11/06/2021
Piękne.
Psychoedukacja - emocje i osobisty geniusz.
11/06/2021
Piękne.
11/06/2021
Zdarza się Wam ostatnio? Bo mi tak i nie ma czemu się dziwić. Mózgowi wydaje się czasem, że serce wytrzyma wszystko, a to nieprawda. Trzymajcie się i pamiętajcie o wyrozumiałości względem siebie.
...
Support my work and see many comics like these ahead of time: Patreon.com/theawkwardyeti
28/05/2021
Miło jest wstać, zważyć się i ze zdziwieniem stwierdzić, że "na pokładzie" po dwóch miesiącach jest 6 kilo mniej. Pandemia i mi namieszała w aktywności. Więcej siedziałem, więcej jadłem. Nie miałbym nic przeciw ważeniu 80 czy nawet 90 kilo, gdyby to była tkanka mięśniowa. Ale nie była. Urósł mi tylko brzuch, reszta była tak samo chuda jak wcześniej. I te cholerne boczki, nie mogłem ich znieść. :D
Co zrobiłem?
1. Od kilku miesięcy w końcu z wymiernymi sukcesami wprowadzam kolejne rutyny do swojego życia. Rozbiłem bank. W końcu dowiedziałem się dlaczego przez te wszystkie lata było mi tak trudno wprowadzać nawyki. Byłem Księciem Chaosu, Królem Roztargnienia, Mistrzem Słomianego Zapału. Już nie jestem, chociaż transformacja każdej sfery życia oczywiście trochę mi zajmie.
Od 3 miesięcy mam ponad 95 procentową skuteczność w wykonywaniu porannego rytuału, który zaczynałem od 3 prostych czynności. Aktualnie jest ich 8 - od porannej toalety i zdrowego śniadania, do rozgrzewki, pompek, medytacji / modlitwy i ułożenia planu dnia. Daje mi to solidnego kopa. Każdy sukces zapisuję na specjalnych tablicach. Każdego dnia chcę więcej i nie ma w tym grama negatywnych emocji. Wszystko dzięki temu, że przeorientowałem się na motywację wewnętrzną. Tego zawsze mi brakowało. O tym nie mówił żaden trener efektywności, od którego się uczyłem.
I mega ważne! Codziennie jem śniadanie. Nie ma wyjątku. Może być małe, ale musi być.
2. Jem podczas jednego posiłku 50-70% tego, co wcześniej. Najpierw musiałem się przy tym wysilić. Teraz nie ma problemu. Automatycznie mój organizm przestawił się na około 4 posiłki dziennie zamiast 2-3 wielkich.
3. Do każdego posiłku dodaję kilka owoców i/lub warzyw. Zawsze, bez wyjątku. Pomidorki koktajlowe, rzodkiewki, szczypiorek, sałatę i inne. Bez szaleństw, ale zawsze muszą być. Często jedzenie polewam odrobiną oliwy z różnymi ziołami. Idę za radą, żeby jedzenie miało jak najwięcej składników, dzięki czemu jest pełniejsze w to, czego potrzebuje organizm.
4. Dbam o białko i nie przesadzam z węglowodanami. 2 kromki chleba zamiast 3 czy 4, za to bogato obłożone. Podobnie z makaronem itp. Białko zamiast węgli. Serki, nabiał, słonecznik, soczewica i inne. Mięso czasem też, ale staram się ograniczać i nie jeść codziennie.
5. Zaakceptowałem, że czasem czuję lekki głód. Mam co spalać, jeszcze trochę zapasów w brzuchu mam. Nie trzymam w domu słodyczy. Absolutnie. Jak mam na coś ochotę, muszę iść do Żabki. Na szczęście jestem leniwy i chodzę rzadko.
6. Jak czasem zjem bombę kaloryczną, np. kebaba, to wieczorem piję kawę (często zbożową) zamiast jeść kolację. Coś za coś. Dzięki temu raczej mnie nie ciągnie do większego żarcia.
7. Wykorzystuję drobne okazje do aktywności. Popodciągam się na fotelu, wejdę i zejdę schodami zamiast windą. Bez przeginki - na zasadzie, żeby zwiększać co jakiś czas aktywność o kilka procent. Delikatnie, żeby nie było walki ze sobą i efektu cofki / jojo.
Najważniejszy w tym wszystkim jest punkt pierwszy. Głęboka, wewnętrzna motywacja. Nie chudnę dla kogoś, dla uznania, popisu, wyrywania niewiast czy braku wstydu jak zdejmę koszulkę. To wszystko motywacja zewnętrzna. Chudnę dla siebie - mam dokładnie rozpisane co mi to daje i po co to robię. To nie cel, to proces. I w procesie się zakochałem, więc nie ma powodu, bym go zarzucił.
Znikające kilogramy to w tym momencie efekt uboczny. Fajny, ale szczerze mówiąc mam go w dupie :) Interesuje mnie coraz zdrowszy styl życia i to tylko dla siebie. Reszta to efekt dodany na którym się nie koncentruję. Najważniejsze dla mnie jest to, że rozbiłem bank swojej systematyczności. W końcu to działa i nie walczę ze sobą czy z wewnętrznym sabotażystą. Dzięki przetworzeniu motywacji stał się on moim ziomem. Czasem mnie nawet trochę pogania i dopinguje albo straszy, że jak dziś nie zrobię, bo mi się nie chce, to jutro też.
Aaa! Stosuję też nagrody behawioralne. Takie jak się daje zwierzętom, jako nagrodę za sztuczkę. Mentalne, tylko i wyłącznie. Działają. Dopamina płynie. Po każdym powtórzeniu czekam na kolejne jutrzejszego dnia z podnieceniem.
Jest zajebiście. Tego Ci życzę - odnalezienia sposobu na siebie i systematycznego, krok po kroku, dążenia do bycia lepszą istota i lepszym człowiekiem.
Dbaj o siebie. :)
Michał
22/04/2021
Miłego dnia w korpo.
Gdybym był korporacją.
17/04/2021
16/04/2021
Niektóre zaburzenia są adaptacyjne, czyli pozwalają dostosować się do życia w trudnych warunkach (w wyjątkowych sytuacjach nawet osiągnąć spektakularny sukces).
Niestety jednocześnie utrudniają lub uniemożliwiają życie w warunkach zdrowych., choćby wchodzenie w bliskie, ciepłe, intymne relacje z ludźmi. Do tego na każdego człowieka, który poradził sobie z przemocą i urazami z dzieciństwa, możemy podać 10-20 przypadków ludzi, którzy sobie nie poradzili.
Człowiek doświadczający często przemocy w młodości myśli, że przemoc to coś normalnego. Często będzie się jej uczył, powtarzał ją, bronił jej a nawet ją celebrował. Bo jest do niej przyzwyczajony jak do oddychania.
Dostałem kiedyś wpier*** na komisariacie. 4 policjantów obrabiało mnie przez pół godziny. Dusili mnie szalikiem, bili pałką, tłukli po twarzy, głowie, rzucali na kolana. Zastraszali, poniżali. Cieszę się, że nie mieli wtedy paralizatorów, ani żaden na mnie nie nasikał.
Przez lata tłumaczyłem ich, bo wcale nie byłem w tej sytuacji niewinny. Mówiłem, że chcieli mnie "wychować". Doświadczyłem w życiu na tyle przemocy, żeby traktować to jako coś normalnego i uważać, że wcale nie stała mi się wielka krzywda.
Dziś wiem, że to było zwykłe skur***syństwo, a ja byłem ofiarą przemocy. Nie będę jej podawał dalej. Nie będę jej tłumaczył. Nie będę przekonywał innych, że przemoc jest spoko i ma charakter edukacyjny.
Kolega większy też by to pewnie pojął, gdyby się udał na terapię. Ale do tego trzeba pokory.
Pokory trzeba też, aby się nie wypowiadać na tematy, o których się nie ma pojęcia (nie słyszałem, żeby Mariusz był pedagogiem czy psychologiem). No, chyba że po prostu szuka taniego rozgłosu albo chce wystartować w polityce.
Mariusz Pudzianowski promuje kary cielesne i nie rozumie problemu ADHD | Donald.pl Jego matka również "nie miała litości, gdy coś przeskrobał" i to było ok.
12/05/2020
Nie jestem lekarzem ani biologiem molekularnym.
Nie jestem ekspertem w temacie pandemii ani wirusa SARS-CoV-2.
Nie jestem ekspertem w sprawie choroby COVID-12.
Mam w sobie na tyle pokory, by słuchać w tym temacie mądrzejszych od siebie i tyle przyzwoitości, żeby nie udostępniać w emocjach fake-newsów.
Jako psychopedagog i student psychologii zdaję sobie sprawę z ich potencjalnych negatywnych skutków. Na przykład czyjejś choroby lub śmierci przez nieostrożność.
Jeśli wypowiadam się na temat wirusa, to na podstawie naukowych źródeł (najczęściej opublikowanych przez uznane naukowe autorytety, nie przez pojedynczych odszczepieńców) lub rozmów ze znajomymi specjalistami - ratownikami, lekarzami, biologami.
Jeśli udostępnię coś, co okaże się nieprawdą, potrafię się do tego przyznać i przeprosić, czy skasować post. Nie wypieram poczucia winy, nie udaję, że wszystko jest w porządku. Biorę odpowiedzialność za to, co udostępniam!
Gdy widzę, że ktoś udostępnia kłamstwa czy manipulacje - reaguję. Bo chcę żyć w świecie możliwie zdrowych ludzi, a taki można zbudować tylko na faktach i akceptacji rzeczywistości jaką jest.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że na świecie istnieją różne grupy interesów, które manipulują, każda aby zyskać jak najwięcej. Nazywa się to etnocentryzmem i jest naturalną tendencją, którą w mniejszym lub większym stopniu dotyczy każdego z nas. Faworyzujemy "Nas" kosztem "innych".
Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że część decyzji podjętych przez polską władzę (jak z resztą rządy wielu innych krajów) było błędnych, a media utrzymują się z podgrzewania emocji widzów i z faktami czasem maja niewiele wspólnego.
Telewizji nie oglądam od 2003 roku (tak, po pierwszych szkoleniach z hipnoterapii świadomie podziękowałem za pranie mózgu).
Uważam, że kategoryczne wypowiadanie się na powyższe tematy bez odpowiedniego wykształcenia i wiedzy specjalistycznej, jest przejawem głupoty, hipokryzji i niedojrzałości emocjonalnej i społecznej.
A twierdzenie, że wirusa i niebezpieczeństwa nie ma i powinniśmy w ogóle olać sprawę, jest działaniem niebezpiecznym, podobnie jak nawoływanie do samobójstwa.
------------------------------------
Internet sprawił, że wielu ludziom wydaje się, że są specjalistami w tematach, o których nie mają pojęcia.
Osoby te próbują podnieść sobie samoocenę, udając ekspertów (alpinistyki, ekologii, ekonomii itp.) i wypowiadając się w sposób kategoryczny.
Zachęcam Cię do kontrowania tej tendencji i napisania swojego posta z jasnym przyznaniem w czym nie jesteś ekspertem. Może ośmieli to czytelników do tego samego?
Może przestaną udawać, że na wszystkim się znają i zrozumieją, że to żadna ujma czegoś nie wiedzieć i na czymś się nie znać?
Możesz potraktować to jako wyzwanie, dokleić ten fragment i oznaczyć przynajmniej 5 znajomych w poście.
Ciekawe czy dadzą radę przyznać się do niewiedzy?
Zapraszam do zabawy:
Piotr Krupa, Maciej Merlin Moroz, Bogdan Markowicz, Przemek Lisek, Dawid Ziółkowski, Kasia Bracker, Artur Król, Paweł Dempc, Piotr Ławacz, Jan Witold Suliga, Mariusz Składanowski, Kamila Sowa, Marzena Łęcka, Rafał Borówka, Maciej Kuraszkiewicz, Adam Gieniusz, Robert Palusinski, Agnieszka Soszyńska, Czaro Bavi, Aneta Boryczko
09/05/2020
A propos ostatniego webinaru. :)
Zrób sobie swoją teorię spiskową na temat koronawirusa.
Stworzyliśmy generator potencjalnych wyjaśnień tego co tu teraz zachodzi z tą rzekomą pandemią. Jest szansa, że któraś wersja może być prawdziwa.
Wspieraliśmy się rzetelnymi źródłami z serwisów typu youtube.