11/06/2026
Kiedy patrzy się na to zdjęcie, na tę uroczą minę i gest Mai Chwalińskiej, trudno uwierzyć, przez co przeszła ta dziewczyna, żeby znaleźć się w tym miejscu.
Bo to nie jest opowieść o luksusowym świecie tenisa, wielkich sponsorach i milionach na koncie, to historia o dziewczynie, która na swój szczyt wdrapywała się z absolutnego dna.
Gdy jako nastolatka była wymieniana jednym tchem obok Igi Świątek jako największa nadzieja polskiego tenisa, los nagle rzucił jej pod nogi kłody, które złamałyby niejednego. Najpierw koszmarna kontuzja nadgarstka, przez którą nie mogła utrzymać rakiety. Potem ciężka depresja, stany lękowe i bolesna decyzja o zawieszeniu kariery w 2021 roku.
Kiedy w końcu spróbowała wrócić, rzeczywistość okazała się brutalna - brakowało funduszy na podstawowe rzeczy. Mało kto wie, że przed Australian Open jej sztab był w tak trudnej sytuacji finansowej, że menedżer musiał publicznie szukać na grupach społecznościowych Polonii w Melbourne, która zgodziłaby się darmowo przenocować Maję i jej trenera na czas turnieju.
Z poziomu szukania darmowego dachu nad głową w Australii, do finału Wielkiego Szlema w Paryżu. Brzmi jak hollywoodzki film, prawda?
Maja właśnie napisała historię na kortach Rolanda Garrosa 2026. Przeszła przez kwalifikacje i jako zaledwie druga zawodniczka w całej erze open doszła z nich aż do wielkiego finału, wchodząc prosto do TOP 30 rankingu WTA! 🎉
A wszystko to przy wsparciu niesamowicie skromnej rodziny – jej tata to emerytowany elektryk z kopalni, a mama pracuje na recepcji w ośrodku sportu.
Ta dziewczyna udowodniła całemu światu, że najważniejsze mecze wygrywa się w głowie.
Maja, dla nas i tak wygrałaś wszystko! 👑
Tyle ode mnie.
Grzegorz Kusz.