Agnieszka Szeżyńska

Agnieszka Szeżyńska

Udostępnij

Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Agnieszka Szeżyńska, Szkolenia, Jana Pawła II 70/60, Warsaw.

05/01/2026

"Nie opuścisz każdego szlabanu wobec przemocy," powiedział wczoraj do mnie mój mąż po tym, jak po raz kolejny wypłakałam mu się na ramieniu. "Bardzo dużo ich opuściłaś. Całe życie je opuszczasz. I kiedy nie opuszczasz, to nie dlatego, że nie umiesz, bo umiesz świetnie. To dlatego, że nie masz już siły. Bo opuszczanie szlabanów wymaga bardzo dużo siły."

Przechodzenie na urlop od pracy wsparciowej procesuje się też w domu.

To miłość - być w swoim domu chcianą i wtedy, gdy siłuję się z tamowaniem przemocy i wtedy, gdy potrzebuję od tego tamowania odpocząć. I gdy ten urlop wiąże się z opłakiwaniem straty - straty szlabanów i tam. Z opłakiwaniem tej wersji mnie, która miała siłę.

Wiem, że siła nie odchodzi na zawsze. Nie opłakuję czegoś, co nie wróci. Bo wróci, nieuchronnie, choć pewnie w postaci, która nie jest mi jeszcze znana.

Ale opłakuję wszystkie te szlabany, których przez ostatni rok nie udało mi się opuścić. Wszystkie te sytuacje, w których nie miałam siły, żeby zatrzymać reprodukcję przemocy. Wszystkie te, gdy sama miałam udział w tym, że płynęła dalej. Wszystkie te, gdy nie mogąc jej zatrzymać, wychodziłam, wiedząc, że będzie płynęła dalej. Wszystkie te, gdy wspierałam kogoś zalanego przemocą, której ktoś w pozycji władzy nie tylko nie zatamował, a jeszcze wzmocnił jej wartki prąd.

To, ile z tych osób, które wspierałam było osobami pomocowymi, aktywistycznymi, edukującymi, artystycznymi i ile z tych szlabanów nie zostało opuszczonych w organizacjach i grupach mających wpisane w misję wspieranie różnych dobrostanów... to dodaje dotkliwy aspekt wkurwu do procesu opłakiwania.

Kiedy opuszczasz szlaban, prąd przemocowej fali wali w Twoje plecy, a siły wymaga tak opuszczenie szlabanu, jak i wytrzymanie uderzenia fali. Kiedy nie masz siły opuścić szlabanu, przemoc płynie dalej, a tobie pozostaje znaleźć siłę, żeby wygrzebać się na brzeg i patrzeć na nią z daleka, albo - jeśli wyjście nie jest możliwe - by płynąć z prądem, taplając się w niej.

Ta dynamika wymaga opłakania.

* Zdjęcie straty. W nadchodzący weekend prowadzę swój ostatni warsztat w IPSie na al. Jana Pawła II. Instytut był moim pracowym domem przez ostatnie osiem lat, a po przeprowadzce w 2022, ten widok na Warszawę (w której ciężko o somatyczne doświadczenie horyzontu) towarzyszył mi podczas każdej stacjonarnej sesji i warsztatu. Wyjście na chwilę na balkon i spojrzenie w przestrzeń było częścią mojej samoregulacji w pracy. Pod koniec zeszłego roku wyprowadziłam się z Warszawy, a w przyszłym tygodniu będę wyprowadzać swoje rzeczy z Instytutu i żegnać się z tym pięknym widokiem.

Photos from Agnieszka Szeżyńska's post 16/12/2025

Z ogromną radością wysłałam dziś do osób zapisanych maila z potwierdzeniem, że w styczniu odbędzie się czwarta i ostatnia edycja mojego szkolenia z prowadzenia warsztatów z seksualności dla dorosłych. Zapisanych jest już wystarczająco dużo osób, by warsztat mógł się odbyć - ogromnie mnie to cieszy. To wielki sukces w okresie mojego życia i pracy, w którym dużo wyjść, żałób i pożegnań.

To szkolenie to zebranie najlepszych, najpiękniejszych i najtrudniejszych rzeczy, jakich się nauczyłam o facylitowaniu pracy grupowej na przestrzeni ostatnich 20 lat swojej pracy zawodowej, a z tematami seksualności, płci, kontaktu z ciałem - na przestrzeni ostatnich 10.

Wiedzy pedagogicznej opartej na filozofii doświadczania siebie w spotkaniu z Innym. Niedostępnej jeszcze po polsku wiedzy o facylitacji, która jest świadoma dynamik władzy. Wiedzy o tworzeniu przestrzeni zdrowienia i rozwoju, które stawiają tamy systemowej opresji i pomagają odzyskiwać ciało, nie przekazywać władzę nad nim z jednego systemu do drugiego. Wiedzy o tym, jak ani nie dać się pokonać syndromowi oszustki, ani nie zostać guru sekty.

To też zebranie 20 lat moich doświadczeń z trudnymi sytuacjami w dynamice grupowej, wyzwaniami samodzielnego stania na świeczniku i zmagania się z algorytmami fejsbuka i niewidzialnym drugim etatem w marketingu, czyli tak zwanym "wypełnianiem grup".

To dla mnie znaczące, że właśnie to szkolenie poprowadzę jako ostatnie przed zakończeniem działalności. Ogromnie się cieszę, że będę mogła jeszcze jednej grupie osób w ten styczniowy weekend przekazać najcenniejsze rzeczy, których nauczyłam się facylitując pracę tysięcy grup.

Bo tworzenie bezpieczniejszych, bardziej świadomych dynamik wpływu przestrzeni rozwoju to praca kolektywna.

Jeżeli Cię to woła, ja wołam Ciebie.

Dołącz do mojego szkolenia 10-11 stycznia w Warszawie.

Link w komentarzu.

08/12/2025

Mało jest dla mnie na świecie rzeczy tak pięknych, jak możliwość zatrzymania rozpoczynającego się na moich oczach cyklu przemocy.

To umiejętność, którą w pracy facylitatorki przestrzeni ćwiczyłam latami. Jestem z tej umiejętności ogromnie dumna.

Gdy wchodzimy w przestrzenie zdrowienia i rozwoju, wchodzimy w nie całymi swoimi ciałami. Ciałami, które niosą rany, radości, perspektywy, wstydy, dumy i bóle. Ciałami, które latami uczyły się jak sobie radzić w świecie takim, jakim on jest. Ciałami, które niosą w sobie systemy, w których żyją.

Ciałami, które dla ochrony siebie nauczyły się uciszać swoje „nie”.

Ciałami, które nauczyły się sięgać po manipulację, bo była to strategia, za którą były najmniej karane.

Ciałami, którym zostało przekazane, że ich wartość zależy od tego, czy będą sobie brać bez pozwolenia – przestrzeń, zasoby, ciała innych ludzi.

Ciałami, które nauczyły się traktować siebie jako maszyny produkcji rezultatów.
Ciałami nauczonymi odgrywać swoje role.

Ciałami, które są zmęczone, które stawiają opór, które próbują jak mogą czuć to, co zakazano im czuć.

Ja też jestem jednym z tych ciał.

Gdy zaczynałam tworzyć przestrzenie kontaktu ze sobą i sobą nawzajem, gdy zaczynała się w nich rozgrywać powtarzalna, napędzana systemami wyzysku dynamika przemocy, moje ciało – nauczone, że nie mam mocy – truchlało. Spłycało oddech, zmniejszało ruch, zawężało pole widzenia, zwiększało krążenie krwi, podnosiło temperaturę.

To takim ciałem stopniowo uczyłam się, że mam moc i mogę z niej korzystać.

Z początku – na wdechu, wpadając w wyuczoną pracę interpretacyjną i świetnie wyćwiczoną empatię i rzadko skutecznie.

Z czasem – z wyregulowanym systemem nerwowym, w poczuciu mocy i często zduszając przemocową dynamikę w zarodku.

W przestrzeni, którą tworzę wolno mieć własne przekonania na temat świata i preferencje, ale gdy mówię o tym, że patriarchalny podział ról krzywdzi wszystkich, utrudniając kobietom branie i inicjowanie, mężczyznom pozwalanie i bycie obiektami pożądania i karząc wszystkich, którzy nie chcą dać się wpisać w żadną z tych dwóch kolumn – wolno widzieć rzeczy inaczej niż ja i wolno o tym mówić, ale okraszona szerokim uśmiechem i wypowiedziana niskim, gardłowym tonem odpowiedź „co to za sarna, co sama głowę pod topór podkłada” spotka się z twardą granicą.

W przestrzeni, którą tworzę wolno nie wiedzieć o co chodzi z tymi całymi zaimkami. Wolno odczuwać najróżniejsze emocje w związku z tematem różnorodności płciowej i tożsamościowej. Śmichów-chichów z zaimków onu/jenu natomiast tu nie będzie.

W przestrzeni, którą tworzę wolno mieć trudność z tym, że osoba partnerska nie miewa orgazmów podczas wspólnego seksu, ale nazywanie jej_go „wybrakowanym_ą” nie przejdzie.

W przestrzeni, którą tworzę wolno doświadczać złości i smutku, bo z byłą partnerką nie udało się wspólnie stworzyć konsentu wokół seksu. Wolno doświadczać zagubienia wokół tego, jak w przyszłości mieć konsensualny seks, jak budować zaufanie, jak wspólnie mierzyć się z tym, że jesteśmy ludźmi, którzy radzą sobie najlepiej, jak mogą. Ale robienie współuczestniczkom warsztatu wykładu o tym, że czy wy jesteście dorosłe, bo jak się nie nauczycie mówić "nie", to przez was wszystkich nas facetów pozamykają – nie wydarzy się, bo zatrzymam ten wykład w połowie pierwszego zdania.

Od kiedy osiadła we mnie świadomość tego, jaką mam władzę w przestrzeniach, które tworzę i jakie obowiązki się z nią wiążą, chronienie będących w mojej przestrzeni ciał przed reprodukowaniem wobec siebie i siebie nawzajem systemowej przemocy stało się znacznie łatwiejsze.

Nikt mnie tego na żadnych studiach i kursach nie nauczył. Żadne psycho-sekso-coacho-terapeutyczno-konsentowo-traumoświadome szkolenia, na których byłam nie mówiły o tym, jak korzystać ze swojej władzy, by stawiać tamy systemowej przemocy. Nauczyłam się tego sama, głównie korzystając ze swojego przywileju znajomości języka angielskiego. Ucząc się, czytając, słuchając i łącząc kropki między myśleniem systemowym, konsentem, wiedzą o władzy i korzystaniu z niej i wiedzą o facylitowaniu grup.

Z posiadaniem władzy łączy się obowiązek troski wobec osób, które tej władzy zaufały. Jednym z elementów troski jest stawianie tam systemowemu wyzyskowi – na tyle, na ile to możliwe – i zatrzymywanie przecieków, gdy się nieuchronnie zdarzają.

W większości przypadków oznacza to skierowanie gniewu systemu na siebie.

Oznacza to stanięcie między ciałami wikłanymi w reprodukcję przemocy a zasilającym ją systemem i skierowanie uwagi na siebie.

Powiedzenie „Nie. W tej przestrzeni to nie będzie mieć miejsca.”

Powiedzenie tego do opresyjnego systemu i do osoby lub osób, których ustami płynie jego narracja.

Przytrzymanie reprodukującego się procesu, chwycenie go i zatrzymanie. Zaryzykowanie, że to na moim ciele skupi się gniew systemu, któremu psuję zabawę. Że któreś z obecnych ciał da temu gniewowi głos.

Bycie taką tarczą to ciężka praca, a gdy udaje się zatrzymać reprodukcję przemocy – jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakich było mi dane na tym świecie doświadczyć.

Obecnie, wchodzenie do przestrzeni rozwojowych, w których ktoś inny ma więcej władzy niż ja i nie wypełnia obowiązku troski – a takich przestrzeni jest w bród – jest dla mnie ogromnie trudne. Gdy osoba mająca najwięcej władzy chowa się i zleca mi zajęcie się przestrzenią, gdy od początku nie stawia porządnej tamy „bo przecież wszyscy jesteśmy dorośli i każdy odpowiada za siebie”, gdy „nie rozumie” i jednocześnie nie zadaje pytań, by zrozumieć, gdy z rozbawieniem patrzy na to, jak moja tarcza w jej przestrzeni rozbija się w pył, nie mając wsparcia, po czym próbuje obrócić to w „cenną lekcję dla nas wszystkich” – wyjście zostaje jedno. Wyjść.

Wychodziłam wielokrotnie.

Samotnie.

Szłam spać i płakać.

Opłakiwać kolejną wspólnotę, którą się zachwycałam, w której chciałam odnaleźć swoje miejsce, a w której nie udało mi się zatrzymać reprodukcji przemocy.

Opłakiwać taką, która nie była nigdy moja, ale w której próbowałam facylitować zwiększanie poczucie bezpieczeństwa, a która pozostała przy głębokim, rytualnym wyzysku, bo rezygnacja z niego oznaczałaby podanie w wątpliwość ukrytych dynamik władzy.

Opłakiwać te, o których słyszałam historie od swoich klientek-ekspertek, po których to historiach wykreślałam kolejne potencjalne miejsce nauki z listy.

Gdy mam dużo wpływu, sprzeciw wobec przemocy oznacza umacnianie tamy i podnoszenie tarczy, by chronić przestrzeń, którą tworzę i osoby, które mi zaufały.

Gdy więcej wpływu ma ktoś inny, sprzeciw wobec przemocy oznacza propozycje tamowania, podnoszenie tarczy by chronić siebie i innych oraz wychodzenie.

Sprzeciw wobec przemocy oznacza częste samotne wyjścia.

Umiem stawiać tamy, podnosić tarczę i korzystać ze swojej mocy, by zatrzymywać przemoc.

Teraz wychodzę. Idę opłakiwać przestrzenie, w których spotykam granice swojego wpływu. Idę uczyć się odkładać tarczę.

*Zdjęcie, na którym prowadzę szkolenie z prowadzenia warsztatów - szkolenie, które stworzyłam po to, by pomagać innym prowadzącym tworzyć bezpieczniejsze przestrzenie, świadomie korzystać ze swojej władzy, budować tamy, radzić sobie z przeciekami. Ostatnią edycję poprowadzę w pierwszej połowie stycznia w Instytucie Pozytywnej Seksualności, z którego z końcem stycznia się wyprowadzam.

01/12/2025

Czasami mam wrażenie, że moje ciało nie pomieści więcej strat.

I wiem, że to nie jest prawda. Ale wrażenie nie znika.

Przez ostatnie kilka lat nazbierało ich się w moim życiu. Czy też może nie nazbierało się „strat”, a „straty”. Bo raczej nie o liczebność tu chodzi, a o pogłębiające się poczucie, że nie nadążam opłakiwać.

Osób i zwierząt, które kochałam, a które odeszły.

Wspólnot, w których próbowałam znaleźć poczucie przynależności i zaopiekowania, a w których nie było to możliwe bez porzucenia najważniejszych dla mnie części mnie.

Miejsc, z których trzeba wynieść meble.

Autorytetów, których pełnię nie tylko blasków, ale i cieni człowieczeństwa widzi się dopiero z bliska (i myśli, że ja też chyba nie umiem tak zrobić, żeby moją pełnię było widać z daleka).

Nieudanych wysiłków, by zatrzymywać systemową przemoc w tych przestrzeniach, na które mam wpływ. (Tak, udanych też było sporo, co nie zmienia faktu, że nieudane dopominają się opłakania.)

Osób, które miały więcej wpływu niż ja i nie użyły go do tego, by mnie chronić.

Obietnic osób będących u władzy, że będą się o nas troszczyć i tego, że gdy po raz kolejny je łamią, nie tracą władzy, a nawet jeśli w jakimś stopniu ją stracą – wylądują na miękkiej poduszce znajomości, które zawarły po drodze.

Wiary w to, że jestem w stanie pozostać niezależną od większych ode mnie instytucji zatrudniających (choć już nie niezależną od wielkich firm prywatnych, hello, my livelihood is dependent on Meta) i w kapitalizmie utrzymać się ze sprzeciwiania się status quo (kapitalizm mówi: sama jesteś sobie winna, kowalko swojego losu).

Walki o władzę w świecie pomocowym.

Wizji, że w polikryzysie oczywiście bardzo potrzebujemy stabilności, ciągłości, powrotu do tego, co już znane, ale że jestem w stanie nieść przez niego to, co nowe i zachęcać do oglądania go.

Dużo mi się zebrało do opłakania, bo nie nadążam.

Postanowiłam więc się zatrzymać.

I sprawdzić, co będzie.

Z końcem stycznia zamykam działalność gospodarczą i kończę prowadzenie warsztatów i sesji.

Chcę czasu, by opłakać to, co się zebrało.

Chcę sprawdzić kim jestem, gdy nie próbuję zarabiać na życie z możliwie najbardziej etycznego korzystania ze swojego wpływu do stawiania oporu systemom wyzysku i chronienia osób, na które mam wpływ.

Chcę przez kilka miesięcy nie być zmuszona polegać na organicznym ruchu w mediach społecznościowych i znajomości meandrów Mailerlite’a by zarabiać na życie; nie tworzyć wartościowego, wyświetlanego kilkudziesięciu osobom (bo niemanipulatywnego i nieangażującego skrajnych emocji) kontentu, którego Meta może używać jako przerywników między reklamami.

Chcę sobie przypomnieć jak to jest tego nie robić.

Chcę sobie przypomnieć jak to jest NIE.

Nie wiem co mi ten czas przyniesie. Wiem, że jeżeli ma się wytworzyć jakieś nowe TAK, najpierw potrzebuję NIE.

I opłakać.

Grudzień będzie moim miesiącem pożegnań. Między reklamą odkurzacza, który sam odkurza a sponsorowaną grafiką obwiniającą kobiety za to, że „Polska wyginie!” zobaczycie więc (raczej nie na swoim feedzie, a po intencjonalnym wejściu na mój profil) moje myśli wokół wyzwań tracenia, opłakiwania, pomocowania w kapitalizmie, nie/zależności, sprzeciwiania się opresji, troski, przynależności, schodzenia ze sceny zanim własny ból sprawi, że zacznie się wykorzystywać tę pozycję, by reprodukować krzywdę – i pewnie innych wątków, które pojawią mi się w procesie myślenia i pisania.

Ten post też miał być o czym innym, a napisało się to, co akurat jest we mnie żywe.

W grudniu i styczniu jestem wciąż zawodowo dostępna na warsztaty, sesje, mentoringi.

W styczniu chcę poprowadzić ostatnie szkolenie – 4. edycję warsztatu z prowadzenia warsztatów. Pracuję i będę jeszcze pracować nad tym, by zebrać na to szkolenie grupę – mam nadzieję, że się uda.

Myśl, że ostatnią rzeczą, którą zrobię przed przejściem w swój czas NIE, jest przekazanie kolejnej grupie osób narzędzi do tego, by tworzyły bezpieczniejsze, świadome własnej władzy i systemowych wyzwań przestrzenie rozwoju – ta myśl dużo dla mnie znaczy.

Bo mimo, że przez większość ostatnich lat, przez większość czasu pracowałam jednoosobowo, to nie jest praca jednoosobowa – to praca kolektywna i wielopokoleniowa.

Mam nadzieję, że gdy ją wykonywałam, ktoś inny mógł odpoczywać.

Teraz ja będę odpoczywać.

*zdjęcie najbardziej miękkiej ze strat, która chroniła mnie również wtedy, gdy byłam w łazience

29/11/2025

"Meta-warsztat". Rozważałam nazwanie tak tego szkolenia, bo jednym z głównych narzędzi pracy na nim jest podawanie krytycznej analizie tego, w jaki sposób ten warsztat prowadzę, jakie wybory podejmuję i dlaczego oraz jakie inne są możliwe - i jak je podejmować, prowadząc własne warsztaty. Kolejną edycję tego meta-warsztatu poprowadzę 10-11 stycznia. Zapraszam!
https://coachingintymnosci.pl/produkt/jak-poprowadzic-warsztaty-safer-space/

27/11/2025

Szybka przypominajka, że do końca tego tygodnia trwają wczesne zapisy na styczniowe Szkolenie eksperckie | Jak (po)prowadzić autorskie warsztaty z seksualności dla dorosłych (4 edycja)!

Photos from Agnieszka Szeżyńska's post 23/11/2025

Za okrem zima, a w środku kocyki i weekendowe Koło Zgody z asystą Julia Svirid.

Chcesz aby twoja firma była na górze listy Siłownia I Obiekt Sportowy w Warsaw?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Zespół Kulinarny

Strój

Strona Internetowa

Adres


Jana Pawła II 70/60
Warsaw
00-175