05/10/2026
Mój pierwszy tydzień po powrocie na Kretę kończy się słońcem. I dobrze, bo przez trzy dni mieliśmy tutaj taki zestaw pogodowy, że natura postanowiła bardzo wyraźnie przypomnieć, kto tu rządzi. 🌧️💨
Burza, ulewa, wichura. Drogi pozalewane i uszkodzone, zniszczenia domów i pól, w wielu miejscach brak prądu, wody, a nawet zasięgu telefonicznego. Mieszkańcy mówią, że dawno nie doświadczyli tutaj takich warunków.
I wtedy pomyślałam: no pięknie. Przyjechałam na Kretę szukać natury, prostszego życia i kontaktu z ziemią…
i natura potraktowała mnie dosłownie.
Zawsze powtarzam, że potrafię się zaaklimatyzować w bardzo różnych warunkach. Pobyt w Indiach nauczył mnie, że można żyć zupełnie inaczej niż w centrum europejskiego miasta, gdzie wystarczy odkręcić kran, nacisnąć włącznik i wszystko działa. Doświadczyłam tam wielu sytuacji, które zmieniły moje spojrzenie na codzienność.
Dlatego naprawdę doceniam rzeczy, które na co dzień wydają nam się tak oczywiste, że nawet ich nie zauważamy.
Prąd. Woda. Ciepły prysznic. Kawa z ekspresu. Internet. Telefon, który ma zasięg…
A wracając do mojej Krety i mojego bliżej nieokreślonego „na ile”… mieszkam jeszcze przez chwilę w górach. Tutaj wodę mamy z górskiego źródła i pani, od której wynajmuję mieszkanie, zapewniła, że można ją spokojnie pić z kranu.
Tylko jest jeden drobny szczegół.
Nie leci. Od trzech dni 🤷🏻♀️
Bez prądu też nie jest szczególnie łatwo, bo tutaj wiele rzeczy działa na prąd zamiast na gaz. Nie ma prądu – nie ma kawy, gotowania ani całej tej naszej cywilizacyjnej magii. Świeczki robią piękny klimat, ale niestety nie produkują prądu. Sprawdziłam. 😂
Z wodą jest już ciekawiej.
„Leć się umyć w morzu” – usłyszałam.
No dobrze. 😂 Nie sprawdzałam jeszcze, czy działają prysznice na plaży.
Z toaletą też można wejść na wyższy poziom kreatywności, szczególnie kiedy po skorzystaniu z niej nie ma czym spuścić wody. W mieście wsiadasz do samochodu, jedziesz do sklepu i kupujesz baniak. Tutaj sklep mam kawałek, za to gaj oliwny jest całkiem blisko😎🌿
I właśnie dzisiaj wyszłam przed dom i zaczęłam nabierać deszczówkę.
Miską. Jak kiedyś to robiono.
I wiecie co?
Zamiast się wkurzać, pomyślałam: ale ja mam szczęście, że mam do czego tę wodę nabrać.
Nie będę jej pić ani robić z niej kawy😉 Ale do toalety czy umycia czegoś się przyda.
I chyba właśnie w takich momentach najbardziej docenia się to, co mamy.
Przyjechałam na Kretę, żeby zwolnić, odsunąć się od miejskiego zgiełku, nabrać dystansu i pobyć bliżej natury.
Nie sądziłam, że natura odpowie:
„No to sprawdzamy.” 😂🌿
No i dobra! Nie narzekam, bo sama chciałam.
Bo po to tu jestem. Żeby zauważać rzeczy, których wcześniej nie zauważałam. Żeby nie brać codzienności za pewnik. I żeby cieszyć się nawet z tak prozaicznej rzeczy jak woda z deszczu w misce 💙🇬🇷