20/01/2026
Przeszłam przez wypalenie 7 lat temu... Z jednej strony - dawno. Z drugiej - pamiętam wszystko. I czasem nadal pytam siebie: "Czy mogłam tego uniknąć"?
Nie robię sobie wyrzutów. Zastanawiam się po prostu, dlaczego nie zauważyłam czerwonych flag. Tych wyraźnych sygnałów, które dawał mój organizm. Czy "wygodniej" mi było ich nie dostrzegać, czy serio zdawało mi się, że to, co wtedy się działo, było normalne?...
To był czas, kiedy zawodowo wszystko układało się, jak w najlepiej dopracowanym planie. Rozwijałam gabinet, który od pierwszego miesiąca przynosił zysk. Pracowałam jako wykładowca, co zawsze sprawiało mi ogromną frajdę. Wygrałam prestiżowy konkurs branżowy, co zaowocowało obecnością medialną i większą liczbą klientów. Jednym słowem - intensywnie.
A ponieważ było tak intensywnie, ograniczałam czas przeznaczony na odpoczynek, własne pasje, albo zwyczajne nic nie robienie. Wierzyłam wtedy bardzo mocno w to, że czas to pieniądz i w biznesie każdą sekundę siebie trzeba wycenić. Powtarzałam, jak mantrę, że nie mam czasu na sen. Serio.
Ciało bolało? A to pewnie od zbyt długiego siedzenia.
Sen nie przynosił odpoczynku? Wina niewygodnego łóżka.
Byłam głodna? Zwyczajnie o tym nie myślałam, bo między klientkami nie było przestrzeni na przerwę.
"Marta, napiszesz ten artykuł? Tylko wiesz, potrzebujemy na jutro rano" - Jasne! Nie ma sprawy.
"Pani Marto, weźmie pani zastępstwo w pani wolny dzień?" - Oczywiście, przecież mam wolne...
I czułam tylko coraz większe zmęczenie, za które winą obarczałam "marudne" klientki. Nie wiem nawet, kiedy zaczęły mnie irytować. Kiedy każda odwołana wizyta zaczynała przynosić ulgę. Dźwięk telefonu powodował ogromne napięcie w ciele. W końcu doszło do tego, że płakałam, siedząc w przedpokoju i wiążąc buty przed wyjściem. Wydawało mi się, że tkwię w pułapce bez wyjścia. Bo kim będę, jeśli odpuszczę?
W mojej głowie to była porażka.
Zaczęłam nienawidzić to, co robiłam - zawód, który wcześniej kochałam, ludzi, z którymi przecież uwielbiałam rozmawiać. Ale tak naprawdę nienawidziłam siebie za to, że sama to sobie zrobiłam.
Psychiatra od drzwi spytała: "Dom czy praca". Dała leki, dzięki którym mogłam nabrać dystansu do otaczającej mnie rzeczywistości. A może raczej do tego, jak widziałam ją we własnej głowie. Podjęłam trudne decyzje: ograniczyłam godzin w gabinecie, zrezygnowałam z dodatkowych zajęć. A przede wszystkim zauważyłam siebie. I to, że praca nie definiuje tego, kim jestem.
To dlatego wiem, jak to jest. Dlatego rozumiem branżę beauty i wiem, jak ją wspierać. I rozumiem Ciebie.
fot. La Luz - Eliza Ignasiak Fotografia