23/09/2026
Dostałam karę za to, jak działa mózg. Serio. Prawie 3 stówy.
Zaparkowałam przy Dworcu Centralnym w Warszawie. Zapłaciłam za parkowanie do końca dnia. Całe 40 zł. Wyjeżdżałam w jednodniową trasę Warszawa - Wrocław - Warszawa.
Wracam, podchodzę do auta, a tam mandat. Za brak opłaty parkingowej.
No przecież zapłaciłam!?!? Przez aplikację SkyCash. Wyrzucam mandat (wiem, błąd), bo mam dowód opłaty. Rok później przychodzi wezwanie do zapłaty z dodatkowymi kosztami. I znów zdziwienie. Jak to? Przecież zapłaciłam!?!? Naprawdę pilnuję tego parkowania, bo swego czasu słono zapłaciłam za rzeczywisty brak opłaty. Ale teraz przecież sytuacja jest inna! Mam ślad w historii w appce. Data się zgadza, godzina też. Opłacone od 11:10 do 20:00.
Więc jak mogło do tego dojść? Teraz już wiem... Zawiodły wydeptane ścieżki w moim mózgu.
Przez lata parkowałam w mieście stołecznym Warszawie i przy Dworcu Centralnym również - od strony Emilii Plater. Za każdym razem ta sama akcja. Wyłączam silnik. Wyciągam telefon. Odpalam SkyCash. Idę. W głowie spokój i czyste sumienie.
Mózg nauczył się tej sekwencji.
Tym razem jednak zaparkowałam po drugiej stronie dworca. Parking wyglądał jak... parking. Poza tym, że jeden jest oświetlony słońcem w innych godzinach niż drugi, to wielu więcej różnic nie ma.... Nie ma szlabanu ani niczego, co skutecznie wybiłoby mnie z wyuczonego schematu i powiedziało: Hej. STOP. Tutaj jest inaczej.
Oznaczenia owszem, jakieś były. Jednak dla mojego mózgu nie na tyle istotne i różniące się, by ten jegomość raczył się nimi przejąć. Szczególnie, że wiedział, że potrzebuję zdążyć na pociąg. Kto by łamał jakikolwiek schemat, skoro trzeba jeszcze dojść na peron?
A zatem mózg rozpoznał znajomą sytuację i uruchomił równie znajomą procedurę. Miejska strefa. SkyCash. Zapłacone. Done!
Tyle że jednak nie.... Bo ten konkretny parking, ten prostokąt na 80 miejsc parkingowych wzdłuż Alei Jerozolimskich nie należy do miasta stołecznego Warszawy, tylko do PKP. I za ten parking nie zapłacisz aplikacją SkyCash… Taki mały myk…
I tak właśnie pojechałam na autopilocie. I efekt taki jak na zdjęciu.
I można teraz rozważać, czy autopilot to tylko kosztowne zło. Oczywiście, że nie. On jest nam bardzo potrzebny. Bez niego życie byłoby potwornie męczące. Nie wyobrażam sobie, żeby za każdym razem od początku zastanawiać się, jak umyć zęby, zrobić kawę, czy założyć majtki.
Mózg tworzy koleiny, żeby oszczędzać nam wysiłku. Jeśli coś wielokrotnie działało, chętnie korzysta z tej samej drogi kolejny i kolejny raz.
Problem pojawia się wtedy, kiedy sytuacja WYGLĄDA znajomo, ale taka sama nie jest.
Wtedy możemy potrzebować czegoś z zewnątrz. Szlabanu. Znaku. Drugiego człowieka. Czegoś, co powie: STOP. Sprawdź. Tym razem może być inaczej. Samemu nie zawsze damy radę to dostrzec...
To chyba była moja najdroższa lekcja o uważności. 276 zł. Taka nieproszona. Bo za kursy mindfulness czy odosobnienia płacę świadomie i z motywacją :D
Mandat niestety musiałam zapłacić. Wysłałam wprawdzie prośbę do operatora o anulowanie kary i możliwość zapłaty tylko równowartości parkowania. Miałam taką cichą nadzieję, że skoro opłatę za parkowanie rzeczywiście wniosłam, tylko przez zwykły błąd - a nie złą wolę - do innego operatora - to można jakoś uruchomić kapkę ludzkiej elastyczności.
Niestety nie udało się. Zrozumienie, jak działa ludzki mózg, nie wystarczyło do uruchomienia równie ludzkiego odruchu... Ja tam w takiej sytuacji bym anulowała....
A Ty jak uważasz? Czy taki „mandat za autopilota” jest fair?
Z życzeniami braku kar i dodatkowych opłat :)
A.
P.S. Formalnie oczywiście mandat nie został wystawiony za autopilota w mózgu :D