Bloody Mary - dziennik pokładowy

Bloody Mary - dziennik pokładowy

Udostępnij

Wioślarstwo turystyczno-przygodowe w Polsce nie jest zbyt powszechne. Na co dzień pływam w nadwiślańskim klubie TWDW w Warszawie, który jest klubem amatorskim.

Wiedzę czerpię od innych wodniaków, więc i swoimi przygodami chętnie się podzielę :-)
Nazwa profilu pochodzi od mojej czerwonej łódki Bloody Mary, którą zamieniłam teraz na Green Mary Ten dziennik publikuję trochę dla innych, a trochę dla siebie samej, żeby mieć uporządkowane zdjęcia i mapki. A jeśli innych te treści zainteresują, a może nawet zachęcą się do spróbowania takiej przygody, będzie mi

Photos from Wolne Rzeki's post 25/07/2026

Fajna lektura. Tak tutaj zostawię, dla zainteresowanych, albo żeby wiadomo było gdzie zajrzeć w długie zimowe wieczory.

25/06/2026

24/06/2026

Dotarłyśmy do Bonn i tu kończy się wyprawa. Magda pojechała pociągiem po samochód do Mainz, a ja pilnowałam łódki przy klubie wioślarskim. Jak zawsze w klubach wioślarskich w Niemczech można się miło zaskoczyć. Dzisiaj śpimy w hangarze wśród łódek, a jutro z samego rana wracamy do domu. Widoki z materaca mam takie jak na zdjęciu:-)
Przed Bonn zmienia się krajobraz, góry zamieniają się stopniowo w coraz bardziej płaskie pagórki, zamków coraz mniej i są mniej okazałe. A więc czas kończyć te luksusowe wczasy!
Magda, która początkowo twierdziła, że zostanie ze mną jeden dzień, w końcu była przez całe osiem dni. I tak się wciągnęła w ta przygodę, że zapytała mnie przed chwilą, o której jutro wodujemy Green Mary!!! :-)
Szczegółową relację z lepszymi zdjęciami zamieszczę po powrocie .

Photos from Bloody Mary - dziennik pokładowy's post 23/06/2026

Dziś dzień pod znakiem Lorelay. Od rana z Magdą byłyśmy skoncentrowane tylko na tym, żeby bezpiecznie przepłynąć koło Lorelay. Poprzedniego dnia już miałyśmy bardzo dużą falę przy miejscowości Bingen oraz liczne mijania się z promami i statkami. Do tego było sporo płycizn i wystających kamieni. Jest bardzo niski poziom wody w Renie.
W klubie wioślarskim, w którym spałyśmy powiedziano nam, że mamy się trzymać cały czas prawej strony. Założyłyśmy kamizelki ratunkowe i nawet wyrzuciłyśmy cumy dziobowa i rufową do wody, na wypadek, gdyby któraś z nas wypadła do wody. W samym zwężeniu i na zakrętach tuż przed Lorelay mijałysmy się z 10 statkami. Trudność polega na tym, że na zakrętach statki walczą z silnym prądem wody przez co momentami niesie je bokiem. Z kolei ci co płyną w górę muszą płynąć na dużych obrotach, więc tworzą dużą falę. I w tym całym zamieszaniu byłyśmy my i otaczające nas skały. Jak już przepłynęłyśmy najgorsze stanęliśmy na plaży pod Lorelay żeby złapać oddech. Podplynela policja, żeby sprawdzić czy wszystko z nami ok. Na Lorelay jest osobą, której zadaniem jest kierowanie ruchem, tzw "wahrschauer". Przypuszczamy że to on do nas wysłał policję. Nie podpłynęli do nas bo byłyśmy na płytkim, ale zobaczyli, że jesteśmy i odpłynęli. Magda jest super nawigatorem i bez niej nie wyobrażam sobie przepłynięcia w tym tłumie statków. Trzeba tez przyznać że miałyśmy pecha, bo to była jakaś kumulacja statków, które podobno wszystkie wyszły o tej samej porze z Koblencji. Bo chwilę później na wodzie było pusto.
Poza tym zamki, zamki i kolejne zamki:-) czyli przepięknie!
DIsiaj śpimy 5 km od Koblencji w kolejnym klubie wioślarskim. . Zwiedzanie Bacharach z rana, Lorelay, a następnie silny wiatr w dziób i upał spowodowały, żeby przepłynęłyśmy tylko 43 km.
Ale w końcu nie samym wiosłowaniem człowiek żyje:-)

Photos from Bloody Mary - dziennik pokładowy's post 22/06/2026

Kolejny update dla zainteresowanych! Dochodzą mnie słuchy, że za mało zdjęć publikuję. Jak zawsze na moich wyprawach jest bardzo intensywnie i ciągle brakuje czasu.
Relację z całej wyprawy oraz wskazówki dla zainteresowanych, napiszę po powrocie.
Tymczasem wczoraj zakonczyłyśmy z Magdą przygodę na Mozeli..Magdę wysadziłam na stacji kolejowej w połowie dnia i pojechała po samochód do Merzig, a ja płynęłam dalej. Ale 12 km przed Koblencją zakończyłam nierówną walkę z motorówkami i skuterami. Była niedziela po południu i po prostu zrobiło się niebezpiecznie. Było takie zafalowanie od motorówek, przepływały tuż obok mnie, że momentami bałam się że mi wiosła połamią. Najwyraźniej na Mozeli nie ma policji wodnej, bo takich wyścigów i brawury to jeszcze nie widziałam na wodzie. Magda odebrała mnie ze wskazanego miejsca i pochałyśmy z łódką na dachu na nocleg do Koblencji. Zrobiłyśmy szybkie wieczorne zwiedzanie i dzisiaj rano ruszyłyśmy do Moguncji (Mainz) na Ren. Upał okropny. W klubie wioślarskim zostawiłysmy samochód i o 15 tej ruszyłyśmy Renem..kilka fotek załączam. A teraz pozdrawiam z pomostu na Renie, gdzie obserwujemy przepływające statki ciesząc się gościnnością kolejnego klubu wioślarskiego :-)

Photos from Bloody Mary - dziennik pokładowy's post 19/06/2026

Winnice, winnice i cały czas winnice. I pojawił się pierwszy zamek! Upał przeogromny, chłodzenie w wodzie co i rusz. Ale jest pęknie! Założony dzienny kilometraż wykonany, czyli 50,5 km i to znów był szczyt możliwości. Na nocleg dopłynęłyśmy z Magdą o 20tej. Jutro pobudka 4 rano żeby przepłynąć trochę kilometrów jak będzie mniej niż 30 stopni C.

Photos from Bloody Mary - dziennik pokładowy's post 18/06/2026

Krótki raporcik z pierwszych dwóch dni. Wypłynęłam z miejscowości Merzig i zaczęło się jak zawsze... Czyli pomimo wcześniejszych przygotowań z mapą i google maps, okazało się, że marina na Saarze w miejscowości Merzig nie posiada slipu, ani żadnego pomostu, z którego można się wodować. Czyli było jak zawsze: wodowanie w zaroślach. Tak zawsze zaczynają się moje podróże. Była 16ta, jak w końcu wyruszyłyśmy. Na miejsce startu przyjechałam tu z moją przyjaciółką Magdą, która od czasów rundy wokół Berlina służy mi nieustająco wsparciem logistycznym oraz wiedzą o rzekach w Niemczech. Magda będzie mi też przeprowadzać samochód do Koblencji, ale zaproponowałam jej, żeby wsiadła ze mną do łódki i żebyśmy chociaż fragment przypłynęły razem. Tak więc płyniemy dryndą, czyli jedynką ze sternikiem (steru brak). Jest naprawdę ciasno i płyniemy trochę wolniej, ale czego się nie robi dla takiego towarzystwa! Ponieważ wypłynęłyśmy późno, a Saara nie ma w ogóle prądu, to pokonałyśmy zaledwie 23 km. Mój założony dystans to 50 km dziennie. I przy braku prądu, śluzach oraz płynięciu we dwie, jest to maksymalny dystans, który jesteśmy w stanie pokonać.
I tak, w drugiej dobie mamy za sobą: 45 km Saary z trzema śluzami oraz zwiedzaniem Saaburga oraz płynięciem zakolami przez góry, oraz 30 km Mozeli ze zwiedzaniem po drodze Trewiru (Trier), licznymi kąpielami w rzece dla ochłody oraz przepięknymi widokami na góry oraz winnice. Dzisiaj pokonałyśmy 3 śluzy.
Na Mozeli czeka mnie łącznie 10 śluz, ale wszystkie mają być samoobsługowe, co powinno przyspieszyć przeprawę oraz uniknę w ten sposób licznych utarczek słownych ze śluzowymi, oczywiście w języku niemieckim :-)
Dziś wspaniały nocleg przy koparce! Za to z pomostem tylko dla nas.
Jutro w planie kolejne 50 km z kolejnymi pięknymi miasteczkami oraz widokami. W Mozeli też woda stoi i kompletnie nie ma prądu.

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Warsaw?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Adres


Warsaw