• LIVE FUN • by Kris.Figas

• LIVE FUN • by Kris.Figas Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od • LIVE FUN • by Kris.Figas, Sport i rekreacja, Siemianowice Slaskie.

🏔️🚴‍♂️🌍✈️ W ciągłym ruchu – między szlakiem, treningiem, podróżą a pasem startowym.
📷👟 Łapię momenty w obiektywie i przesuwam granice.

🏃PBs:
5k: 23:40 | 10k: 49:40 | 21k: 1:44:32 |
42k: 4:11:28 | 50k: 5:09:11
📍 W drodze do celu.
!LIVE FUN!

Połowa naszego Euro Tripu.Jesteśmy po calkowitym Zaćmieniu Słońca.Na dalsze Efekty musicie poczekać aż wrócimy.Ale szybk...
14/08/2026

Połowa naszego Euro Tripu.
Jesteśmy po calkowitym Zaćmieniu Słońca.

Na dalsze Efekty musicie poczekać aż wrócimy.
Ale szybkie efekty przedstawiam poniżej.

To jest naprawdę przeżycie jakie trudno opisać.

Ostatnie tygodnie byłem trochę bardziej zajęty, pochłonięty w dorywczych tematach i przygotowaniach do urlopu...Coś tam ...
07/08/2026

Ostatnie tygodnie byłem trochę bardziej zajęty, pochłonięty w dorywczych tematach i przygotowaniach do urlopu...

Coś tam pobiegałem, coś tam pojeździłem, ale ostatnie upały męczą mnie do tego stopnia, że nawet i na to nie miałem jakoś większej ochoty... Było też trochę spottingu, ale dziś nie o tym...

Dziś krótka historia tego, co było impulsem do zakupu mojej osobistej szosy.. w czasach zanim to było tak modne jak jest dzisiaj 😉.

Tour de Pologne, bo to o nim dziś mowa, jest wydarzeniem, które przez wiele lat gościło w najlepsze czy to w moim rodzinnym mieście czy w sąsiednich Katowicach. Przez wiele lat brałem aparat i krążyłem z nim po ulicach, którymi kolarze ProTouru pokonywali kolejne kilometry, w drodze po punkty, czy zwycięstwo etapowe... A bywało i tak, że 2 lata spędziłem razem z wyścigiem w Bukowinie Tatrzańskiej 😀

Czasy się trochę zmieniły, ostatnie lata chyba nawet wyścig kolidował mi z urlopem a ostatni raz kiedy było mi dane fotografować kolarzy na ulicach Katowic, był na Czasówce (ITT) 5 lat temu.

Szczęśliwie, dziś rozpoczynając urlop, miałem wolną chwilę aby wyskoczyć w rejon Mikołowa i spróbować złapać kolarzy na trasie 5 Etapu, biegnącego z Opola do Kocierza.

To był naprawdę moment 😂
Wpadli w rejon pobliskiego Ogrodu Botanicznego, szybka seria zdjęć i powrót do domu.

W tym miejscu serdecznie pozdrawiam, parę kibiców\malżeństwo - które w oficjalnych kolarskich strojach Tour'u zapozowało mi do zdjęć w trakcie przejazdu 😉.

Zapraszam Was do oddania głosu na jeden z moich fotoreportaży biorących udział w konkursie Obiektywnie śląskie. Tematem ...
06/08/2026

Zapraszam Was do oddania głosu na jeden z moich fotoreportaży biorących udział w konkursie Obiektywnie śląskie. Tematem konkursu jest "ŚLĄSK NIE\ZMIENNY".
Link znajdziecie w poniższym poście.
Wystarczy wejść i kliknąć "oddaj głos" w reportaż Szepty Murów.

LIVE FUN | SPOTTINGNos w nos z Neos, z Nosy Be! ✈️Okres lata to niepowtarzalna okazja do uwiecznienia na matrycy aparatu...
15/07/2026

LIVE FUN | SPOTTING
Nos w nos z Neos, z Nosy Be! ✈️

Okres lata to niepowtarzalna okazja do uwiecznienia na matrycy aparatu: Boeinga 787-9 Dreamliner od Neos Air, który wakacyjnie lata do Króla Juliana na Madagaskar.

Jadąc na lotnisko z synem, od razu wiedziałem, jaki kadr chcę zrealizować (bo reszta to tylko dodatek 😉).

Tuż po lądowaniu i dohamowaniu, ten błękitny kolos dojechał do końca pasa i dumnie zaczął skręcać w drogę kołowania Lima. Spotterzy natomiast „wyginali śmiało ciało” przy płocie, żeby wyciągnąć z tego momentu jak najlepsze ujęcia. U mnie skończyło się taką idealną, symetryczną czółówką! 📸

LIVE FUN | RUNNING | BIEGANIE Dziś zostałem zweryfikowany przez Półmaraton Gęstwinami Murckowskimi czyli bez lukru o tym...
04/07/2026

LIVE FUN | RUNNING | BIEGANIE
Dziś zostałem zweryfikowany przez Półmaraton Gęstwinami Murckowskimi czyli bez lukru o tym, jak ulubiony dystans brutalnie niszczy bardziej niż biegi Ultra 🫣🤕

​W trzy tygodnie po wymarzonej setce, trochę w ramach powrotu do biegania i dalszych treningów, wymyśliłem sobie, że przebiegnę Półmaraton Gęstwinami Murckowskimi. Lasy Murckowskie znam i lubię, są niedaleko – jeździmy tam na rodzinne spacery, a czasem i pobiegać... 🌲

​Trzy tygodnie po Setce. Wydawałoby się – ani dużo, ani mało... Fakt jest taki, że organizm mocno domagał się regeneracji. Było sporo odpoczynku, były spacery, wpadł jakiś rower... A potem przyszły upały, te rekordowe. Trzeba się szanować – bieganie w ponad 30°C to proszenie się o nieszczęście. 🥵 W efekcie, poza 8-kilometrowym Biegiem dla Słonia z rodziną, nie biegałem zupełnie nic. To pewnie jedna ze składowych mojego dzisiejszego, słabego wyniku... Ale o tym później. Potem proza życia ustawiła dni tak, że nawet nie zrobiłem zwykłego rozbiegania w tygodniu startowym. Zamiast kilku spokojnych kilometrów – dosłownie zero... Null... Nic! 🤷‍♂️

​🕒 Sobota, 8:00 rano...
​Myślę sobie: start o 11:00, więc czas na normalne, lekkie śniadanie. Jednak było ono inne niż zwykle przed startem. Cukrzyca w ostatnich dniach weryfikuje moją głowę dość mocno. 🩸 Bez zmiany diety, pomimo różnego rodzaju aktywności, "mój wróg" prowadzi mnie w kierunku przeciwnym do tego, którego sam bym oczekiwał...
​Nie użalając się jednak nad sobą – czas na przedstartową rutynę: ☕ + 🚽 i szybkie ogarnięcie strategii żywieniowej na bieg. Woda, żele, Aquon, tabletki AleSalt... 💊 Temperatura na zewnątrz niemal idealna do biegania, przyjemne 19°C. Wydawałoby się, że będzie OK... Cóż, życie szybko weryfikuje plany.

​Szybki dojazd na Murcki, szukanie parkingu. Ostatecznie dałem radę wcisnąć się i "przytulić" między drzewami na wjeździe na pełny już parking przy dawnej Nibylandii. Szybko po pakiet, powrót do auta i... s**t! 🤦‍♂️ Nie wziąłem pasa na numer... Dobra, czyli lecimy klasyką. Cztery zicherki (agrafki) i przypinam numer do koszulki – biegłem tak przecież nie raz. Dziś bez muzyki, słuchawek nie miałem, bo akurat korzystała z nich żona.🎵❌

​Dochodzę na start, spotykam Jacka z naszej grupy SIPB. Chwila rozmowy, ustawiamy się na linii Startu... Ostatnie odliczanie i punkt 11:00 ruszamy! 🚀

​Kto był na Murckach, ten wie, że oprócz szerokich leśnych traktów potrafi być tam naprawdę ciasno. Taki był właśnie początek. Kawałek asfaltu podprowadził nas do lasu, a potem ruszyliśmy zwartą grupą, noga w nogę, na zwężającej się ścieżce. Gdzieś tam próbowaliśmy się wyprzedzać, żeby nie tracić cennych sekund.

​1. km – 5:30. Powiedziałbym, że idealnie... 🎯
​Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Już na 2. kilometrze zorientowałem się, że tętno wyleciało mi w kosmos. 📈 💓Niby czułem się dobrze, oddechowo było OK, tempo w granicach 5:00–5:15, ale powoli docierało do mnie, że przepona nie ma tyle miejsca, ile powinna... No cóż, śniadanko zaległo i nic z tym nie zrobię. Staram się biec swoje.
​Nagle – chwila utraty koncentracji nad tym, co pod stopami. Jeb! 💥
But został nagle zatrzymany przez wystający kamol. Wyleciałem jak ze szlojdra (z procy)! 🏹
​1. sekunda: Faza lotu. "Figas, łap pion!" – krzyczę w głowie do samego siebie. Lewa noga złapała grunt.🦶
​2. sekunda: Znowu faza lotu. Instynktownie wyciągam ręce przed siebie. "Figas, leżysz jak nic! Tylko nie scharataj facjaty!" – myślę. Prawa noga, grunt.
​3. sekunda: Lewa noga, grunt. Moja pozycja przypomina skoczka wylatującego z progu w Planicy. 🎿
​4. sekunda: Prawa noga łapie kolejny kontakt z nawierzchnią. Próbuję się wyprostować, biegnę dalej.
​5. sekunda: Że ja się z tego wybroniłem?!
Błędnik nie zawiódł. 🧠
​Teraz już full focus na bieg, żeby tego nie powtórzyć.

​W sumie, mimo biegu, w większości w cieniu, a i przyjemnych podmuchów chłodniejszego wiatru nie brakowało, mimo to nie mogłem opanować tętna, które od samego początku oscylowało w granicach 180–182 ud./min. Na zbiegach, których na trasie nie brakowało, udawało się na moment zejść w okolice 175, ale to i tak było za wysoko. 🥵
​Na 7. kilometrze wjechał żel + AleSalt, popity sporą ilością wody. Biegnę dalej swoim tempem, przepalając energię. Trochę niepotrzebnie, bo mogłem wolniej – to i tak nie był dzień na bicie życiówek. 10 km w okolicach 55 minut wciąż dawało nadzieję na wynik w granicach 2h00, w który zresztą celowałem. Do 13. kilometra szło to nawet nieźle. Na 13,5 km zameldowałem się na punkcie odżywczym, na którym przystanąłem, aby spokojnie się napić i wyrzucić kubek (bo śmiecić w lasach nie zwykłem). 🌲💚
​Trochę się schłodziłem, tętno spadło poniżej 170. Marsz, żel + AleSalt i... do mety niespełna 8 km. Jak się okazało – najtrudniejsze w życiu. 🌪️
Najpierw po wyżłopanej wodzie i zjedzonym żelu, próbowała mnie sabotować kolka, nad którą na szczęście udało mi się zapanować.
​Pomijając upierdliwy i wkurzający mały kamyk w bucie, który raz kłuł w paluch, a raz chował się gdzieś w wolnych przestrzeniach, 14. kilometr minął na podbiegu. Pokonałem go jeszcze biegiem, tak jak i kolejne 3 kilometry. Tętno już tak nie skakało, ale wiedząc, że 2h raczej nie dowiozę, wszedłem w tryb "save energy" i po prostu zwolniłem. 📉
​W pewnym momencie trasa zawinęła w nieznane mi rejony lasów murckowskich. A tam? Trawa powyżej kolan, ścieżka niby lekko wydeptana, ale konarów i gałęzi schowanych pod zielenią nie brakowało... Włączyłem tryb "Pan Ostrożny" i na zmianę – to truchtem, to marszem – pokonywałem kolejne metry. Wtedy poczułem, że w łydce łapie mnie skurcz... Zażywam Aquon, przechodzi. Myślę: "Spoko, 3,5 km, jakoś dociągnę do mety". Czas na zegarku kręcił się chyba w okolicy 1h45min. ⏱️
​Wróciliśmy na szerszy trakt. Próbuję dociągnąć do tych, którzy mnie wyprzedzili. Coś tam truchtam, ale nogi kategorycznie odmawiają współpracy. Tyle półmaratonów na koncie, a tu taki klops... 🛑
​
​Gdzieś w okolicy 19. kilometra docieram na ostatni punkt odżywczy na trasie. Nagle słyszę, że ktoś się na mnie drze: 🗣️
– Co to za marsz?! Lecisz, meta za 2 kilometry!
To Paweł, ubrany w kieckę baletnicy, motywował mnie do walki! 💃 Wypijam pół kubka coli, dopijam wodą i... idę na ścięcie. Ostatni odcinek, dorzynki.
​I na koniec to nieszczęsne Wzgórze Wandy. Dla nieznających topografii: najwyższe wzniesienie Katowic (356,7 m n.p.m.), a dla biegaczy – po prostu brutalny wysysacz ostatków energii. 🔋❌
Przyznaję bez bicia: przemaszerowane. Na szczęście razem z innymi biegaczami, więc przynajmniej nie było wstydu.
​U szczytu wzniesienia w końcu pojawił się asfalt, z górki i już prosto do mety. Człowiek chciałby się rozpędzić, zafiniszować z klasą... Niestety. Nie dziś.
Cytując Gandalfa: "You shall not pass", choć może właściwsze byłoby "You shall not run" 🫣

​20 kroków truchtu – skurcz! Jak nie łydka, to stopa. Chwila marszu, kolejna próba... Ktoś z kibiców krzyczy:
– Dajesz, końcówka, ostatnie 300 metrów! 🏁
Próba truchtu – prawa noga spięta od biodra, przez łydkę, aż po stopę, którą skurcze wykręcają do środka. Znowu idę. Myślę sobie: "Dobra, postaram się chociaż ładnie wbiec na linię mety...". Lewa łydka też już z lekkim przykurczem.
​🏁 Meta!
​Wybiegam, a raczej truchtam zza zakrętu. Widzę metę i czas 2h10min i ileś tam sekund na zegarze. Nie ma szans, nie rozpędzam się, każda próba idzie na próżno.
​O ile na Dzikim Groniu czy na Ultra Rogo Hero, zalany emocjami, dostawałem niesamowitego kopa i na ostatnie 10 minut wszystko przestawało boleć, tak dziś na metę niemal wchodziłem. Chyba z potężnym grymasem bólu na twarzy, a ostatnie kroki stawiałem wyraźnie utykając na prawą nogę... 🤕
​Oficjalny czas: 2h11min i jakieś tam sekundy.
​Nogi wypłukane do zera. Medal zawisł na szyi. 🏅 Do tego pamiątkowa fotka i całkiem smaczna kanapka po biegu, którą dostałem od organizatora. Chwila rozmowy z Jackiem, który finiszował kilkanaście minut wcześniej. Niestety, potężne skurcze w nogach szybko zmusiły mnie, żeby na chwilę przysiąść na ławce.
​Potem już tylko spokojny spacer do auta, powrót do domu i dalszy proces regulowania gospodarki elektrolitycznej organizmu – bo ze skurczami walczyłem jeszcze dobre 2 godziny po biegu. 🥤⚡
​
​A sam bieg? Jak ekipa Stowarzyszenie W Kręgu Natury bierze się za organizację, to nie ma lipy! Wszystko super zorganizowane, trasa świetnie oznaczona, a trzy punkty odżywcze jak na półmaraton to był naprawdę pełen wypas, na bogato! Na każdym z nich świetna, uśmiechnięta ekipa wolo. 🙌
​Ogólnie to bardzo fajna crossóweczka na tych Murckach, ale uprzedzam – nie jest łatwa... Kilka pagórków, typowo leśne tematy, szuter, kamienie, trawa. Jak ktoś jest nieostrożny, to pysk można strzaskać, o kolanach nie wspominając. 🦵💥

​Jedyna satysfakcja z dzisiejszego dnia to po prostu ukończony bieg. Wstydu może i nie ma, ale wynik bezdyskusyjnie chowam głęboko między książki. 😉 📖

LIVE FUN | PHOTOGRAPHY 📸🌌​Czerwcowe upały bywają męczące. 🥵☀️Tropikalne noce również... a może nawet bardziej?🌆🌡️​Wczora...
30/06/2026

LIVE FUN | PHOTOGRAPHY 📸🌌
​Czerwcowe upały bywają męczące. 🥵☀️
Tropikalne noce również... a może nawet bardziej?🌆🌡️

​Wczoraj niby coś polało, coś pogrzmiało... ⛈️
Niestety, bez większych piorunujących łowów. ⚡🤷‍♂️
Dziś od rana powtórka z gorąca, więc znowu liczyłem na burzę. 🌩️👀
Ta pojawiła się gdzieś w oddali. 🌪️
Nie dotarła, a na dodatek swoimi kowadłami próbowała zasłonić niebo... ☁️🧱
​Próbowała zasłonić najpiękniejszy widok początku lata. 🌅

Ale żaden Cumulonimbus nie dorasta do pięt NLC. 🏔️❌
​Ponad kowadłami, sunącymi na północ, zaświeciły one... ✨🧭
Obłoki srebrzyste – Noctilucent Clouds. 🌌💎
Chmury najwyższe. 🚀

LIVE FUN | PHOTOGRAPHY | FOTOGRAFIA "Ostatnia Szychta" czyli Pożegnanie z Wujkiem. ⚒️🖤Te kadry to rzadki widok – miejsca...
28/06/2026

LIVE FUN | PHOTOGRAPHY | FOTOGRAFIA
"Ostatnia Szychta" czyli Pożegnanie z Wujkiem. ⚒️🖤
Te kadry to rzadki widok – miejsca, które pokazuję, są na co dzień całkowicie niedostępne dla oczu postronnych. Udało mi się tam zajrzeć dzięki akcji – to genialna inicjatywa GZM. Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, która pozwala wejść, także z aparatem w zakamarki naszej tożsamości, często zamknięte za grubymi murami industrialnej historii.

Tym razem w roli głównej – KWK Wujek.

Kopalnia, zresztą kolejna, postawiona w stan likwidacji.
Miejsce-symbol, z niezwykle dramatyczną historią w tle, która na zawsze zapisała się w sercu Śląska.
Kiedy stoisz w tej pustej, milczącej szatni łańcuszkowej, pośród wiszących ubrań i ciężkich gumiaków, ta przeszłość staje się niemal namacalna. Dla mnie ten cykl zdjęć to takie fotograficzne pożegnanie, niemal osobista „Ostatnia Szychta”.

Nie odwiedziliśmy jednak, wyłącznie szatni łańcuszkowej, a zajrzeliśmy również, do kuźni - mieszczącej się w najstarszym budynku na terenie kopalni, do jednostki ratowników górniczych, do maszynowni szybu Krakus, oraz do stacji uzdatniania wody.

Krajobraz Górnego Śląska zmienia się dziś w niewiarygodnym tempie. Dawne kolosy przemysłowe znikają, ustępując miejsca nowemu, a industrialna tkanka regionu bezpowrotnie odchodzi w przeszłość. Tym bardziej cieszę się, że mogłem zatrzymać w kadrze te surowe, znikające światy, zanim na dobre zmienią swoje przeznaczenie.
Są jednak bardzo ciekawe pomysłu na zagospodarowanie tej przestrzeni w przyszłości.

Zostawiam Was z tą pierwszą, mroczną i nostalgiczną partią kadrów.

Gazeta Wyborcza Kierunek GZM

LIVE FUN | PHOTOGRAPHY | FOTOGRAFIA​Mówi się, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Księżyca... 😉🤣 Czy może jednak z Mars...
17/06/2026

LIVE FUN | PHOTOGRAPHY | FOTOGRAFIA
​Mówi się, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Księżyca... 😉🤣 Czy może jednak z Marsa? 🤔

​Z astrologii i antropologii nigdy dobry nie byłem... Natomiast z astronomii wiem jedno, dziś wieczorem na niebie rozegrała się piękna koniunkcja Księżyca z Wenus! 🌙✨
​Kadry złapane, niebo dopisało idealnie.

A Wy? Widzieliście to

LIVE FUN | RUNNING | BIEGANIE 🏃‍♂️💨​Epilog Biegi w Rogoźniku  🏆Ultra Rogo Hero 🦸‍♂️​Czyli walka w głowie i koszty. 🧠💸​Ni...
16/06/2026

LIVE FUN | RUNNING | BIEGANIE 🏃‍♂️💨
​Epilog Biegi w Rogoźniku 🏆
Ultra Rogo Hero 🦸‍♂️
​Czyli walka w głowie i koszty. 🧠💸

​Nie, to nie będzie rozprawka o pieniądzach. 🪙

​Zamarzyło mi się ultra. Istotnie przebiegłem już 50 i 65 km wcześniej. Jednak dopiero, powoli do mnie dociera, czego tak naprawdę dokonałem w sobotę. 🤯
Przebiegłem, pokonałem dystans 100 km. 🏁
​Dla biegaczy długodystansowych to nie jest święty Graal – to mityczna granica, która po jej przekroczeniu może stać się drogą w otchłań... 🌌

​Ile kosztowały mnie przygotowania?
Wiem tylko ja sam i moi najbliżsi.
Czy mogłem przygotować się lepiej? Na pewno.
Granica 65 km pokonana w Pieninach – mimo ogromnego tam pionu – jednak uśpiła moją czujność. 🏔️💤
​To, co przydarzyło mi się na ULTRA ROGO HERO, dało mi solidną lekcję pokory. I tak, pokazało, że ultra biegnie się głową, bo psychika i mental pomagają właśnie wtedy, kiedy ciało mówi „dość”. 🛑🔨

​Ultra nie pyta ⁉️ Ultra mówi: SPRAWDZAM 🃏❗
​Możesz planować coś przez pół roku, a wypadkową, która ustawi dzień zawodów, może być pogoda, pojedyncza kałuża albo niedoregenerowany mięsień. ⛈️💦
​Koszt fizyczny dla mnie?
Spory, ale jeszcze z zapasem – do ekstremum daleko. Wydolnościowo bez większych problemów, choć dziś oceniam, że w sobotni poranek zupełnie niepotrzebnie założyłem cienką potówkę. Było mi nieco za ciepło, co trochę podniosło tętno. 🌡️📈

​Biegam blisko 6 lat, a to był pierwszy bieg, z którego wróciłem z pęcherzami na palcach i stopach. Jeden z nich, na achillesie, pękł już w okolicy 60. kilometra. 🩸👟
​Do 65. kilometra szło całkiem nieźle... I trochę się przeliczyłem. Później Zalew Przeczyce i trasa wiodąca brzegiem przez wszystkie mariny i kempingi dłużyła się bez końca. Niemal 3 km do punktu „u Dyzia”, w coraz większym słońcu i przy coraz mniejszej ilości sił...
Blisko 21-kilometrowy odcinek od przepaku pokonywałem już na sporym zmęczeniu z pierwszej połowy. A trudność tego biegu polega na tym, że przez pierwsze 70 km jest on niemal płaski i w dużej mierze równy, tym samym bardzo biegowy. Góry to jednak podejścia przeplatane płaskim i długimi zbiegami. 🏞️⛰️

​Prawdziwy kryzys wisiał w powietrzu, a rozgrzane podejście na Ostrą Górę w pełnym słońcu powodowało, że powoli mnie dopadał... Na 78. kilometrze ból z mięśnia rozlewał się już na kostkę i górne podbicie, a czarne myśli o DNF-ie zakradały się swoimi mackami do umysłu... 🐙💀
​Jednak determinacja nie pozwalała mi stanąć na słońcu, a kawałek cienia znalazł się dopiero po kolejnych dwóch kilometrach... 🌳

​Najpierw placebo – potem faktyczne działanie. 💊

Zapodanie tabletki przeciwbólowej czasami jest konieczne. Czy to jest gra na cheatach? Nie mnie oceniać. Sam fakt zażycia nie powoduje, że nagle przestaje boleć... Ale głowa już myśli, że ten moment na pewno zaraz nadejdzie. 😉🧠

​I nadszedł! Tak jak napisałem w relacji: na stadionie w Dąbiu zatankowałem i zmartwychwstałem, dostając drugie życie. Kolejne 10 km pozwoliło mi na niemal ciągły bieg. ⚡🏃‍♂️

​A potem? Choćby się toczyć! Ostatnie 11 km już na zasadzie: jeszcze 10, już tylko 7, ostatnie 4... ⏳

​Głowa się nie załamała, więc mentalnie uniosłem temat. Z perspektywy Pieniny Ultra Trail nie wiem, co bardziej próbuje człowieka złamać: boląca noga, piekące odciski czy kolejna pionowa ścianka do pokonania na 58. kilometrze Dzikiego Gronia? ⛰️🤔

​Dwa różne biegi – zupełnie inne problemy, ale wszystkie te trudności budują charakter i wytrwałość. 💪
​Trzeba tylko pamiętać, żeby w przypadku fizycznych dolegliwości wiedzieć, kiedy przerwać, żeby nie zrobić sobie kuku... 🩹

​Dziś już wiem, że jest OK, ale w niedzielę i przez część poniedziałku w mojej głowie toczyła się kolejna walka... 🤯 Co ja sobie zrobiłem?! Czy to aby nie jest złamanie zmęczeniowe? Chodząc po mieszkaniu jak połamany Pinokio z gwoździem w kostce, skrzyżowany z czaplą, patrząc na spuchniętą, pulsującą kostkę i zmasakrowane stopy, przez chwilę pytałem samego siebie: po co? Czy to było warte tego bólu? 🦴🦆
Siedząc I leżąc w oparach najlepszych aptecznych marek perfum jak Olfen MAX i Altacet, doszedłem do wniosku że: Tak, Było!

​Jedno wiem na pewno – te płaskie, równe jak stół trakty leśne, trawiaste pola, kempingowe plaże i patelnie wokół Przeczyc dały mi popalić mocniej niż górskie piony. Chyba dużo lepiej czuję się w górach. To tam jest moje prawdziwe środowisko naturalne. Choć jestem tylko gościem z Wyżyny Śląskiej, to beskidzkie czy pienińskie szlaki dają mi tę wolność, której na nizinach po prostu brakuje. Choć wszystkie sobotnie miejsca są piękne to jednak Tam, gdzieś wyżej, zmęczenie smakuje inaczej. 🌲⛰️❤️

​Ale wiecie co? 🤷‍♂️
Paradoksalnie, mimo tego całego cierpienia, wcale nie czuję bariery przed kolejnym zapisem. Ten biegowy pi*****ec jest silniejszy! 🤪 Przez moją głowę nie przetacza się pytanie, czy to powtórzyć. Tam już tli się zupełnie inna rozkmina: KIEDY to zrobić i przede wszystkim GDZIE? 🗓️🌍

​Bo mityczna stówka nie zmienia ciała – ona na zawsze zmienia to, co masz w głowie. 💎

​A zmasakrowane paznokcie? Na szczęście można je szczelnie zakryć skarpetą. W końcu mam swoją godność i estetykę, żeby ich codziennie nie oglądać! 🧦😂

​Wyszedłem dziś na spacer, bo już od tego leżenia można płaskodupia dostać. 5.5 km we względnym komforcie. Stopa działa dużo lepiej niż w niedzielę, rzekłbym, że prawie normalnie... 🚶‍♂️✨
​Keep Calm and Run Ultra 🏁🔥

A w załączeniu jeszcze kilka zdjęć z biegu w obiektywie
fotomilka - fotografia sportowa Rafał Milkowski
oraz
Fotokompozytor - Fotografia ślubna i sportowa

Adres

Siemianowice Slaskie
41-100

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy • LIVE FUN • by Kris.Figas umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do • LIVE FUN • by Kris.Figas:

Skróty

Udostępnij