczalnie, przynajmniej kilka razy w życiu doświadczyłeś stanu zmienionej uwagi który JEST HIPNOZĄ: w trakcie słuchania muzyki (stąd określenie: transowa nuta), czytania niezmiernie interesującej książki, monotonnej jazdy samochodem, wpatrywania się w okno (na liście drzewa, poruszane wiatrem) czy zasypiania.
Na poziomie PRACY MÓZGU dochodzi wtedy do zmiany częstotliwości fal mózgowych które obniżają się z fal Beta do Alfa i Theta. Percepcja ulega osłabieniu, a podatność na sugestie wzmocnieniu. Umysł wycisza się i odpoczywa.
Fale Alfa to tzw. CZUJNY RELAKS: ​​aby mózg przestawił się na ich częstotliwość wystarczy, że leżymy z zamkniętymi oczami lub oglądamy telewizję. Fale alfa emitowane są tuż po przebudzeniu. Towarzyszą głębokiej zadumie i sprzyjają kreatywności. Przynoszą inspirację i wspierają pozytywne myślenie.
Fale Theta to tzw. AKTYWNOŚĆ POWOLNA, występujące podczas wewnętrznego skupienia, medytacji czy modlitwy. Podobnie jak w przypadku fal Alfa ich częstotliwość jest łączona z kreatywnością, intuicją, marzeniami i fantazjowaniem, a także ułatwia dostęp do wspomnień, emocji i wrażeń .
Badania z użyciem funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI) wykazały też, że podczas hipnozy spada aktywność w grzbietowo-przedniej części zakrętu obręczy mózgu, dzięki czemu człowiek przestaje przejmować się tym, co się wokół niego dzieje. Wzrasta również siła połączeń pomiędzy grzbietowo-boczną częścią kory przedczołowej a wyspą – strukturą zaliczaną do kresomózgowia, co pomaga skoncentrować się na sygnałach docierających z ciała. W trakcie seansu hipnotycznego słabną połączenia pomiędzy grzbietowo-boczną częścią kory przedczołowej a siecią domyślną, dzięki czemu osoba w stanie hipnozy staje się PODATNA NA SUGESTIE.
To właśnie dlatego w czasie TRANSU HIPNOTYCZNEGO, który jest stanem głębokiego rozluźnienia mamy łatwiejszy i lepszy dostęp do swoich emocji i wspomnień, a także zwiększamy nasze możliwości kreatywnego myślenia i pracy z metaforą. Jesteśmy także podatni na sugestie a to oznacza, że o wiele łatwiejsze staje się dla nas przeformułowanie przekonań czy przekroczenie wewnętrznych barier, powstałych w trakcie różnych, często trudnych doświadczeń w naszym życiu, które blokują dostęp do naszych zasobów, naturalnych talentów i potencjału.
Stan transu WSPOMAGA ODBLOKOWANIE PAMIĘCI, czyli może się przyczynić do pojawienia się wypartych, a zatem prawdopodobnie niechcianych wspomnień lub emocji, co jest dużym ułatwieniem w dowolnym rodzaju pracy terapeutycznej. Swobodny strumień świadomości pozwala łatwiej tworzyć nowe rozwiązania i zobaczyć różne obszary naszego życia z innej perspektywy.

Jeżeli teraz z pojęć biologicznych przejdziemy na POJĘCIA ZWIĄZANE Z PSYCHIKĄ, to praca z hipnozą jest pracą z naszą PODŚWIADOMOŚCIĄ. Najprościej możemy powiedzieć, że jest to taka część ludzkiej psychiki, w której przechowujemy treści, z których istnienia nie zdajemy sobie sprawy. Jest to magazyn, a w nim emocje i doświadczenia, które mają wpływ na nasze zachowanie NIEZALEŻNIE od decyzji, które podejmujemy świadomie czy myśli, które w tym procesie nam towarzyszą.
Poniższe przykłady dobrze pokazują wpływ podświadomości na świadomość:
Kiedy masz do czynienia z małym, nowonarodzonym dzieckiem świadomie wiesz jakie jest delikatne i kruche, oraz że należy je otoczyć troską i opieką. Jednak W TYM SAMYM CZASIE na poziomie nieświadomym może pojawić się lęk, niepokój, obawy a nawet przerażenie związane z wcześniejszymi doświadczeniami i emocjami, które w nas wtedy powstały (np. poronienie, doświadczenia okołoporodowe, wczesne wspomnienia z dzieciństwa).
Podświadomość JEST SUBIEKTYWNA. Jeśli wspomnienia, które w niej przechowujemy uznamy za złe to takie właśnie w niej będą. Jak na przykład wspomnienie kiedy byłeś mały, nie umiałeś pływać a koledzy dla żartu wrzucili Cię do basenu. Być może do tej pory unikasz wody, pływania a karnet na basen jest najgorszym prezentem, jaki mógłbyś dostać.
Lub kiedy chciałbyś odnieść sukces finansowy, awansować, kupić wymarzony dom, ale w Twojej podświadomości przechowujesz silne przekonanie, że jest to niemożliwe. Skąd je wziąłeś? Och, wystarczy że w Twoim domu często słyszałeś, że pieniądze mają tylko oszuści i złodzieje. Lub wszystkie Twoje marzenia kwitowane były stwierdzeniem, że do niczego się nie nadajesz.
I tak dalej. Na pewno możesz już w tym momencie podać wiele takich przykładów ze swojego życia.
JEDNAK WŁAŚCIWYM PYTANIEM JEST CZY NADAL MASZ MARZENIA I PLANY, KTÓRE MIMO WCZEŚNIEJSZYCH DOŚWIADCZEŃ CHCIAŁBYŚ ZREALIZOWAĆ? - Jeśli tak, to HIPNOZA może być dla Ciebie skutecznym i stosunkowo szybkim rozwiązaniem. Jest znakomitym narzędziem zarówno do samodzielnego wykorzystania jak i wspomagająco w terapii.
M. D. Yapko uważa, że „elastyczność hipnozy pozwala korzystać z niej powierzchownie lub dogłębnie, w zależności od tego, co zostanie uznane za odpowiednie do leczenia konkretnych zaburzeń” . Hipnoza w psychoterapii może przyczyniać się do osiągania indywidualnego rozwoju (np. wzmacniać poczucie własnej wartości, poprawiać zdolność skupiania się i zapamiętywania, zwiększać motywację i efektywność uczenia się) oraz wspomagać leczenie rozmaitych zaburzeń.
Zaliczają się do nich:
- zachowania nerwicowe,
- depresja,
- lęk i fobie,
- zaburzenia psychosomatyczne,
- regulacja wagi ciała (nadwaga i niedowaga, kompulsywne podjadanie),
- różnego rodzaju uzależnienia (alkohol, nikotyna, ma*****na, uzależnienia behawioralne),
- zaburzenia emocji i zachowań (w tym objawy stresu pourazowego i PTSD),
- zaburzenia nawyków i popędów.

PRACA W HIPNOZIE REGRESYJNEJ, w trakcie której jesteś w dialogu z Hipnoterapeutą jest szansą na powrót do różnych trudnych lub wypartych doświadczeń z naszej przeszłości w celu ich przepracowania i zintegrowania z naszą psychiką w nowy, zdrowszy dla nas sposób.
HIPNOZA to wspólny proces Hipnoterapeuty i Osoby poddającej się hipnozie. Wbrew obiegowym opiniom nie jesteśmy w stanie zahipnotyzować kogoś WBREW JEGO/JEJ WOLI ani poddać sugestii NIEZGODNEJ Z SYSTEMEM WARTOŚCI osoby poddawanej hipnozie. TAKA SUGESTIA ZOSTANIE PO PROSTU ODRZUCONA.
OGRANICZENIEM W ZASTOSOWANIU HIPNOZY jest niepełnosprawność intelektualną, silne zaburzenia osobowości, psychoza, czynne przyjmowanie substancji zmieniających świadomość. Ponadto metoda ta jest nieskuteczna u Osób którzy mają wobec niej błędne oczekiwania, nie wierzą w jej skuteczność lub nie wyrażają zgody na jej zastosowanie.
ZAPRASZAM NA SESJE hipnozy pasywnej i hipnozy regresyjnej do mojego gabinetu w Krakowie i online. Każda praca z hipnozą jest poprzedzona szczegółowym i dokładnym wywiadem, w celu zbadania motywacji i zasadności stosowania hipnozy. Wspólnie z Klientem planujemy i omawiamy kolejne etapy procesu. SESJE SĄ POŁĄCZENIEM HIPNOZY I TERAPII. Pierwsze spotkanie trwa około 2 godzin, kolejne w zależności od potrzeby 1,5h-2h. Praca JEST PROCESOWA, a to oznacza że potrzebujemy przynajmniej 5-6 spotkań w odstępie 2-3 tygodni. Każdy przypadek jest przeze mnie traktowany indywidualnie, z wykorzystaniem CAŁEJ dostępnej mi wiedzy. A TUTAJ jak mówi Mój Mąż, możesz się spodziewać NIESPODZIEWANEGO;-)

Księżyc zagląda przez moje kuchenne okno. Okrągły, złocisty, zbożowy. Taki bliski kiedy patrzę na niego z czwartego pięt...
09/08/2026

Księżyc zagląda przez moje kuchenne okno. Okrągły, złocisty, zbożowy. Taki bliski kiedy patrzę na niego z czwartego piętra na osiedlu, które nocą wabi światłami i ciemnością. Drzwi skrzypią delikatnie, otwiera je smuga księżyca, która sprawia że od razu mogę wskoczyć w czwarty wymiar: w moje sny, marzenia, w historie nie z tej ziemi, które latami opowiadam przypadkowym osobom i taksówkarzom. Taksówkarze, kolejne pokolenie dorożkarzy, zawsze chętni do wysłuchania, zawsze skorzy do opowiedzenia własnej historii. Tak poznałam byłego popa, jazzmana, narodowca, kulturystę i dziennikarza Ormianina.
Wysłuchałam poplątanych i fantastycznych opowieści, z których każda gdzieś we mnie została, w takim fragmencie jak ten w którym widziałam oczy moich rozmówców w samochodowych lusterkach.
Coś zawsze zostaje: z tego co dobre i z tego co niedobre, z tego co potrzebne i z tego co zupełnie bezsensowne. Coś zostaje w nas i nigdy nie wiemy co się z tym później stanie, jak ułoży się w historii naszego życia. Możemy mieć jednak pewność, że nie zniknie. Więc i nie ma sensu próbować zapomnieć, nie pamiętać, zajmować się czymś aby nie myśleć. To tylko strata energii. Lepiej zgodzić się, poczuć, uznać, wybaczyć, zaakceptować, przeżyć. A potem pójść dalej z tym nowym kawałkiem siebie.
Kiedy byłam małą dziewczynką czytałam namiętnie “Pamiętnik Pani Izabeli” Hanny Januszewskiej i uwielbiałam tajemniczego Inżyniera, który przychodził tylko wtedy kiedy świecił księżyc i mówił limerykami. Nikt nigdy nie zapytał mnie jaka jest moja ulubiona postać literacka (pytano o bajki, książki i zapamiętane sny). W sumie i tak bym o nim nie wspomniała z powodu lojalności ale i miłości: tak długo już jesteśmy razem, niby alchemiczne małżeństwo. Lubię kiedy do mnie przychodzi, wtedy kiedy herbata robi się słodka i czarna i nic nie jest doskonałe, za to czas rozciąga się w nieskończoność i można rozmawiać o czym się tylko chce.
Na przykład o schodach do nieba.
“Lecz władca snów wiedział,
że czasem lepiej jest, gdy życzenia
się nie spełniają, zatem nie musiał
o nic pytać.” (Neil Gaiman, Sandman: Refleksje i przypowieści)

Tekst: Magda Skomro
Obraz: Mariusz Stawarski

CZASAMI POJAWIA SIĘ UCZUCIE WEWNĘTRZNEGO ZATRZYMANIACzasami pojawia się uczucie wewnętrznego zatrzymania. To bliżej nieo...
06/08/2026

CZASAMI POJAWIA SIĘ UCZUCIE WEWNĘTRZNEGO ZATRZYMANIA

Czasami pojawia się uczucie wewnętrznego zatrzymania. To bliżej nieokreślony rodzaj delikatnej przerwy czy też miałkiego w swojej gęstości utknięcia, początkowo trudny do zauważenia. Jak sieć tkana przez pająka lub nitki babiego lata rozsnute pomiędzy drzewami w lesie: są elastyczne w swojej istocie, prawie przezroczyste, ciągliwe niczym ślina; pozwalają Ci postąpić kilka kroków do przodu zanim odkryjesz, że jesteś nimi oblepiony. Często nawet nie masz świadomości co Cię oblepia, doświadczasz tylko uczucia, że coś jest, że coś istnieje i to coś Ci przeszkadza.
Możesz próbować to ignorować. Ostatecznie właściwie nic się nie stało do tej pory, a nawet nie zapowiada się że się stanie. Trudno Ci, z tego nieokreślonego bliżej powodu ,podjąć zdecydowane działanie, wykonać stanowczy ruch, zmienić plan, zatrzymać się, poświęcić swoją energię i czas.
Jednak uczucie rozpychania twojej uwagi, rozproszenia myśli, które zaczynają przychodzić zbyt szybko, niby pąki kwiatów wyrastających jeden na drugim lub też myśli, których nie możesz dokończyć z pozornie błahych przyczyn sprawiają, że powoli i jakby niechętnie uznajesz swoje zatrzymanie.
Uznajesz, co wcale nie oznacza że je akceptujesz. W ułamku sekundy, niejako automatycznie próbujesz odbić swoją uwagą w bok, jak skoczek na trampolinie, byle dalej i bardziej efektywnie. Z nadzieją, że tym razem się uda zgrabnie i łatwo prześlizgnąć nad tym niechcianym stanem, po prostu zignorować jego obecność, zająć się czymś innym. Czym? Możliwości w tamtej chwili wydają się nieskończone, a każda lepsza i bardziej skuteczna w swojej pomysłowości.
Podejmujesz zwykłe czynności, ale tym razem z nowym rodzajem zaciętości. Wydajesz się cały pochłonięty sprawami, które do tej pory były ważne, ale właśnie teraz stają się najważniejsze. W tym momencie prawdopodobnie nie jesteś już jedyną osobą, która zauważyła w sobie zmianę. Twoi bliscy lub znajomi, zwłaszcza ci bardziej wyczuleni na zmiany nastroju, dostrzegą w kontakcie z tobą pewne napięcie i nienaturalność. Kiedy zaczynają rozmowę mogą mieć wrażenie, że wyrywają cię z jakiegoś bardzo ważnego działania, w którym nie można a przynajmniej nie wypada ci przeszkadzać. Bo utknięcie a raczej jego ignorowanie wprowadza cię w stan lekkiej katatonii, odklejenia od tego co jest i jakie jest, co z kolei umożliwia brak zaangażowania zarówno w sprawy chciane jak i niechciane.
Przepis na sukces wydaje się być genialny w swojej prostocie, wprowadza pewien rodzaj optymizmu a nawet uniesienia: nie trzeba się zajmować tym czym nie chcesz się zajmować!!! To brzmi jak recepta na udane życie. Koszty wydają się być znikome: pojawiają się delikatne problemy z zaśnięciem, sny nabierają dramatycznego charakteru, ludzie wydają się zadawać ci pytania zupełnie bez sensu, lub po kilka razy powtarzają to samo zdanie o ile rzeczywiście oczekują od ciebie odpowiedzi. Twoje zachowanie, “nieobecność”, łatwo można usprawiedliwić pogodą, zmęczeniem, końcem tygodnia, potrzebą przeanalizowania kilku kwestii służbowych.
Tylko w nielicznych momentach kiedy jesteś zupełnie sam, siadasz w fotelu i nie zdążyłeś włączyć telewizora, lub stoisz w kuchni czekając aż zagotuje się woda na herbatę. Albo kiedy patrzysz w okno, bo usłyszałeś jakiś dźwięk a przypadkowo zacząłeś patrzeć dalej, poza ramy, poza dachy otaczających domów. Lub w korytarzu, kiedy już wychodzisz, zerkniesz w lustro. Lub nalewając sobie kolejny, po ostatnim już na pewno, koniec na dzisiaj, kieliszek wina. To właśnie wtedy, nagle wiesz, że coś jest nie tak, że coś nie dzieje się tak jak powinno, a ty kolejny raz gdzieś uciekasz.
Ucieczka, nawet pod sztandarem porażki i przegranej, wydaje się łatwiejsza od zostania z zatrzymaniem, przyjęcia go i pogodzenia z jego przesłaniem. Bo to zatrzymanie, takie niewinne z pozoru, będzie historią która wiąże się z jakąś utratą: oto coś miałeś i nagle zauważasz, że już tego nie masz. Coś było i odeszło. Coś działało i już nie działa. Coś miało sens i wartość a teraz jest puste i zupełnie bezużyteczne. Jakieś zdarzenia, rzeczy, ludzie.
Był świat. Była barwna opowieść o marzeniach. Plany, wykresy, statystyki.
I nagle pstryk!
Światło zgasło.
Pojawia się lęk. Lęk kruchości istnienia i niepewności czy istnieje jakaś pewność. Pytania: po co to wszystko? Dlaczego ja? Złość na los i na to, że znowu padło na ciebie. Obawa, że życie runie jak domek z kart i będziesz, kolejny raz, zaczynać wszystko od początku. Słowa “wiem” i “nie wiem” splatają się w zdanie: nie mam pojęcia.
I mimo, że nie lubisz tego zdania, nikt nie lubi, nawet nie dawaj sobie wmawiać że jest inaczej, to jednocześnie jeśli je usłyszysz w sobie - poczujesz ulgę, która tworzy przestrzeń, zdejmuje zasłonę z twarzy, bielmo z oczu. Nic to zrazu nie zmieni, jednak oddychając głębiej i bez ograniczeń, poczujesz że żyjesz. Powołasz siebie do istnienia, na nowo nadając znaczenia i definicje temu co cię otacza.
Na początku było słowo.

koniec
tekst: Magda Skomro

Adres

Ks. Kazimierza Siemaszki 62/4
Kraków
31-216

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 19:00
Wtorek 08:00 - 19:00
Środa 08:00 - 19:00
Czwartek 08:00 - 19:00
Piątek 08:00 - 19:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy KrkUff - filozofia życia: Terapia i Hipnoza umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do KrkUff - filozofia życia: Terapia i Hipnoza:

Skróty

Udostępnij