25/02/2016
Kiedy nie masz wpływu…
Zawsze powtarzam, że dużo, tak bardzo dużo zależy od nas samych i naszego nastawienia. Że jak uwierzysz w coś i dasz z siebie 100 procent to nie ma rzeczy nie możliwych. Jasne, mamy los w swoich rękach. Są jednak sytuacje, w których nawet ciężka praca nie da Ci gwarancji sukcesu. Są momenty, w których po prostu trzeba odpuścić i pójść dalej.
„Chcę schudnąć x kg”.„Chcę pięknej sylwetki, zarysowanych mięśni.” To najczęstsze życzenia moich podopiecznych, którymi dzielą się ze mną podczas konsultacji. Czy zawsze mówię, że jest to w pełni osiągalne? NIE.
Wiem, że to może wydawać się strasznie frustrujące i niesprawiedliwe, że jedni w drodze do upragnionych celów sylwetkowych mają zdecydowanie łatwiej, a inni mega pod górę. Geny, predyspozycje, problemy zdrowotne, budowa ciała. Te kwestie leżą niestety poza kręgiem naszego wpływu. Co prawda o zdrowie można dbać, można je naprawiać, ale nie zawsze daje to pożądane skutki. Tak to już jest.
Z problemami hormonalnymi zmagam się od kilku lat. Każdy lekarz mówił co innego, więc nie wiedziałam do końca co jest grane. Taka niepewność jest najgorsza. Bo nie wiesz co w końcu możesz, a czego nie? Co tak na prawdę z Tobą nie tak? Nie wiesz co robić... Wielu z Was wie jak ciężko o porządną opiekę lekarską, czy to państwowo czy prywatnie.
Rok 2015 był dla mnie fatalny. Czułam się rozbita psychicznie, fizycznie, nie miałam siły wstać z łóżka, każdego dnia toczyłam walkę. A jak wiecie charakter mojej pracy mocno wiąże się z udzielaniem wsparcia innym, motywacją, uśmiechem, codziennie. Starałam się więc jak mogłam nakręcać pozytywnie. Dążyłam do mega siły i kraty na brzuchu jak u niektórych kolegów po fachu, wmawiając sobie, że jak będę trenować ciężko i trzymać dietę to mi się uda. Dźwigałam ciężary, które dla innych mogły wydawać się śmieszne, dla mnie były wyzwaniem. Po takim treningu nie miałam siły wrócić do domu, a jak wracałam to padałam na twarz. Wydawało mi się, że walczę o swoje marzenia, a tak na prawdę każdego dnia toczyłam walkę ze sobą, ze swoim ciałem.
Mocne treningi i równie mocno trzymana dieta zamiast wysmuklać, powodowały, że „puchłam” w oczach. Od długiego czasu jadłam zdrowo i czysto, całe szczęście nigdy nie byłam zwolenniczką diety typu kurczak ryż. Mimo to, mówiąc szczerze trochę bałam się jeść. Powoli zdając sobie sprawę, że moje myślenie na temat diety staje się małą obsesją. No bo jak to.. ćwiczę, jem dobrze, a waga zamiast spadać, rośnie?! Może jednak jem za dużo, może moje małe wpadki dietetyczne od czasu do czasu rujnują cały efekt? „Masz zadatki na super wyciętą sylwetkę, pomyśl o jakimś starcie, musisz tylko pozbyć się trochę body fatu” słyszałam od niektórych…
Napady głodu były straszne, uwielbienie do słodkości nie ułatwiało, puchłam w oczach (insulina), mimo intensywnych ćwiczeń. Mówiłam moim podopiecznym - słuchaj swojego ciała, a sama robiłam dokładnie na odwrót, wypierając to. Co za paradoks:) Powoli dochodziłam jednak do wniosków, że może jednak lekarze mają rację. Że może jednak moje problemy ze zdrowiem wynikają z nadmiaru życiowych stresorów, a zbyt małej ilości regeneracji (Tak, trening to niezły stres dla naszego organizmu!) Docierało do mnie, że może faktycznie mam słaby organizm i nie jestem stworzona do dźwigania sztangi. Powoli redukowałam intensywność i tempo życia, jednak jak tylko widziałam delikatną poprawę w samopoczuciu i wynikach badań - podświadomie wracałam na tor. Za szybko!
Aż w końcu nastąpił przełom. Odpuściłam. Organizm całkiem się zbuntował, hormony siadły totalnie. A ja fizycznie nie byłam już wstanie ćwiczyć. Zero siły, zero energii do życia, wieczne uczucie zimna, niska temperatura ciała, niskie ciśnienie, depresja. Praca organów na minimalnych obrotach, aby przetrwać.
Wtedy też spotkałam cudowną osobę, Olę - Atomic Holistic Lifestyle, która w prost, czarno na białym oznajmiła mi, że pora wrzucić na luz. I za co jestem jej mega wdzięczna. Co się zmieniło?
Zatrzymałam się. Przestałam dążyć do perfekcji, a przynajmniej bardzo się staram;) i to w wielu aspektach życia. Przestałam porównywać się do innych, przejmować ich zdaniem jeśli wiem, że nic o mnie nie wiedzą. Dokładnie 3 miesiące temu porzuciłam treningi siłowe, dieta eliminacyjna, bez wymówek czy to święta, czy urodziny przyjaciółki - zero cukru, alkoholu, nabiału i zbóż. Tak jak mówiłam, zawsze starałam się odżywiać zdrowo, ale teraz jest to trzymane na 100%. Wierzę, że z pomocą odpowiedniej suplementacji w postaci witamin, minerałów i ziół, dieta pomoże mi stanąć na nogi. Zaczęłam więcej eksperymentować w kuchni, mimo że wydawało mi się, że nie lubię i nie mam czasu. Jem więcej i mam co jeść, uprzedzając wątpliwości niektórych osób. Czuję się o niebo lepiej, opuchlizna zeszła. Mimo braku mocnych treningów sylwetka się poprawia. Siłownię zamieniłam na studio jogi (i serio się wciągam!). Postawiłam na odpoczynek i regenerację, odpowiednią jakość i długość snu. Wszystko to sprawiło, że energia poszybowała w górę, co przełożyło się na jakość mojej pracy i stosunków z innymi.
Dziś, leżąc na szpitalnym łóżku usłyszałam, że wyniki się poprawiły. Cieszę się jak dziecko i mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej. Bo przestałam walczyć ze sobą. Pomyślałam o tym, co na prawdę jest dla mnie ważne i do czego chcę zmierzać. Szkoda, że tak późno… Potrzebowałam na to ponad 2 lat.
Nie wiem czy, ktoś przebrnął przez ten post. Pierwszy raz publicznie podzieliłam się z Wami moją historią, szczerze i z serca. Po to by pokazać, że każdy ma słabości, każdy może się w życiu pogubić. Ale również ku przestrodze - widzę jak wiele młodych dziewczyn wpada w pułapkę „zdrowego” trybu życia, nie zachowując w tym wszystkim umiaru. Ja mam porządną nauczkę.
Inna kwestia…problemy hormonalne, niedoczynność tarczycy, kłopoty z insuliną - wszystko to nie oznacza, że jesteś skazany na fatalne samopoczucie i równie fatalny wygląd. Trzeba tylko wiedzieć jak sobie pomóc i zachować zdrowy rozsądek. No i nie mieć aspiracji na sylwetkę jak z zawodów bikini;)
Nie chcę przez to wszystko powiedzieć, że trzeba unikać aktywności. Wręcz przeciwnie! Przecież cały czas prowadzę moich podopiecznych, głównie pod kątem treningu funkcjonalnego, siłowego również. Każdy, kto miał ze mną do czynienia wie jednak, że teraz maksymalnie skupiam się na zdrowiu. I to sie nie zmieni. Bo zdrowie mamy jedno.
Jeszcze raz.. słuchaj swojego ciała, ale tak na 100% i bez wymówek! I przede wszystkim nie pozwól głowie zwariować :)