29/06/2014
Taiwanese Hulk :D
Contact information, map and directions, contact form, opening hours, services, ratings, photos, videos and announcements from 艾瑞克愛台灣 Irek - my own Taiwan, Coach, Kenting.
29/06/2014
Taiwanese Hulk :D
22/06/2014
Liangshan waterfall :)
;)
19/05/2014
Tym razem udałem się na weekend do Kenting nie po to by się byczyć na plażach ale by poszukać fajnych miejsc. I oto co znalazłem :)
Confucius Temple
13/05/2014
Dzisiaj jak to we Wtorki miałem trochę czasu przed pracą, więc postanowiłem odwiedzić Światynie Konfucjusza, która była zamknięta przez rok. Chciałem zobaczyć jak będzie wyglądać po renowacji. Wziąłem więc aparat i podjechałem do Zuoying Dist. Po drodze zaczęło padać, więc schroniłem się w innej świątyni, żeby trochę przeczekać, a potem ruszyłem dalej. Muszę powiedzieć, że gdy deszcz ustał świątynia Konfucjusza nabrała innego klimatu. Ale też straciła coś od mojej pierwszej wizyty. Faktycznie na niektórych zdjęciach można zobaczyć jak zmienili we wnętrzu dodając coś z turystyki, a czego wcześniej nie było. W każdym razie byłem tam dzisiaj jedynym zwiedzającym i obszedłem sobie spacerkiem świątynie wchłaniając mądrości tego Chińskiego myśliciela. Świątynie Konfucjusza mają to do siebie, że są raczej skromne w porównaniu z Tajwańskim zapędem do upiększania wszystkiego i wszędzie ale przez to właśnie te świątynie zyskują na innym klimacie. Spacerek po tej świątyni w deszczowy dzień był jak najbardziej wskazany. Wiało spokojem i magią dalekiego wschodu gdzie moja dusza się narodziła.
09/05/2014
Ostatnie 2h moich 29 urodzin, a potem "Dirty thirty" jak to mawia mój kolega z Australii :) a oto prezent od mojego przyjaciela Dawida. Dwa żywce i koperta, której jeszcze nie mogę otworzyć :) No po prostu super prezencioch, wielkie dzięki :) zaraz sobie łyknę :)
Ok człowieki. Dzisiaj jest ostatni dzień na przesyłanie odpowiedzi. Pytanie brzmiało: Ile dni trwała moja podróż dookoła Tajwanu? Odpowiedzi proszę wysyłać na priv. Już mamy kolejnego zwycięzcę :)
08/05/2014
Wspomnienia :) zadowolony pasiasty :)
Relacja z podróży dookoła Tajwanu. Cz. 1
Ok, zacznę od tego, że dawno nie pisałem żadnej relacji z podróży czy życia jakie tu wiodę. Po części wynika to z tego, że wiele ostatnio się działo w moim życiu. No ale nie o tym chciałem pisać. Ostatnio moja jedna z większych podróży to spełnienie moich marzeń. Mianowicie objechać Tajwan dookoła na skuterze. Marzenie nie dotyczyło konkretnie Tajwanu, a samego przeżycia takiej podróży. Rad jestem jednak, że taka podróż odbyła się na tak pięknej wyspie jaką jest Tajwan. Plan był taki, żeby na skuterach objechać wyspę dookoła. Zabrać tylko niezbędne rzeczy na skuter, nocować w namiocie i nie szarpać się na wygody. Na tą podróż czekałem około 8 miesięcy i nie byłem pewny czy się uda. Moim znajomi z PL odwiedzili mnie zgodnie z obietnicą i razem ze mną mieli objechać wyspę. Ja wcześniej zakupiłem niezbędne rzeczy i wynająłem dla nich skuter, ponieważ dla siebie kupiłem już miesiąc wcześniej. Skuter był oczywiście bardzo ważnym sprzętem i nie było obojętne jaki skuter. Miał być duży z oparciem bo mieliśmy przemierzać duże odległości. Namiot i cały inny sprzęt nie miały już takiego znaczenia. Dlaczego? Proste, jak spadnie tropikalny deszcz to nawet tropik Ci nie pomoże. Oczywiście ktoś zwróci znowu uwagę na to, że są takie namioty, które Himalaiści mają i one przetrwają wiele. Tak, ale my nie himalaiści i nie stać nas na nie wiadomo jaki namiot. No nie ważne, w każdym razie sprzęt był. Problem był mały jak to zamontować na skutery. Ja miałem kupione specjalne torby na motor, które potem jak się okazało nie wytrzymały takiego obciążenia i jedna się zepsuła. Do torb wchodziły ciuchy, a resztę bagażu uwiązaliśmy na drugim skuterze. Oczywiście tak, żeby łatwo i szybko można było ściągać sprzęt i montować na nowo. W każdym razie dzień przed podróżą się delikatnie upoiliśmy i poszliśmy spać. Mieliśmy jeszcze jednego kompana podróży – Hannah z Wietnamu. Następnego dnia jako przewodnik wszystkich poganiałem, żeby wyjechać o czasie, więc po zamontowaniu wszystkiego na skutery, pamiątkowa fotka i ładujemy zadki na maszyny. Pierwszym celem miał być wschód – Taitung i Green Island. Słyszałem o drodze przez góry do Taitung, więc postanowiłem wybrać tą trasę. Wesoło i beztrosko podążaliśmy w górach w stronę Taitung. Widoki nie do opisania. W ogóle powinienem zacząć i skończyć na tym, że po prostu pięknie i tyle. Ale nie, postaram się napisać. Jechaliśmy górskimi drogami, widoki zapierały dech w piersiach jak to się powinno poetycko pisać. Wszędzie coś pięknego, jakby jakiś raj nam się ukazał. Jazda górskimi drogami trochę trwa ale nam widoki się nie nudziły. Jechaliśmy i po drodze rozmawialiśmy jakie to niewiarygodne, jakie to wszystko bajeczne. To tak jakbyśmy między sobą szukali potwierdzenia czy to co widzę naprawdę istnieje. W każdym razie jechaliśmy do Taitung, po drodze kilka razy pytając o drogę. Wszyscy jednak nam mówili, że ta droga jest zamknięta i że jedyną teraz przejezdną drogą jest ta przez Kenting, czyli południe Tajwanu. Tego jednak nie chcieliśmy. W każdym razie mijaliśmy kilka robót drogowych i wymyśliśmy sobie, że to tak już będzie wyglądało, a Tajwańczycy przesadzają trochę. Na jednej z tych robót mieliśmy mały wypadek gdyż zjeżdżaliśmy z górki po żwirze i koła skuterów wpadły w poślizg. Ja z Hannah doświadczeni uniknęliśmy wywrotki bo Hannah szybko zeskoczyła co pomogło mi utrzymać skuter na kołach. Niestety Dawid z Kasią zaliczyli glebę. Całe szczęście skończyło się tylko na zadrapaniach, które Kasia jeszcze kilka dni przeżywała. Gdy minęliśmy kolejne i kolejne roboty drogowe okazało się, że Tajwańczycy mieli rację, a my dojechaliśmy do końca drogi, gdzie inżynierzy ledwo jeepami zasuwają po kamieniach i żwirze, a miejsce nadawało się tylko na ciężki sprzęt budowlany. Wracaliśmy zawstydzeni mijając tych samych ludzi, którzy nas ostrzegali. Mój pomysł był jednak taki, żeby w takim wypadku zacząć podróż od zachodniej części Tajwanu bo i tak już jeden dzień mamy w plecy. Powoli się ściemniało, więc postanowiliśmy poszukać miejsca na nocleg. Wjechaliśmy więc gdzieś na górę w jakąś dzicz. Miejsce wydawało się idealne do momentu, kiedy nie zapadał zmrok. Jak wiadomo nie jest to PL, a wszystkie żyjątka drapieżne budzą się po zmroku. Efekt był taki, że każdy potem miał opory, żeby wyjść na siku z namiotu. Do tego duchota i gorąc jak to w tropikach. Dźwięki zwierząt nie zachęcały do otwarcie moskitiery. Hannah, która pochodzi z Wietnamu, kraju gdzie ciepełko jest znane i sposoby jak sobie z nim radzić, otworzyła w namiocie parasol i zaczęła nim ruszać tak, że służył za wielki wachlarz. Dobry pomysł dawał nam trochę ulgi. Następny dzień to pobudka i piękny widok na wielkie jezioro w górach, którego o zmroku nie było widać przy rozbijaniu namiotu. Mimo straty dnia uznaliśmy, że nie jest źle bo piękne krajobrazy widzieliśmy, a i na spokojnie się rozbiliśmy. Dzień drugi zaczęliśmy od pozbierania się i ruszenia w drogę. Po drodze oczywiście mieliśmy plan, żeby zatrzymać się na jakieś śniadanie i poranną toaletę. Tak się złożyło, że naprzeciwko 7eleven, w którym się stołowaliśmy była publiczna toaleta. Jedni jedli śniadanie, a drudzy się toalecili, a później zmiana. Trochę na nas ludzie dziwnie patrzyli jak myliśmy głowy, zęby czy nogi w umywalce, w której oni jedynie myli ręce po sikaniu. No ale… taki urok tripu. Ruszyliśmy dalej w kierunku gór Ali. Celem było osiągniecie ich przed zmrokiem, więc kawałek drogi był do przebycia. Moje eksperymenty przewodnicze skierowały nas na inną drogę, żeby nie wjeżdżać do Chayi. Pojechaliśmy więc prosto na Alishan, cały czas w pięknych, malowniczych górach. Zajechaliśmy Alishan Area z drugiej strony i odkryliśmy przepiękne miejsce, coś niesamowitego. Jak jakieś rancho, zielono dookoła i ogrodzony staw pośrodku. Zatrzymaliśmy się tam na chwilę, żeby się nacieszyć widokami. Wokoło latało mnóstwo ważek, a my korzystając z odpoczynku raczyliśmy się orzechami zawiniętymi w liść. W sumie to planowaliśmy się tam rozbić bo już się ściemniało, a nie wiedzieliśmy czy w ogóle tą drogą dotrzemy do miejsca, które chciałem im pokazać. Jednak Hannah wypytała dokładnie co i jak i się okazało, że da się dojechać, więc ruszyliśmy dalej w drogę. Termometr wskazywał 42 stopnie, a my cały czas jechaliśmy pod górę w stronę rezerwatu. Było coraz chłodniej i chłodniej, aż wreszcie się zatrzymaliśmy i poubieraliśmy na siebie wszystko co mieliśmy do ubrania. Na koniec jeszcze nam paliwa zabrakło i myśleliśmy, że teraz to się zacznie. Na szczęście zobaczyliśmy stację paliw, tyle, że zamkniętą. Gościu zamknął parę minut wcześniej ale biedne twarze Łejgłolenów ( Wei guo ren - obcokrajowiec) wymusiły na nim zatankowanie nam. Potem się okazało, że już tylko 500m dzieliło nas od rezerwatu, hoteli i restauracji, czyt. Małej turystycznej cywilizacji. Tyle, że następny problem dla zmarzniętej grupy łejgłolenów to miejsce na kamping. Niestety takiego nie było. I tutaj bezcenna Hannah znowu nam dupę uratowała. Wynegocjowała z pewną babcią taką cenę, że z 3500ntd zeszła do 1000ntd na naszą czwórkę, a co w Alishan jest nie lada wyczynem. Jej chiński był nieoceniony w tej podróży do pewnego momentu, bo potem polegaliśmy na moim. No ale o tym później. W każdym razie zadowoleni, że mamy gdzie przenocować nasze zagraniczne tyłki, udaliśmy się na żarełko i jakieś piwsko. Między czasie żuliśmy te ich orzechy zawinięte w liście, które trochę „działają” jak alkohol i kawa w jednym. Było przednio jak to mówili Bolek i Lolek. Potem poszliśmy spać pod ciepłymi kołderkami przy temperaturze 23 stopni. Nie ominę tego, muszę napisać. Dla kogoś kto siedzi teraz w PL taka temperatura to przecież wysoka. Nikt by mi nie uwierzył i może dalej nie wierzyć ale moi znajomi z PL to przeżyli, co to znaczy 23 stopnie w kraju tropikalnym o dużej wilgotności. Poza tym jak temperatura z 42 stopni spada o prawie 20 w kilka godzin to chyba nie trzeba tego przeżyć, żeby wiedzieć, że dla organizmu to znacząca zmiana. Ok, teraz czas napisać o dniu trzecim i zwiedzaniu Alishan.
Człowieki co przeglądają tę stronkę. Na poprawne odpowiedzi czekam do końca tygodnia. Potem wysyłam kartki tylko do tych co mi przesłali poprawne odpowiedzi ;)
Ostatnio przeglądałem zdjęcia z mojej podróży dookoła Tajwanu, i uświadomiłem sobie, że nie napisałem relacji z tego tripu ani nawet nie zamieściłem żadnych zdjęć. Dużo by było pisać na temat tej fascynującej podróży, a zdjęć jest również ogromna ilość ale pomyślałem, że może zrobić to na zasadzie odcinków opowiadania i zdjęć. Muszę przyznać, że od czasu kiedy przyleciałem do Azji przeżyłem naprawdę niesamowite podróże ale zawsze jak sobie obejrzę zdjęcia i filmiki z podróży dookoła Tajwanu to mam naprawdę świetne uczucie. To taka podróż, która była moim marzeniem, a które różniło się kompletnie od mojego marzenia o podróży do Chin. Chciałbym taką przygodę przeżyć jeszcze raz. Wiem, że znowu się uda, tylko kwestia kiedy i z kim tym razem :) Jeżeli będę miał trochę więcej czasu to zabiorę się za prezentację tej podróży. Teraz czeka mnie pracowity tydzień, który zakończę imprezą urodzinową, a potem czeka mnie podróż do gorących źródeł wysoko w górach. Mam nadzieję, że też będzie co opisywać.
I idąc za przykładem mojej koleżanki organizuję mały konkurs :P
Dla pierwszych pięciu osób, które mi odpowiedzą na pytanie: Ile dni trwała moja podróż dookoła Tajwanu? Dla tych prześlę pocztówki z Tajwanu. Spoko, spoko, od czegoś trzeba zacząć :p Poprawne odpowiedzi proszę wysyłać na priva :)