Marcin Drewniak - Więcej Niż Sport

Marcin Drewniak - Więcej Niż Sport

Udostępnij

Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Marcin Drewniak - Więcej Niż Sport, Osobisty trener, Ruda Slaska.

|| Trenuję pomaganie innym 💪
|| Treningi personalne i plany treningowe 🏋🏻‍♂️📝
|| Triathlonista 🏊🏼‍♂️🚴🏼‍♂️🏃
|| Bo dla mnie to więcej niż sport🔥
|| Set the goal that scares you 👊

Photos from Marcin Drewniak - Więcej Niż Sport's post 09/07/2025


"Góry wysokie... co im z wami walczyć każe?"

Diablak Extreme Triathlon to już w pewnych kręgach kultowe zawody. Przez ostatni rok mój świat kręcił się wokół nich, ale tak naprawdę decyzję o starcie podjąłem już w 2022 roku (musiałem sprawdzić datę mojego drugiego posta na insta 😁)
Dobrze pamiętam również moment rok wcześniej, gdy odpoczywając z rodzicami na plaży cieszyłem się z ukończenia Ironmana w Malborku. To wtedy powiedziałem im, że jest u nas taki triathlon, gdzie o 4 nad ranem należy przepłynąć 3,5km 🏊‍♂️spod zapory w Tresnej do Żywca, następnie przekręcić na rowerze po Beskidach ponad 175km z przewyższeniem 3000m🚵‍♂️, a na koniec przebiec ponad 43km z Żywca na szczyt Babiej Góry 🏃‍♂️
Mimo, że dzień wcześniej zostałem człowiekiem z żelaza na płaskiej trasie, to sama myśl o Diablaku powodowała u mnie przerażenie i był to dla mnie wyczyn zarezerwowany dla nadludzi. Trasa ta przecież budzi respekt nawet wśród doświadczonych triathlonistów. Mimo, że wyczyn wydawał się dla mnie na ten moment kompletnie nieosiągalny, to ziarno wątpliwości z cyklu "a może jednak" zostało wtedy zasiane. Musiałem jeszcze uwierzyć, że mogę to zrobić. No i trochę potrenować 😉

Nadszedł najdłuższy dzień w roku. Na brzegu jeziora Żywieckiego 23 śmiałków, temperatura powietrza 8 stopni nie ostudzała emocji. Szybka wymiana nieszczelnej dętki i przekazanie koła supportowi. Zaczynamy płynąć za motorówką, która miała być widoczna z kilku kilometrów, jednakże mgła była tak gęsta, że jej światło zniknęło mi z oczu już po 15 minutach. Będąc w okolicach zatoki momentami nie było widać nawet skrawka lądu, ale udało mi się zachować spokój, gdyż czasami mignął mi przed oczami jakiś kajakarz lub zawodnik. Mimo za późno zjedzonej owsianki i bolącego przez całe pływanie żołądka, wyszedłem na brzeg po około 1h 25min, czyli trochę poniżej oczekiwań. Nie spodziewałem się, że już w strefie zmian będę wił się na ziemi, bo miałem straszne skurcze mięśni brzucha. W dodatku dłonie i stopy były tak skostniałe, że miałem problem z ubraniem butów kolarskich i dopiero na rowerze zobaczyłem, że polała się pierwsza krew 🤪

Pierwsza pętla poszła całkiem przyzwoicie i w komforcie, pomimo tego że w Koniakowie musiałem zatrzymać się w toalecie z powodu problemów żołądkowych z pływania. Starałem się trzymać tempo mimo solidnego kryzysu na drugiej pętli, który ciągnął się na kilkunasto-kilometrowym podjeździe do przełęczy Salmopolskiej. Już o 9:30 pierwszy raz poczułem, że jest mi za ciepło, a siodełko dokuczało mi do tego stopnia, że trochę sobie powyzywałem🤬 Na szczęście na górze czekała na mnie Ania z maścią na otarcia i solidnie nasmarowałem dupę przed dalsza częścią trasy 😅

Maksymalna prędkość jaką osiągnąłem tego dnia to 78,8km/h. Wiedziałem, że tylko na rowerze mogę nadrobić, bo bieganie z kontuzjowanym pasmem biodrowo-piszczelowym to będzie walka o przetrwanie. Niestety w maju podczas treningu zaliczyłem starcie z samochodem, które troszkę poprzestawiało mnie fizycznie. Mimo tego i wielu innych przeciwności nie było jednak takiej siły, która by mnie przed tym startem zatrzymała 😈

Po drodze tajna broń czyli rosół w Koniakowie i wsparcie supportu przez większość trasy, łącznie ze zgarnięciem bidonu, który wyleciał mi na jednym ze zjazdów. Zgodnie z założeniami pojechałem ze średnią 24,0km/h. Kolejny rosołek w strefie zmian mnie reaktywował i o 13:04 byłem już na trasie biegu i to w całkiem niezłej formie 😎 Moja mama po prostu się popłakała, gdy zobaczyła, jak po tym morderczym rowerze mam zamiar w upale biec do nocy na szczyt najwyższej góry Beskidów.
No cóż, dobrze, że nie widziała mnie później... 😜

Po 2,5 km widzę czekających na mnie Anna Kolanowska i Gabriela. W tym samym momencie poczułem ukłucie w pięcie. To drzazga, a my mamy tylko nożyczki i... kombinerki. Pomimo chęci i przyjętego cierpienia potrzebowaliśmy pomocy medycznej. Na szczęście mój tata podwiózł sanitariuszkę, która zapobiegła pokonaniu mnie przez 1-milimetrowy cierń. Mogłem więc kontynuować bieg po prawie 24 minutach nieplanowanej pauzy i wypiciu litrowej Coli (która ogranicza wchłanianie magnezu, ale była taka zimna i smaczna 😋)

Niekończąca się asfaltowa droga pod górkę do Korbielowa przegrzewała nawet takiego gada jak ja 🥵 Na Diablaku jak co roku mamy 2 wersje do wyboru: zima oraz Afryka. Zamawiałem oczywiście tę drugą, ale dostałem tylko 27 stopni w cieniu 🌡
Mimo zbyt długiej, prawie 15 minutowej przerwy na jedzenie w punkcie kontrolnym w Korbielowie, chwilę przed 16:40 zaczynam drugą cześć trasy biegowej prowadzącą w bardziej dzikie tereny. Tylko na początku tego odcinka podąża ze mną Gabriel, gdyż nie przewidziałem supportu na końcówkę biegu.

W momencie karmienia noga ostygła i zaczęła odmawiać posłuszeństwa, więc rozpocząłem na niej gwałt ze szczególnym okrucieństwem, który będzie trwał jeszcze 6h 😵 Żeby było trudniej to zapomniałem maści przeciwbólowej. Po drodze minęło mnie sporo zawodników, z których jeden poratował mnie inną maścią, jednakże bez spektakularnych efektów. Na szczęście przed 30km spotkał mnie także wspaniały właściciel Bazy Jaworzyna (Jaworzyna). Jako że większość zbiegów na trasie schodziłem tyłem, to gospodarz widząc tę masakrę nalegał, żeby jakoś mnie wesprzeć. Mimo, że nie chciałem pomocy, a kontuzji nabawiłem się już przed zawodami, to zboczyłem do bazy i otrzymałem coś, co bardzo mi pomogło - Altacet. Zmniejsza obrzęk więc to był strzał w 10-tkę przy problemach z ITBSem 🎯 Napiłem się również wody ze studni (no bo zimna) i tym samym wbiłem drugi gwóźdź do elektrolitowej trumny. Trzecim z nich była pęknieta kapsułka salt stick, a czwartym nie napełnienie do pełna bidonów na przełęczy Głuchaczki. Kolejnym błędem było zbieganie do Żywieckich Rozstajów (bo Altacet odblokował mi na chwilę zbiegi 🤩). Przez zmęczenie uroiło mi się, że muszę być tam na checkpoincie o 20:30, inaczej GOPR nie puści mnie w dalszą podróż. Jednakże na punkcie kontrolnym dogoniłem tylko paru zawodników a organizatorzy w tej edycji nie wymagali pojawienia się tam o danym czasie. Na nic było więc moje poświęcenie w postaci dotarcia na tętnie okołoprogowym na miejsce 2 minuty przed deadlinem 🤯 Tym samym runęła moja taktyka żółwia z bajki o żółwiu i zającu 🐢. Bardzo mnie tam pokarało i chyba nigdy nie zaliczyłem tak solidnej bomby, a jej ukoronowaniem było napicie się wody zamiast izotonika od jednego z uczestników/supporterów 🤣

Rozpoczęło się najtrudniejsze na całej trasie podejście pod Małą Babią Górę. W jego połowie musiałem sobie na chwilę usiąść, bo niedobór elektrolitów mnie wykańczał. To niestety spowodowało ultra silny skurcz w łydce, która pulsowała tak mocno, jakby żyła własnym życiem - nigdy czegoś takiego nie widziałem 👽 Próbowałem rozciągnąć nogę, ale w tym samym momencie złapał mnie skurcz w tricepsie... i żeby dodać tragikomizmu sytuacji, to skurcz złapał mnie również w drugiej łydce 🤡
Leżąc sztywny z bólu i obserwując ściemniające się niebo zdałem sobie sprawę, że sytuacja nie wygląda najlepiej. Szczerze mówiąc to wyglądało to gorzej niż źle☠ Zacząłem panikować. Nie chciałem wołać zawodnika, który minął mnie chwilę wcześniej, gdyż musiałby do mnie specjalnie schodzić, by mnie rozciągnąć. Parę głębokich wdechów, żeby rozluźnić mięśnie szkieletowe, pomogło tylko trochę. Po kolejnych bardziej chłodnych analizach sytuacji zmiękłem i zacząłem krzyczeć, jednakże wspomniany zawodnik był już za daleko. Byłem zdany na siebie, więc zacisnąłem zęby i jedyną nieprzykurczoną kończyną rozciągnąłem jedną łydkę. Następnie oparłem ją o skały, żeby nie skurczyła się ponownie i rozciągnąłem drugą. Jakimś cudem udało mi się wstać z kolan i kontynuowałem wspinaczkę 😈
W pewnym momencie dogoniło mnie dwóch zawodników: Marcel oraz Słowak Vladimir. Było naprawdę ciężko i ostatnią godzinę biegu już nie jadłem, bo słodki smak żeli przy niedoborze picia był nie do przejścia. Nasz południowy sąsiad okazał nam obu spore wsparcie mentalne i ciągnął nas za sobą przez szczyt Małej Babiej i później przez przełęcz Brona, gdzie zrobiło się ciemno i zapaliliśmy czołówki. Mimo, że nikt z nas nie miał supportu na tym odcinku, to dzięki ciągłej rozmowie z Vladimirem delektującym się widokami na trasie, łatwiej było stawiać krok za krokiem 🦿

Pozostało ostatnie 2 kilometrowe podejście na Diablaka. Mniej więcej do jego połowy trzymaliśmy się razem, by rozdzielić się na końcówce i przeżyć tę duchową podróż samotnie. Na górze czekało na mnie wytrwałe Misiątko, Gabriel oraz organizator Daniel, który wręczył mi pamiątkowy medal🏅
Szczyt zdobyłem około 22:31 jako 20 zawodnik po ponad 18,5h wyprawy (+ 3h zejścia do schroniska 😅). Pogratulowałem pomysłodawcy Poland Extreme Triathlon Series wymyślenia trasy tej epickiej wyrypy i opowiedziałem o krytycznym momencie wyścigu, gdy złapałem potrójny skurcz. Daniel trafnie podsumował tę chwilę słowami: "Przesunąłeś pewną granicę..."

"Góry wysokie... wiem co wami walczyć każe"
Budka Suflera - Cień Wielkiej Góry

25/05/2025



Miesiąc temu miałem przyjemność wystartować w Wisła Extreme Duathlon, który był moim pierwszym duathlonem w życiu. Jednocześnie traktowałem go jako rozgrzewka przed Diablak Extreme Triathlon, który już za 4 tygodnie 🔥
Nie miałem wcześniej okazji przetestować jazdy na rowerze po biegu, a te połączenie okazało się całkiem znośne. Do pokonania było 12km biegu z Wisły na Kubalonkę, 66km jazdy rowerem po najbardziej chorej trasie jaką w życiu pokonałem oraz 6 km biegu na dobitkę.
Warunki były idealne do szybkiego startu dlatego mocno ruszyłem i mimo, że zgubiliśmy się z ekipą kilku zawodników, to udało mi się zejść poniżej 1h 19 min wliczając bonusowe 800m błądzenia. Trasa biegu nr 1 bardzo przyjemna, ale dawała w kość więc z nabitymi czwórkami wsiadłem na wehikuł🚴
Organizatorzy opisują trasę rowerową jako „arcytrudna” i zdecydowanie nie jest to nadużycie. Te 66km naprawdę robiło wrażenie i nie wyobrażam sobie tego startu bez przejechanie jej 2 krotnie na treningach. Podjazdy podjazdami, ale zapieprzanie ze Zwardonia wąską, dziurawą górską dróżką z pasem żwiru na środku i nachyleniem takim, że za horyzontem nie było widać drogi, wystarcza mi w kontekście ekstremalnych doznań. Maksymalna prędkość jaką osiągnąłem to 82,4km/h i na serio nie chciałem już szybciej 🤯
Na biegu nr 2 nogi już były strasznie nabite, ale pod górkę trochę się odblokowały. Ostatni etap bez dociskania, bo moja zniszczona piszczel przyda mi się bardziej na Diablaku X
Finalnie wykręciłem czas 4:49:04, czyli znacznie powyżej oczekiwań i dało to 12 miejsce OPEN na 25 zawodników którzy ukończyli te wyrypę 🤪
Dobrze było się przepalić na wiosnę i poczuć moc gór.
Teraz głowa jest już nad jeziorem Żywieckim, do którego wskoczę o 4 rano 22 czerwca. Już nie mogę się doczekać 😈

05/01/2025



Regeneracja - czyli czy warto czasem poleżeć do góry brzuchem? Jak widać na załączonym obrazku, dziś mój syn Waldemar zainspirował mnie do pochylenia się nad tym tematem.
To czego możemy uczyć się od kotów to właśnie umiejętności odpoczynku😸

Dorosłe koty śpią zwykle 12 do 16h na dobę, a maluchy i starsze osobniki nawet dłużej. Poza tym dużą część ich dnia spędzają na leniwym lizaniu swojego futerka, a w przypadku udomowionych osobników również na byciu miąchanym przez swoich sługusów😹
Uruchamiają one wtedy układ przywspółczulny (uspokajający, hamujący), który odpowiada m.i.n. za regenerację tkanek oraz spowolnienie trawienia. Dopiero po takim odpoczynku zwierzę jest w stanie przełączyć się na układ współczulny, czyli wkroczyć na wysokie obroty. Jest wtedy jest w stanie polować w pełnym skupieniu i dzięki niesamowitej precyzji być skutecznym łowcą. Tak jak my przy przerzucania żelawstwa🏋🏻‍♀️

Teraz w kontekście treningu weźmy pod uwagę kilka hormonów i neurotransmiterów.
Zacznijmy od kortyzolu i testosteronu, które w dużym uproszczeniu działają przeciwstawnie. Oba te hormony powstają z pregnenolonu. Podbijając sobie poziom kortyzolu np. poprzez niewsytarczającą ilość snu, przeładowany plan treningowy czy picie kawy, mamy mniej budulca dla testosteronu, gdyż zostanie on zużyty do produkcji rozkładającego mięśnie kortyzolu. W mniejszym stopniu skorzystamy wtedy z działania testosteronu, który pomaga nam budować mięśnie (anabolizm, synteza białek), a także zwiększa ilość energii witalnej. Nasze kolejne treningi będą więc słabsze🤷‍♂️

Kolejny temat: acetylocholina, czyli neurotransmiter wytwarzany właśnie gdy odpoczywamy. Jest odpowiedzalny za połączenie nerwowo mięśniowe (mind-muscle connection) oraz naukę nowych wzorców ruchowych, czyli jej rola w treningu jest dla nas na wagę złota. Ponadto aktywuje produkcję insuliny (anabolizm💪) oraz wspomaga pamięć i koncentrację🤓

-To co Walduś, uruchamiamy przywspółczulny? ;)
-Daj saszetę ojciec!😼

Photos from Marcin Drewniak - Więcej Niż Sport's post 01/01/2025



Pnąc się dalej po piramidzie fundamentów docieramy do siły. Dzięki niej jesteśmy w stanie przenieść torby z zakupami i wejśc z nimi po schodach, choć niektórzy i tak deprecjonują jej znaczenie w dzisiejszych czasach💪

Istnieje też druga strona medalu, czyli przecenianie roli siły w ogólnej sprawności. Przecież prawie każdy dzieciak chciał być najsilniejszy w klasie, a niektórym zostało to do dzisiaj 😉

Niestety kontuzji nie wyleczymy swoim ego pomnożonym przez rekord w wyciskaniu na ławce, dlatego tak ważne jest zapewnienie odpowiedniej stabilizacji i mobilności oraz rzetelne wyuczenie się wzorców ruchowych, które towarzyszą nam również poza siłownią. Zanim więc zostaniecie Conanem Barbarzyńcą zachęcam do przeczytania poprzednich postów z tej serii 🦍

Czym więc jest ta siła? To zdolność układu mięśniowego oraz nerwowego do pokonywania oporów. Widzieliście zapewne malutkie kobietki rzucające ponad 200kg sztangami. Jak to się dzieje, że osoba bez ponadprzeciętnej masy mięśniowej potrafi podnosić takie ciężary? To własnie ten drugi, ważniejszy element układanki czyli sprawność układu nerwowego. 🏋

Nasz mózg i nerwy obwodowe uczą się w jaki sposób sprawnie wysyłać i odbierać impulsy elektryczne, które uruchamiają poszczególne ścięgna mięśni. Dzięki treningowi możemy jednocześnie zaangażować więcej włókien mięśniowych do skurczu, a tym samym sprawniej wykorzystać to, co mamy pod skórą 🤸

Istnieje też hamowanie nerwowo-mięśniowe, czyli nasz zawór bezpieczeństwa. Częściowo zabezpiecza ono przed uszkodzeniem stawów i mięśni przy generowaniu zbyt dużej siły. Może być odblokowane w sytuacjach ekstremalnych czy na zawodach. Słyszeliście przecież historie o ludziach podnoszących nadludzkie ciężary, będąc przygnieceni samochodami czy głazami. ☠️
Trening przesuwa granice również w tym aspekcie, ale dając czas na adaptację organizmu do wzrastającego obciążenia.

W następnej części opowiem wam o mocy czyli, jak wykorzystać tę siłę w jak najkrótszym czasie 💥

Fot. La Vega photography

31/12/2024

#2024

Gdy przychodzi czas podsumowania całego roku, większość z nas po głębszym przemyśleniu nie odważy się ocenić go jednoznacznie. Na 8760 godzin przypadają przecież zarówno te lepsze jak i gorsze momenty 💁‍♂️

Rok 2024 zapamiętam jako rok skrajności: od momentów prawdziwego szczęścia i satysfakcji, aż po momenty najmroczniejsze, które dają motywację do zmian.
Z drugiej strony wspomniana satysfakcja zabija motywację, a bez niej ciężko o realizację ambitnych celów.
Życzę wam więc życiowego balansu 😁

Gdy przeczytałem dzisiaj podsumowanie poprzedniego roku, doznałem szoku. Uwiadomiłem sobie jaką drogę przeszedłem w relatywnie krótkim czasie, a tak naprawdę nie zdawałem sobie z tego sprawy.
Następnie doświadczyłem ogromnej wdzięczności, której również wam życzę 🫶

I na koniec o życiowych wyborach. Rok 2024 był dla mnie także czasem podejmowania odważnych decyzji, których w nadchodzącym roku życzę również Wam!
Nie bójcie się walczyć o siebie! 🥳

„Trudne wybory - łatwe życie.
Łatwe wybory - trudne życie”

|| Fot. Słowenia, Lipiec 2024
|| P.S. To tylko tak fajnie wygląda - temperatura tej wspaniałej wody to 10,8*C 😂

Photos from Marcin Drewniak - Więcej Niż Sport's post 21/12/2024



Dzisiejszy trening to nie było zwyczajne bieganie 🙂
Wreszcie spotkałem niezwykłą osobę - Andrzeja Kowalczyka, którego chciałem poznać już od dawna. Zaprosił mnie na tripa i z samego rana ruszyliśmy do Bielska zażyć troszkę gór. Oczywiście pobiegaliśmy różnymi trasami ze względu na różne tempo, ale to co na pewno najbardziej zapadnie mi w pamięć to mega inspirujące rozmowy na tematy sportowe i te mniej sportowe 🔥

W okolicach Szyndzielni i Kołowrotu panowały świetne warunki i miałem okazję pierwszy raz pobawić się kijami biegowymi, które są moim nowym górskim odkryciem. Delikatna warstwa śniegu i lekki mrozik w wyższych partiach to jest to. Finalnie pokonałem 20 km i prawie 950m wzniosu na lekkości i bez słuchawek, które tego dnia okazały się zbędnym wynalazkiem.
Just joy 🙂

Do Diablaka zostało mi równe pół roku i mimo, że moje przygotowania nie idą idealnie to mam po tym spotkaniu uczucie, że kolejny raz w ostatnich dniach zdjąłem mentalną blokadę. A to chyba jedna z najlepszych rzeczy jakie można dostać od drugiego człowieka🙏🏻

Stal ostrzy stal 🦾

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Ruda Slaska?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Strona Internetowa

Adres


Ruda Slaska